Życie i praca polskiego pilota Qatar Airways
piątek, 09 listopada 2018
QR261

Kiedy ponad 14 lat temu wyjeżdżałem z kraju do pracy w Qatar Airways myślałem o wyjeździe na 2, no może 3 lata. Kiedy minęły 2 lata w QA i zaproponowano mi przejście na A330 zdecydowałem się pozostać dłużej, a kiedy po następnych dwóch przeszedłem na 777 - rozgościłem się na dobre. I nie żałuję decyzji, bo latam i pracuję w świetnej firmie na Boeingach 777 i 787 jako instruktor i egzaminator, ciągle podnosząc swoje kwalifikacje, a od tego tygodnia jestem TRE-Tutor. Nowe obowiązki to szkolenie i sprawdzanie nowych instruktorów TRI/SFI, czego jestem ciekawy. Latania też jest sporo, zaś dziś będę miał okazję polecieć jako pilot Boeinga 787 Dreamliner do Warszawy tytułowym lotem QR261. Oczywiście bywam w kraju kilka razy w roku, ale dzisiejszy lot ma dla mnie znaczenie symboliczne i sentymentalne. Czekałem, czekałem i w końcu po tylu latach - doczekałem się! Koniec końców - jestem pierwszym i najdłużej pracującym pilotem z Polski w Qatar Airways.

14 lat, 4 miesiące i 12 dni temu lądowałem na lotnisku Okęcie im. F.Chopina w Warszawie po raz ostatni jako Kapitan B737 PLL LOT.
Od dziś będzie szansa usłyszeć po polsku - Kapitan Piotr Śmietana wita Państwa na pokładzie samolotu Qatar Airways..

n1

 

09:37, piotr.smietana
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 08 listopada 2018
TCAS cz.2

Post powstał w odpowiedzi na "zapotrzebowanie społeczne" dotyczące TCASa i - NIE będzie zawierał lokowania produktu :))

Jak się okazało, opisałem działanie systemu, ale nie samo zajście. W sumie - z punktu widzenia pilota nie ma co... Już miałem pisać, że nie ma o czym pisać, ale Wasze reakcje ORAZ moich kolegów z którymi na ten temat rozmawiałem spowodowały, że zdecydowałem się rozwinąć temat. Otóż w każdym locie, niemalże ciągle na ekranach nawigacyjnych ND widzimy białe rombiki z cyferkami wysokości względem naszego położenia. Nie ma się o co martwić, ale czujnym trzeba być szczególnie, kiedy samolot się wznosi bądź zniża, czy to będziemy my czy te inne samoloty. Podczas startu czy podejścia do lądowania trzeba zachować zwiększoną czujność, bo wtedy też często separacje pomiędzy samolotami są mniejsze więc ryzyko rośnie. Nadal jednak przy zachowaniu dyscypliny często i szybko można uniknąć powstania sytuacji generującej w samolotach Resolution Advisory. Często podczas lotu TCAS pokazuje nam na biało inne samoloty powyżej czy poniżej, czasem można je sobie nawet obejrzeć dokładnie z góry czy od dołu, a nawet fotkę strzelić, jak np taką:

F73E9B10F09F4086BE2CB8CD1230EE5BStrachu nie ma, bo to w końcu było 2000 stóp. 

A jednak w przypadku mojego lotu z Amsterdamu było nieco inaczej! Bo białego rombu nie było! Cała sytuacja rozegrała się dość szybko - najpierw pojawił się biały rombik, który od razu niemal stał się pomarańczowym kółkiem i usłyszeliśmy "Traffic, Traffic". Kiedy chciałem zmienić zakres ND na mniejszy żeby obaczyć co, gdzie i jak usłyszałem "CLIMB, CLIMB" zaś zółte kółeczko stało się czerwonym kwadracikiem. To oznacza, że samoloty mają 20-30 sekund na reakcję. Czas więc na akcję! Tak jak napisano w podręcznikach: wyłączyłem Autopilota, wyłączyłem Autothrottle i pociągnąłem wolant "na siebie" żeby samolot zaczął się wznosić. Trzeba przy tym sterować tak, aby biały kwadracik na PFD był poza czerwonym trapezem, który wyskoczył u dołu ekranu, zaś strzałka wskaźnika prędkości wznoszenia (z prawej PFD) była ponad czerwonym paskiem. Nie można tego zrobić za gwałtownie, bo może ktoś być ponad naszym samolotem i można spowodować dodatkowe zagrożenie. W tym samym czasie drugi pilot zawołał do ATC "TCAS RA!" Nie mówi się CO robimy z prostego powodu - układ TCASa może w każdej chwili zmienić wskazania z np. CLIMB na DESCEND. Trwało to kilkanaście zapewne sekund (nie liczyłem) a trzeba lecieć w ten sposób tak długo, dopóki nie usłyszymy "CLEAR OF CONFLICT". Wtedy czerwony kwadrat stał się znów białym rombem co oznacza koniec zagrożenia. W czasie manewru wznieśliśmy się o około 1000 stóp, co oznacza lot na potencjalnie konfliktowej wysokości. Szybki kontakt z kontrolerem i wracamy na swój poziom 350. Parę słów o wysokościach lotu - mierzone są w/g ciśnienia standard (1013hPa) w stopach, poziom 350 to 35000; lecąc na wschód wysokości są nieparzyste - 110, 170, 370 itd a na zachód - parzyste. Dodatkowym problemem w naszym locie było to, że cała sytuacja wydarzyła się po przekazaniu nas przez kontrolę turecką z Ankary do irańskiej, natomiast wydarzenie było jeszcze nad Turcją, co często przy kontroli radarowej tak się robi. Chwilę porozmawialiśmy z Ankarą żeby otrzymać znaki czy nazwę samolotu-konfliktu ale ci nic nie wiedzieli. Niestety cała ta okolica u zbiegu granic Turcji, Iranu, Iraku i niedalekiej Syrii pełna jest ruchu wojskowego i podejrzewamy takaż była to przyczyna. Na odpowiedź zapewne przyjdzie nam zaczekać, bo raport o wydarzeniu musi przejść całą oficjalną międzynarodową drogę.

A na pokładzie nawet się drinki nie rozlały...

P.S. Ponieważ fotki konkurencyjnych “blokersów” z Etihad się nie podobały - na specjalne życzenie - QA i inni!

C8D1DA59D7534EDDB7167538928C8365453DD456C7094E1185D5C2E91171BD5F89FBA563EF55418596D5987021958B30CA48D99F47B34B6DA47026C315445EEC9AAA4D6C6CD94450B61E36EF46100F95

09:12, piotr.smietana
Link Komentarze (1) »
piątek, 19 października 2018
TCAS RA!

I znów niestety Wasz ulubiony Autor się opuścił - nie daje znaku życie, nie pisze, nie skończył relacji z wakacji...

Wakacje już dawno są historią, chociaż dobre wspomnienia pozostały. 

Dzisiejszym wpisem chciałbym - zgodnie z sugestiami - napisać nieco o lataniu.

Okazją stał się ostatni lot z Amsterdamu do Dohy. Nieraz słyszę pytania w stylu - nie za blisko latają te samoloty od siebie? Jaką macie różnicę wysokości kiedy lecicie tam wysoko? Wtedy pada odpowiedź - 1000 stóp (300m) kiedy lecimy z przeciwnych kierunków i 2000 stóp (600m) kiedy w tym samym kierunku - a to nie za mało? Uważam, że nie, bo samoloty współczesne mają dobre wyposażenie nawigacyjne, wspomagane dokładnymi układami autopilota. Do tego dochodzi układ TCAS - Traffic Alert and Collision Avoidance System (układ ostrzegania i unikania kolizji) w który wyposażone są wszystkie współczesne samoloty pasażerskie. Działa w oparciu o transponder radaru wtórnego, a polega to w skrócie na tym, że kiedy zostaje wykryty inny samolot (traffic) w naszym pobliżu system wypracowuje najpierw zaleceni TCAS-TA - system pokazuje skąd może być zagrożenie. Jeżeli nikt nie zareaguje, a samoloty zbliżą się do siebie - nieważne w pionie czy poziomie - generowane jest ostrzeżenie TCAS-RA (Resolution Advisory). Takie ostrzeżenie pojawia się na przyrządach - na czerwono na PFD (primary flight display) wraz z komunikatem  głosowym, stosownym do sytuacji, np. Climb, Descend, Maintain Vertical speed - w zależności od sytuacji. Co ciekawe - komputery układów TCAS „widzą się” nawzajem i dzięki temu nie ma mowy o zwiększeniu zagrożenia, a wręcz przeciwnie - kiedy jeden samolot ma się wznosić drugi MUSI się zniżać. Oczywiście - jest jedno „ale” - manewr TCAS musi być wykonany przez pilota całkowicie ręcznie! Czyli - wyłączamy autopilota, autothrotle (automat ciągu) i - wznosimy lub opadamy. Jeżeli nie lecimy w chmurach próbujemy znaleźć „traffica”, a o sytuacji całej informuje się kontrolera ATC - „TCAS RA”. Jak długo? Tak długo jak słyszymy komunikat, jest czerwony oraz - nie usłyszymy „Clear of Conflict”. Potem już „z górki” prosimy o zgodę na powrót na naszą wysokość, staramy się dowiedzieć komu zawdzięczamy dodatkowe atrakcje. A po locie - wypisujemy dodatkowy raport - ASR (Air Safety Report). W zdecydowanej większości sytuacje takie zdarzają się w okolicach lotnisk, bo ruch duży, separacje mniejsze, a i dynamika lotu duża, a pasażerowie raczej tego nie odczuwają. Rzadziej zdarza się to na wysokości przelotowej, ale - bywa! Oczywiście tego typu manewry, wymagające szybkiej i bezbłędnej reakcji ćwiczymy często na symulatorach. Dzisiaj właśnie zdarzyło mi się po raz pierwszy od bardzo długiego czasu i to na dodatek - na wysokości przelotowej! Wyskoczył gostek nie wiadomo skąd, zbliżył się na około 400 stóp i - wkrótce po zastosowaniu manewru - zniknął! Po wykonaniu manewru, zgłoszeniu zdarzenia do kontrolera pozostało już tylko opisać całe zdarzenie w raporcie ASR. Dalszy lot kontynuowaliśmy już bez przygód...

 

Tak to wygłąda na ekranie ND (Navigation Display)9F6D6EB072654C21B6AE1180634E1B6E Białe rombiki, z cyferkami pokazującymi relatywną wysokość oznaczają pobliskie samoloty. Żółte kółeczko - na te trzeba uważać (TCAS TA). Od czerwonych kwadracików - uciekać czyli TCAS RA. Strzałki to kierunek ruch w pionie.

A jak? Ano tak, jak pokazują to symbole na PFD:

82A0A1FC14A2412B946369A24BE9AFD9 Trzeba sterować (góra-dół) tak, aby środkowy biały kwadrat był poza czerwonymi trapezami, a wskazówka prędkości wznoszenia, z prawej, pozostała biała. Brzmi prosto? Moźe, ale za to jakie emocje...

czwartek, 02 sierpnia 2018
Idaho

Opuszczaliśmy Yellowstone z uczuciem niedosytu i gorącym pragnieniem powrotu, ale tym razem na dłużej.

 P7070989 P7081033

Wieczorem na postoju była burza i nie byłoby nic w tym specjalnego, gdyby nie okazało się, że po drodze odpadła gdzieś pokrywa lufciku na suficie w sypialni. Zamiast noclegu musieliśmy nieźle kombinować żeby nie spać w zalanym deszczem lóżku! Rano ruszyliśmy dalej na zachód, przez stan Idaho autostradą wzdłuź rzeki Snake. Bardziej już rolniczy stan, taka amerykańska „pyrlandia”, bo sam tylko stan Idaho produkuje ponad 1/3 amerykańskich ziemiaków. Ale nie tylko to, bo w Idaho jest też duży rezerwat Indian Shoshone Bannock. Było niewielkie centrum-muzeum Indian ulokowane tuż obok dużego... kasyna. Okazuje się, że rezerwaty Indian dostają koncesje na przybytki hazardu nawet w stanach gdzie kasyn nie można otwierać. Ponieważ mieliśmy już parę mil za sobą w niedalekim RV parku w Burley stanęliśmy na noc, ale wcześniej naprawiłem pokrywę lufcika bo chmury straszyły nas przez pół drogi.  Niedaleko rezerwatu znajduje się niepozorne miasteczko Minidoka, gdzie w czasie IIWŚ znajdował się obóz internowania dla Amerykanów Japońskiego pochodzenia - Minidoka Relocation camp. Z samego obozu zostalo niewiele, chociaż w czasie wojny mieszkało tam ok. 10tys ludzi.

P7101047

Po chwili zadumy ruszyliśmy do niedalekiego Twin Falls City, gdzie na uprzednio wspomnianej Snake River w wąwozie znajdują się interesujące wodospady. Największy z nich to Shoshone Falls - wyższy i o większym przepływie wody niż słynna Niagara!

P7101068

 Zapraszam do galerii zdjęć z: Yellowstone, Minidoka i Shoshony falls

 

 

 

 

14:26, piotr.smietana
Link Komentarze (2) »
czwartek, 26 lipca 2018
Yellowstone

W końcu dotarliśmy do naszego głównego celu podróży - Yellowstone.

Ten największy park w USA, bez Alaski, był w naszych planach od pierwszej wyprawy, ale zawsze był, jak ten most co to za daleko... Tym razem się udało! Ten dość wysoko, bo na ponad 2000m n.p.m i malowniczo położony płaskowyż otaczają z 3 stron dość trudno dostępne góry. Dzięki temu  został poznany przez białego człowieka dość późno, bo pierwsze opisy są z początków XIXw, ale na pierwsze poważniejsze opisy przyszło poczekać kilkadziesiąt lat więcej. Jednakże niezwykłość miejsca i tego, co tam zastano, spowodowało że Yellowstone zostało mianowane już w 1872r pierwszym na Świecie parkiem narodowym. O historii miejsca nie będę się rozpisywał, bo to można łatwo znaleźć, wspomnę może parę ciekawostek. Niesamowita jest tutaj ilość typów i aktywności geotermalnych, bo m.in w Yellowstone znajduje się... połowa gejzerów z... całego Świata! Ponieważ wjechaliśmy od południa, na początek poszły tarasy z gejzerami, gdzie znajduje się m.in. gejzer Old Faithfull.

Yellowstone, Wyoming

Dlaczego taka nazwa? A bo ze wszystkich w całym parku jest najbardziej przewidywalny, jego erupcje są regularne co 70 minut, +/-10 min, dlatego ściągają mnóstwo widzów. Poczekaliśmy więc i my i nie zawiedliśmy się. A dalej było więcej wszystkiego - gejzerów, gorących źródeł, kolorowych oczek wodnych, źródeł błotnych i tak dalej z typowym dla miejsca - zapaszkiem starych jaj..

Yellowstone, pt.2

Yellowstone, pt.2

Untitled

Po pierwszym dniu wiedzieliśmy jedno - stanowczo zbyt mało czasu przeznaczyliśmy na eksploracje tego parku! Jest ogromny, jest też niesamowita ilość miejsc do zobaczenia. Te 3 dni spędzone wystarczyły nam zaledwie na... objazd parku wokół dwóch pętli... A tam trzeba wejść, połazić - 1000 mil szlaków czeka!

Oczywiście - Yellowstone to także zwierzęta, których nie brakowało! Spotykaliśmy ich całkiem sporo, zarówno małych jak wiewiórki, pieski preriowe, kojoty, jak i tych dużych - bizony, jelenie, jelenie kanadyjskie (elki), no i - niedźwiedzie - czarne i grizzly.

Więcej zdjęć znajdziecie tradycyjnie w albumie

 

 

18:23, piotr.smietana
Link Dodaj komentarz »
piątek, 13 lipca 2018
Grand Teton

Nocleg w Alpine był preludium do eksploracji dwóch parków narodowych - Grand Teton i Yellowstone. I choć oba te parki stanowią tzw. Grand Yellowstone Ecosystem, są pomimo podobnej fauny jednak inne. Oś połnoc-południe parku stanowi pasmo gór Teton, z największym szczytem Grand Teton osiągającym ponad 4000m n.p.m. Wzdłuż gór biegnie rzeka Snake, z dużym jeziorem Jackson, wszystko ulokowane w malowniczej dolinie Jackson Hole czyli... dziura! Dolina leży na 2100 m n.p.m. Wjechać można od południa od miasta Jackson, lub lokalną drogą od wschodu. Drugi wjazd lub wyjazd to droga północna, gdzie park ten łączy się z parkiem Yellowstone. Krystaliczna woda, cudowne widoki wysokich gór, biegająca na wolności zwierzyna - wszystko to stanowi o niesamowitości miejsca. Ciekawą historią jest to, że część doliny pomiędzy obu parkami była w rękach prywatnych do lat 30-tych ub. wieku, kiedy to John D. Rockefeller Jr skupił ziemię od właścicieli i przekazał dla parku narodowego, choć sama procedura trwała.. kilkanaście lat! Dolina jest miejscem migracji elków czyli jeleni kanadyjskich, które przybywaja tutaj zimą z północy. O ile latem mozna zobaczyc pojedyncze zwierzeta, o tyle zimą jest tam ich tysiące! Na terenie Parku jest też lotnisko lokalne, jedyne takie ulokowane w parkach narodowych w stanach kontynentalnych USA. Oczywiscie oprócz dróg, przy których co chwila są zrobione postoje dla podziwiania widoków, są także ścieżki rowerowe, są wytyczone szlaki do pieszych wędrówek, a nad jeziorem są przystanie w których można wypożyczyć sprzęt pływajacy albo - zakotwiczyc własną łódkę. Wakacje to oczywiscie sezon, na dodatek 4 lipca więc - nie mamy miejsca na postój, a w parku narodowym nie wolno biwakować poza wyznaczonymi miejscami! Koniec końców, za radą miejscowych zatrzymujemy się na noc na jednym z postojów przy lokalnej drodze już poza parkiem, gdzie było już kilka takich sierotek jak my. Oczywiście współtowarzysze niedoli od razu sie nami zainteresowali i udzielili wskazówek jak ustawić camper. Za to poranny widok wynagrodził wszystko...

Galerię znajdziecie tutaj

20:40, piotr.smietana
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 12 lipca 2018
W drodze na północ

Stan Utah znany jest przede wszystkim dzięki Mormonom. W naszym kraju pokutuje mniemanie o wielożeństwie, które mimo, że jest zakazane i potępione wśród Mormonów już od połowy... XIX wieku ciągle jest przytaczane jako cech podstawowa! Cechą zasadniczą Mormonów jest praca i - to widać! Fakt, nie byliśmy wszędzie i wszystkiego nie widzielśmy, ale niawet w najbiedniejszych miejscach było widać porządek, zadbane domy i obejścia. Perełką jest Salt Lake City, ze ślicznym centrum wokół stanowego Kapitolu i - oczywiście - Wielkiej Świątyni Mormonów. Naprawdę duży kontrast do brudnego downtown w Los Angeles czy zasikanego w San Francisco, a i bezdomnych też nie było widać. Wprawdzie główna świątynia otwierana jest tylko na specjalne okazje, ale nie było problemu w zwiedzaniu umieszczonego obok Tabernakulum i Centrum Informacyjnego.

Untitled

Co ciekawe, merem miasta jest demokratka polskiego pochodzenia Jackie Biskupski, a żeby było ciekawiej - LGBT. Jak widać konserwatywnym raczej mieszkancom Utah to nie przeszkadza! W dalszej podróży na północ zatrzymaliśmy się jeszcze dwukrotnie, gdzie za drugim razem czekał na moją Żonę całkiem fajny pokaz fajerwerków, tuż przy naszym campingu. Ale w końcu to było 4 Lipca czyli Święto Niepodległości USA, kiedy to Amerykanie dostają fioła na punkcie sztucznych ogni i dzięki temu załapali się na pokaz! :) W końcu zahaczyliśmy już o kolejny stan - Wyoming, a to znak, że zbliżamy się do głownego celu podrózy - Yellowstone!

P.S. Zapraszam do galerii

18:53, piotr.smietana , Dzień po dniu
Link Dodaj komentarz »
środa, 11 lipca 2018
Kaniony, kaniony...

Po cudownej nocy na łonie natury pora na podróż w najciekawsze miejsca stanu Utah. Ponieważ w zeszłym był Zion w tym roku na pocztek Bryce Canyon. I już widzimy, że zrobiliśmy duży błąd nie przeznaczając na jego eksplorację zamiast kilku godzin - kilku dni! To, co widać z tarasów widokowych powala - pięknem, ogromem, wyjątkowością. Ale tam trzeba zejść w dół, eksplorować kanion na piechotę. Wniosek? Musimy wrócić na dłużej! Z Bryce planowaliśmy przez Escalante ruszyś w kierunku Moab i Salt Lake City i zanocować przed trasą na północ. Escalante to mała mieścina, zwana też „hole-in-the-rock” położone w... a jakże, kolejnym kanionie czy rozpadlinie w ziemi. Aby tam dojechać trasa jest bardzo kręta ale i malownicza. Była też bardzo męcząca, z wieloma serpentynami. Być może zwykłym samochodem dałbym radę „machnąć” kolejne 120mil do nowego postoju, ale nie naszym „autobusem”... Jak zobaczyłem znak do RV parku, stwiedziłem, że wystarczy na dziś! W ten sposób trafiliśmy na kolejny cudownie położony kamping, a w nim m.in. był sklepik z indiańskimi pamiątkami. Zachwycała panorama gór o zachodzie, a nocą - gwiazdy. Następne miało być Moab, ale podobnie jak i w zeszłym roku - znów nie dotarliśmy... Ale żal niewielki, bo jak już pisałem - wiemy, że Utah będzie miejscem, do którego będziemy wracali!

A na razie troche zdjec znajdziecie w galerii

19:12, piotr.smietana
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 09 lipca 2018
W drodze do Królestwa kanionów

Najpierw chciałbym poprosić Czytelników o cierpliwość - zdjęcia są! I będzie ich dużo! Problemem jest słaby internet na RV parkach - wystarcza na tekst, ale ładowanie zdjęć jest do bani... To, co nas nieustannie zachwyca w naszych eskapadach po USA to jak stosunkowo szybko można zmienić otoczenie. Z centrum miasta do głuszy lub na poznawanie cudów natury wcale nie trzeba tak daleko jechać, oczywiście biorąc pod uwagę wielkość kraju. Niespełna 2h jazdy od Las Vegas a już jedziemy przez dzikie góry. Gramolimy się naszym camperem przez Dixie Forest, przez przełęcz na ok. 9700 stóp czyli 2900m.n.p.m. W końcu noc się zbliża, pora więc na postój, który znajdujemy jak zawsze z pomocą apki w telefonie. Aby tam dotrzeć musimy zjechać na drogę szutrową, a kiedy w końcu docieramy RV park wygląda może jak gospodarstwo agroturystyczne... RV rozstawione, pranie sie robi, bo prawie na każdym parku są automaty pralnicze i suszarki działające na tradycyjne „quarters” czyli monety cwierć dolarowe. Relaksujemy się, a tu pomiędzy camperami pasą się... młode jelonki! Okazało się, że spimy na ich szlaku, co poniektóre są na tyle smiałe, że jedzą dosłownie z ręki. 
3B2819846F2F44E883DC39A457BDB0C9A noc - cudo! Po zapylonym Katarze ilość gwiazd zapiera dech w piersiach! Tu jeszcze pomaga wysokość, bo w końcu śpimy na wysokości ok. 2500m czyli tak jakby na Rysach...

FD5071FF7CF044E4A5FCC9059900C1EB

20:09, piotr.smietana , Dzień po dniu
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 05 lipca 2018
W drodze do Las Vegas

Następny dzień możnaby pominąć, gdyby nie to, że był to dzień z najdłuższą trasą w tym roku, bo dojechaliśmy do Las Vegas spod San Diego. We wstępnych planach są miejsca dalej w Arizonie, które opuściliśmy kilka lat temu, więc do Yumy wrócimy, niekoniecznie o 15:10 ;)

Na trasie było parę ciekawych miejsc, jak miasteczko El Centro, które jak i cały wybitnie rolniczy region położone jest poniżej poziomu morza (-13m) podobnie jak i malownicze jezioro wśród pól - Salton Sea, które leży jeszcze niżej bo 72m poniżej poziomu morza. Po drodze do Las jest sporo ciekawych miejsc jak Palm Springs, Joshua Tree czy Mojave National Preservation, ale że odwiedziliśmy to wszystko w zeszłym roku postanowiliśmy zajechać od razu do Vegas. Po drodze odwiedziliśmy jedno z bardziej znanych w Kaliforni „ghost towns” czyli wymarłych miast. To Eagle Mountain, założone w 1948r przez znanego przemysłowca Henry Keisera przy kopalni rudy żelaza. Kopalnię zamknieto w 1981r po czym miasto zaczęło stopniowo zamierać, a za koniec miasta uznaje sie zamknięcie kodu pocztowego - ZIP code, który obecnie ma sąsiednie miasteczko. Miasto ma swoje miejsce w popkulturze, bowiem filmowcy wybrali je na plan filmowy m.in. Terminator2:3D, Constantine, The Island, Battle of Los Angeles, było nawet w amerykańskiej serii Top Gear. W końcu do Las Vegas dotarliśmy już w nocy. Fajnie, jak już z daleka widać łunę nad miastem zza pasma gór, dobre kilkadziesiąt mil wcześniej!. Zatrzymalismy sie ponownie w naszym ulubionym parku Oasis i następne dwa dni spędziliśmy na odwiedzeniu starych i poznaniu nowych miejsc Stolicy Kiczu. Nie zabrakło kolejnego spektaklu - tym razem padło na „O”. Ciekawa jest starsza części Vegas, ze słynnymi kapliczkami udzielajacymi ślubów, jedne lepsze, inne gorsze. No i oczywiście znany z reality show na Discovery Channel - najsłynniejszy na Świecie lombard. Przed opuszczeniem Vegas nie mogło zabraknąć wizyty w znajomym polskim sklepie bo pierogi i prawdziwa polska kielbasa na wyjeździe smakują podwójnie!

18:05, piotr.smietana
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 02 lipca 2018
W drogę!

No dobrze - LA „odhaczone” po raz kolejny, pora więc w trasę.

Tym razem ruszamy w kierunku San Diego, którego w zeszłym roku zabrakło. Odbieramy RV z małym poślizgiem, zakupy na wyposażenie campera i już tylko dajemy radę na camping. Pięknie położony na Silver Strand Beach, przy samej plaży. My jednak zamiast relaksu mamy emergency - leje się woda! I to z kibla! Co jest?? Okazało się, że podłączając po ciemku wodę zamiast do instalacji wodnej podłączyłem wąż do... instalacji płuczącej zbiornik ścieków! Zamiast odpoczynku mamy nocne sprzątanie RV...

Po porannym spacerze po plaży jedziemy w miasto przez Coronado, most Coronado nad zatoką San Diego na nabrzeże, gdzie stoi zakotwiczony USS Midway. Długo był najwiekszym okrętem Świata, pływał dla US Navy przez 47 lat. Na pokładach - ciekawa kolekcja samolotów, chociaż nie tak bogata jak na USS Interpid w Nowym Jorku. Zapraszam do galerii tutaj!

USS Midway

Bardzo ciekawe też było zwiedzanie pomieszczeń załogi pod pokładem - można było zobaczyć jak funkcjonowało 4500 załogi na tak ograniczonej przestrzeni. Oczywiście - nie zabrakło wizyty w restauracji z owocami morza... Wieczorem szukamy miejsca na postój i w końcu znajdujemy jeden. Jak to z nami bywa - biuro zamknięte, ale jest lista kilku miejsc gdzie możemy stanąć na noc. Camping ładnie utrzymany, w ustronnym miejscu więc „dokujemy” i - na basen, bo należy się chwila relaksu.  Rano chwila rozmowy z przesympatycznymi właścicielami, śniadanie i - w drogę. A do San Diego wrócimy, bo bardzo nam się podobało! Zdecydowanie najładniejsze z (dużych) miast Kaliforni.

 

 

07:50, piotr.smietana , Dzień po dniu
Link Dodaj komentarz »
piątek, 29 czerwca 2018
Lecimy na wakacje

Ha! Ostatni zapis też był z wakacji, tyle że zeszłorocznych... Zastanawiając się nad planami wakacyjnym w tym roku braliśmy pod uwagę parę opcji. Zwycięzyła jednak Kalifornia, bo w zeszłym roku zbyt wiele rzeczy i zwiedzania zostało „na zaś”. Bo miłym, niemal 16h locie wylądowaliśmy w LA. Wsiadamy w samochód, bo wiadomo - w Stanach z ich odległościami inaczej się nie da, a Los Angeles (i okolice) jest pod tym względem wyjątkowe. Niemal 2 godzinna jazda do Anaheim (korki!) i jesteśmy w hotelu. Jeśli Anaheim to na drugi dzień opcja dla dzieci była tylko jedna - Disneyland, po raz kolejny! Skąd one mają tyle siły? Nie wiem, czy jakiś Disneyland im został... Odpuściły nam tym razem, więc my na delikatny szoping, ale najpierw - spotkanie z dawno nie widzianym kolegą z LOTu. Dobrze, że załogi mają hotel niedaleko, bo w Polsce coś nie comożemy spotkać się od paru lat... Niestety krótkie to było spotkanie, bo i pobyt maja załogi krótki. Oczywiście dalej w planach jest podróż camperem, ale to za parę dni. Przyczyn jest kilka - pojechać jeszcze w miejsca gdzie dotąd nie byliśmy, a nie wszędzie można RV czyli „autobusem” zaparkować, a poza tym dobrze jest po locie odpocząć i trochę się zaaklimatyzować. Dlatego nastepnego dnia - zwiedzamy dalej m.in. Hollywood, Beverly Hills i Santa Monica z obowiązkowym molo.

6AD3AF67AA9240F0A757EECFF5C0CE90832D5E7E6E174B3F872C3FBE6837FAE2

Bardzo ciekawe były odwiedziny na Hollywood Forever czyli na... cmentarzu w niemalże samym centrum Hollywood, raptem kilka przecznic od Chinese Theater.

490A1506A5224DE9B5CBFD71269B255FC866CA5AFD4D44F6A6050D657950B367328205A81CBC4D59A8D0E1AA6CA7EE5555A947A99A4C4113B5975363AD29F9899C08986599244696BA3055E12BCBE511

Ostatni dzień przed odbiorem RV to wyprawa do Universal Studios. Fajnie, że inne od tego z Florydy i Singapuru, bo dzięki temu wybawiliśmy się setnie, ale też i dowiedzieliśmy się paru ciekawostek.

Z planu filmu „Grinch”Z planu „Wojna światów”

 

20:09, piotr.smietana
Link Dodaj komentarz »
sobota, 19 sierpnia 2017
Oshkosh 2017 - supermarket lotniczy

Relację zacząłem historią, czas na teraźniejszość. Oshkosh to także impreza można powiedzieć targowo-handlowa, gdzie liczący się na rynku amerykańskim producenci sprzętu latającego general aviation pokazują swoje najnowsze wyroby czyli samoloty, silniki i osprzęt, zarówno certyfikowane jak i w klasie Experimental ale pozwólcie, że nie będę wymieniać wszystkich producentów czy wystawionych typów, bo lista byłaby długa.

Nowy Kitfox STiNowy Kitfox STiNowy Stratos 714Nowy Stratos 714Vans RV-10Vans RV-10Kitfox S-7Kitfox S-7Flying Legends Tucano i Tucano LSA
Flying Legends TucanoMożna dotknąć, usiąść do upatrzonej maszyny, a w przypadku kitów czy samolotów amatorskich można też porozmawiać z ich twórcami, zasięgnąć porad u źródła. Dla ludzi budujących samoloty czy myślących o tym zorganizowane są warsztaty, gdzie każdy może spróbować swoich sił i zmierzyć się z nitowaniem, spawaniem, opłótnianiem, klejeniem drewna czy kompozytów. Można było popracować w warsztacie elektrycznym, przy awionice, zaś Lycoming zorganizował warsztaty rozkładania no i składania silnika. Wystawcy osprzętu oferowali swoje najnowsze produkty, jak nowe urządzenia typu glass kokpit wyzierające z każdego niemal zakątka, można było kupić gotowe, okablowane tablice przyrządów do budowanego przez siebie samolotu. 
blog__1_of_371_520blog__1_of_371_641

Tradycyjnie na Oshkosh są spotkania pilotów i właścicieli róznych typów, bardziej oficjalne jak Cirrus czy Bonanza - wspierane przez producentów czy amatorów konkretnego typu certyfikowanego czy eksperymentalnego. Można spotkać starych przyjaciół, wymienić się doświadczeniami czy po prostu spędzić miło czas.
Patrząc na sprzęty rozstawione wokoło w oczy rzuca się, że jednak lotnictwo lekkie po obu stronach Atlantyku jest jednak nieco inne. W porównaniu do Europy to był tam prawie wyłącznie "ciężki kaliber". Ultralajty były, i owszem, ale te są tu traktowane - i budowane jednak inaczej. Wynika to po części z przepisów - ULM w Europie ważą 450(475)kg, podczas gdy w USA klasa LSA to 600 kg (1320 funtów), tu i tu mają ograniczenia w maksymalnej prędkości przeciągnięcia, w Stanach jest także ograniczenie prędkości maksymalnej. Większa masa to większa swoboda w projektowaniu no i przede wszystkim - użytkowaniu takiego samolotu, bo w Stanach np. można we dwójkę latać z pełnymi zbiornikami bez obaw. Można było zobaczyć zamerykanizowane czeskie, słowackie i słoweńskie samoloty, wycenione konkurencyjnie, ale polskich niestety nie było.

 Stoisko Pipistrela było zaraz przy głównym wejściublog__1_of_371_467Samoloty od południowych sąsiadówblog__1_of_371_543blog__1_of_371_706blog__1_of_371_615Zalety takiego lekkiego samolotu do dziennej turystyki są niezaprzeczalne - niskie spalanie, świetna widoczność, krótki start i lądowanie. A jednak wydaje mi się że klasa LSA, którą pomyślano dla obniżenie kosztów latania i jego szersze udostępnienia - nie rozwija się aż tak dynamicznie zaś Cessna nawet "przemieliła" gotowe 162-ki! Dlaczego? Przyczyn jest kilka - ogromny rynek tanich samolotów używanych, bogaty rynek producentów samolotów w zestawach i - oczywiście koszty. Jeśli do tego doliczymy przepisy bo LSA mogą latać tylko w dzień, zaś samolot typu Experimental można wyposażyć do każdej operacji z IFR-em włącznie. Jest jeszcze jeden aspekt - ludzki. Otóż po długotrwałych debatach uchwalono w końcu w USA zasady tzw. BasicMed dla pilotów. O co chodzi? W skrócie - jeśli miałeś w ciągu ostatnich 10 lat badania lotnicze, nawet klasy 3 i jeśli możesz prowadzić samochód to robisz badania, ale już nie u lekarza lotniczego i - można dalej latać. Ograniczenia są następujące - samolot do MTOW 6000 funtów, Vmax 250kts i pułap max 18000 stóp, VFR/IFR, dzień/noc. Dla nas z Europy to istny szok... Reasumując - po co nowy samolot, badania, w zasadzie identyczne jak na LSA, skoro stary samolot jest pilotowi dobrze znany i można na nim pozwolić sobie na więcej?

A paliwo? I tu dochodzimy do sedna - kosztów. Okazuje się, że Amerykanie też to policzyli. Na stoisku znanych też w Polsce Zodiaców zapytałem jednego z synów Chrisa Heintza, Mathieu m.in. o nowe samoloty i nowe silniki w nich, m.in. UL Power, diesle. Jego odpowiedź dała mi wiele do myślenia. Otóż powiedział on, że celem ich firmy jest produkcja tanich, łatwych w montażu i pilotażu dostępnych dla każdego samolotów. Na stoisku były CH-750 Cruiser i nowy SD, zapytałem też o 4 miejscówki, szczególnie, że naprzeciwko stały piękne Slingi 2 i 4. Powiedział mi też, że “zbudować drogi samolot, to nie problem! Nasza firma oferuje jako alternatywę silniki Rotaxa, UL Power a mimo to ponad połowa klientów wybiera używane Lycomingi! Dlaczego? Bo są dostępne za 1/3-1/4 ceny nowego Rotaxa serii 9! Policz sobie, jakie dodatkowe wyposażenie możesz sobie kupić lub - ile będziesz miał za to paliwa!” Wtedy zrozumiałem tak naprawdę ideę taniego powszechnego latania w wydaniu Amerykańskim, zamiłowanie do antyków, które tak naprawdę antykami… nie są bo nadal spełniają podstawową funkcję - latają dla przyjemności ich właścicieli.

Zenith CH-750 CruzerZenith CH-750 CruzerZenith CH-750 SDZenith CH-750 SDSling-4Sling-4Sling-2blog__1_of_371_630Zenith CH-650Zenith CH-650

 

08:37, piotr.smietana
Link Komentarze (11) »
niedziela, 13 sierpnia 2017
Oshkosh 2017 historycznie

Po kilkunastu dniach w Doha wyruszyliśmy ponownie do Oshkosh. Jak w poprzednim roku - przez Chicago, gdzie było kilka dni na zwiedzanie centrum, które jest zdecydowanie jednym z ciekawszych architektonicznie centrów miast w Stanach. No ale camping i RV opłacone to jedziemy, tym razem niedaleko, bo mniej niż 200 mil.
IMG_6554

Czym jest zlot w Oshkosh? Jeżeli chodzi o tegoroczny zlot to może kilka liczb na początek:OSH2017finalinfographicTegoroczne AirVenture w Oshkosh, zwane też World's Greatest Aviation Celebration czyli największe lotnicze święto Świata było już 65 imprezą zorganizowaną przez EAA . Tak jak i poprzednie była pomostem pomiędzy historią, teraźniejszością i przyszłością. Historia widoczna była na każdym kroku, chociażby pod postacią wspaniale odrestaurowanych i utrzymanych samolotów, ale także dzięki motywom przewodnim tegorocznej imprezy. Główną była 75 rocznica rajdu nad Tokio pod dowództwem płk. Doolittle'a, a kulminacją był niemal jednoczesny start kilkunastu B-25 - tego dźwięku kilkudziesięciu Wrightów Twin Cyclone się nie zapomina...

blog__1_of_371_516blog__1_of_371_723blog__1_of_371_685blog__1_of_371_404 Było też spotkanie z ostatnim żyjącym uczestnikiem rajdu, 101-letnim D. Cole, który był wtedy drugim pilotem w załodze Doolittle'a. Innym akcentem historycznym było uczczenie 50 rocznicy programu Apollo i spotkanie z astronautami. Mocnym historyczno-współczesnym akcentem była parada bombowców, gdzie do Mitchelli B-25 dołączyły dwie latające Superfortece B-29, B-17 oraz współczesne - B-52, B-1B i B-2, a wszystkie oprócz ostatniego można było oglądać na wystawie statycznej

W tym roku przypada też 90 rocznica lotu Charlesa Lindberga nad Atlantykiem, na pokazach latała więc replika jego samolotu. Oshkosh to spotkanie pilotów i ich maszyn, z których wiele miało swoje rocznice, jak np. 80 lat Pipera J-3 Cub, 70 lat Cessny 190/195, 40 lat Christen Eagle II czy 50 lat firmy Rotorway Helicopter, pioniera w produkcji zestawów śmigłowców do samodzielnego montażu.

80 lat Piper J-3 Cub40 lat Christen Eagle

Jak komuś mało, to oczywiście można było pospacerować wzdłuż szeregów warbirdów z II WŚ, Korei czy Wietnamu. Sporą część lotniska zajmowały zaparkowane samoloty Vintage czyli sprzed 1970r, te z kolei dzielą się na: Antique - do 1945r, Classic - 1945-55 i Contemporary - 1955-70. Oczywiście samoloty te były w pełni sprawne, na zlot przyleciały o własnych siłach, a niektóre wyglądały jakby dopiero co opuściły fabrykę.jednym słowem - było co oglądać! Historia była także na pokazach, na których codziennie latał USAF Heritage Flight czyli 4 samolotowy klucz złożony za każdym razem inaczej, ale zawsze był P-51 Mustang, czasem 2, a ponadto latały w nim na zmianę A-10, F-16, F-22 i F-35. 

blog__1_of_371_625

 

15:01, piotr.smietana
Link Komentarze (8) »
piątek, 04 sierpnia 2017
Powrót do LA

W drogę powrotną do LA wyruszyliśmy drogą nr. 1, wzdłuż starego hiszpańskiego szlaku El Camino Real z XVIIw. Droga ta wiedzie wzdłuż wybrzeża Pacyfiku wzdłuż malowniczych klifów, plaż i niewielkich rezerwatów przyrody.
IMG_6165P7051138

Niestety remont "jedynki" zmusił nas do jej porzucenia za Monterey i dalej jechaliśmy stanową autostradą 101 w przepięknej dolinie, w której znajduję się mnóstwo farm owocowych i winnic. Wśród winnic znajdowały się bardzo ładne RV parki, chyba najlepsze z dotąd napotkanych podczas naszych podróy RV.

IMG_6235

W Paso Robles, uroczym miasteczku w którego okolicach jest ponad 300 winnic, na małym lotnisku przypadkiem natknęliśmy się na małe Estrella Warbirds Museum. Oprócz niewielkiej kolekcji samolotów była też kolekcja samochodów cywilnych i pojazdów wojskowych. Zdjęcia znajdziecie tutaj.
Przed nami ostatni już etap naszej podróż RV, 101-ką poprzez Santa Barbara do Los Angeles. W sumie dzień jak codzień, z paroma godzinami jazdy i wspaniałymi widokami gdyby nie to, że nie mogliśmy ruszyć z RV parku! Powodem okazały się łapy hydraulicznego stabilizatora. Ponieważ nasz camper miał 35 stóp długości i wysuwane po bokach slide-outs, powiększające na postoju powierzchnię użytkową RV, wyposażony jest w hydraulicznie sterowane podnośniki. Ustawia się je każdorazowo na postoju - stabilizują podłogę w poziomie, dzięki nim kiedy chodzi się wewnątrz, RV się nie kołysze, a dodatkowo odciąża amortyzatory i opony. Ładnie brzmi prawda? Ale jak działa, a nam rano nie chciały się złożyć! W końcu zauważyłem, że jedna z łap jest jakby bardziej mokra niż inne, rzut oka na zbiornik a tu brak cieczy hydraulicznej! Skąd pomoc? Właściciel daleko, bo ponad 100 mil przed LA, więc optymistycznie na dojazd do nas potrzebowałby pewnie ze 3h. W parku powiedzieli mi, że mogą ściągnąć mechanika, ale może to potrwać. W końcu przez telefon dowiedziałem się, jaki to płyn, więc uzupełniłem go. Ale dalej system nie działa. Znowu za telefon i mam instrukcję zresetowania systemu! Resetuję raz - po chwili ten sam błąd, drugi - to samo... W końcu za 3 czy 4 razem działa i łapy się chowają!!! Ufff! Jedziemy w końcu z kilkugodzinnym oóźnieniem oddać RV, co w popołudniowych korkach zamiast 2,5-3h zajęło nam prawie 5...
Ostatnie kilka dni spędziliśmy w LA i okolicach, z obowiązkową wizytą na kultowej Venice Beach - choć może nie najczyściej, tłoczno i gwarno to jednak ma to miejsce swój cyganerski urok.

P7090812fullsizeoutput_713aP7090791

Wieczorem szukając miejsca z jedzeniem trafiliśmy na jedną z najstarszych w LA restauracji serwującej hamburgery. Działająca non stop od 1947 Apple Pan serwuje je w niezmienionej recepturze, dodatkowo na deser oferują fantastyczne ciasta z truskawkami, jabłkami i orzechami peacan. Restauracja to może za dużo powiedziane - ot, jadłodajnia samoobsługowa z ladą w kształcie litery u z krzesłami dookoła, wewnątrz robione jest jedzenie, na rogach lady są dwie przedpotopowe prawie, mechaniczne kasy. I wszystkie miejsca zajęte! Trzeba czekać w środku łapiąc okazję aż się jakieś zwolni, niemalże stojąc za plecami jedzących - taki urok miejsca. Okazuje się, że jest to jedno z ulubionych przez gwiazdy miejsc, lista stałych, znanych klientów jest długa i chociaż nikogo nie spotkaliśmy to przynajmniej opuszczaliśmy miejsce najedzeni dobrym jedzeniem.
fullsizeoutput_7119

Wylatywaliśmy z Los Angeles z pragnieniem powrotu, bo choć wprawdzie centrum miasta nas rozczarowało, to w dzielnicach podmiejskich i miastach wokół jest sporo miejsc, do których chętnie wrócimy, podobnie jak i do wspaniałej natury Kaliforni czy Nevady. A powrót już standardowy - lekko ponad 16h lotu i w domu w Doha...

12:10, piotr.smietana
Link Komentarze (4) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 22
Napisz do Nas!


Liczba wizyt



Zobacz Księgę Gości

Odwiedziłeś Nas? Masz Uwagi? Będzie Nam miło jeśli dopiszesz się do Księgi Gości


Locations of visitors to this page
Pisz swój dziennik w Internecie
Blog należy do Syndykatu Blox.pl