Życie i praca polskiego pilota Qatar Airways
poniedziałek, 15 grudnia 2008
Zorka

Praca pracą, latanie lataniem, ale trochę przyjemności też się chyba od życia należy?

Dlatego też wybrałem się na wieczorny spacer na Corniche wyposażony w przysłowiową zorke pięć :) a konkretnie nowy Canon EOS 50D. Okazja ciekawa, bo 18 grudnia jest w Katarze święto narodowe które ma uświetnić pokaz swiateł i pewnie fajerwerków. Od kilku dni trwają próby świateł, dzięki czemu można podziwiać ciekawe widoczki. Niestety - 18-go nas w Doha nie będzie, bo Madzia z maluchami w Warszawie ja na jakimś locie, tak więc wybrałem się teraz na wieczorną sesyjkę.

Poniżej kilka próbek, a tutaj bedzie więcej.

Museum of the Islamic Art: 

Corniche oświetlony

23:38, piotr.smietana , Dzień po dniu
Link Komentarze (3) »
czwartek, 11 grudnia 2008
Zapasik

Jesień na całego, a w zasadzie już prawie zima w Europie no i zaczęły się problemy!

Lecimy sobie dziś w nocy do Londka, na Gatwick konkretnie, z dużą prędkością bo kontrolerzy o to proszą co już jest w Londynie niezwykłe. Ale żeby nie było tak dobrze, zbliżanie prosi abyśmy sie wyhamowali. Powód? oblodzony pas. Ok, myślę sobie, kilkanaście minut i po krzyku, tyle możemy powisieć w holdingu. Ale już po chwili z kilkunastu minut zrobiło sę pół godziny, a tu paliwo topnieje w oczach, a w każdym razie nie przybywa :) Dlatego decyzja może być jedna - lecimy na lotnisko zapasowe! Najbliżej jest Heathrow które na dodatek znamy dobrze - lecimy i po ok. 20 minutach (bo też holding - tylko 5 mniut) podchodzimy do lądowania. No prostej słyszymy, że samolot który właśnie wylądował przed nami ostrzega przed turbulencją tuż przed lądowaniem. Faktycznie, na 400 stopach rzuciło mocno samolotem w górę tak, że autopilot zanurkował d dół i zdławił silniki - myślę sobie - kurcze winshear. Nie miałem innego wyjścia jak powyłaczać wszystkie automaty i wylądować ręcznie, bo jak sobie pomyślałem, że odejdę na drugi krąg, paliwa mało (a podczas drugiego podejścia - jeszcze mniej!) i żadnej gwarancji, że będzie lepiej?? Na szczęście na 200 styopach i nad pasem było już spokojnie to i wylądowaliśmy, może tym razem bez tzw. przycierki... Paliwa jeszcze zostało dosyć (co nie znaczy, że nie chciałbym więcej - mój instruktór mawiał, że jest tylko jedna sytuacja, kiedy masz ZA DUŻO paliwa - kiedy jest pożar ;) ) kołujemy na stoisko i - czekamy. Po pół godzinie - informacja, że Gatywick jest... nadal zamknięty, po godzinie to samo! Zaczynamy sie niepokoić, pasażerowie denerwować, a niektórzy chcą wysiadać. Ale - czekamy dalej i nadal nic! A godziny pracy powoli sie kończą, a my zaczynamy podpierać się nosami. W końcu informacja - lotnisko bedzie zamkniete do... 13-tej! A tu dopiero 10! No cóż, czas pomysleć o hotelu, ale wcześniej o rozładowaniu samolotu itepe. Mamy w końcu info, że za ok. godzinę zjawi sie inna załoga, która przebazuje samolot z pasażerami na Gatwick. No to luzik - myślę, czekamy. A tu dosłownie za kilka minut - Gatwick otwarte!! Lecimy!! Ale nie tak prosto - służb naziemnych brak, bo nie mieliśmy lecieć! Znowu kilkanaście minut a plecy... W końcu po ok. 4 godzinach oczekiwania - lecimy na Gatwick i po 15 miinutach lądujemy bez przeszkód...

Wszyscy marzą tylko o jednym - spać!!! Odpuściłem tym razem nawet polską kiełbasę z polskiego sklepu :(

sobota, 06 grudnia 2008
Jesienny Paryż

Nie przypuszczałem, że zdobedę jaklieś nowe nowe doświadczenie w lataniu do Europy - a jednak!

Odbierając plany na grudzień zdziwił mnie lot zaraz na początku miesiąca - jako pasażer do Paryża (latamy na lotnisko Charlesa de Gaule'a - CDG) po czym przejazd taksówką do hotelu na lotnisku Orly. Po co? Okazało się, żeby odebrać samolot z malowania - widać firma uznała, że najwyższy czas pozbyć się malowań z okazji Asian Games - święty czas, bo malowanie choć niebrzydkie, ale to jednak nieaktualne, bo dotyczące imprezy z 2006 roku...

Ponieważ odlot zaplanowano na wieczór było więc troche czasu na spacer po Paryżu - choć było wściekle - jak dla mnie zimno bo tylko +4st, ale przynajmniej przestał padać deszcz.

W końcu przyszedł czas odlotu - wieczorem pojechaliśmy na lotnisko (za dużo powiedziane, bo hotel na lotnisku) i wsiedliśmy w świeżo pomalowany samolot aby w końcu po ponad 6 godzinach wylądować w Doha. Dawno tak nie leciałem - tylko my i mechanik - prawie jak w czasie studiów :)))

Napisz do Nas!


Liczba wizyt



Zobacz Księgę Gości

Odwiedziłeś Nas? Masz Uwagi? Będzie Nam miło jeśli dopiszesz się do Księgi Gości


Locations of visitors to this page
Pisz swój dziennik w Internecie
Blog należy do Syndykatu Blox.pl