Życie i praca polskiego pilota Qatar Airways
sobota, 17 marca 2007
Burzy piaskowej ciąg dalszy...

Doprawdy - pogoda płata nam ciągle figle! Niedawno ludzie w Katarze byli zszokowani ciągłymi (jak na ten region!) opadami deszczu a tutaj od kilku dni trwa burza piaskowa czy pyłowa - z mniejszą czy większą intensywnością. Przed wczoraj od rana miałem watpoliwości czy z moimi oczami wszystko w porządku, ale kiedy w samo południe świat dookoła wygląda jak przez filtr pomaranczowy i to na dodatek ciemny:

to można zwątpić! Wczoraj było ciekawie - miałem lecieć o 14:30, o 11:30 dzwonią z pracy, że względu na pogodę (piach!) loty są poopóźniane i żebym się nie spieszył, bo zadzwonią. Pół godziny później dzwonią znowu, że jednak wszystko bedzie o czasie. To OK - jadę. dojeżdżając do lotniska widzę, że nie jest różowo - widoczność ok. 500m i nieźle wieje z Pd-zach. Okazuje się, że w Doha nie wylądowało 12 samolotów i są na okolicznych lotniskach zapasowych, bo przy tym wietrze lądować w Doha można tylko na pasie 16 na którym nie ma ILSa, a tylko podejście VOR-DME czyli - minimalna wymagana widzialność to 1200m. No to czekamy. A tutaj - w ciągu godziny wiatr zmienił się na północno zachodni (zmiana kierunku niemalże o 180 stopni!). Dzięki temu można było zacząć lądować na pasie 34 w ILSie. Na dodatek temperatura spadła o prawie 10 stopni z +34 na +25. W końcu przyleciały samoloty opóźnione po 2-4 godziny i mozemy lecieć i my. Podczas obowiązkowego walkaround (czyli przeglądu samolotu przed odlotem) piach dawał po oczach tak, że już rozumiem po co żołnierzom w Iraku gogle, bo też by mi się przydały ;)

A w domu wszysto pokryte szarym nalotem...

środa, 14 marca 2007
Wichura

W ostatnią niedzielę nad Dohą przewaliła się całkiem niezła wichura. Dosłownie z minuty na minutę wiatr wzmógł się tak, że dawało piachem po oczach (ackolwiek nie była to burza piaskowa bo widoczność była bardzo dobra!), różnego rodzaju słupy kołysały sie niebezpiecznie a przy wysiadaniu z samochodu trzeba było uważać bo wyrywało drzwi z ręki. Pojechaliśmy załatwić coś do miasta, zaparkowaliśmy, a tam na parkingu przed Al Fardan Centre stoi samochód. I nie byłby w tym nic dziwnego, gdyby nie... maszt flagi leżący na masce!!

Coś mnie tknęło i stwierdziłem, że chyba lepiej bedzie jak zaparkuję jednak z metr dalej - ruszyłem samochód i dosłownie w tej samej chwili tuż przed maskę samochodu upadł taki sam maszt!!

Nawet nie chcę myśleć, jak wyglądałby nasz samochodzik...

A dzisiaj po paru dniach przerwy wiało znowu tak, że nieźle nas wymiąchało przy lądowaniu w Doha. Na wysokości 600 stóp było poniżej 20 węzłów, a na 400 - 43 i trzymało prawie do ziemi - była niezła jazda :)

sobota, 10 marca 2007
Dunestock

Tak tak, to nie pomyłka - mamy i taką imprezę w Katarze! Ale po kolei.

W ostatni piątek 9 marca byliśmy na super imprezie - na pustyni, na Singing Dunes gdzieś pomiędzy Messaid a Salwa Road odbył się po raz trzeci Dunestock 2007.

dunestock

Była to całodzienna impreza - nie tylko koncert rockowy, ale przede wszystkim piknik,na który pojawiły się całe rodziny, chyba wszystkie rodziny ekspatów z Kataru :) W zakolu piaszczystych wydm umieszczona była centralnie scena, obok której umieszczono stoiska z pamiątkami, jedzeniem, toalety. Jako że impreza była rodzinna były też i atrakcje dla dzieci - dmuchana zjeżdżalnia i hopsalnia, jak to moje dzieci mówią.

Dunestock1

Cały teren był ogrodzony i pilnowany.

Można było spotkać dawno niewidzianych znajomych, pogadać, a przy okazji przekąsić coś czy napić się - bynajmniej niebezalkoholowo ;) jako że każdy targał ze sobą całkiem pokaźnego coolboxa. Oprócz tego wiele osób miało różnego rodzaju sprzęt campingowy bo impreza miała trwać do późna, tak więc wkrótce wyrosło spore miasteczko namiotowe

dunestock2

 

Wystąpiło kilkanaście amatorskich w wiekszości kapel rockowych grających różne rodzaje muzyki, tak że każdy mógł znaleźć coś dla siebie - grał też nasz przyjaciej Timmy:

d3

Tłum ludzi gęstniał z minuty na minutę, tak że sporo ludzi gromadziło sie także na szczycie wydmy, a dzieciaki miały dodatkową frajdę w schodzeniu, turlaniu się z wydm czy nawet snowbordowaniu na piasku:

A obok życie toczy się normalnie:

Jak fajna impreza, to niestety nie dla mnie - musiałem się zmywać bo o 19:30 musiałem być w pracy :( a impreza przeciągnęła się do póóóźna

Żeby balować ktoś musi pracować...

wtorek, 06 marca 2007
Zabawki dla dorosłych (i bogatych)

Dzięki znajomemu znajomego ;) (thanks Matt!) uczestniczyłem dzisiaj w prezentacji najnowszych modeli samochodów 4X4  spod Trójramiennej Gwiazdy. Impreza odbywała się w namiocie koło Diplomatic Club gdzie można było zapoznać się z modelami ML, GL i R, zaś obok namiotu przygotowano mini-tor do demonstrowania możliwości offroadowych samochodów.

Po obejrzeniu samochodów można było udać na przejażdżkę z fabrycznymi kierowcami po torze przeszkód flagowym modelem GL500. Samochód wyposażony był we wszelkie możliwe bajery a także urządzenia poprawiające właściwości trakcyjne samochodu w trudnym terenie włącznie z regulowanym elektropneumatycznie zawieszeniem - auto można podnieść o 30cm co znacząco poprawia możliwości terenowe. Zresztą - zobaczcie:

A wewnątrz - skóra, drewno, luksusik na całego - ot, zwykły Mesio ;)

Po przejażdżce w namiocie można było posilic się pysznym jedzonkiem i pogadać z przedstawicielami firmy oraz znajomymi o zaletach samochodów. No coż - chyba nie bedę zbytnio oryginalny jeśli stwierdzę, że w sumie mógłbym jeden z takich samochodów mieć. W Katarze - całkiem możliwe...

poniedziałek, 05 marca 2007
Burza piaskowa

A miało być już tak dobrze!

Coś mi sie zdaje, że moją poprzednią notką zapeszyłem, ale po kolei.

W ostatni piątek wyruszyłem wściekle rano (to znaczy - przed 12-tą ;-) ) do pracy. Jadę i patrzę a tutaj pogoda coś taka sobie - chłodno, mglisto i jakoś tak.. Dopiero po chwili dotarło do mnie, że to pył piaskowy wisi w powietrzu, co było o tyle dziwne, że wiatr wcale nie był taki silny. Po zajeciu miejsc w samolocie zrobiło się jeszcze gorzej:

piasek1

I już wiadomo - burza piaskowa, a raczej pyłowa - pierwsza w mojej karierze bliskowschodniego pilota (nie licząc lądowania w TLV, jeszcze w LOcie. ale to było już parę lat temu). Na lotnisku ogłoszono Low Visibility procedure - skutek jest taki, że wszyscy wolniej kołują, wieża daje większe separacje pomiędzy wszystkimi - samolotami kołującymi, startującymi, lądującymi. Dodrze, że rano ruch raczej mały, to obyło sie bez większych obsuwek. Nadzieję na poprawę dawało przebłyskujące co i rusz słońce:

piach

Płonne niestety:

Ale cóż robić - latać trzeba. Z racji przebłyskującego słoneczka myślałem, że parę setek stóp i w górze bedzie już czysto. Wznosimy się, ale tysiąc - nic, dwa - pięć - dziesięć i nic - dalej pył! Dopiero na 20 tysiącach wyszliśmy z tego syfu! Na ziemi było jeszcze gorzej - widoczność spadła później do 200m a pył był wszędzie - szarobure auta, domy, ludzie, piach w oczach i ciemno jak chwilę po zmierzchu.

Trwało to cały dzień i obyło się na szczęcie bez większych szkód - nie licząc totalnie zapylowego, świeżego prania :-)

Napisz do Nas!


Liczba wizyt



Zobacz Księgę Gości

Odwiedziłeś Nas? Masz Uwagi? Będzie Nam miło jeśli dopiszesz się do Księgi Gości


Locations of visitors to this page
Pisz swój dziennik w Internecie
Blog należy do Syndykatu Blox.pl