Życie i praca polskiego pilota Qatar Airways
niedziela, 23 lipca 2017
Przez góry do San Francisco

Po nocnym postoju na campingu z wyjatkowo niesympatyczną obsługą, jak zwyczaje panujace w tego typu miejscach, jedziemy dalej drogą wokół jednej z najwiekszych baz USAF - Nellis AFB, gdzie od wielu lat testowane są najnowsze nabytki amerykańskich sił powietrznych. Chyba bardziej to miejsce znane jest miłośnikom różnorakich teorii spiskowych jako odwiedzana przez Obcych Area 51 której oczywiście oficjalnie... nie ma, ale ponoć gdzieś tam jest. Nie sprawdzaliśmy jak jest naprawdę, za dużo ostrzegawczych tablic! Za to są inne miejsca - część drogi to Extraterrestrial Highway, a przedsiębiorczy Amerykamie sprzedają suweniry i gadżety turystom zwiazane z kosmitami.

IMG_6067IMG_6061IMG_6073Dzień kończymy na sympatycznym dla odmiany RV parku w niewielkim miasteczku Beatty u wrót Death Valley.
Lokalną drogą 374 wjeżdżamy na teren Death Valley National Park - najwiekszego parku narodowego w kontynentalnych Stanach. Wjeżdżamy przez przełęcz Daylight Pass na wysokości 4316 stóp (1316m) npm, gdzie w odróżnieniu od innych parków bilet kupuje się w automacie - sorry, card only! Za to mamy fantastyczny widok na niemalże całą dolinę. Po kilkunastu kilometrach zjeżdżamy na dno najbardziej suchego miejsca na Świecie, a GPS pokazuje -110 stóp czyli 33m poniżej poziomu morza a termometr 125st F czyli jak na Dolinę Śmierci latem całkiem znośnie. Dno doliny wygląda na bardzo jałowe, a zjeżdżając i wyjeżdżając z niej jakoś nie było widać ptaków... MImo to, praktycznie na dnie jest mała miejscowość Stovepipe Wells, gdzie jest stacja parkowych Rangersów czyli strazników (hehe - nie Texasu), sklep, stacja benzynowa, można nawet znaleźć nocleg, jest nawet małe lotnisko i camping. Tyle, że jakiś pustawy... O ile wjazd był dość prosty, o tyle wyjazd drogą 190 jest już bardziej kręty, z jednej strony nad drogą co i rusz wiszą skały, a z drugiej strony przepaśći jakby bardziej strome i znów wspinamy się przez przełęcz Towne Pass na 4956 stóp (1511m) by zjechać do Owens Valley położonej na wysokości ok. 3500 stóp (1100m).
IMG_6082P7020699P7020698P7020701P7020702P7020704W dalszych planach wyprawy było San Francisco, więc rzut oka na mapę i widać że musimy przeprawić się przez góry Sierra Nevada, a najkrótsza droga wiedzie przez Yosemite National Park. Najbliższa trasa drogą 120 przez przełęcz Tioga odpada od razu - jest bardzo kręta, wspina się na 9943 stóp (3031m!), często zamknieta dla ruchu drogowego na długie miesiące. Wybór pada na drugą przez przełęcz Sonora, bo Park Yosemite kusi... Ta przełęcz ma "tylko" 9624stóp (2933m) i droga jest mniej kręta, przynajmniej teoretycznie. Jest położona na północ, więc jedziemy doliną, autostradą stanową 395 do miasta Bishop gdzie planujemy zanocować i podziwiamy fantastyczne, ośnieżone szczyty Sierra Nevada. Jest tylko problem - nasze telefony nie mają zasięgu, więc nie mamy jak zadzwonić i sprawdzić dostępności miejsc na campingach, a nie mam zamiaru się pchać po nocy przez góry. Jedziemy dalej i od razu na pierwszym campingu jest problem - brak miejsc, drugi - to samo, dojeżdżamy do trzeciego i po chwili rozmowy już wszystko jasne - w Stanach też mają długi weekend! Wprawdzie jest niedziela 2go lipca, ale 4 to święto Niepodległości i niemal tradycyjnie kto żyw wyrusza za miasto na kilka dni na wszelkie możliwe formy campingu! Sympatyczna pani próbuje bezskutecznie obdzwonić znane jej miejsca i dalej nic... Daje nam namiary na parę możliwych w okolicy Bridgeport miejsc i jedziemy. Wjeżdżamy pomiędzy góry nad jeziora Twin Lakes gdzie i owszem, jest kilka RV parków i są stanowe, tanie campingi. Wszystko cudownie położone, powietrze fantastyczne, cisza, biegające wkoło sarny jednym słowem idylla. I tylko wszędzie ten sam problem - brak miejsc! Małe miasteczko, wieś właściwie i pomimo, że jest niewielkie lotnisko to Walmarta nie ma. Na szczęście okazało się, że jest parking przy starym supermarkecie i stacji benzynowej gdzie widać kilkanaście zaparkowanych RV i trucków. Cóż robić - noc nastała, zostajemy znów na noc "na sucho" w naszym domu na kółkach. Dzięki górskiemu powietrzu śpimy wyśmienicie, za to rano okazuje się, że na polach dosłownie obok parkingu jest najprawdziwsze stanowe rodeo! Była prezentacja koni, byli prawdziwi kowboje z lassem, łapanie młodych byczków, a nawet "iiii-haaa"!

IMG_6102

Podziwiamy chwilę, ale że chcemy na noc dojechać do San Francisco wkrótce ruszamy w drogę. Po skręcie w drogę 108, na przełęcz Sonora po kilkuset metrach mijamy kierowcę lokalnej ciężarówki który z daleka macha do nas dając na migi znaki, żeby zawrócić. Pomimo wcześniejszej jazdy po serpentynach decydujemy się jednak nie kusić losu naszym 35 stopowym kamperem, a zresztą zaraz obok jest tablica z ostrzeżniem, żeby tak długie pojazdy raczej nie wjeżdżały tą drogą. Zaufaliśmy miejscowym i postanowilsmy nie ryzykować, więc z 395-tki zjeżdżamy na drogę 89 i 88, gdzie przełęcz Carson Pass wznosi się na tylko 8574 stóp (2613 m).
IMG_6112

Ostatecznie kilka mil na południe od jeziora Tahoe wjeżdżamy na stanową 50-tkę, dalej przez Sacramento i międzystanową 80-tką dojeżdżamy wieczorem do San Francisco. Rzut oka na termometr: 58st F czyli tylko +14st C, a nad miastem rozciągają się chmury tak niskie, że wierzchołki mostów - Golden Gate i Bay są zakryte! Parkujemy w RV parku - tym razem są miejsca, bo zadzwoniłem z drogi. Jak to w dużych miastach w US - bardzo drogi park, a okolica taka sobie. Na drugi dzień - święto 4 lipca, jedziemy do downtown, bo 4 lipca to obowiązkowe w USA fajerwerki. San Francisco - opiewane w literaturze i w filmach, zostawiło po sobie mieszane uczucia - z jednej strony malowniczo położone z wieloma stromymi uliczkami i wieloma ciekawymi miejscami. Z drugiej - te same miejsca nie grzeszą czystością, sporo bezdomnych, a nad większością ulic unosił się specyficzny zapaszek, delikatnie mówiąc... Stosunkowo najfajniej było na wybrzeżu, szczególnie w okolicach Pier 39, gdzie się działo, bo m.in. ze względu na święto postawiono scenę z muzyką na żywo. W sklepach obok tłumy ludzi, a na stolik w restauracjach trzeba było poczekać kilkadziesiąt minut. Ceny oczywiście "turystyczne"... Niestety, nie zaliczyliśmy Alcatraz, bo wycieczkę na słynną Rock trzeba zamawiać na parę tygodni wcześniej. Nie dość, żę zmarzliśmy to jeszcze nici były z pokazu sztucznych ogni. Niewiele było widać, choć miejscówkę mieliśmy dobrą, to niskie chmury na wysokości około 100 metrów skutecznie popsuły pokaz.

11:01, piotr.smietana
Link Komentarze (1) »
niedziela, 16 lipca 2017
Pustynia, góry i woda

Na wschód od Las Vegas jest pasmo Spring Mountains a za nim kanion rzeki Kolorado, wijący się malowniczo przez kilka stanów. Na tej rzece, rozgraniczającej stany Nevada i Arizona w latach 30-tych ubiegłego wieku wybudowano tamę Boulder Dam. Zwana też zaporą Hoovera, dla uczczenia 31. prezydenta tworzy największe sztuczne jezioro w USA - Mead. Pomimo tylu lat od powstania sama tama, ale także i w krajobrazy wzdłuż drogi prowadzącej do niej robią wrażenie.

IMG_5974P6290531P62905481
Te krajobrazy, taka swoista "uczta dla oczu" towarzyszyły nam zresztą podczas całej tegorocznej trasy. Następnie zatrzymaliśmy się w RV parku w uroczym Mesquite na pograniczu Nevady i Arizony z widokiem na Mt. Bangs, skąd wyruszyliśmy do Zion National Park w Utah. Nazwany został tak od kanionu o tej samej nazwie, który z kolei został tak nazwany przez Mormońskich pielgrzymów. Prowadzi przez niego niesamowicie widowiskowa trasa pełna serpentyn i tuneli.

 P6291102P6290605P6290611P6290552

Sam park jest tak popularny wśród turystów, że o miejscu dla RV można było niestety tylko pomarzyć - rezerwacja w sezonie jest wysoce wskazana. Według mapy i aplikacji, z której korzystamy w podróżach RV jest w okolicy sporo campingów, my jednak chcielibyśmy zanocować w okolicach miasteczka Page lub nad położonym opodal jeziorem Powell.

IMG_5995fullsizeoutput_67fc

Tak jak dotychczas jedziemy do RV parku (czyli campingu), ale okazuje się, że niestety brak miejsc! Jest jedno, ale tzw. suche czyli bez przyłączeń wody a co gorsza prądu, zaś własny generator trzeba wyłączać po 22:00. Po co prąd? Ano - jeśli w dzień jest ponad +40, a w nocy nadal +30 bez klimy nie dalibyśmy rady odpocząć, a przed nami jeszcze ciągle długa droga! Co robić? Jest coraz później, my zmęczeni i w końcu jest miejsce, ale oddalone o ponad półtorej godziny jazdy... Wtedy przypominam sobie, że są w Stanach miejsca, gdzie można zostać na noc kompletnie za darmo! Jednym z nich są... parkingi przy m.in. Walmartach, których założyciel sam jest fanem carawaningu i podróży RV, a ochrona sklepów nawet dyskretnie nadzoruje bezpieczeństwo parkująch. Akurat w okolicy jest jeden, podjeżdżamy i - faktycznie na obrzeżach parkingu stoi zaparkawanych około 10 RV - slajdy rozłożone, generatory pracują, światło się świeci, znaczy zostali na noc, obok jest też kilka trucków czyli wielkich, amerykańskich ciężarówek. Zostajemy więc i my, bo po calym dniu za kółkiem po kretych drogach nie uśmiecha mi się perspektywa nocnej jazdy tym bardziej, że w końcu to RV czyli dom na kółkach. Ostatnie zakupy, kolacja i spać. Typowe dla użytkowania campera opróżnienie zbiorników zrobiłem rano też za darmo na położonej obok myjni, gdzie mieli taką stację. Oprócz użytkowników RV korzystatają z niej także właściciele łodzi holowanych nad i z jeziora Powell.

W okolicy położone jest bardzo malownicze zakole na rzece Kolorado - Horseshoe Bend. Widok rzeki wijącej się na dnie kilkuset metrowego wąwozu robi niesamowite wrażenie, ale jako że brak jakichkolwiek zabezpieczeń trzeba uważać podchodząc do brzegu wąwozu.

 fullsizeoutput_67fd1P6300626

Jednakże największą atrakcją okolic miasteczka Page jest Kanion Antylopy, a w zasadzie dwa - Upper i Lower. Są położone na terenie indian Navajo, podobnie zresztą jak i samo miasto, w którym indianie stanowią zdecydowaną wiekszość. Kaniony czy wąwozy te uformowane erozją wody przez tysiące lat w czerwonawym piaskowcu są cudem natury przez duże "C" - nie ma co pisać, to trzeba zobaczyć! Dzień w Page zakończyliśmy kolacją w restauracji serwującej lokalne specjały, inspirowane kuchnią pionierów Zachodu i indiańską, były też występy folklorystyczne.

fullsizeoutput_6800fullsizeoutput_6806fullsizeoutput_6808P7010694P7010634
 

17:35, piotr.smietana
Link Komentarze (1) »
środa, 12 lipca 2017
Las Vegas

Las Vegas olśniewa! Może to truizm, ale tak jest. Miejsce z najbardziej znanymi hotelami, kasynami i atrakcjami, co w Vegas oznacza dokładnie jedne i te same miejsca olśniewa kolorami reklam wszystkiego. Przez to miejsce znane jako Las Vegas Strip przewalają się tłumy turystów nie baczących na morderczą ponoć w tym roku temperaturę sięgającą 125 st F czyli +51st C! Pomimo to jest dość czysto, tak też wyglądają południowe przedmieścia Vegas. Tym razem nasz RV park w którym się zatrzymaliśmy był położony dość blisko the Strip, ale mimo to na spacer w tych temperaturaturach było trochę za daleko. Aby się tam dostać zamawialiśmy taksówkę lub ubera. Jednym z kierowców był dość elegancki starszy pan Herbert, mieszkający w Las Vegas od ponad 55 lat a pochodzący z Niemiec. Barwnie opowiadał o Las Vegas z lat 60-tych ubiegłego wieku, o historii kasyn, hoteli i ludzi z nimi związanych, udzielał rad gdzie co zobaczyć i dobrze zjeść, a na koniec podwiózł nas też pod stary terminal lotniska, gdzie obecnie jest wejście dla pasażerów prywatnych odrzutowców.

 

P6260519

Kasyna sobie odpuściliśmy, choć kuszą na każdym kroku, woleliśmy obejrzeć m.in. występy dwóch przedstawień Cirque de Soleil. Zdajemy sobie sprawę, że miasto ma zapewne i inne oblicze, jednak to co widzieliśmy spodobało nam się i pewnie wrócimy tutaj kiedyś tym bardziej, że dużo się tu dzieje, oj dzieje! A może się to okazać dość łatwe tym bardziej, że Qatar Airways otwiera bezpośrednie połączenie do Las Vegas w przyszłym roku!

 To wszystko są oryginały oczywiście ;)

 

22:42, piotr.smietana
Link Dodaj komentarz »
sobota, 08 lipca 2017
Południowa Kalifornia

Po kilku dniach w Los Angeles, szybkim zwiedzaniu miasta, Hollywood i Beverly Hills pora wyruszyć w trasę. Oczywiście na pokładzie RV! Zaczęliśmy od Palm Springs, uroczego miasteczka na południu Kaliforni, ulokowanego bardzo malowniczo na płaskowyżu u podnóża góry San Jacinto. Na górę się wprawdzie nie wspinaliśmy, ale wybraliśmy się na przejażdżkę kolejką linową Palm Springs Aerial Tramway. Prowadzi przez kanion Chino w okolice szczytu i zapewnia fantastyczne widoki podczas jazdy tym bardziej, że podłoga wagoników kręci się dookoła. Z tarasu widokowego rozciąga się widok na Palm Springs i dalej - ponoć przy dobrej pogodzie widoczność sięga 200 mil! IMG_6564

IMG_65491 

Następnym punktem był Joshua Tree National park - porośnięty w całości wielkimi jukami i w ich cieniu zanocowaliśmy.

IMG_6537

Następnie wyruszyliśmy w kierunku Nevady i jej najbardziej znanego miasta - Las Vegas. Po drodze mieliśmy niezapomnianą podróż przez pustynne miasteczko 29palms, góry i wyschnięte słone jezioro gdzie temperatura sięgała 125 stopni F czyli ponad +50 st C, klimatyzacja już słabo sobie radziła... Dalej była klimatyczna stacja benzynowa przy legendarnej trasie Route 66. Dalej wjechaliśmy na teren Mojave National Preserve, trzeci co do wielkości park narodowy w stanach kontynentalnych, na który składają się góry, pustynia ze "śpiewającymi" wydmami, lasami jukowymi i - niesamowitymi widokami. Myśleliśmy nawet o pozostaniu na noc, ale campingi były puste. W pewnym momencie skończyła się droga asfaltowa i został tylko ubity trakt wąski na tyle, że o zawracaniu 35 stopowym RV nie było mowy. Ale w końcu jakoś się przedarliśmy by zaśpiewać " Viva Las Vegas"!

21:08, piotr.smietana , Dzień po dniu
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 22 czerwca 2017
Jak spędzić 2 dni w samolocie...

A miał to być spokojny lot do Waszyngtonu. Spokojny, bo po locie miałem wolne dni, a po nich urlop, na który wybieraliśmy się na kolejną wyprawę RV, tym razem na podbój Zachodniego wybrzeża Stanów Zjednoczonych.
Sam pobyt w Waszyngtonie tym razem był spokojny i przyjemny, bo okraszony jak zawsze fajną wizytą w Smithsonian Air and Space Museum Udvar Hazy koło lotniska w Waszyngtonie. Kiedy łapałem przedlotową drzemkę gdzieś tam końcówką świadomości słyszałem burzę i ulewę nad lotniskiem. Kiedy później zaczynałem przygotowania do wyjścia z hotelu rozdzwoniły się telefony. Okazało się, że ze względu na burzę samolot zamiast w Washington Dulles wylądował w Baltimore Washington. Niby niedaleko, ale choć pogoda poprawiła się po półgodzinie załodze "wyszły godziny" pracy i już nie mogła wykonać krótkiego, bo raptem 15 minutowego lotu. Pasażerowie wysiedli w Baltimore, bo to blisko do Waszyngtonu, ale samolot został... Jako że wszystkie loty do Stanów wykonujemy w podwójnej załodze podjęto decyzję, że dwóch pilotów z załogi "relief" (można powiedzieć, że to zmiennicy) pojedzie na drugie lotnisko i przyprowadzi samolot na lotnisko Dulles, a my wraz z ze stewardesami z powrotem do pokojów i czekamy na samolot. Niestety, okazało się że to nie taka prosta sprawa bo załatwienie wszystkich formalności trwało dłużej niż się spodziewano. Po przylocie do Dulles okazało się, że jesteśmy jedyną załogą do wykonania lotu z Waszyngtonu do Dohy. No dobrze, ale 2 pilotów może w tych warunkach może lecieć 9h a czas lotu to...12h! Co robić? W końcu decyzja - lecimy, ale lądujemy po drodze, gdzie samolot przejmie "świeża" załoga. Ale gdzie lądować? Ale i na to jest odpowiedź dyspozytora - lądujemy w Atenach. Dlaczego Ateny? Ano bo możemy pracować tylko do 15:00 UTC czyli Ateny to praktycznie najdalej dokąd dolecimy. No dobrze - w końcu z małym, ponad 4 godzinnym poślizgiem lecimy, bez typowego u nas wypoczynku w bunku. Zastanawiamy się tylko, dlaczgo musimy czekać prawie 3godziny na start do Dohy? Okazało się, że załoga która odbierze od nas samolot przyleci z Doha mniej więcej półtorej godziny po nas... Cóż - dolecieliśmy do Aten, zakołowaliśmy na stanowisko i - czekamy! Pasażerowie w gejcie, my w samolocie. W końcu - są i lecimy do Dohy, tym razem jako pasażerowie! Po starcie zasnąłem niemalże id razu, a obudziło mnie schodzenie do lądowania. Po załatwieniu formalności do domu dotarłem ok. 2:30 rano po to tylko, aby się przygotować na lot do Los Angeles, tym razem jako pasażer. Taksówka na 4:30 bo lecę o 7:30 i "już" po nieco ponad 16 godzinach lotu i 45 minutach czekania na wolny gate jestem w LAX, gdzie od kilku dni czeka na mnie reszta rodzinki...

Wakacje czas zacząć!

 

14:59, piotr.smietana
Link Komentarze (2) »
piątek, 09 czerwca 2017
Zapraszamy na pokłady QA!

Dobrze, mam za sobą pierwszy lot od początku kryzysu, tym razem do Bangalore w Indiach. Wrażenia - zaskakująco dobre! Jest mniejszy ruch, bo w końcu loty do UAE, KSA p, Egiptu i Bahrainu to ok. 17% połączeń, a także brak przewoźników z tamtych krajów. Odlot był prostszy, bo SIDów (Std Instrument Dep) nie używamy tylko RWY HDG i 4000', ale prawie od razu po starcie jest wektor radarowy. ATC Bahrainu się zachowuje przyzwoicie, bo nie dość że dają wyższe poziomy to jeszcze skróty w porozumieniu z Teheranem czego przed kryzysem nie było albo było rzadko! W stosunku do normalnego czas blokowy wydlużył się raptem o 10 min. Fakt, że nie był szczyt, ale - da się... 

Powrót był podobny nie licząc wcześniejszego schodzenia, aczkolwiek także i przedtem Bahrain kazał nam schodzić niżej na 5-10 przed optymalnym Top of Descend. Na częstotliwościach MTeheranu i Muscatu słychać dużo Qatari... I znów - może to subtelne wrażenie, ale wydawało mi się, że Qatari dostają co chcą od ATC. Fakt, że byliśmy po porannym szczycie więc zamiast STARów (Std ARrivals) tylko wektor radarowy i wysokość więc szybciej i krócej. Jak poprzednio tylko kilka minut dłużej. Da się? Da! A na lotnisku może nieco sennie bo oprócz QA tylko Oman Air i Royal Jordanian, choć nie widziałem, żeby jakieś nasze samoloty się "pasły w trawie".

Dzień jak codzień...

14:33, piotr.smietana
Link Komentarze (2) »
wtorek, 06 czerwca 2017
Iftar

Dochodzi zmierzch, jedziemy samochodem. Czekamy na światłach a wtedy podchodzi człowiek i podaje przez okno małe pudełko a w nim przekąska na pierwsze przełamanie postu, na początek iftaru:

IMG_56161
IMG_56151Daktyle, laban i bułeczka. Nieważne że jesteśmy biali, wszyscy dostali, a czekało ok. 20-25 samochodów.

23:18, piotr.smietana
Link Dodaj komentarz »
Kryzys

No to się porobiło...

Zaczęło sie wczoraj rano kiedy to 4 kraje z tego 3 sąsiadujące zamknęły swoja przestrzeń powietrzną dla samolotów katarskich. Początkowo ruch odbywał się bez większych problemów, ale od dziś jest więcej ograniczeń. QA nie lata do Emiratów, Arabii Saudyjskiej, Egiptu i Bahrainu, . Pozostawiono dwie drogi - jedna wylotowa i druga wlotowa do Kataru i cały ruch odbywa się poprzez Iran, nad którym i tak od dłuższego czasu lataliśmy ze względu na zamknięcie Syrii i Iraku.

A życie? cóż - po wczorajszej chwilowej panice w supermarketach toczy się dalej. Spotykamy się też oznakami sympatii ze strony zwykłych Katarczyków, a na blokadę granic drogowych błyskawicznie odpowiedział Iran oferując pełne zaopatrzenie w ciągu 12h drogą morską. Będzie okazja wypróbować nowy port Hammad... A na portalach społecznościowych pojawiły się wyrazy solidarności ze strony... saudyjczyków i obywateli Emiratów!

O co poszło? Są lepsi znawcy tematu czy analitycy, niestety nie w Polsce i odsyłam do nich. Jak nie wiadomo o co, chodzi zawsze o kasę i pewnie jest tak i tutaj. Polityka Kataru od jakiegoś czasu jest solą w oku krajów GCC, podobnie jak zbliżenie z Iranem i zapowiedź interesów m.in. gazowych. Dodatkowo nie podoba się rola al Jazeery, swoistej wizytówki Kataru, często mówiącej o powiązaniach w krajach zatoki. A oskarżenia o terroryzm? Tutaj nie ma czystych rąk - wystarczy spojrzeć na "listę uczestników" z 11 września - 15 Saudyjczyków, 3 Egipcjan, albo przypomnieć sobie skąd był Bin Laden...

 

11:42, piotr.smietana
Link Komentarze (2) »
piątek, 02 czerwca 2017
Lecimy do LAX

Na początek odpowiedź - ten lot do LAX kwalifikowany jest jako polarny bo przebiega na granicy obszaru polarnego zdefiniowanego powyżej 78 st. szerokości geograficznej północnej.

FullSizeRender3 Tutaj widać wpływ ETOPSu 207 minut na przebieg trasy, jak widać pokrywa najbardziej północny odcinek trasy:IMG_04887

Największym wyzwaniem jest nawigacja w rejonach podbiegunowych. Jak wiadomo, bieguny magnetyczne Ziemi nie pokrywają się z biegunami geograficznymi, a na dodatek - bieguny magnetyczne wędrują. Wokół biegunów określono obszary niepewności magnetycznej AMU (area of magnetic unreliability), tu na czarno zaznaczone jest to, co mamy w bazie komputera pokładowego FMC, tzw. Keyhole:

 IMG_6206

Dolatując do tego obszaru należy zmienić sposób prowadzenia nawigacji z klasycznej, opartej na kursach magnetycznych (w relacji do północy magnetycznej) na tzw. rzeczywistą, opartą na kierunkach rzeczywistych (odniesienie do północy rzeczywistej, geograficznej). System nawigacyjny samolotu przełącza się automatycznie na nawigację wg tzw grid'ów a także zmienia punkt odniesienia z Magnetic na True, a dodatkowo zmieniamy to ręcznie przyciskiem. Mówiąc w skrócie - samolot lecąc wg grid'ów leci wg stałego kursu rzeczywistego... żyrokompasu, który jak wiadomo utrzymuje stałe położenie w przestrzeni. Wygląda to trochę dziwnie, bo wlatując w obszar polarny z kursem rzeczywistym powiedzmy 300 st., staje się on gridem i pozostaje nawet po minięciu bieguna gdzie kurs rzeczywisty jest wręcz.. południowo-zachodni, ale grid ma nadal 300 stopni! Zainteresowanych odsyłam do stron internetowych, niestety angielskich (grid navigation - polskich nie znalazłem)

IMG_62093 Tutaj na mapie plotingowej (przykro mi, nie znam polskiej nazwy!) po lewej stronie jest trasa lotu z naniesionymi punktami i gridami. Po stronie rosyjskiej widoczne są stałe trasy polarne, z których najczęściej korzystają przewoźnicy na wschód od nas, my czasami wykorzystujemy tą najbardziej wschodnią. Widać podział przestrzeni powietrznej (FIRy), a także lotniska - czerwone to awaryjne, brązowe - normalne zapasowe, tzw. ETOPSowe. 

W okolicach podbiegunowych mogą występować problemy z łącznością VHF i HF zwłaszcza w okresach wzmożonej aktywności słonecznej, ale także z łącznością satelitarną powyżej szerokości 82st. Satelity łącznościowe bazują na satelitach geostacjonarnych stąd szczególnie na północ od Kanady występować może tzw. zjawisto "cienia SATCOMa" stąd data link pilot-kontroler (CPDLC) może mieć zakłócenia czy opóźnienia.

Reasumując - mając to wszystko na uwadze można już pokojnie lecieć na zwiedzanie Zachodniego wybrzeża... 

07:43, piotr.smietana
Link Komentarze (7) »
czwartek, 01 czerwca 2017
LAX

Oj dawno nie udzielałem się na blogu... Mam nadzieję, że moja bezczynność nie zniechęciła stałych czytelników, zaś nowy wpis was zainteresuje. Okazją ku temu jest mój ostatni lot do Los Angeles. Jeden z dłuższych jakie ostatnio wykonałem, a dodatkowym smaczkiem jest trasa tego lotu w pobliżu bieguna północnego. Wprawdzie nie miałem okazji do przelotu dokładnie ponad biegunem i zaobserwować składającą się skalę busoli, ale i tak jest to lot dość nietypowy. Zgodnie z definicją każdy lot wykonywany w pobliżu biegunów podlega dodatkowym regulacjom i zabezpieczeniom, są też dodatkowe procedury awaryjne, bo w końcu przez kilka godzin możemy lecieć na granicy naszego ETOPSu czyli Engines Turns Or Passengers Swimming - ups to nie to! To jest oczywiście Exended Twin OPerationS. U nas dla B777/787/A350 jest to 180 min, zaś w lotach polarnych na 777 wydłużamy go do 207 min. Sam samolot może więcej, ale za każda dodatkowa minuta... kosztuje więc po co płacić za coś, czego nie wykorzystamy?

Tak więc powyzej 78 stopnia szerokości geograficznej północnej lot trzeba dodatkowo przygotować.IMG_6204

Jednym z problemów jest niska temperatura zewnętrzna spadająca poniżej -65st. C co powoduje spadek temperatury paliwa. Nafcie lotniczej blisko dość paliwu dieslowskiemu, więc nietrudno sobie wyobrazić co by się stało gdyby wytrąciła się parafina i zablokowała linie paliwowe. Każde paliwo ma określoną minimalną temperaturę użytkową, poniżej ktorej mogą wydzielać się cząstki stałe i tak dla najpopularniejszych paliw JET A (stosowane w USA, Azji) jest to -40st. C a dla JET A1 (Europa) -47. Granicą bezpieczeństwa są 3 stopnie i na taką wartość ustawiamy sobie ostrzeżenie w komputerze pokładowym FMC, odpowiednio -37 i -44st. C. W rzeczywistości paliwa mają te wartości sporo niższe, nawet i o 10 stopni i często tankując paliwo w USA czy Kanadzie załoga je otrzymuje, więc można wtedy obliczyć nowe progi. Tym niemniej dodatkowo przed lotem dyspozytor na podstawie prognoz pogody oblicza prognozę... spadku temperatury paliwa w zbiornikach podczas lotu na wszystkich punktach trasy! Z doświadczenia widać, że są z dokładnością do ok. 2 stopni i np. w dzisiejszym locie przewidywano -26 i tak też było. IMG_62033

Wspomniałem o ETOPSie czyli konieczności określenia lotnisk awaryjnych na wypadek poważnej awarii silnika, pożaru czy dekompresji. Jest ich trochę - m.in. na północy Rosji Murmańsk, Bodo czy Alta w Norwegii, Rovaniemi w Finlandii, na Spitzbergenie, Thule na północnej Grenlandii - te lotniska traktujemy jako Emergency, a dzis nawet na Spitzbergenie była dodatnia temperatura... Na lot polarny do samolotu zabieramy dodatkowe awaryjne wyposażenie polarne składające się m.in. ze specjalistycznych kombinezonów polarnych, których jest tylko 5 sztuk, dla części załogi oraz z tzw. space blankets dla kazdego pasazera plus pewna rezerwa.

Pogoda w rejach biegunowych jest przeważnie wyżowa, brak jest chmur burzowych, jet-streamów a także turbulencji, aczkolwiek niska tropopauza to inne zagrożenie - promieniowaniem słonecznym i kosmicznym. Dużo zależy od pola magnetycznego Ziemi, a także od aktywności słonecznej i takie informacje można sprawdzić przed lotem, dodatkowo zaś otrzymujemy od dyspozytora komunikaty w trakcie lotu.

IMG_0484IMG_61987Jak widać podczas tego lotu była to mała dawka.

 

14:11, piotr.smietana
Link Komentarze (2) »
sobota, 10 grudnia 2016
Będę cierpliwy...

... ale do czasu!

Dyskusja to dobra rzecz, pod warunkiem, że rozmawia się o TYM SAMYM!

W nawiązaniu do dyskusji pod jednym z ostatnich moich postów, jeszcze raz, tym razem zarzekam się, że ostatni wyłożę łopatologicznie, o co chodzi.

"Pańskim argumentem jest wiara a nie rozum; wiara w "fachowość" autorów oficjalnych raportów." Niespełna 40 lat w lotnictwie z czego prawie 30 jako pilot samolotu komunikacyjnego to wiara? To żart czy obelga? Uważam, że moje doświadczenie i wiedza, zasadnicza wiedza LOTNICZA pozwala mi wyciągać własne wnioski. Z racji zawodu interesuję się wypadkami lotniczymi, niejednokrotnie oglądałem i analizowałem zapisy z rejestratorów lotu, pozwala mi to na rozszerzanie wiedzy lotniczej.

Aby wykonać poprawnie podejście do lądowania wg 2 NDB należy przestrzegać paru zasad, które są TAKIE SAME dla samolotów typu Piper, Cessna, An-2, Boeing B747 czy - Tu-154. TAKIE SAME zasady musi przestrzegać pilot z Polski, Niemiec Rosji czy USA, katolik, buddysta, Żyd czy muzułmanin! Najpierw - należy się przygotować, zrobić briefing kolegom z załogi! Potem trzeba utrzymywać odpowiednią prędkość, poszczególne punkty przelatywać na wskazanej w procedurze wysokości, natomiast pod żadnym pozorem, powtarzam to setki razy - ŻADNYM, NIE WOLNO schodzić poniżej wysokości minimalnej, tzw decyzji. W tym rodzaju podejścia jest to wysokość określona wysokościomierzem ciśnieniowym - tylko takim i broń Boże innym!!! Tylko to zapewnia przewyższenie nad przeszkodami, eliminuje niebezpieczeństwo zderzenia z ziemią a przede wszystkim - jest niezależne od rzeźby terenu. Nie potrzeba do tego ani GPSa, TAWS czy radaru! Za zejście poniżej minimów w lotnictwie cywilnym traci się licencję i WYLATUJE Z PRACY! O ile się przeżyje... W lotnictwie cywilnym - NIE wolno nawet ROZPOCZĄĆ procedury podejścia! Niezastosowanie się do tych przepisów wynika albo z niewiedzy albo braku umiejętności. Zresztą - wypadek ten kopia katastrofy samolotu CASA. Latanie samolotem pasażerskim, nieważne jaki pilot to robi - to nie lot bombowcem, tutaj NIE WOLNO ryzykować, trzeba umieć powiedzieć NIE - ba, właśnie trzeba czasem być tym tchórzem! Piloci w tym locie, być może, że najbardziej doświadczeni w całej jednostce, w liniach lotniczych byliby uznani za... początkujących! Ze szkoleniem w systemie radzieckim, miałem do czynienia w swojej karierze, a wg którego Spec Pułk operował pozostawiało jednak do życzenia, i to dużo. Dobrze, że to historia! Cała reszta - nieznajomość zachowania automatyki samolotu, bierność kontrolerów, atmosfera wokół, amatorszczyzna przygotowania lotu to dodatkowe czynniki sprzyjające tylko temu, co się stało, ale nie to było decydujące. W lotnictwie w badaniach czy opisach wypadków lotniczych powszechnie używa się modelu "sera szwajcarskiego" - każdy, podkreślam KAŻDY wypadek to nałożenie się wielu elementów, z których żaden sam w sobie nie jest dominujący. To dopiero nałożenie się ich razem powoduje katastrofę - i tak było w tym przypadku. 

Powyższym postem zamykam dyskusję na temat katastrofy na moim blogu.

05:42, piotr.smietana , Latanie duże i małe
Link
czwartek, 08 grudnia 2016
Oshkosh

Zaraz, o czym by tutaj... Ach tak!

OSHKOSH!!!

Tradycyjnie na przełomie lipca i sierpnia każdego roku, od ponad 50 lat odbywa się w Oshkosh największa impreza małego lotnictwa EAA AirVenture - zlot i impreza handlowa. W 1953r powstało EAA (Experimental Aircraft Association) - stowarzyszenie promujące m.in. budowę w warunkach domowych samolotów, a latem tego samego roku zorganizowano pierwszy zlot. Po kilku zlotach w Milwaukee i Rockford od 1969 roku zloty odbywają się w Oshkosh. Pisząc o naszym wiosennym pobycie na Sun-N-Fun zacząłem od niemalże retorycznego pytania czy może być coś lepszego dla miłośnika lotnictwa?? Otóż może - tym miejscem jest oczywiście Oshkosh.

Po udanym, choć zdecydowanie za krótkim pobycie na Sun'n'Fun na wiosnę deyzja mogła być jedna - musimy być na Oshkosh. Niejako juz tradycyjnie bo w RV zaliczając po drodze Six Flags zawitaliśmy do Oshkosh.

Oshkosh dawno przestało być miejscem gdzie przylatują proste samoloty z drewna, rurek i płótna typu Piper Cub - owszem tych nie brakuje ale są też i setki, nie - tysiące innych. Są oczywiście samoloty amatorskie (homebuilts) od najprostszych ULMów typu Quicksilver, są samoloty drewniane, metalowe i kompozytowe, jedno, dwu i wielomiejscowe, zupełnie proste i także takie wyposażone w kabinę ciśnieniową i silniki turbinowe, ba - nawet i odrzutowe.

Spory sektor lotniska zajmują samoloty zabytkowe Vintage i Classic czyli prawdziwe latające zabytki z lat 20-, 30-, 40- i 50-tych. Aż trudno uwierzyć, że niektóre z nich mają ponad 80 lat i latają bo wyglądają jak nówki!!

Wisienką na torcie, najbardziej rzucające sie w oczy są samoloty typu Warbird czyli eks-militarne, nie tylko te które faktycznie uczestniczyły w konfliktach wojennych, ale także samoloty i śmigłowce szkolne i pomocnicze. Mustangi, Corsairy, Harvardy T-6, T-28 Trojan , Mitchele B-25 i wiele, wiele innych wyglądały jakby wczoraj wyleciały z fabryki, albo i nawet lepiej.

Samoloty o których pisałem to są samoloty tzw. wystawowe - ich właściciele włożyli tyle pracy, środków i serca w to, aby latały, że raz w roku chcą się pochwalić przed innymi, spotkać przyjaciół. Oprócz tego oczywiście na lotnisko przyleciały tysiące innych samolotów - ot "zwykłe" Cessny, Pipery, Mooney i innych. Przestrzeń całkiem sporego lotniska, spokojnie porównywalnego do Okęcia (o ile nie większego) była zapchana samolotami, część z nich parkowała na przyległych do lotniska... farmach.

O skali imprezy niech świadczą liczby: ponad 560 000 osób, ponad 10000 samolotów z czego 2855 showplanes - 1124 Homebuilt, 1,032 vintage, 371 warbirds, 135 ultralights, 101 seaplanes i innych. 

Oczywiście zlot i wystawa samolotów to tylko część imprezy - na Oshkosh obecnie są wszyscy producenci małego lotnictwa - Cessna, Piper, Mooney, Lycoming, Continental, Garmin że wspomnę tych najbardziej znanych. Byli producenci zestawów samolotów do samodzielnego montażu, osprzętu, silników i wyposażenia - nie sposób wymienić wszystkich, ciężko było obejść wszystko pomimo, że spędziliśmy tam tydzień. Ponadto były stragany i pchli targ z częściami i gadżetami lotniczymi, modelami i mnóstwo innych fajnych i śmiesznych rzeczy.

Każdego popołudnia o 14:30 skoczek z olbrzymią amerykańską flagą zaczynał pokazy w locie - a było na co patrzeć! Popisy samolotów akrobacyjnych, Warbirdów i wojskowych. Świetnie komentowane, dodatkowo filmowane z kokpitów i przekazywane na żywo na wielkie ekrany wśród publiczności. Fantastyczny pokaz dali Kanadyjczycy z zespołu "Snowbirds" w weekend - 45 minut dynamicznego pokazu 9 samolotów. W środę i w sobotę były dwie tury pokazów - dzienne i nocne, kończące się fajerwerkami z bardzo efektownym zakończeniem - ścianą ognia. Tutaj znajdziecie zdjęcia z pokazów.

Oshkosh to także, a może przede wszystkim impreza towarzyska, bo lotnisko i okolice na jeden tydzień zamienia się w olbrzymi camping na którym jest kilka razy więcej gości niż mieszkańców miasta, a część przybyłych śpi w namiotach rozbitych w cieniu skrzydeł własnych samolotów. Aby to wszystko miało szansę się udać jest mnóstwo ułatwień sanitarnych, są knajpki, sklepiki, bankomaty, jest darmowa komunikacja po terenie zlotu, campingu i parkingu - to są w końcu kilometry z jednego końca na drugi...

Oczywiście jak na każdej takiej imprezie miałem aparat, który wręcz gotował mi się w rekach! No OK, gorąco też było ;) Trochę mi zeszło na przygotowaniu wpisu bo chciałem go uzupełnić zdjęciami. Bo czegokolwiek bym nie napisał o Oshkosh, obrazy są zawsze warte tysiące słów Zapraszam do oglądania albumów na moim flickr: 26 lipca, 28 lipca, 29 lipca, AirVenture Museum.

czwartek, 15 września 2016
Upadek Rozumu w Polsce

Zapamiętajcie dzisiejszą datę - 15 wrześnie 2016 roku - tego dnia Rozum przegrał.

Sromotnie, bezapelacyjnie i z kretesem... Przegrał z podstępnym i bezpardonowym wrogiem - fanatyzmem, zaślepieniem, pseudo-religią smoleńską, z niewiedzą, niedouczeniem i złą wolą. 

Takiego steku bzdur, kłamstw i zwykłych przeinaczeń nie widziałem dawno. Wszystkie te idiotyczne, "wybuchowe" tezy obrażają mnie. Obrażają moją wiedzę, zarówno ogólną jak i lotniczą, obrażają moją inteligencję. Po co mi tysiące godzin w powietrzu, po co pot na szkoleniach i w symulatorach, długie godziny szkoleń teoretycznych? Po co mi studia techniczno-lotnicze skoro "superkomisja"  w składzie kilku "kolesi" czy pseudoekspertów nie mających z lotnictwem NIC wspólnego wie wszystko lepiej! Nieważne, co się stało - ważne jest tylko to, CO TRZEBA UDOWODNIĆ! A od 6 lat wiadomo jedno - to wszystko wina Tuska! Jak u Hegla - "Jeśli teoria nie zgadza się z faktami, tym gorzej dla faktów" Na to poszły państwowe pieniądze? Przecież to co "najjaśniesza komisja" przedstawiła mówił jej przewodniczący od baaardzo dawna, ba - od początku. A dziś? Tak samo gadali długo i - ot tak, coś z niczego bez sensu. No tak, kasa się kończy to trzeba igrzysk! To po co instytucje jak PKBWL - państwowa w końcu czy prokuratura? Ach no tak - nie były "nasze"... Teraz wszystko jest "nasze, polskie" - a dlaczego nie może także lepsze? No bo chyba już było...

Mimo wszystko jestem optymistą i ciągle mam nadzieją, że obiektywna prawda zbłądzi pod strzechy ale powoli zaczynam wątpić... Na pewno pozostanie niesmak po tym wszystkim...

Na szczęście w internecie nic nie ginie - Raport z wypadku Tu-154M czyli książkowy przykład CFIT na wielu szkoleniach na całym Świecie. 

19:05, piotr.smietana , Dzień po dniu
Link Komentarze (17) »
sobota, 04 czerwca 2016
Sun'n'Fun

...czyli po polsku "Słońce i radocha"! Camping na lotnisku pełnym samolotów - czyż może być jakaś większa radość dla pilota?

Jak co roku w Lakeland na Florydzie odbywał się zlot Sun'n'Fun - chyba druga pod względem wielkości impreza małego lotnictwa w USA. Jest to połączenie zlotu, pokazów lotniczych, imprezy targowo-handlowej oraz... rodzinnego pikniku. Na lotnisku stoją setki, jeśli nie tysiące zaparkowanych samolotów różnego rodzaju - od najmniejszych ultralightów poprzez szybkie samoloty turystyczne, zarówno produkowane fabrycznie jak i te zbudowane samodzielnie, przy wielu z nich (większości?) rozbite są namioty gdzie nocują ich właściciele. Oczywiście nie brakuje też pięknie odrestaurowanych warbirdów czyli samolotów wojskowych z np. IIWŚ, Korei czy Wietnamu. Trochę zdjęć znajdziecie tutaj. Byli przedstawiciele firm produkujących samoloty, zestawy do samodzielnego montażu, silniki oraz wszelkie elementy wyposażenia małych samolotów i ich załóg - n.p. można było kupić nauszniki tłumiące hałas dla... psów, które wiadomo, że reagują na zupełnie inne częstotliwości niż ludzie. Była też oczywiście giełda samolotów używanych i części do nich gdzie kupić można było praktycznie wszystko. Wokół lotniska rozciągał się jeden wielki camping pełen motorhome'ów, przyczep czy namiotów, były też różne budki czy sklepiki z jedzeniem; były też małe i duże sceny czy kino pod gołym niebem. Oczywiście jak to na campingu były prysznice i toalety, regularnie czyszczone, a wokół RV i miejsc campingowych wrzało campingowe życie. Cisza nocna była od 22 do 7 rano, bo już o 7:01 dały się słyszeć pierwsze samoloty - to piloci Harvardów T-6 ćwiczyli loty w szyku... I znów pogoda dopisała, po tym jak udało się oblecieć sporą część stoisk wystawowych o ok. 14 zasiedliśmy przy flight line bo zaczynały się pokazy. Odbywały się wzdłuż pasa 09/27, po północnej stronie czyli publiczność miała doskonałą widoczność ze słońcem za plecami. Oczywiście początek to flaga i hymn, a potem już się działo. Konferansjerzy opowiadali ciekawie i dowcipnie, a jedna z najfajniejszych rzeczy tych pokazów (czy też np. w Oshkosh) jest przejazd każdego uczestnika w odkrytym samochodzie wzdłuż publiczności po swoim pokazie. Było kilku uczestników pokazów w Key West, byli też i inni, wielu innych...

Żal było opuszczać imprezę po zaledwie 2 dniach, ale zmiany w pracy nie pozwoliły na dłuższy pobyt i relaks campingowo-lotniczy! Ale w końcu - sezon dopiero się zaczął, będzie okazja pojechać na inne imprezy, a i Sun'n'Fun za rok też bedzie :)

 

12:16, piotr.smietana , Dzień po dniu
Link Komentarze (7) »
piątek, 03 czerwca 2016
Blue Angels

Kurcze, wczorajszy wypadek Blue Angels uzmysłowił mi, jak ten czas leci! A wydałoby się, że na ich pokazach byliśmy wczoraj...

Jak już wspominałem, postanowiliśmy wrócić na Key West Airshow 2 kwietnia. Działo się sporo a i pogoda dopisała, nawet aż za bardzo - bezchmurnie, praktycznie bez wiatru, a ponieważ miejsca dla publiczności były na płycie - upał i spiekota były niesamowite. Organizacja dobra, ale trzeba też przyznać, że publiczność zdyscyplinowana - samochody grzecznie czekały w kolejce na wjazd (mała kolejka) i wyjazd (tu już była duuuża!). Początek pokazów - jak to w Stanach - skoczek z wielką flagą, dookoła niego lata mały akrobat ze smugaczami i oczywiście hym. A potem się działo - Pitts, Gilles, Extra, Stearman  - solo i w duetach, dziewczyna spacerująca po skrzydłach Stearmana itp. Nawet akrobacja na zabytkowym, dość dużym 2-silnikowym Beech-18 - fajnie to wygląda, bo samolot spory, dość wolno latający, a hałas dwóch silników robił swoje. Wszystkiego dopełniała mała wystawa statyczna samolotów i śmigłowców no i oczywiście stragany z różnymi gadżetami, koszulkami, modelami czy jedzeniem i piciem. Zdjęcia są tutaj, i chociaż nie jestem zadowolony z jakości, ale niech trochę oddadzą atmosferę. Niestety - panujący upał przegonił nas z lotniska skutecznie! Nie tylko nas, a wkrótce dało znać o sobie te parę godzin na pełnym słońcu...

Zmęczeni żegnamy Key West jednym z najwspanialszych seafoodów - jak się da to na pewno tam wrócimy, nie tylko na jedzenie!

11:45, piotr.smietana
Link Komentarze (4) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 21
Napisz do Nas!


Liczba wizyt



Zobacz Księgę Gości

Odwiedziłeś Nas? Masz Uwagi? Będzie Nam miło jeśli dopiszesz się do Księgi Gości


Locations of visitors to this page
Pisz swój dziennik w Internecie
Blog należy do Syndykatu Blox.pl