Życie i praca polskiego pilota Qatar Airways
piątek, 11 lipca 2014
Arizona
Po Grand Canyon skierowaliśmy się na południe, w kierunku Phoenix, stolicy i - co wcale nie nie jest typowe w USA - największego miasta stanu. Miasto połoźone jest malowniczo, otoczone górami, w raczej pustynnej krainie, gdzie oprócz spialonej słońcem trawy, niedużych krzewów i rzadkich drzew dominują kaktusy, i to takie wielkie, sięgające 3m i więcej! Ponieważ jesteśmy bardziej na południe to i klimat gorętszy. Po obiadokolacji zaczynamy szukać miejsca na noc, a tu coś kiepsko! Jeden park - miejca są, ale kiedy podjechaliśmy - cicho, ciemno, żywego ducha... Ok, to szukamy campingu KOA - poprzednio było fajnie, to mamy nadzieję na powórke, ale niestety - camping... nieczynny! Noc juz ciemna, w międzyczasie Madzia wygooglała, że Phoenix ma nienajciekawszą statystykę przestępczą... niefajnie jest! W końcu na przedmieściach Tucson - mamy miejce! Trochę poniżej tego, co spotkaliśmy do tej pory, ale zostajemy bo już późno i trzeba odpocząć! Rano okazało się, że park RV jest całkiem sympatyczny, czysty i zadbany, zaś miła pani w biurze wytłumaczyła, że jest mało ludzi, bo Arizonie lato to nie sezon na campery... Ot jak zawsze strach ma wielkie oczy ;) Rano krótka wizyta w parku z kaktusami - Saguaro National Park i jedziemy dalej do Tombstone. To legendarne miasto z czasów Dzikiego Zachodu lub jak tu mówią - Old West, miejsce jednej z większych kopalń srebra, przeżyło pod koniec XIXw gwałtowny rozwój, zachowało się całkiem dobrze i jest dużą atrakcją turystyczną regionu. To tutaj "szeryfował" Wyatt Earp z braćmi, działał John "Doc" Holliday, a legenda miasta żyje w książkach i filmach. Głowna ulica pozostała niemalże bez zmian, obok jest kopalnia srebra O.K. Corral. Na dziedzincu jednego z domów urządzono scenę, gdzie odgrywana jest strzelanina z O.K. Corral, jedna z najsłynniejszych na Dzikim Zachodzie - ponoć w 30 sekund oddano ponad 30 strzałów! Chodzimy, zwiedzamy, wchłaniamy pionierską atmosferę i fotografujemy! Bardzo fajne, klimatyczne miejsce, zdecydowanie warte odwiedzenia!

09:08, piotr.smietana , Dzień po dniu
Link Komentarze (3) »
środa, 09 lipca 2014
Wielka Dziura
Po odpoczynku w leśnym campingu KOA rano nie pozostało nam nic innego jak tylko zobaczyć tytułową Wielką dziurę czyli - czyli Grand Canyon. Taaak, jest wielki! Odkrywcza myśl to nie jest, ale cóż napisać wobec niebywałego ogromu, przestrzeni, niebywałej plastyki obrazu tego miejsca!? Widok jest tak niesamowity, że jak to określił nasz Syn - mamy wrażenie, że jak rzucisz kamieniem to... odbije się od namalowanego obrazu!! Grand canyon oglądaliśmy z terytorium parku narodowego w Arizonie, a tam nie ma niestety szklanego tarasu Skywalk! Tenże znajduje się ok. 4h drogi, na terytorium Indian Hualapai, w kierunku na las Vegas. I niestety czas na kolejną, najtrudniejszą decyzję - odpuszczamy Vegas i LA, za mało czasu, za dużo mil do zrobienia :( Ale - jest i pozytywny element - będzie pretekst do kolejnej wyprawy!

06:29, piotr.smietana , Dzień po dniu
Link Komentarze (3) »
sobota, 05 lipca 2014
Pustkowie
Niedaleko za Mesa Verde krajobraz zmienia się na praktycznie pustynny. No OK, nie taka pustynia jak w Katarze, ale straaaasznie pusto - trochę krzaków, spalonej słońcem trawy, stacje benzynowe co 60-80 mil, dość wysoko położona równina gnieniegdzie poprzetykana wzgórzami stołowymi - no prawie jak w Zikreet w Katarza, ale to "prawie" - ma tu zasadniczą różnicę ;) Długie, bardzo długie odcinki prostej jak strzelił drogi powodują, źe to najnudniejszy chyba jak dotąd etap naszej podróży. Po drodze jest ciekawostka - Four Corners Monument czyli miejsce gdzie stykają się 4 stany: Colorado, Utaj, Nowy Meksyk i Arizona. Kolejka do zdjęć na znaczku, stojąc na którym jesteś w czterech stanach na raz, a obok stragany z rękodziełem indiańskim jako że to teren Indian Navajo. Pani sprzedająca kukurydziane placki, Indianka, dowiedziawszy się, że jesteśmy z Polski, współczuje nam ze względu na upał. Chyba ją rozczarowaliśmy mówiąc, że dla nas, mieszkających na co dzień na pustyni te marne +35 to mały pikuś... Ale dopiero za Four Corners zrozumieliśmy, że to co było do tej pory to było nic - bo tam, to dopiero było puuustoooo.... W końcu padnięci dojeżdżamy do campingu w okolicach miasteczka Wiliams w Arizonie. I dopiero przed pójściem spać na mapie zobaczyliśmy, jak niedaleko przejechaliśmy od słynnej Monument Valey w Utah! Trudno - innym razem!!

17:45, piotr.smietana
Link Komentarze (2) »
Dalej - w Góry Skaliste!!
Pod Devils Tower krótka dyskusja i smutna decyzja - mamy mało czasu a mil do zrobienia dużo, więc Park Yellowstone musi na nas (jeszcze) poczekać :( Trudno, jedziemy dalej na południe, w kierunku Colorado. Preria z wolna ustępuje miejsca górom, baaardzo malowniczym górom! Widoki super, a RV dzielnie się wspina, bo Denver, stolica i największe miast stanu (miasto Carringtonów - pamięta ktoś jeszcze Dynastię??) leży dokładnie na wysokości jednej mili nad poziomem morza, stąd czasem można spotkać określenie Mile-High City. Śpimy i rano jedziemy dalej, w kierunku Durango (przez sentyment do naszego Dodga ;) ) i dopiero tu zaczyna się wspinaczka po Górach Skalistych!! Aspen nie jest po drodze, ale i tak to co zobaczyliśmy było niesamowite!! Aż kręci się w głowie - czy to od widoków czy od wysokości, bo najwyższa przełęcz na trasie - 11000 stóp czyli ponad 3300 m.n.p.m - wyżej od Tatr!! W Durango niestety byliśmy za późno, żeby załapać się na przejazd starą ciuchcią po malowniczej górskiej trasie, tak więc kolacja i - następny postój.

17:39, piotr.smietana
Link Komentarze (2) »
środa, 02 lipca 2014
Devils Tower
Po noclegu w kolejnym stanie rano wyjazd pod Devils Tower - góry znanej z wielu filmów, ale najbardziej chyba z "Bliskich spotkań 3-go stopnia" S. Spielberga. Ciekawy dojazd, ciekawa okolica, znów pełno piesków preriowych. Ale na górze kosmitów nie było...

15:40, piotr.smietana
Link Komentarze (1) »
Deadwood
Południowo-zachodnia część stanu Dakota Południowa (śmiesznie to brzmi, ale jak to opisać inaczej?) i wschodnia część Wyoming to tereny częstych i krwawych starć Indian i "bladych twarzy" w drugiej połowie XIXw z najsłynniejszą wygraną przez Indian bitwą pod Little Big Horn. To także teren jednej z największych "gorączek złota" na terenie USA w Deadwood. To tutaj rządziły szybkie rewolwery "Wild" Bill Hickoka i innych. Pozostało nieco klimatu czasów pionierskich, co chwilę można spotkać nawiązania do historii, łącznie z wystawami czy nawet przedstawieniami dotyczącymi szalonych czasów rewolwerowców. Tutaj też - zjadłem najlepszego jak dotąd hamburgera w USA!

15:38, piotr.smietana , Dzień po dniu
Link Komentarze (1) »
niedziela, 29 czerwca 2014
Rzeźby
Badland National Park znajduje się w poludniowo-zachodniej części Dakoty Południowej, a w okolicy jest dużo innych atrakcji przyrodniczo-turystycznych. Jedną z bardziej znanych jest Mt. Rushmore, a głównie głowy 4 prezydentów wyrzeźbione na szczycie i zboczu góry. W amerykańskim stylu, szeroki highway, elegancka oprawa, ale - jest mały niedosyt, nie ma tego "łał". To prawdziwe WOW pojawia się kilkanaście mil dalej przy Crazy Horse Memorial. Będący ciągle w trakcie prac, największa na Świecie rzeźba skalna, zapoczątkowana w... 1948(!) roku, a prac podjął się rzeźbiarz polskiego pochodzenia Korczak Ziółkowski. Historia jego życia no i pracy jest niebywała - poświęcił resztę swojego życia na przekształceniu praktycznie CAŁEJ góry w pomnik najwybitniejszego wodza indiańskiego! Nie tylko on, bo cała jego rodzina, a jest spora bo dorobił się 10(!) dzieci, zaangażowana jest w ten całkowicie prywatny projekt! Całość robi niesamowite wrażenie, pozostaje w pamięci na długo...

16:51, piotr.smietana , Dzień po dniu
Link Komentarze (4) »
W drodze
Drugi dzień jazdy - staramy się nadrobić nieco stracony (w stosunku do planu) czas, wjeżdżamy na międzystanową autostradę I90 i do przodu! Droga dość nudna, bo po praktycznie całkowicie płaskim terenie, pola i farmy po obu stronach - coś jak nasze Mazowsze tyle, że długie na ponad 600 mil czyli prawie 1000km! Słońce chyliło się ku zachodowi więc szybka decezja - pierwszy camping, czy raczej RV park i zatrzymujemy się dokładnie o zachodzie w miejscowości Wall czyli - Ściana! Szukamy Jona Snowa, ale akurat nie był obecny ;) Tuż obok campingu na polu gość właśnie wyłączył rolniczego Turbo Trusha na "przyzagrodowym" lądowisku ;) Po podłączeniu idziemy na Main Street - poważna nazwa na kilkanaście budynków! Dwa bary, jeden Wall Drugstore, sklep z suwenirami mała kolacja i wracamy do obozu. Rano wstajemy, szybka toaleta, śniadanko i w drogę! Wall znajduje się po północnej stronie I90, więc przejeżdżamy autostradę na południe aby za kilka mil wjechać na teren Badlands Natinal Park. I tu rozumiemy skąd wzięła się nazwa - bezkresna preria urywa się pionową prawie ścianą! W dole parowy, skałki, wzgórza - niesamowity widok!! Co chwile zatrzymujemy się na fotki, bo to jeszcze - a to jakieś kozice miejscowe, pieski preriowe no i bizony! Tutaj zrozumiałem, co mieli na myśli autorzy książek o Dzikim Zachodzie pisząc o bezkresnej prerii - bo faktycznie, końca nie widać! Jest co oglądać!

16:33, piotr.smietana
Link Komentarze (1) »
środa, 25 czerwca 2014
Wyjazd
Po wizycie na Jackowie po przylocie dzień następny zaczął się niezbyt ciekawie bo wizytą Madzi u lekarza! 40.6 stopnia - kto da wiecej?? W końcu opóźnieni ze 4 godziny wyjezdżamy! RV - nówka sztuka,na liczniku ma zaledwie... 700 mil!! Ani chybi - prosto z fabryki!!

Kierunek - Mt. Rushmore! Realia szybko sprowadzają nas na ziemię - na pewno nie zrobimy dzisiaj 900 mil... Po 5h jazdy, 250 milach postój na pierwszym campingu nad malowniczym brzegiem Mississippi. Nie przypuszczałem, że tak daleko od ujścia jest to już potężna rzeka!

17:36, piotr.smietana , Dzień po dniu
Link Komentarze (3) »
wtorek, 24 czerwca 2014
Wyjazd
Truizmem jest twierdzenie, że są takie momenty czy wydarzenia które pamiętamy, które w ten czy inny sposób wpłynęły na nasze życie. Dla mojego pokolenia, moich kolegów jednym z nich była lektura książek Waldemara Łysiaka - w cudowny sposób wprowadzały nas w inną, ciekawą rzeczywistość. Oprócz serii książek historycznych z Napoleonem w roli głównej książką którą zaczytywaliśmy się wraz z kolegami był "Asfaltowy saloon" czyli zapiski z podróży autora po Stanach. Odkąd pamiętam, zawsze "spoglądałem dalej, poza horyzont" i chyba dlatego lubiłem tę książkę, dlatego też m.in. wylądowliśmy w Katarze. Dodatkowo ujął mnie jej taki polski styl - spontaniczno-romantyczny podlany garścią notek i refleksji historycznych. Szykując się do urlopu w Stanach szukaliśmy sposobu czy klucza do niego. Wiadomo, kraj olbrzymi a czasu mało, więc jak to zrobić, żeby dużo zobaczyć, zaspokoić ciekawość Ameryki u dzieci (i nie tylko!) a majątku nie stracić? Od słowa do słowa pada decyzja - motorhome czyli RV! Tak więc - lecimy za Dużą Wodę gdzie czeka juz na nas wynajęty pojazd! Przez najbliższe 3 tygodnie będzie to nasz samochód i dom.
15:50, piotr.smietana
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 28
Napisz do Nas!


Liczba wizyt



Zobacz Księgę Gości

Odwiedziłeś Nas? Masz Uwagi? Będzie Nam miło jeśli dopiszesz się do Księgi Gości


Locations of visitors to this page
Pisz swój dziennik w Internecie
Blog należy do Syndykatu Blox.pl