Życie i praca polskiego pilota Qatar Airways
niedziela, 31 grudnia 2006
Samochody
Samochody w Katarze to ciekawy temat. Generalnie są tanie a w stosunku do cen polskich nawet bardzo. W połączeniu z tanią benzyną (97 oktanów po 80 dirhamów - 0.80QR/litr czyli 65 groszy - tańsza od wody) skutkuje to tym, że najpopularniejszymi samochodami w Katarze są Toyota Landcruiser i Nissan Patrol z benzynowymi silnikami 4.8 i 4.5 litra bo zużyciem nikt się nie przejmuje (nawet nie ma tego w instrukcji!) Miejscowi generalnie nie narzekają na brak kasy tak więc często są drugie samochody w rodzinie, bo oprócz powyższych na ulicach pełno jest najnowszych Mercedesów, BMW, Hummerów, Cadillaców i innych w/g zasady - im drożej tym lepiej :-) Samochody amerykańskie są niewiele droższe niż w Stanach, europejskie są tutaj tańsze o 30-40% zaś japońskie czy koreańskiej nawet o 50%. Jedną z form rozrywki są wycieczki na pustynię, dlatego popularne są wszelkich rozmiarów terenowce, również wśród ekspatów - od małych Daihatsu czy Suzuki po wielkie samochody amerykańskie. Oddzielną kwestią jest styl jazdy miejscowych kierowców który można określić jednym słowem - tragedia! Lusterka wsteczne są dla ozdoby, podobnie jak kierunkowskazy - nigdy nie wiadomo czy samochód przed Tobą nagle nie skręci Ci przed maskę. Wymuszanie pierwszeństwa szczególnie wyjeżdżających z bocznych ulic lub włączjących się do ruchu to normalka podobnie jak ścinanie zakrętów lub pasów ruchu na rondach. Stąd stłuczki są bardzo częste podobnie jak korki nimi wywołane, ponieważ aby odzyskać wypłatę ubezpieczenia nie wolno ruszyć samochodu i trzeba zadzwonić po policję. Dlatego też jeżeli jeździsz pomiędy niemałymi w końcu samochodami zdecydowanie bezpieczniej czujesz się będąc równorzędnym partnerem i właśnie dlatego oceniniliśmy, że najodpowiedniejszym dla nas będzie Dodge Durango widoczny na fotkach, sympatyczne 7-os rodzinne autko z niezłym silniczkiem - jedyne 5.7 litra i 335 KM ;-) a zużycie to tylko 25l/100km - bo ostatnio jest chłodno i nie używamy klimy...
piątek, 29 grudnia 2006
Katarska "Monument Valey" ;-)

Kolejny dzień ferii w szkole bo to dzisiaj tutejsza niedziela, zaczynają się Idy więc pytanie: co zrobić z tak pięknie rozpoczętym dniem? Po chwili zastanowienia i małej konsultacji jest decyzja - jedziemy pozwiedzać dziewiczy dla nas region zachodniego Kataru. Po ok. 45 min drogi skręcamy z głównej drogi tuż przed Dukhan na północ i kierujemy się na małą wioskę Zekreet. Po chwili naszym oczom ukazała się po lewej mała zatoczka a nad nią zaparkowanych kilka samochodów. Podjeżdżamy bliżej i widzimy śmigających na deskach 3 kitesurfingowców. Wiało ładnie, tak ze 20 węzłów a że płytko i fala mała to i zabawę mieli niezłą:

kite

Po małym postoju docieramy do wioski, a raczej kilku zabudowań na krzyż:

domek

gdzie kończy się asfalt i zaczyna ubity dukt. Po chwili mamy już przedsmak tego co nas czeka za kilka kilometrów -pełne fantastycznych kształtów wzniesienia typu gór stołowych:

widok1

jeszcze kilka kilometrów i osiągamy pierwszy cel naszej wyprawy - dolinkę Abu Reesh wręcz usianą swego rodzaju "grzybami" tak, że kojarzyć się może z amerykańską Monument Valey w miniaturze:

1

2

3

Na końcu doliny na grzybkach znajduje się kilka kamiennych wież:

4

z czego jeden jest szczególnie urokliwy:

5

Piknik niestety nie udał się, bo wiatr był jednak dość silny i - jak na Katar zimny, tak więc mimo bluz po chwili wszyscy stracili ochotę na spacery i zostaliśmy w samochodzie.

W pobliżu jest jeszcze jedna atrakcja - mała wioska arabska z oazą. Jej historia jest ciekawa, gdyż pomimo starego wyglądu ma raptem... 10 lat! Została zbudowana do flimu i niejako przy okazji stała się miejscową atrakcją turystyczną:

6

w oazie obok (oaza to może za dużo - ot kępa kilku drzew) jest strusia farma, a raczej tylko ich wodopój, gdyż jej mieszkańcy biegają sobie na wolności w okolicy:

7

Po wiosce oprowadził nas jej mieszkaniec

911

1012

po czym ruszyliśmy dalej na północ. Wkrótce natknęliśmy się na wcinające się w ląd płytkie i wąskie dwie zatoczki przedzielone niewielkimi groblami. I być może nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego, gdyby nie stadko flamingów dostojnie brodzących sobie w wodzie w poszukiwaniu pożywienia.

Niestety - zmierzch zbliżał się i w obawie przed powrotem nieznaną drogą po ciemku zawróciliśmy w kierunku domu z mocnym postanowieniem powrotu wkrótce tym bardziej, że zostały nam do zaliczenia żyjące na wolności w tej okolicy oryxy.

czwartek, 28 grudnia 2006
I po świętach

To już nasze trzecie z rzędu święta na obczyźnie. Minęły (prawie) jak zawsze - na spotkaniach w miłym gronie, prezentach i żarciu. Prawie, bo jednak bez śniegu atmosfera jednak trochę nie tego ale - w kraju też poskąpiło. Poza tym tutaj atmosfera oraz wystrój świąteczny sklepów szybko zmienione zostały na obchody najważniejszych świąt muzułmańskich - Id (Eid) - świąt związanych z coroczną pielgrzymką muzułmanów do Mekki które zaczynają się w piątek. I znowu kilka dni wolnych, a najbardziej zadowolone są dzieci, bo wolne od szkoły mają od 22 grudnia do 6 stycznia.

Właśnie firma ogłosiła ekspansję na Indie od Nowego Roku tak więc trochę spadnie nam tzn. na A320 ilość pobytów w Indiach, ponieważ wiele lotów przejmuje A330 - ale nie martwi mnie zbytnio. Latanie do Indii jest dla koneserów a ja jakoś nie mogę się nim stać... Nie przemawia do mnie propaganda Indii jako jednego z najszybciej rozwijających się kajów świata bo w przeciwieństwie do Chin (do których lubią się porównywać) zwyczajnie tego nie widać. Przede wszystkim - widoczne są na każdym kroku olbrzymie kontrasty i niesamowitą biedę, na lotnisku obok luksusowych limuzyn spotyka się żebrzących o jedzenie. Przy lotnisku w Bombaju są olbrzymie slumsy, jakich jeszcze w życiu nie widziałem, widoczne są z okien samolotu podczas kołowania do startu.

bombajBombaj, na prostej do 27

twyh i w drodze do startu

A wszystko "okraszone" specyficzną oprawą zapachową, którą można wyczuć jeszcze w powietrzu, kiedy samolot jest na prostej. Kiedy po powrocie do domu rozpakowuję walizkę, ubrania mają ciągle ten specyficzny zapach, na który pomaga tylko pranie. W Indiach powszechnie pali się śmieci, stąd kiedy lądujemy, najczęściej rano, blisko ziemi snują się dymy poważnie czasem ograniczjąc widoczność.

Indie to niesamowita biurokracja - oczywiście standardowo jest na pokładzie każdego samolotu Generalna deklaracja, ale w Indiach to za mało - przed lądowaniem załoga musi wypełnić dwa formularze - każdy w 3 egzemplarzach - jeden z ważnościami paszportów itp a drugi celny z takimi nawet detalami jak waga biżuterii osobistej, zegarki czy inne przedmioty osobiste. Jakby tego nie dość, w okienku kontroli granicznej jest specjalny zeszyt, gdzie co trzeba zrobić? Brawo - wpisać się ze swoim imieniem, nazwiskiem nr paszportu/ID! Wszystko to w kraju który ma ponoć największą ilość zdolnych informatyków na świecie, w którym wiele firm a nawet krajów zleca wykonywanie usług komputerowo-informatycznych czy księgowych! Wszystko to dla mnie przyzwyczajonego do przekraczania granicy w Europie tylko na podstawie ID czy CMC było nieco szokujące. Ale ostatnio jest postęp - formularze są samokopiujące i nie trzeba wszystkiego przepisywać trzy razy...

Na ulicach dzieje się dużo - ludzie tam śpią, żyją, jedzą i - załatwiają się... Hałas jest niemożebny, wszelki sprzęt jeżdżący na przejechanie 100 metrów przynajmniej jeden raz używa klaksonu! Kiedyś mój kolega drugi pilot założył się z naszym kierowcą o 20 dolarów (spora suma jak na Indie), które dostanie jeśli na drodze z lotniska do hotelu (z 10km) nie zatrąbi ani razu. Niestety - natura była silniejsza, bo kierowca nie wytrzymał na ostatniej prostej i zakład przegrał :-) Sporo się w Indiach buduje, ale jak za króla Ćwieczka! Ciągle najwięcej robót robi się ręcznie, np rowy pod instalacje, często kopane są przy pomocy motyk - siedzą w kucki i kopią...

poniedziałek, 18 grudnia 2006
Ze Starego Kraju

Trudno, wydało się - jestem w kraju!  Przyleciałem odetchnąć nieco swojskim - śląskim i warszawskim powietrzem, zaliczyć nieco browarku T i Ż (bez kryptoreklamy ;-)) i niezdrowego jedzonka. Madzia mnie popędza, abym się odezwał co niniejszym czynię.

Tłumy na lotniskach potęgowane są jeszcze coraz dokładniejszymi i ścisłymi kontrolami bezpieczeństwa. W Warszawie po raz pierwszy miałem okazję skorzystać z nowej hali przylotów - dobrze, że w końcu jest, tylko dlaczego mam wrażenie tymczasowości czy "barakowości" terminala? To chyba przez tą blachę falistą, ale to w sumie szczegół. Atmosfera świątaczna jeszcze niepełna, bo brak śniegu, ale dzikie tłumy w udekorowanych sklepach nie pozostawiają wątpliwości co do zbliżających się Świąt. Pogoda jak na grudzień raczej ciepła, ale chyba jednak wolę trońkę cieplejszy klimat :-)

Zakupy świąteczne i nie tylko, zaległe spotkania z rodziną i przyjaciółmi, nocne Polaków rozmowy - to mój program pobytu. Lista spora, a czasu mało. Może jak zaczniemy latać do Warszawy bezpośrednio będzie okazja do częstych odwiedzin, bo nie wszystko da się załatwić telefonem czy emalią i w efekcie lista osób do odwiedzenia nieustannie rośnie.

Wpadłem jak po ogień po trzech i pół miesiącach pobytu poza krajem, z zaciekawiewieniem obserwuję wszystko co się dzieje dookoła i muszę przyznać, że mam mieszane uczucia. Dobrze wiem, co się dzieje w kraju, o co nietrudno w dobie tv sat i internetu. Obraz kraju wynikający z lektury prasy, internetu i oglądany w tv jest raczej niewesoły co w/g mnie kontrastuje z tym co widzę dookoła. Utyskiwania na kiepską sytuację słychać powszechnie, a ulice zapchane są samochodami i to wcale nie jakimiś rzęchami. Widać coraz więcej poodnawianych domów, wyremontowanych dróg i ulic,  nawet tych typowych wiecznych remontów na trasie katowickiej. Trudno mi ocenić, na ile jest to zasługa władzy różnych szczebli (hm...) a ile zwykłej zaradności rodaków. Chyba jednak ci ostatni uwierzyli w siebie (WRESZCIE!) co widać po statystykach ludzi emigrujących z naszej pięknej ojczyzny ale - po kasie, którą zarabiają i wysyłają z powrotem do Polski. Czas wreszcie, abyśmy jako naród przestali mieć kompleksy - bowiem na tle innych krajów europejskich jesteśmy jednymi z lepiej wykształconych, co przyznawane jest przez kraje ze "starej" Unii. Oczywiście problemy są, jak chociażby z nauką języków obcych, co widzę po przykładzie dzieci w Katarze - tam  przeciętne kilkuletnie dziecko arabskie jest w stanie dogadać się po angielsku, przynajmniej w podstawowym zakresie podczas gdy polskie dzieci mają głowę nabitą regułkami gramatycznymi, ale zdolność do porozumiewania mają  znikomą...

16:44, piotr.smietana , Dzień po dniu
Link Komentarze (1) »
niedziela, 17 grudnia 2006
Koniec igrzysk
Piotr polecial do Polski a ja bralam udzial w gigantycznej zabawie na ulicy po ceremonii zakonczenia Asian Games. To co sie dzialo jest niewyobrazalne to trzeba bylo zobaczyc na wlasne oczy jak Arabowie potrafia sie bawic. Na ulicy powstal gigantyczny korek, ludzie siedzieli z flagami na dachach samochodow, spiewali, zaczepiali wszystkich dookola a atmosfera udzielala sie wszystkim rowniez i mnie. Jechalam akurat z kolezanka i w pewnym momencie rowniez utknelysmy w korku. Obok nas w samochodzie siedzialy dwie sympatyczne Arabki oczywiscie z twarzami zaslonietymi i z wywieszonymi flagami Kataru na calym samochodzie. Usmiechnelysmy sie do nich i tak zaczela sie nasza krotka ale przemila znajomosc:) Arabki odslonily twarze zebysmy mogly je poznac, podarowaly nam flage a pozniej krzyczaly ze kochaja Polske:))) Jezdzilysmy z ta flaga po miescie bawilysmy sie razem z cala ulica i oczywiscie rowniez mialysmy nastawiona muzyke na full sluchalysmy cudownego przeboju IGRZYSK. Arabowie w Katarze to wyjatkowo przyjaznie nastawieni ludzie, ja uwielbiam tutaj byc i mam nadzieje ze jeszcze troszke pobedziemy:))) Sorry ale ja jestem bardzo leniwa i nie pisze z Polskimi literami, wybaczcie:))) Ciekawe jaka pogoda w kraju bo tutaj leje i leje cala pustynia zalana, bloto na ulicach i gigantyczne kaluze!!!!! Czekamy na kielbache i szyneczke:)
środa, 13 grudnia 2006
Widok z kokpitu

Minęły już dwa lata w szoferce Airbusów Qatar Airways. W tym czasie mieliśmy okazję zobaczyć jak bardzo zmienił się Katar a Doha w szczególności. W Doha pas 34 wychodzi na miasto, a konkretnie na koniec Al Cornishe St gdzie znajdują się hotele Sheraton i najnowszy Four Seasons. W okolicy jak grzyby po deszczu rosną wieżowce nowego centrum biznesowego i nowe hotele, tak więc miałem okazję podziwiać zmiany w Doha podczas nieomal każdego startu. Zresztą zobaczcie sami:

listopad04

to zdjęcie zrobiłem w listopadzie 2004 roku - widać na nim samotny hotel Four Season. A to:

06

w listopadzie tego roku. Musicie przyznać, że jest różnica!

W poprzednich moich notkach można zobaczyć jak wyglądają obiekty Sport City obecnie. A tak

stadion

wyglądał stadion i okolice w marcu 2005...

Zakupy

Święta za pasem, a pomimo tego że jesteśmy w kraju muzułmańskim handlowcy nie dają nam o tym zapomnieć. Może nie aż tak jak u nas, ale zdecydowana większość sklepów od dawna jest odświętnie przystrojona. Prym wiodą rzecz jasna stoiska i sklepy z zabawkami, które ze względu na dzieciarnię mus odwiedzić. Na pierwszy ogień poszedł nasz ulubiony sklep czyli Toys'R'Us. W dziale z lalkami moje dziewczyny oczywiście dostają oczopląsu, gdzie oprócz wszelkiej maści Barbie, Bratz, Witch i tym podobnych furorę robi lokalna Barbie czyli Fulla (arab. - kwiat) - lalka dostępna także w pełnym stroju muzułmańskim, zaś na eksponowanym miejscu jest Fulli "zestaw niezbędny" czyli zestaw modlitewny dla dziewczynek:

zestawik

składający się z chusty, abaji, dywanika i torby. Cóż - co kraj to obyczaj...

Widział ktoś w Smyku krzyżyki Barbie??

wtorek, 12 grudnia 2006
Igrzyska raz jeszcze

A w Doha leje i wieje chłodem... Pustynia wygląda niesamowicie zalana wodą, ale nie to jest problemem chociaż z pewnością też ma to wpływ na atmosferę i przebieg Igrzysk Azjatyckich. Po tych deszczach miasto jest dosłownie utytłane w błocie podobnie jak samochody ubłocone po dach po kilkukrotnym ledwie przejeździe przez uliczkę osiedlową a myjnie mają pełne ręce roboty i czeka się po minimum godzinę w kolejce. Na tym tle nawet mój samochód nie wygląda tak najgorzej...

Wybraliśmy się ponownie na Igrzyska do Sport City, tym razem na zawody lekkoatletyczne (ale nie te, na których wygrała zawodniczka z Bahrajnu). Ponownie z nutką zazdrości oglądaliśmy na wskroś nowoczesny Khalifa Stadium z ciekawymi łukowymi podporami oświetlenia:Khalifa

Mamy podstawy do dumy, ponieważ przy jego budowie także pracowali nasi rodacy chociaż pod obcym szyldem. W Sport City mieści się hala sportowa organizacji wspierającej rozwój sportu wśród młodzieży Aspire Academy.:

aspire

Pod dwoma pólkulami dachu, w umiejętnie podzielonym wnętrzu odbywa się jednocześnie do sześciu konkurencji sportowych, m.in. boks, zapasy, gimnastyka, badmington, kolarstwo torowe a także tak egzotyczne jak wushu czy kabaddi.

Jako że jesteśmy w kraju muzułmańskim także i w Doha Sport City nie może zabraknąć meczetu:

mosk

Koniec Igrzysk w sobotę 15-go i czekamy na następną dużą imprezę...

* * *

Kolejna nocka - tym razem Kuwejt. W Europie nocą lotniska zamierają, szczególnie w części pasażerskiej - zamyka się restauracje i sklepy. Związane jest to m.in. z protestami ekologów i innych grup nacisku - chodzi oczywiście o hałas generowany przez samoloty tak więc nocą pomiędzy 23 a 6 się raczej nie lata. Inaczej jest na Bliskim Wschodzie - tutaj latało i lata się także nocą. Jest to pozostałość z czasów, kiedy wysokie temperatury wyraźnie ograniczały osiągi (ładowność) samolotów i aby to choć trochę obejść latano nocą. Dopiero wprowadzenie samolotów odrzutowych, a szczególnie nowoczesnych silników turbowentylatorowych wyraźnie zmniejszyło ograniczenia latania w gorące dni.

Tak więc tutaj lata się i to sporo, działają bary i restauracje, a w Duty Free można zostawić duuużo forsy... Liderem jest Dubaj, w którym na dodatek kończona jest budowa nowego terminala przystosowanego oczywiście pod nowego Super Jumbo A380 - terminal powiększy się gdzieś dwukrotnie... Inne porty mają mniejszy ruch, ale robią wszystko aby uszczknąć nieco lukratywnego tortu, a my jesteśmy częścią tego planu bezsennie spędzając noce po okolicznych lotniskach. Kuwejt Jest raczej spokojny nocą, chociaż nie w części wojskowej - tutaj ruch jest non-stop, ale w końcu do Iraku ledwo kilkadziesiąt kilometrów...

czwartek, 07 grudnia 2006
Lecimy dalej, wyżej, szybciej...

Lecieliście kiedyś liniamii arabskimi? Jeśli tak, to pewnie zauważyliście że podczas lotu co jakiś czas pojawia się na ekranach kierunek na Kaabę czyli święty kamień muzułmanów mieszczący się w Mecce. Jak to działa? Ano w bazie danych komputera nawigacyjnego samolotu(!) znajduje się punkt nawigacyjny "Islam" - po jego wybraniu system pokazuje kierunek (azymut) i odległość.

islam Punkt Nawigacyjny Islam

Czy tylko po to, aby informować pasażerów? Brawo! Zgadliście - nie tylko! Korzystają z tego także piloci arabscy, bo jak na pobożnych ludzi przystało, 5 razy dziennie modlić się trzeba, obowiązkowo z głową zwróconą w kierunku Mekki. Ale jak? tutaj z pomocą przychodzi OBOWIĄZKOWE wyposażenie kokpitu samolotów Qatar Airways czyli... dywanik modlitewny. Kiedy przychodzi czas, rozkładają go zgodnie z kierunkiem i już.

dywanik Dywanik

Aczkolwiek, niektórym wystaczy modlitwa w "miejscu" pracy czyli w fotelu pilota, oczywiście po obowiązkowej ablucji nóg. Czasem dochodzi do ciekawych sytuacji, bo pilot-katolik żegna się przed i po locie, a muzułmanin - w trakcie, wtedy kiedy wypadnie pora... Ale śpieszę uspokoić - NIE MA sytuacji, kiedy samolot jest bez nadzoru - wszyscy piloci są PRZEDE WSZYSTKIM profesjonalistami i zawsze priorytetem jest bezpieczeństwo.

Coś się dziwnego dzieje z pogodą - po dwóch dniach ładnej pogody znowu leje od rana, ulice zamieniły się w rwące potoki lub całkiem niezłe bajora - w Doha dopiero zaczynają budować sieć kanalizacji burzowej. W sumie mogłem to łatwo przewidzieć, bo dopiero co umyłem auto ;-) zaczynamy sobie żartować, że jak tak dalej pójdzie, to wkrótce spadnie tutaj śnieg :-) Dla poniektórych jest tak zimno, że trzeba założyć kurtki (takie jak u nas przy pierwszych mrozach), szalik służy do przewiązywania wokół głowy, ale na nogach nieśmiertelne klapeczki...

Pogoda w tym rejonie jest raczej przewidywalna, aczkolwiek i zróznicowana - w niedalekim Kuwejcie (1h lotu z Doha) w nocy temperatura spada do +7 stopni czyli o jakies 8-10 stopni mniej niż tutaj, a zimą jeszcze bardziej. Po drugiej stronie Zatoki (tutaj - ZAWSZE Arabskiej lub po prostu - the Gulf; za Perską gotowi są się obrazić śmiertelnie!) w Iranie, zimą na górach nad brzegiem morza jest śnieg - a to ledwie jakieś 250 km w linii prostej. Jeśli ktoś tęskni do nart - proszę bardzo - Jordania wita ze swoimi ośrodkami narciarskimi w górach na pograniczu libańsko- jordańskim. Bez obaw - bez zbędnych "rozrywek". W ostateczności - zawsze można okrągły rok do Dubaju na największy chyba na tej półkuli sztuczny stok narciarski pod dachem. W Doha mamy tylko malutką górkę (pod dachem) - tak ze 150m długości, z której zjeżdża się na czymś w rodzaju dętki.

 

 

poniedziałek, 04 grudnia 2006
Igrzyskowe impresje

Wybraliśmy się całą familią na zawody pływackie. Chcieliśmy "pooddychać" atmosferą zawodów chociaż "naszych" oczywiście brak, ale dyscyplina widowiskowa i ranga zawodów znaczna. Chociaż - chyba emocje nie udzielały sie wszystkim równo:

kubus

Pływalnia ulokowana jest w Sport City w pobliżu Kalifa Stadium

nad którym już się zachwycałem. Podobnie jak nad wieżą:

wieżawieża1

Jest to bardzo ciekawa konstrukcja - posiada żelbetowy trzon, obudowana jest lekką konstrukcją z aluminium (chyba) i szkła. Chociaż ładnie iluminowana i wyposażona w ekrany telewizyjne a na szczycie płonie znicz to jeszcze nie jest w pełni wykończona wewnątrz, ale ma być restauracja i taras widokowy. Jak wiele ważnych obiektów w Katarze posiada specjalny apartament dla Emira - właśnie w okolicach ekranu tv, a ten wytęp po lewej to... basen. I niech mi ktoś powie, że "cysorz to ni mo klawego życia"!

Ale powróćmy do pływania - w sumie to mecz Chiny kontra reszta Azji, bo dominacja tych pierwszych jest wyraźna i to nie tylko w tej dyscyplinie. Muszę przyznać, że oprócz emocji sportowych duże wrażenie na mnie wywiera cała otoczka, a konkretnie technika zaangażowana do obsługi Igrzysk. Tak np. "latająca" kamera SkyCam

skycam

całkowicie zautomatyzowana, stabilizowana oraz zdalnie sterowana kamera tv, zawieszona jest na 4 linach umożliwiająca wykonywanie "latających" ujęć z niemalże każdego punktu hali. Innym ciekawy sprzętem jest ręczna (?) kamera:

Na pierwszy rzut oka - ot kamera przymocowana do wysięgnika który niesie facet na szelkach, dopiero po chwili widać że gość operuje nią bez większego wysiłku (mam na myśli podnoszenie/opuszczanie czy odchylanie od pionu), a kiedy idzie lub biegnie kamera przesuwa się wraz z nim pozostając na TEJ SAMEJ wysokości od ziemi a facet podskakiwał biegnąc z nią!! Taka trójwymiarowa stabilizacja ale na dużo większą skalę. Kawał niesamowitej inżynierii! (BTW: byłbym wdzięczny za sznurki jak to działa).

Na koniec ciekawostka:

bmat

nie zdążyli zamontować bankomatów na stałe to są przewoźne :-)

 

niedziela, 03 grudnia 2006
Igrzyska rozpoczęte!

No i zaczęło się! Po kilku latach przygotowań z wielką pompą w piątek rozpoczęły się XV Igrzyska Azjatyckie Trzeba przyznać, że ceremonia otwarcia robiła niesamowite wrażenie - oczywiście najlepiej odbiera sie takie wydarzenia osobiście bo zdjęcia czy nawet relacja TV nie oddają całej atmosfery.

(Tak na marginesie - nie wiem, co za ..... wymyślił polską transkrypcję nazw arabskich - w życiu nie słyszałem, żeby ktoś tutaj mówił "Dauha" czy "as Sani"?? Ani to fonetycznie, ani arabskie czy angielskie ani nijakie - mówi się - i pisze żeby było jasne Doha i al-Thani)

Widowisko odbyło się na totalnie odnowionym Kalifa Stadium - fantastycznie nowoczesnym obiekcie sportowym, wyposażonym w ponoć największy na świecie ekran wideo typu LED. Stadion stanowi znajduje się w niesamowitym Sport City, którego charakterystycznym punktem z daleka widocznym jest wieża widokowa i tv, którą budowała belgijska firma rękoma m.in. 140 Polaków. Pomimo cen - 500QR (ok. 400 złotych!) biletów na otwarcie nie było już od dłuższego czasu, ale po interwencji w Biurze organizacyjnym grupa 40 Polaków (spośród budowniczych wieży) otrzymała wejściówki. Ceremonię przygotował i poprowadził międzynarodowy zespół producentów, choreografów, kompozytorów i innych pod wodzą australijczyka Davida Atkinsa. Tworzyli oni m.in. oprawę Olimpiady w Sydney 2000 oraz Igrzysk Commonwealthe'u 2002, nie brakowało także ludzi pracujących także przy oprawach innych imprez jak Ateny 2004, Igrzyska zimowe 2002, FIFA2002 czy nawet koncertów... Live Aid, Dire Straits czy Pink Floyd, Rolling Stones. Dzięki temu powstałe widowisko imponowało rozmachem i tempem, pełne było odwołań do tradycji arabskich, Dalekowschodnich ale także i starogreckich, uniwersalnych a kończyło się spojrzeniem w przyszłość, która w przypadku Kataru dzięki m.in. umiejętnie dywersyfikowanymi pieniędzmi z ropy i gazu rysuje się nieźle. Oprócz występów artystów azjatyckich wystąpił też J. Carreras. Po paradzie uczestników nastąpiło otwarcie Igrzysk przez Emira obecnego z jedną tylko, ale za to najpiękniejszą żoną - Mozą od której trudno było wzrok oderwać. Następnie najmłodszy z synów al-Thani wjechał konno na wysokość kilku(!) pięter i zapalił znicz - coś wspaniałego! Całą imprezę zakończył pokaz fajerwerków. Po czym nastąpiło coś bardzo rzadkiego - rozszalała się potężna burza, która zalała całe miasto, jako że lało do rana. Norma deszczu na zimę chyba już się wyczerpała! Inszalla... ;-)

show

Zdjęcia może nie są najlepszej jakości, ale zdecydowaliśmy się je pokazać, żeby chociaż trochę oddać atmosferę imprezy.

piątek, 01 grudnia 2006
Grudzień

Nawet się człowiek nie obejrzał a tu już grudzień czyli najdroższy miesiąc roku :-)

Koniec listopada był dość pracowity i nie bardzo było kiedy zasiąść do klawiatury. Dużo godzin pracy, ale mało latania - cóż, czasem w tym fachu trzeba i tak.

Właśnie wróciłem z Wiednia, który oczywiście żyje już świąteczną atmosferą - ulice przystrojone, uliczne świąteczne kramy ze świątecznymi drobiazgami a także grzańcem - pyszota! No i nieprzebrane tłumy - można napawać się taką atmosferą bez końca, szczególnie po przylocie z Dohy. Oczywiście pobyt w Wiedniu bez wizyty u Trześniewskiego (obłęd kanapeczki!) czy sznycla po wiedeńsku byłby nieważny ale - bez obaw, umiem się zachować i nie popełniłem gafy ;-)

Cały Katar a zwłaszcza Doha żyją rozpoczynającymi właśnie dzisiaj XV Igrzyskami Azjatyckimi - zaraz Madzia jedzie na rozpoczęcie, tak więc myślę, że możemy liczyć na jej relację :-) Ciekawe, jak sobie poradzą, bo o ile obiekty sportowe wyglądają na świetnie przygotowane, o tyle w lesie zostały drogi i część infrastruktury. Spóźnili się też z hotelami do tego stopnia, że zamówiono 3 statki hotelowe i zacumowano je w porcie. Mimo to, brakuje miejsc w hotelach i będziemy latać do Bahrajnu i Emiratów i dowozić stamtąd codziennie (!) setki sportowców i działaczy słowem - szykuje się niezły młyn. Jakby tego było mało ostatnie tygodnie jak na tę porę roku i Dohę są wyjątkowo chłodne, a przede wszystkim deszczowe - dzisiaj na przykład leje z małymi przerwami od rana.

Zobaczymy jak wyjdzie.

P.S. Dzięki za słowa wsparcia - postaramy się nie zawieść.

Napisz do Nas!


Liczba wizyt



Zobacz Księgę Gości

Odwiedziłeś Nas? Masz Uwagi? Będzie Nam miło jeśli dopiszesz się do Księgi Gości


Locations of visitors to this page
Pisz swój dziennik w Internecie
Blog należy do Syndykatu Blox.pl