Życie i praca polskiego pilota Qatar Airways
piątek, 31 grudnia 2010
Świąteczna opowieść
Jak już wspomniałem wcześniej - przylecieliśmy na Święta Bożego Narodzenia do kraju z niejakimi przygodami. Dzieci miały wolne w szkole i trzeba było to wykorzystać - po udanym listopadowym wypadzie do Hong Kongu była wszakże opcja spędzenia Świąt w ciepłych krajach, ale trochę za późno do sprawy podeszliśmy i w zasadzie w interesujących nas miejscach hotele były już pełne. Na dodatek maluchy męczyły nas, że dawno nie widziały śniegu, a w tym roku znów jest okazja ;) W końcu decyzja - lecimy do Polski! Madzia poleciała wcześniej, więc przyjemność lotu z dziećmi przypadła mi w udziale. Dobrze wszyscy wiecie, co się działo na lotniskach w Europie tydzień przed Świętami!! No cóż było robić - spakowaliśmy się i 21-go wieczorem z duszą na ramieniu jedziemy na lotnisko aby polecieć krótko po północy przez Wiedeń do Warszawy, bo tylko taka opcja wydawała się jedyną gwarantującą dolot do kraju!! Niestety na miejscu okazało się, że miejsca owszem są, ale nie ma udźwigu i nie ma możliwości zabrania pasażerów z biletami pracowniczymi czyli - takich jak my!! Dawno mi się tak nie zdarzyło!! Wracamy do domu o drugiej w nocy źli, zmęczeni i tylko pies się ucieszył… Następnie pół nocy spędziłem kombinując możliwe połączenia i jakbym nie patrzył wszystkie loty QA do Niemiec są przepełnione!! W końcu wyszło na to, że jakaś szansa pojawiła się, że uda się przez Frankfurt, jak zresztą zawsze latamy - tym razem korzystając usług Lufthansy! Żeby było weselej, lot Doha - Frankfurt także był pełny i jedyna opcja to lot do Bahrainu moją linią a tam już przesiadka na Lufthansę do Frankfurtu. Jeszcze parę telefonów aby sprawdzić bookingi, sprawdzanie miejsc w internecie i to, co wyglądało na niemożliwe czyli lot pomiędzy Niemcami a krajem zaczął powoli się klarować. Pierszy odcinek do Bahrainu bez przeszkód, na miejscu po półgodzinnych oczekiwaniu mamy boardingi czyli dobrze jest, są miejsca, lecimy!! Małe conieco w porcie, zaś dzieciom spodobał się kameralny terminal w Bahrainie. Idziemy do gate'u a tam miła niespodzianka - mamy zmienione miejscówki - cała nasza czwórka siedzi obok siebie - miło! Lot do Frankfurtu z 40 minutowym postojem w Dammam w Arabii Saudyjskiej przebiegł bez zakłóceń i w efekcie we Frankfurcie byliśmy 20 minut przed czasem - co wziąłem za dobrą wróżbę ;) Do pierwszego samolotu do Warszawy, też Lufthansy mieliśmy 1h 20 minut więc idziemy do od razu do gate'u. Kiedy pojawiła się obsługa daję nasze bilety a pani powiedziała to czego mniej więcej się spodziewałem - samolot ma być pełny, więc czekamy do ostatniej chwili. Boarding się zaczął a my nadal czekamy. W końcu wołają mnie - są miejsca czyli lecimy do Warszawy!!!! Hurra!! Udało się dolecieć do kraju 23 grudnia bez zbędnego oczekiwania czy koczowania na lotniskach!!!
15:02, piotr.smietana , Dzień po dniu
Link Komentarze (5) »
Koniec roku
Jak już czytelnicy wiedzą, poświąteczny lot do Nowego Jorku zamienił się w nieplanowany pobyt w Waszyngtonie. Nie wspomniałem jeszcze o samym lądowaniu w Waszyngtonie a było ciekawe! Dolatując tam sprawdzamy oczywiście pogodę, jak zawsze i wszystko było OK, za wyjątkiem wiatru, wzrastającego z każdą mijającą milą. ATIS przylotowy podaje wiatr z kierunku 310 stopni 28 węzłów porywach do 44! Nieźle, a biorąc pod uwagę, że pasy oprzyrządowane do lądowania mają kierunek 010 stopni szykowało się nieco wariackie lądowanie z bocznym wiatrem o wartościach określanych w Instrukcji jako "maksymalny demonstrowalny"! Hmmm? Jest jeszcze pas 30 czyli w sumie pod wiatr, ale bez żadnego oprzyrządowania czyli pozostaje klasyczne podejście w widocznością. Kontroler wektoruje początkowo do pasa 1R i po uzyskaniu kontaktu wzrokowego zakręt do pasa 30. Jazda zaczyna się wcześniej, bo już na 4000 stóp trzęsie samolotem jak diabli, dźwignie mocy silników jeżdżą tam i z powrotem aby utrzymać prędkość i jakoś trudno uwierzyć, że samolot waży tak z 240 ton! Im bliżej ziemi było ostrzej no i przecież trzeba sterować samolotem ręcznie jak to przy podejściu z widocznością. W końcu udało mi się ustawić samolot na prostej na ok. 300 stopach i pomimo mocnej trzepaczki lądujemy nawet gładko biorąc pod uwagę okoliczności! Skołowujemy na stoisko i wtedy cała nasz czwórka się rozgadała rozemocjonowana lądowaniem - lotnictwo potrafi zadziwić także i tych najbardziej doświadczonych… Jeszcze raz się udało ;)
czwartek, 30 grudnia 2010
Grudniowe latanie
Troszkę byłem ostatnio zajęty, stąd pewna nieobecność na blogu ;) Pierwszą połowę grudnia spędziłem niezwykle pracowicie, aby w końcu wybrać się na kilka dni na Święta do kraju. O samym wylocie jeszcze napiszę, bo mieliśmy małą przygodę :) Niestety - Święta Bożego Narodzenia minęły błyskawicznie i już 26 wróciłem do Dohy, ponieważ 27 rano miałem lot do Nowego Jorku. Jeszcze przed wyjściem z domu dostałem wiadomość - lotnisko jest zamknięte, czekamy!! Ok! 2h później dzwoni Crew Control - możemy leciec. W końcu wylecielismy 3h po planowanym czasie odlotu, wiedząc że lotnisko JFK zamkniete, ale na 3h przed lądowaniem miało być już ok. Niestety - zawierucha była taka, że lotnisko było zamknięte o wiele dłużej więc w końcu wylądowalismy… w Waszyngtonie! Pasażerowie pojechali autobusami do Nowego Jorku a my - do hotelu! Hotel nie ten co zawsze, bo na lotnisku. Na drugi dzień po minimalnym odpoczynku wymaganym przepisami jedziemy na lotnisko w Waszyngtonie aby przebazować samolot do JFK. Pogoda jest już lepsza, ale otwarty jest tylko jeden pas (z czterech). Już jesteśmy gotowi do odlotu, a tu nam ATC czyli kontroler mówi, że mamy slota na odlot ze względu na sytuację na lotnisku docelowym - start będzie możliwy za… 7h!!! No cóż - czekamy! W międzyczasie w Waszyngtonie ląduje kolejny samolot QA do JFK! Kiedy nadeszła już godzinamodlotu, jest następny slot - mozemy leciec za - bagatela - 5h!! Na tak długie czekanie nie starczało już nam czasu pracy czyli - znowu hotel!! Raaany! W końcu 29-go jedziemy znowu na lotnisko! Wszystko wygląda ok za wyjątkiem pasów do lądowania - są częściowo pokryte ubitym sniegiem, a na czyms takim zgodnie z dokumentacją firmy - nie możemy lądować!! Sprawdzamy informacje z JFK - jeden z pasów ostatecznie nadawałby się do lądowania, pod warunkiem wykorzystania niepełnej długości - liczymy i wychodzi, że możemy lądować na pasie długości 1600m, ale musimy użyć maksymalnego hamowania - znaczy będzie trochę wariacko! Koniec końców przy powtórnej próbie uruchomienia odzywa się nasze centrum operacyjne i co każą?? Wyłączyć wszystko i wracac do hotelu!!!! Znowu!!! Orzesz… (tu można wkleic różne brzydkie słowa!) Tym razem na szczęście - jest to nasz stały hotel, czyli jest cywilizacja w postaci malla ze sklepami, knajpami itepe :))))) Za parę godzin robimy ponowne podejście - zdaje się, że wiozą na pasażerów z Nowego Jorku - autobusami!!! Ręce opadają… Zobaczymy - bo chyba w końcu dolecimy do Dohy z małym, dwudniowym opóźnieniem ;) - Posted using iPad
Napisz do Nas!


Liczba wizyt



Zobacz Księgę Gości

Odwiedziłeś Nas? Masz Uwagi? Będzie Nam miło jeśli dopiszesz się do Księgi Gości


Locations of visitors to this page
Pisz swój dziennik w Internecie
Blog należy do Syndykatu Blox.pl