Życie i praca polskiego pilota Qatar Airways
sobota, 10 grudnia 2016
Będę cierpliwy...

... ale do czasu!

Dyskusja to dobra rzecz, pod warunkiem, że rozmawia się o TYM SAMYM!

W nawiązaniu do dyskusji pod jednym z ostatnich moich postów, jeszcze raz, tym razem zarzekam się, że ostatni wyłożę łopatologicznie, o co chodzi.

"Pańskim argumentem jest wiara a nie rozum; wiara w "fachowość" autorów oficjalnych raportów." Niespełna 40 lat w lotnictwie z czego prawie 30 jako pilot samolotu komunikacyjnego to wiara? To żart czy obelga? Uważam, że moje doświadczenie i wiedza, zasadnicza wiedza LOTNICZA pozwala mi wyciągać własne wnioski. Z racji zawodu interesuję się wypadkami lotniczymi, niejednokrotnie oglądałem i analizowałem zapisy z rejestratorów lotu, pozwala mi to na rozszerzanie wiedzy lotniczej.

Aby wykonać poprawnie podejście do lądowania wg 2 NDB należy przestrzegać paru zasad, które są TAKIE SAME dla samolotów typu Piper, Cessna, An-2, Boeing B747 czy - Tu-154. TAKIE SAME zasady musi przestrzegać pilot z Polski, Niemiec Rosji czy USA, katolik, buddysta, Żyd czy muzułmanin! Najpierw - należy się przygotować, zrobić briefing kolegom z załogi! Potem trzeba utrzymywać odpowiednią prędkość, poszczególne punkty przelatywać na wskazanej w procedurze wysokości, natomiast pod żadnym pozorem, powtarzam to setki razy - ŻADNYM, NIE WOLNO schodzić poniżej wysokości minimalnej, tzw decyzji. W tym rodzaju podejścia jest to wysokość określona wysokościomierzem ciśnieniowym - tylko takim i broń Boże innym!!! Tylko to zapewnia przewyższenie nad przeszkodami, eliminuje niebezpieczeństwo zderzenia z ziemią a przede wszystkim - jest niezależne od rzeźby terenu. Nie potrzeba do tego ani GPSa, TAWS czy radaru! Za zejście poniżej minimów w lotnictwie cywilnym traci się licencję i WYLATUJE Z PRACY! O ile się przeżyje... W lotnictwie cywilnym - NIE wolno nawet ROZPOCZĄĆ procedury podejścia! Niezastosowanie się do tych przepisów wynika albo z niewiedzy albo braku umiejętności. Zresztą - wypadek ten kopia katastrofy samolotu CASA. Latanie samolotem pasażerskim, nieważne jaki pilot to robi - to nie lot bombowcem, tutaj NIE WOLNO ryzykować, trzeba umieć powiedzieć NIE - ba, właśnie trzeba czasem być tym tchórzem! Piloci w tym locie, być może, że najbardziej doświadczeni w całej jednostce, w liniach lotniczych byliby uznani za... początkujących! Ze szkoleniem w systemie radzieckim, miałem do czynienia w swojej karierze, a wg którego Spec Pułk operował pozostawiało jednak do życzenia, i to dużo. Dobrze, że to historia! Cała reszta - nieznajomość zachowania automatyki samolotu, bierność kontrolerów, atmosfera wokół, amatorszczyzna przygotowania lotu to dodatkowe czynniki sprzyjające tylko temu, co się stało, ale nie to było decydujące. W lotnictwie w badaniach czy opisach wypadków lotniczych powszechnie używa się modelu "sera szwajcarskiego" - każdy, podkreślam KAŻDY wypadek to nałożenie się wielu elementów, z których żaden sam w sobie nie jest dominujący. To dopiero nałożenie się ich razem powoduje katastrofę - i tak było w tym przypadku. 

Powyższym postem zamykam dyskusję na temat katastrofy na moim blogu.

05:42, piotr.smietana , Latanie duże i małe
Link
czwartek, 08 grudnia 2016
Oshkosh

Zaraz, o czym by tutaj... Ach tak!

OSHKOSH!!!

Tradycyjnie na przełomie lipca i sierpnia każdego roku, od ponad 50 lat odbywa się w Oshkosh największa impreza małego lotnictwa EAA AirVenture - zlot i impreza handlowa. W 1953r powstało EAA (Experimental Aircraft Association) - stowarzyszenie promujące m.in. budowę w warunkach domowych samolotów, a latem tego samego roku zorganizowano pierwszy zlot. Po kilku zlotach w Milwaukee i Rockford od 1969 roku zloty odbywają się w Oshkosh. Pisząc o naszym wiosennym pobycie na Sun-N-Fun zacząłem od niemalże retorycznego pytania czy może być coś lepszego dla miłośnika lotnictwa?? Otóż może - tym miejscem jest oczywiście Oshkosh.

Po udanym, choć zdecydowanie za krótkim pobycie na Sun'n'Fun na wiosnę deyzja mogła być jedna - musimy być na Oshkosh. Niejako juz tradycyjnie bo w RV zaliczając po drodze Six Flags zawitaliśmy do Oshkosh.

Oshkosh dawno przestało być miejscem gdzie przylatują proste samoloty z drewna, rurek i płótna typu Piper Cub - owszem tych nie brakuje ale są też i setki, nie - tysiące innych. Są oczywiście samoloty amatorskie (homebuilts) od najprostszych ULMów typu Quicksilver, są samoloty drewniane, metalowe i kompozytowe, jedno, dwu i wielomiejscowe, zupełnie proste i także takie wyposażone w kabinę ciśnieniową i silniki turbinowe, ba - nawet i odrzutowe.

Spory sektor lotniska zajmują samoloty zabytkowe Vintage i Classic czyli prawdziwe latające zabytki z lat 20-, 30-, 40- i 50-tych. Aż trudno uwierzyć, że niektóre z nich mają ponad 80 lat i latają bo wyglądają jak nówki!!

Wisienką na torcie, najbardziej rzucające sie w oczy są samoloty typu Warbird czyli eks-militarne, nie tylko te które faktycznie uczestniczyły w konfliktach wojennych, ale także samoloty i śmigłowce szkolne i pomocnicze. Mustangi, Corsairy, Harvardy T-6, T-28 Trojan , Mitchele B-25 i wiele, wiele innych wyglądały jakby wczoraj wyleciały z fabryki, albo i nawet lepiej.

Samoloty o których pisałem to są samoloty tzw. wystawowe - ich właściciele włożyli tyle pracy, środków i serca w to, aby latały, że raz w roku chcą się pochwalić przed innymi, spotkać przyjaciół. Oprócz tego oczywiście na lotnisko przyleciały tysiące innych samolotów - ot "zwykłe" Cessny, Pipery, Mooney i innych. Przestrzeń całkiem sporego lotniska, spokojnie porównywalnego do Okęcia (o ile nie większego) była zapchana samolotami, część z nich parkowała na przyległych do lotniska... farmach.

O skali imprezy niech świadczą liczby: ponad 560 000 osób, ponad 10000 samolotów z czego 2855 showplanes - 1124 Homebuilt, 1,032 vintage, 371 warbirds, 135 ultralights, 101 seaplanes i innych. 

Oczywiście zlot i wystawa samolotów to tylko część imprezy - na Oshkosh obecnie są wszyscy producenci małego lotnictwa - Cessna, Piper, Mooney, Lycoming, Continental, Garmin że wspomnę tych najbardziej znanych. Byli producenci zestawów samolotów do samodzielnego montażu, osprzętu, silników i wyposażenia - nie sposób wymienić wszystkich, ciężko było obejść wszystko pomimo, że spędziliśmy tam tydzień. Ponadto były stragany i pchli targ z częściami i gadżetami lotniczymi, modelami i mnóstwo innych fajnych i śmiesznych rzeczy.

Każdego popołudnia o 14:30 skoczek z olbrzymią amerykańską flagą zaczynał pokazy w locie - a było na co patrzeć! Popisy samolotów akrobacyjnych, Warbirdów i wojskowych. Świetnie komentowane, dodatkowo filmowane z kokpitów i przekazywane na żywo na wielkie ekrany wśród publiczności. Fantastyczny pokaz dali Kanadyjczycy z zespołu "Snowbirds" w weekend - 45 minut dynamicznego pokazu 9 samolotów. W środę i w sobotę były dwie tury pokazów - dzienne i nocne, kończące się fajerwerkami z bardzo efektownym zakończeniem - ścianą ognia. Tutaj znajdziecie zdjęcia z pokazów.

Oshkosh to także, a może przede wszystkim impreza towarzyska, bo lotnisko i okolice na jeden tydzień zamienia się w olbrzymi camping na którym jest kilka razy więcej gości niż mieszkańców miasta, a część przybyłych śpi w namiotach rozbitych w cieniu skrzydeł własnych samolotów. Aby to wszystko miało szansę się udać jest mnóstwo ułatwień sanitarnych, są knajpki, sklepiki, bankomaty, jest darmowa komunikacja po terenie zlotu, campingu i parkingu - to są w końcu kilometry z jednego końca na drugi...

Oczywiście jak na każdej takiej imprezie miałem aparat, który wręcz gotował mi się w rekach! No OK, gorąco też było ;) Trochę mi zeszło na przygotowaniu wpisu bo chciałem go uzupełnić zdjęciami. Bo czegokolwiek bym nie napisał o Oshkosh, obrazy są zawsze warte tysiące słów Zapraszam do oglądania albumów na moim flickr: 26 lipca, 28 lipca, 29 lipca, AirVenture Museum.

Napisz do Nas!


Liczba wizyt



Zobacz Księgę Gości

Odwiedziłeś Nas? Masz Uwagi? Będzie Nam miło jeśli dopiszesz się do Księgi Gości


Locations of visitors to this page
Pisz swój dziennik w Internecie
Blog należy do Syndykatu Blox.pl