Życie i praca polskiego pilota Qatar Airways
wtorek, 17 lutego 2009
Al Khor fly-in

Tak, tak - nie pomyłka! I taka impreza się odbyła!

W nawale codzienności omalze zapomniałbym o pierwszym (jak jestem w Katarze!) zlocie małego lotnictwa który odbył się trzy tygodnie temu na lotnisku w al Khor, na północ od Dohy. Lotnisko na codzień użytkowane jest chyba tylko przez college lotniczy, bo to na nim ćwiczą studenci latanie po kręgu. Trochę szkoda, bo lotnisko ma porządny pas betonowy ok. 1600m, stoi tam mała wieża i kilka baraków, jest ogrodzone. Ale wkrótce ma się to zmienić i większość szkolenia college'u ma się tu przenieść. Zainstalowano VORa, wkrótce będzie ILS i budynki portowo-dydaktyczne z prawdziwego zdarzenia.

Ale - wróćmy do zlotu. Zdjęcia znajdziecie tutaj. Znalazło się tam kilkanaście samolotów - Pipery Archer i Seneca oraz Diamond z Aeronautical College, kilka samolotów prywatnych jak Cirrus SR-22, Cessny 172, 182, 400, Citation CJ, Beech Baron i samoloty z firm prywatnych, a nawet były wózki do paralotni - te jednak ze względu na spory wiatr nie latały. Byli także modelarze z kilkoma modelami, z których najciekawsze były modele samolotów napędzane silnikmi odrzutowymi - m.in. model A340. Nie było niestety żadnych pokazów w locie, że o porządnej akrobacji nie wspomnę... Przepraszam - latali modelarze małym odrzutowcem, całkiem zgrabnie oraz wyskoczył spadochroniarz - słownie: JEDEN :) Oblegane były samoloty udostępniane do oglądania, chętni mogli sobie wejść jak np. nasze najmłodsze latorośle:

Były też loty widokowe, na które zapisy zakończono już o 11 ze względu na dużą liczbę chętnych oraz... mało samolotów. 

Cóż - atrakcje z nóg nie powalały, ale pierwsze koty za płoty - może następnym razem będzie lepiej, tym bardziej, że ilość prywatnych samolotów (małych) w Katarze powoli rośnie.

12:12, piotr.smietana , Dzień po dniu
Link Komentarze (3) »
środa, 11 lutego 2009
Pogoda

Pogoda, podobnie jak kobieta zmienną jest. Po raz kolejny przekonałem się o tym wczoraj, kiedy wracając rano z Frankfurt zamiast w Doha wylądowaliśmy w... Al Ain, w Emiratach. Mgła trzymała rano przez kilka godzin, wisieliśmy nad lotniskiem półtorej godziny, ale pogoda była na Cat. 3A, podczas gdy w Doha mamy tylko Cat.2. Żebyśmy mogli poczekać ok. 20-30 minut więcej, ech... Ale trudno - raz się da, raz nie, tak więc decyzja mogła być jedna - zapasik. A tu - pierwszy - Dammam - nie przyjmie nas, bo pełny, Abu Dhabi - też nie, Dubaj też i kontrola sugeruje Al Ain! Cóż robić - lecimy! Lotnisko na pustyni u podnóża gór w których przebiega granica pomiędzy UAE i Omanem na pierwszy rzut oka wygląda na opustoszałe. Ale na podejściu okazało się całkiem ruchliwe bo stacjonują tam szkoły lotnicze - wojskowa i cywilna. Po kręgu latają Cessny, Diamondy DA42 i... wojskowe Hawki. Obok płyty cywilnej jest duża wojskowa na której na stoiskach (przykrytych przeciwsłonecznymi wiatami!) stało ok. 30 Hawków i Pilatusów PC-7. Ale - czasu na podziwianie mało, samolot zatankowany, pogoda dobra (wreszcie!), zgody są i lecimy! I z małym, prawie 4 godzinnym poślizgiem lądujemy w Doha, jak się okazało - nie ostatni tago dnia!

A dzisiaj od rana wieje - wszystko widać na żółto i wszędzie wciska się pył. Dobrze, że mam dzisiaj wolne....

wtorek, 10 lutego 2009
Do młodzieży lotniczej

Zaczynając swojego bloga, szczerze mówiąc nie spodziewałem się pewnych reakcji czytelników – chodzi mi o młodych i/lub przyszłych lotników. Maile które otrzymuję (z góry przepraszam, że nie odpowiadam na wszystkie, ale czas nie pozwala!) prosicie o poradę, sugestie czy wręcz pomoc w karierze pilota.

Na początek – o ile latanie jest dla wszystkich (no prawie, bo jednak zdrowym trzeba być) to już praca jako pilot niestety nie. Postaram się wyjaśnić. Każdy rodzaj latania wymaga od kandydata oprócz zdrowia - wytrwałości i samodyscypliny. Latanie to też konieczność ciągłej pracy i doskonalenia, podnoszenia wiedzy i umiejętności. Dlatego jeśli pisze do mnie ktoś powiedzmy kilkunastoletni i pyta mnie gdzie się szkolić w Polsce wiem już jedno – nie nadaje się, bo nawet nie zadał sobie trudu wklepać w google hasła „szkolenie lotnicze” i czeka na gotowe – powodzenia! Są strony internetowe, fora lotnicze poświęcone tylko temu tematowi (nawet linkowane u nas ;) )– polecam zaprząc wyszukiwarki do pracy, poczytać, pojechać w kilka miejsc, porozmawiać z ludźmi i poszukać najlepszej dla siebie szkoły czy aeroklubu. Nawet przy najlepszych chęciach i nielimitowanym czasie nie pomogę, bo... nie znam szkół w Polsce i od wielu lat z nich nie korzystałem.

Jedno jest pewne – szkolenie lotnicze kosztuje, bo kosztują samoloty, paliwo, praca instruktora i innych. Dlatego trudno mi też radzić CO wybrać – szkoła czy aeroklub, bo po zwyczajnie – nie wiem na co kogo stać, a opcji jest wiele. Latając dla przyjemności mniejszym czynnikiem jest czas – na początek można zacząć od szybowców, bo raz że duża frajda, a dwa – miarę niedrogo można się przekonać się, czy nas to kręci... Dalsze etapy to już jak kasy i chęci starczy.

Jeżeli ktoś myśli poważnie o zawodzie pilota wtedy warto zastanowić się, czy może zainwestować większe pieniądze w szkolenie w poważnej szkole (raczej na zachodzie, bo nie wiem czy u nas też tak jest!) gdzie „od zero to hero” ;) szkolenie do ATPL (frozen) to ok. 20 miesięcy. Takie szkolenie ma tą przewagę nad tradycyjnym w Polsce aeroklubowo - dochodzącym szkoleniem, że szybko można zacząć potem pracować – stąd młodzi, raptem 20 letni F/O; jego wada to głównie cena. Studia wyższe połączone ze szkoleniem to też niezła opcja - zawsze jakaś odskocznia w życiu, gdyby tak coś nie daj Boże, że o kontaktach nie wspomnę, choć to droga kilka lat dłuższa. Kariera w liniach lotniczych to powolna wspinaczka po szczeblach (tzw. seniority), koledzy których spotkałem w QA a zaczynali od cywilnych szkół (bez studiów) mają o te 2-3 tys godzin więcej ode mnie mimo podobnego wieku. Jeszcze niedawno szkolenia sponsorowały linie lotnicze albo kredytowały banki – jak jest teraz – nie wiem, ale obawiam się, że obecnie może to być problem, bo szczególnie w Europie linie lotnicze mają problemy, są długie listy chętnych do pracy jako F/O czy S/O za śmieszne (w porównaniu do zainwestowanych!) pieniądze. Praca jest i owszem, ale nie w Europie, a na Bliskim czy Dalekim Wschodzie choć niestety nie w takiej ilości jak chociażby rok temu. Ostatecznie oprócz wszystkich cech, które powinny cechować pilota przydaje się także trochę szczęścia...

I na koniec – może nieco przekornie – a może zostać pilotem... wojskowym, aby po kilku latach przejść na wojskową emeryturę i w okolicach 30-tki zacząć w „cywilu”?! Pracując w Locie poznałem wielu wspaniałych kolegów, pilotów wojskowych, zresztą w QA też są, z różnych krajów świata. Ba, nawet mój przyjaciel Thomas lata co roku na 3 tygodnie na wakacje do Szwajcarii polatać na F-5, bo ciągle jest... majorem Szwajcarskich Sił Powietrznych! Nieźle co?! Czy zdajecie sobie sprawę, że np. w USA niemal połowa nowych pilotów linii lotniczych to są eks-wojskowi piloci, na Zachodzie również sporo? Na pewno wojsko nie jest dla każdego, ale przypuszczam, że polskie lotnictwo wojskowe sporo zmieniło się w ciągu tych 10 lat w NATO – bo to i angielski obowiązkowy, i ILSy na lotniskach, a szkolenie za darmo i praca od razu...

Reasumując - bycie pilotem to umiejętność podejmowania decyzji - więc decyzja jest Wasza!

poniedziałek, 09 lutego 2009
Dobry pilot

Często rozmawiając z ludźmi „spoza branży” spotykam się z pytaniem - „a czy taki-to-a-taki pilot jest dobry? Czy to prawda, że polscy piloci są najlepsi?” Tak postawione pytania wprawiają mnie w zakłopotanie.

Dlaczego? Powodów jest wiele jak chociażby ten podstawowy, że nie kala się własnego gniazda :) i po prostu niezręcznie mi o tym mówić. Są oczywiście piloci świetni, normalni i – nie oszukujmy się – słabi – jak wszędzie, w każdej dziedzinie życia. Przede wszystkim – różne są kryteria dla różnych grup pilotów – o jakości pilota sportowego świadczą zdobyte medale i tytuły, dla wojskowego – ilość wykonanych zadań czy zwycięstw, a jak ocenić nas, pilotów cywilnych, komunikacyjnych? Ocenia się nas, w zasadzie CAŁĄ załogę kokpitową podczas okresowych kontroli, gdzie musimy wykazać się wiedzą i umiejętnościami – umiesz to OK, nie – to masz kłopoty, bo nikt żółtodziobowi nie powierzy życia kilkudziesięciu czy kilkuset ludzi no i oczywiście sprzętu wartego ciężkie miliony! Bzdurą jest dzielenie nas ze względu na narodowość czy etniczność – latałem ze świetnymi Arabami czy Azjatami, jak również – ze słabymi... Polakami niestety :( Śmieszą mnie i kolegów oceny pilotów jakością lądowania – że ten, co gładko ląduje to niby lepszy, podczas gdy są sytuacje, wcale częste, kiedy gładkie lądowanie to... złe lądowanie! Jak np. zimą na śliskim pasie, przykładów jest więcej.

Ale są też i jednostki wybitne – takim pilotem jest bez wątpienia Kapitan Sullenberger z UsAir, który kilka tygodni temu bezpiecznie wodował na rzece Hudson Airbusem A320. Nie będę się rozpisywał, bo to media za mnie zrobiły - lepiej czy gorzej ;) ale pewne jest jedno – że wykorzystał do maksimum swoje (i na pewno partnera w kokpicie!) umiejętności aby wyprowadzić cało z beznadziejnej wydawałoby się sytuacji jak najwięcej osób. Dzięki temu nikt nie zginął, a Ameryka ma nowego bohatera narodowego.

Pytanie jak zachowaliby się inni na jego miejscu? Pozwólcie, żeby pozostało (oby na zawsze!!) czysto teoretyczne, żeby nikt nie musiał tego udowadniać ponownie.


Napisz do Nas!


Liczba wizyt



Zobacz Księgę Gości

Odwiedziłeś Nas? Masz Uwagi? Będzie Nam miło jeśli dopiszesz się do Księgi Gości


Locations of visitors to this page
Pisz swój dziennik w Internecie
Blog należy do Syndykatu Blox.pl