Życie i praca polskiego pilota Qatar Airways
wtorek, 20 listopada 2012
Parę przemyśleń...
Mieszkając poza krajem jesteśmy na bieżąco ze wszystkim co się w nim dzieje, a w dzisiejszych czasach internetu i telewizji satelitarnej nie ma z tym problemu. Spotykając się w kraju z rodziną i przyjaciółmi często wspominamy, że wiele rzeczy wygląda inaczej, a często i lepiej z dalszej perspektywy. Oczywiście widzimy i te niedobre rzeczy, tym niemniej są sprawy, które budzą w nas niepokój, ba - przerażają wręcz! Czytując wiadomości na różnych polskich stronach i portalach internetowych często rzucamy okiem na komentarze pod artykułami i wiadomościami. Jest to baaardzo smutna i wstrząsająca lektura!! Od pewnego czasu dominuje jeden ton - nieograniczonej agresjii, rynsztokowych wyzwisk . Nie daj Boże, żeby ktoś próbował napisać coś pozytywnego - natychmiast jest niszczony i wdeptywany w ziemię z niebywałą zajadłością i wściekłością! Skojarzenie nasuwa się jedno - kibolstwo (choć bardziej pasuje bandytyzm po prostu!) - można to nazwać "kibolstwem internetowym" W taki sposób odzywają się do siebie ludzie w kraju, gdzie ponad 90% ludzi ma się za wierzących Katolików?? Kto nie jest z nami ten jest nasz wróg najgorszy?? No i ta wiara, że jeśli znajdziesz "wroga" i go zniszczysz, to wszystkie problemy się skończą! Bo to przecież nigdy, przenigdy to nie my jesteśmy winni tylko "Oni"!!! I żeby było zabawniej (choć nie ma w tym nic zabawnego) - nie ma znaczenia na jaki temat była dyskusja - polityka czy chodzi o część ciała przysłowiowej Maryni - winni są "Oni - ........." - tu Prawdziwy Polak wstawia nazwę swojego Wroga Jedynego - lista moźe być długa... I ten ciągły antysemityzm - smutne to... I na koniec cytat: "w internecie, gdzie łatwo o anonimowość i zmianę tożsamości, zastanawiające jest to, jak wiele osób wybiera bycie idiotą..."
13:39, piotr.smietana , Dzień po dniu
Link Komentarze (23) »
czwartek, 15 listopada 2012
Co by było gdyby...

W swoich dywagacjach na temat latania poruszałem nie raz chyba problem typu - "co zrobic, jeśli". Współczesne latanie samolotami pasażerskimi to praca zespołowa - team to 2 pilotów kokpicie PLUS odpowiednie procedury, a odpowiednie przeprowadzenie procedur to godziny szkoleń i doświadczeń  oraz tzw. checklisty. Truizmem jest stwierdzenie, że checklisty są pomocne na wszystko - bo są! Szczególnie w takiej formie ja zaimplementowano je w 777/787 - elektroniczne, z samoodznaczającymi się wykonanymi już elementami, ale - nie jest to panaceum na wszystko! Zawsze decydujący głos czy osąd należy do pilota. Tak też jest w przypadku zderzenia z ptakami. Generalnie - lecimy dalej bo samolot to nie samochód, na poboczu nie zatrzymasz... KAŻDA normalna i nienormalna procedura zaczyna się od "fly & navigate"! Ileż to już pozornie błachych usterek spowodowało wypadek bo piloci zajęli się np. wymianą żarówki a nie zwracali uwagi jak i dokąd leci samolot! Tak więc po wzmiankowanym zderzeniu - po pierwsze - lecimy! Jako minimalną wysokość do rozpoczęcia procedur awaryjnych przyjeto w lotnictwie wysokość 400 stóp (ok. 120m) - tak też skonstruowano odpowiednie strefy wokół lotniska. Jeżeli pojawiaja się problemy z silnikiem (co wcale nie jest takie oczywiste bo ptaki mogły uderzyć np. w kadłub - huku dużo a skutki dla samolotu stosunkowo niewielkie) nalezy najpierw zabezpieczyć silnik - wyłączyć, ew. ugasić. I dalej - wznosimy się do wysokości rozpędzania na jednym silniku - zwykle jest to 1000 - 1500 stóp (zależe od samolotu, linii lotniczej) - na tej wysokości chowamy klapy, kończymy niezbędną checklistę i wznosimy sie minimalnie do wysokości co najmniej MSA (minimum sector altitude - minimalna wysokość zabezpieczjąca przed terenem i przeszkodami). Wtedy należy zdecydować co dalej - kontynuujemy lot czy wracamy. Według tego schematu działamy we wszystkich sytuacjach nietypowych, awaryjnych - modyfikacje (niewielkie!) mogą nastąpić, ale - NIE może być to kosztem bezpieczeństwa lotu. Reasumując - nie każde zderzenie z ptakami to natychmiastowy problem i konieczność powrotu - przeważnie to ptaki mają większy z tym problem ;)

piątek, 09 listopada 2012
Spotkania....
Ostatnie dwa dni spędziłem bardzo miło ze starymi kolegami ze starej firmy czyli - LOTu w... Crawley koło Gatwick. Powód jak zawsze - praca, a konkretnie symulatory w ośrodku Boeinga w Crawley. Obecnie ze względu na ilość szkolonych pilotów i obłożenie symulatora w Doha większość nowo zatrudnionych szkolimy w ośrodkach zewnętrznych. Najczęściej wygląda to tak - część teoretyczna czyli CBT (Computer Based Training) oraz symulator tzw. Fix-base robią studenci w Doha natomiast reszta szkolenia na symulator full flight odbywa się w ośrodkach zagranicznych Boeinga jak Singapur czy Crawley z instruktorami najczęściej miejscowymi. Nasi instruktorzy przylatują tylko na kilka symulatorów tzw. operacyjnych - AWOPS, RNAV i Unstable Approach/JFK no i robią końcowy egzamin. I właśnie na takie trzy symulatory przyleciałem do Anglii. W ośrodku w Crawley przebywa także obecnie duża grupa pilotów LOTu - część na szkoleniu podstawowym a część wznawia się po szkoleniu z początków roku, bo wprost z Anglii lecą odebrać wyczekiwanego Dreamlinera. W grupie jest śmietanka (nome-omen;)) instruktorów, m.in. nasi wielokrotni mistrzowie Jurek, Marian, koledzy Jarek, Kazik, Roman i inspektor ULCu Piotrek - zresztą lista jest dłuższa. Był obiad, Polaków i lotników rozmowy :))) Miło spotkać kolegów po latach!!!
14:48, piotr.smietana
Link Komentarze (5) »
Napisz do Nas!


Liczba wizyt



Zobacz Księgę Gości

Odwiedziłeś Nas? Masz Uwagi? Będzie Nam miło jeśli dopiszesz się do Księgi Gości


Locations of visitors to this page
Pisz swój dziennik w Internecie
Blog należy do Syndykatu Blox.pl