Życie i praca polskiego pilota Qatar Airways
sobota, 16 stycznia 2010
Down Under

Od początku grudnia Qatar Airways rozpoczęły eksploatację linię do Melbourne w Australii czyli tytułowym Down Under. Na początku stycznia pojawiło się na moim grafiku po raz pierwszy, a była to moja pierwsza wyprawa na ten kontynent.

Organizacyjnie lot nie odbiega innych lotów długodystansowych wykonywanych w naszej firmie na B777. W rozkładzie na sektor DOH-MEL przeznaczono 13h40 a na powrót 14h30, tak więc wykonujemy je w dwie pełne załogi, podobnie jak loty do USA. Rożnica jest taka, że odbywa się w większości nad Oceanem Indyjskim, a odcinek ETOPSowy (ETOPS - Extended-range Twin-engine Operational Performance Standards czyli Operacje o wydłużonym zasięgu samolotami dwu-silnikowymi) jest dość długi - zaczyna się po przeleceniu Sri Lanki po ok. 4,5h lotu o kończy się przed Astralią po ok. 9h czyli ok 4,5 do 5h. Dla porównania - odcinki ETOPS nad Atlantykiem, w zależności oczywiście od trasy itp mają tak ze 2 do 3h. Pogoda była dobra, bo to nie sezon monsunowy, tak więc wiatry na trasie były słabe, turbulencji właściwie brak. Nowością natomiast jest sposób sprawowania kontroli ruchem lotniczym nad samym kontynentem. Jak wiadomo interior australijski jest słabo zamieszkały - delikatnie mówiąc, tak więc nie ma tam sensu budowania stacji radarowych. W związku z tym nad kontynentem Australia wprowadziła od niedawna kontrolę opartą na ADS-B (Automatic Dependent Surveillance - Broadcast). W skrócie - pobrana z pokładowych systemów pozycja razem z kierunkiem lotu, wysokością, prędkością, numerem lotu, zostaje zapakowana w "paczkę"  a następnie jest nadawana za pomocą systemu ADS-B na kanale wykorzystywanym przez transpondery Mode-S. W efekcie kontroler otrzymuje w czasie rzeczywistym obraz sytuacji ruchowej, a co ważniejsze - nie zależy on ukształtowania terenu jak w radarze, korespondencja radiowa jest standardowa, na VHF. Dodatkową zaletą jest niższy koszt urządzeń naziemnych. Wkrótce każdy model transpondera typu S bądzie można połączyć odbiornikem GPS i w ten sposób przystosować praktycznie każdy samolot do pracy w ADS-B. Rozpowszechnienie systemu zapowiadane jest w USA i Europie.

Dolot do Melbourne to już standardzik - kontrola radarowa, podejście w ILS. W sumie lot spokojny - wystartowaliśmy krótko po północy z Dohy a w Melbourne lądowaliśmy po 22-giej... Krótki dzień co?

czwartek, 14 stycznia 2010
DLA PRZYSZŁYCH LOTNIKÓW Cz. 2

Dobra, wiem - że długo nic nie piszę, a teraz powtórka... Ale znów muszę coś napisać dla tych, co - delikatnie mówiąc - mają problemy z czytaniem ze zrozumieniem ;)

Polecam lekturę tego wątku na zaprzyjaźnionym forum - krótko, prosto i zwięźle!! Z takich jak ten młody Kolega - będą ludzie, oj będą!!! I czytać potrafi, internet nie parzy - polecam wszystkim "szukającym"

poniedziałek, 21 grudnia 2009
Transport

Po tylu latach w Katarze, kiedy wydaje się nam, że niewiele rzeczy jest w stanie nas zadziwić zdarzają się sytuacje jak ta wczoraj. Za to na co dzień pełno jest sytuacji śmiesznych, jak chociażby taki widok:

Ktoś się namęczył z pakowaniem, strzałki sugerują że ten towar chyba jest wrażliwy na sposób przewożenia  a tu - zapakowane jak popadło! Ech - pomysłowość ludzka nie zna granic...

10:27, piotr.smietana , Dzień po dniu
Link Komentarze (5) »
niedziela, 20 grudnia 2009
Zakupy

Nie - nigdzie się nie wyniosłem. Wprawdzie myślałem o jakichś nowych platformach, także i twitterze, ale jak się siądzie do netu, to tyle czasu zajmuje sprawdzanie co tam u innych - bliższych czy dalszych znajomych, że jakby mniej czasu czy chęci na kreatywną twórczość - a może to tylko wymówka??

Ale co tam - święta za pasem, a ponieważ spędzamy je w Doha więc czas na zakupy. Wybraliśmy się z Madzią w końcu dzisiaj, o dobrej porze to i mało korków na ulicach. Zakupy zrobiliśmy sprawnie i już mieliśmy ruszać a tu obok podjeżdża Nissan Patrol. Takich samochodów w Katarze to setki, ale za to ten miał niezwykłego pasażera:

Właściciel wyszedł na chwilę więc zamknął samochód i szyby, a lampart gepard (dziękuję uważnym czytelnikom!!) czekał w środku. Kiedy wrócił poprosiliśmy grzecznie o zdjęcie - pan otworzył okno, powiedział do kotka "up" i ten stanął w oknie!! Ładnie zapozował kotek co?? Jest jeszcze młody, ma 6 miesięcy i ma służyć do polowań, ale z Madzią zastanawialiśmy się na co...

21:49, piotr.smietana , Dzień po dniu
Link Komentarze (3) »
piątek, 13 listopada 2009
Wydarzenia

To prawda, że na brak wydarzeń narzekać tutaj nie mogliśmy! Ale - Radwańską w tym roku odpuściliśmy, bo latałem. W jednym z hoteli, gdzie umila czas gościom grą na fortepianie nasza przyjaciółka, Madzia miała okazję spotkać wszystkie tenisistki biorące udział w zawodach i nie mogła się nadziwić jak zupełnie inaczej i KOBIECO wyglądają w porównaniu do tego jak wypadają podczas transmisji tv. A na formułę - nie, jakoś niespecjalnie mnie ciągnie, choć to ponoć widowiskowe...

Pisałem poprzednio, że firma potrzebuje drugich pilotów i proszę - przyjechało dwóch kolegów z Polski. Chłopaki się postarali i zaliczyli interview, dostali oferty pracy i dzięki temu chyba już niedługo będę miał okazję porozmawiać w kokpicie podczas lotu w ojczystym języku :))) Gratulacje no i czekamy w Katarze na następnych!!!

16:04, piotr.smietana
Link Komentarze (4) »
czwartek, 12 listopada 2009
Apdejt ;)

No niech mnie - dla wiernych czytelników musi być apdejt!! Dużo się działo i jak sie zabierałem za wpis to jakoś tak mi zaraz chęć odpływała w bliżej nieokreśloną przyszłość.....

Ale - ad rem, a raczej od początku! Koniec września mieliśmy urwanie głowy, delikatnie mówiąc, a mianowicie kolejną przeprowadzkę, już drugą w ciągu 5 lat w Katarze (rany - to już ponad 5 lat tutaj jesteśmy...). Też na firmowe osiedle, ale bliżej szkoły dzieci, dzięki czemu wszyscy śpimy rano o pół godziny dłużej!. Co to oznacza dla ludzi uwielbiających nocne życie nie muszę chyba przekonywać!!! Osiedle dużo większe, małe miasteczko z lepiej wyposażonym basenem, siłką, placem zabaw dla dzieci pod dachem no i z klimą, restauracją, kawiarnią, sklepem itepe - słowem  jak nie ma chęci, to tygodniami nie trzeba nosa na zewnątrz wystawiać...  Niestety miejscowe realia kazały czekać ponad 2 tygodnie na szybki internet - i tak postęp, bo 5 lat temu było 2 miesiące, ponad 2 lata temu miesiąc a teraz proszę!! Jak wspomniałem - osiedle jest duże tak więc w wolnych chwilach po uliczkach grasują dosłownie watachy dzieci od ledwo trzymających pion maluchów po grupki nastolatków, wszystko oczywiście do późnej nocy, szczególnie w weekendy, ze  szczególnym nasileniem w Haloween - oj działo się!!!

.............................

W poprzednim tygodniu były Klubowe Mistrzostwa Świata w siatkówce mężczyzn w której brała udział polska druzyna z Bełchatowa. Zawody odbywały się w/g nieco naciąganych zasad, sprawę oraz wyniki może znacie z wiadomości (niestety polegli w finale), ale za to była okazja pokibicować! Wybraliśmy się całą familią na półfinał i finał - maluch w koszulce z napisem Polska i orłem, bo moją gdzieś wcięło przy przeprowadzce, podobnie jak szalik i flagę :( , reszta na biało-czerwono, twarze wymalowane - na bramce na osiedlu jakoś tak sie dziwnie na nas patrzyli :))). Była nas całkiem spora grupa, zajęliśmy  ze dwa sektory na trybunach - nawet nie wiedziałem, że tyle nowych osób pojawiło się w Katarze z Polski!! Gardeł nie oszczędzaliśmy, były nawe bebenki, ale za cholerę nie mogliśmy znaleźć w Katarze trąbek - następna rzecz do przywiezienia z kraju!!! Nawet maluchy w wózkach miały polskie koszulki, a po półfinale kamerzysta AlJazeery ustawiał sobie grupkę polskich dzieci do zdjęć to i nasze się załapały ;) Słowem - fajnie się bawiliśmy!!! Tylko potem przez trzy dni mogłem mówić tylko szeptem...

06:30, piotr.smietana , Dzień po dniu
Link Komentarze (5) »
czwartek, 17 września 2009
Spotkania na poziomie

Jak już poprzednio wspomniałem, latając do Stanów była okazja usłyszeć samoloty LOTowskie. Była też i okazja je zobaczyć, tutaj 767, 2000 stóp poniżej, gdzieś nad brzegami Kanady:

Parę dni później, po obowiązkowym odpoczynku po locie ULH miałem kolejny lot do USA, tym razem Waszyngton. Tutaj już czasy krótsze o ponad 2 godziny, to i przeżyć się dało łatwiej, czyli zmiana załóg była na zasadzie 50/50. Była okazja na rzut okiem na DC po wieeelu latach, na typowo amerykańskie żeberka - bo dobre i dużo! Potem - standardzik - spacerek, małe zakupy itepe.

Powrót znowu wypadł nad Polską i znowu jakoś tak miałem okazję zagadać po polsku :) Ale wcześniej, gdzieś nad Danią - drugie spotkanie:

Tym razem my byliśmy niżej 4tys stóp...

Zdjęcia takie sobie, jeszcze nie miałem okazji być w moim sklepie po nowego zooma, to musiało wystarczyć co miałem i trzeba było wykadrować ;)

wtorek, 15 września 2009
Powroty (?)

Na początek mały suplement - w QA mamy dwie wersje 777 - 200LR oraz 300ER i oczywiście latamy na każdej wersji tym bardziej, że różnice w kokpicie są praktycznie żadne! Właśnie lot do Houston jest wykonywany na dwusetkach z racji dłuższego zasięgu. Wersji 200 póki co mamy 2szt (ma być chyba 8), reszta - 6 szt to 300; w tym roku ma być 4 czy 5 więcej samolotów, z tego minimum jedna 200tka - ma ruszyć połączenie do Australii i z tym na 300 mógłby być chyba problem. Docelowo ma być chyba 28 samolotów, w tym kilka Cargo, ale chyba obsuwa z 787 spowoduje, że pojawi się kilka sztuk więcej.

Czas na powrót - wylot z Houston późnym wieczorem, niesamowita cisza w radio - jak na Stany - momentami mamy wrażenie, że jesteśmy sami w poszczególnych sektorach... Tym razem lecieliśmy nad Atlantykiem NATem (pisałem już o tym kiedyś, przy okazji lotu do EWR na 330-tce), poza tym - będzie okazja pogadać po polsku - o tym za chwilę. Powoli zbliżamy się do oceanu - zmiana, idziemy odpocząć. Tym razem nie było łatwo, kiepsko mi się spało - te zmiany czasu itp. Po paru godzinach pora odświeżyć się i do kokpitu, mniej więcej nad Szetlandami. Po kilkudziesięciu minutach Sweden kontrol: Qatari 078 contact Warsaw control! Dawno nie miałem okazji lecieć na Polską jako pilot - ostatni raz będzie ponad 3 lata temu, jeszcze na A320 podczas lotu Berlin - Doha zahaczyliśmy o południowo-zachodni fragment FIRu Warszawa, sam lot nad krajem trwał ze 20 minut - eeeh, dużo się zmieniło! Tym razem odcinek na Polską trwał kilkadziesiąt minut, nad ląd wlecieliśmy w okolicach Łeby, potem nad GRU, LIN. Wprawdzie było wtedy sporo cumulusów, ale Warszawę, lotniska na Bemowie i Okęcie, moje Kabaty widziałem wyraźnie! Nie powiem, zrobiło mi się jakoś miło na duszy... Dolatując do punktu ROLKA ostatnia wymiana uprzejmości z kontrolerem (aha - pozdrowiłem kolegę w DOH!) i wlot nad Ukrainę! Od tego momentu do Dohy już tylko 4 i pół godziny...

poniedziałek, 14 września 2009
Houston - IAH

Bardzo szybko, bo w trzecim locie mogłem doswiadczyć maksymalnych (jak na naszą linię!) mozliwości samolotu - chodzi oczywiście o lot na najdłuższej naszej trasie Doha - Houston. Planowany czas lotu w rozkładzie (czyli lot plus kołowanie) to... 16h 40minut! Na szczęście - jest (jeszcze) lato to i wiatry są nad Wielką Wodą łaskawe i faktyczny czas lotu wyniósł "tylko" 15h 20. Jak wszystkie loty do USA także i ten wykonujemy w dwie pełne załogi - dwóch kapitanów i dwóch drugich, zaś załogi określane są na rosterze (na planach) jako A i B - w ten sposób oznacza się po prostu tury wypoczynkowe podczas lotu. Pierwsza zasada - jeżeli jest się załogą A w locie "tam" to w locie powrotnym pracuje się jako załoga B. Załoga A  wykonuje start i lądowanie, zaś załoga B jest załogą typu Cruise (bądź Relief). W naszej Instrukcji operacyjnej (OM, pt. A) szczegółowo opisane są zasady wymiany załóg podczas lotu - najczęściej na lotach krótszych czyli Waszyngton bądź N. Jork wymieniamy sie pół na pół. Lot do IAH traktowany jako ULH - ultra long haule - ultra długi, tutaj OM zaleca PO dwie przerwy, z tym ze jedna musi trwać  minimum 4h.Tak też i zrobiliśmy, a ponieważ załoga lądująca przeważnie zajmuje swoje miejsca na ok. 1h15 do 1,5h przed ladowaniem to druga część wypoczynku wypadła po 2h 40min. Na jednej zmianie dolatując do Kanady doganiamy i wyprzedzamy LOT41 czyli lot Warszawa - Toronto, a w radio słychać LOT1 czyli Chicago i tak lecimy prawie w szyku ze dwie godziny.  Odcinek DOH-IAH robimy jako crew B, by w końcu - po prawie 17h "w puszce" (licząc od wejścia na pokład!) ladujemy w Houston! Musze przyznać, że przekonałem się do tego typu rotacji odpoczynku podczas lotu - nie czułem nawet specjalnego zmeczenia. Ale okazało się, ze ma róży bez kolców (choć klasyk B. mówił o ogniu ;)) - zmęczenie odezwało się po dojeździe do hotelu! Dałem radę tylko kupić w sklepie trochę "kropelek nasennych" i coś na ząb by paść jak ta zmięta stówka... Niestety - jetlag odezwał się bezlitośnie rano - o 5-tej rano lokalnego czasu za nic już zasnąć nie mogłem - 8h różnicy robiło swoje! Dobrze, że w tym locie jesteśmy 2 lokalne noce w US, można wypocząć. Choć - następnej nocy - to samo! Dobrze, że gym w hotelu czynny jest 24h, a rano nie było tam żywego ducha...

piątek, 28 sierpnia 2009
2 x BKK

Po egzaminie to i latam już na liniach! Spokojnie, bez emocji związanych z obecnością instruktora, za to już na "własny rachunek". Pierwsze dwa loty, z dyżuru, zrobiłem w zeszłym tygodniu właśnie do Bangkoku. Bez specjalnych emocji (na szczęście!) ponieważ lotnisko jest mi dobrze znane z latania 330-tką. Podoba mi się większa prędkość przelotowa 3 siódemek - M=0.84 - 0.85 w stosunku do 0.81 - 0.82 na A330 i dzięki temu jest różnica w czasie lotu - będzie tak ze 30 minut krócej niż na 330. Pogoda była nawet dobra, za wyjątkiem trasy, gdzie było burzowo nad wschodnimi Indiami i nad Zatoką Bengalską. Dlatego trzeba było trochę pokluczyć pomiędzy chmurami, a ponieważ lata się jednak te kilka poziomów niżej niż na 330 to nie udało się do końca uniknąć turbulencji na trasie.

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 16
Napisz do Nas!


Liczba wizyt



Zobacz Księgę Gości

Odwiedziłeś Nas? Masz Uwagi? Będzie Nam miło jeśli dopiszesz się do Księgi Gości


Locations of visitors to this page
303 SQ Flying School, Brokpan - Benoni Airport, SA
Monte Casino w Johannesburgu
Johannesburg
Dzieciaczki
Wyprawa do Zikreet w marcu 07