Życie i praca polskiego pilota Qatar Airways
poniedziałek, 08 marca 2010
Jet ski time!!

Powoli kończy się chłodny sezon w Doha, chociaż jeszcze w zeszłym tygodniu nad Dohą była potężna burza, niebo było zachmurzone, a temperatura nocą spadła do +13 stopni!! Ale to już takie ostatnie chwile, bo i klimę w domu częściej odpalać trzeba, że o samochodzie nie wspomnę...

O zamiłowaniu Kataryjczyków i w ogóle ludzi znad Zatoki do sportów motorowych i motorowodnych pisałem nie raz, ale czegoś takiego nie widzieliście chyba jeszcze:

To się nazywa umiłowanie tradycji - nieprawdaż???

niedziela, 07 marca 2010
Houston - naj, naj, naj...

Tak się ostatnio złożyło, że naze planowanie zafundowało mi lot do Houston - trzy razy pod rząd!! Oczywiście z wszelkimi należnymi przerwami na wypoczynek. Obsługa na lotnisku i w hotelu witała mnie - znowu Ty?? Akurat Houston lubię, a ponieważ pobyt tam trwa ponad 48h to jest czas i odpocząć, i pozwiedzać, i zakupy zrobić :)))

Ale Houston to także, a może - przede wszystkim najdłuższy lot rozkładowy Qatar Airways - planowany czas blokowy to 16h 45 minut!  Czas blokowy to czas lotu plus kołowanie do startu i po lądowaniu, co średnio do czasu czystego lotu dodaje 20-30 minut. Jak dotąd, mój najdłuższy lot nie przekroczył 16h, ale podczas ostatniego lotu udało mi się! Już kiedy zaczęliśmy przygotowania do lotu wiadomo było, że nie będzie lekko, bo planowany czas wynosił 15:55. Już podczas lotu wiadomo było, że ten czas się wydłuży, bo silne wiatry, na dodatek ze względu n turbulencję trzeba było wznieść się wyżej, a wyżej przeważnie wieje mocniej, a przynajmniej wiało wtedy. Paliwa mieliśmy dosyć, więc lecimy. Rozpoczynamy zniżanie do lądowania, a tu ATC (kontroler) mówi, że mamy oczekiwać w holdingu dodatkowo 30 minut! Nie bardzo wiedzieliśmy, dlaczego, bo pogoda była OK, a na dodatek mają tam 5 pasów czyli jakaś blokada też nie wchodzi w rachubę... No cóż - jak trzeba, to trzeba - zaczynamy liczyć, czy aby na pewno wystarczy nam paliwa i wychodzi, że tak - czyli póki co lot na lotnisko zapasowe nie grozi. Zaczynamy zwalniać, aby w karuzeli holdingu za długo nie jeździć, bo jeszcze się nam w głowach zakręci ;) Na szczęście po chwili jest zmiana decyzji i ATC zaczyna nas wektorować do lądowania. Samo lądowanie już bez przygód, kołujemy na stoisko, wyłączam silniki. Statystyka: Czas czystego lotu: 16h 19, czas lotu z kołowaniem - 16h 40. Jak dotąd - najdłuższy mój lot w karierze!

środa, 03 marca 2010
Atlantyckie przypadki

Pisząc o lataniu nad Atlantykiem wspomniałem, że trasy praktycznie nigdy się nie powtarzają, m.in za wzgledy na silne, zmienne wiatry zachodnie. Lecąc na zachód warto je omijać, a na wschód wykorzystać dla skrócenia czasu lotu. Stąd lecąc na zachód trasy wypadają nam często nad Norwegią, Islandią i Grenlandią, osiągając szerokość geograficzną północną rzędu 60-65 (ortodroma wypada ok. 60N) na północ od systemu traków Atlantyckich NAT. Natomiast powroty są już po trakach, na szerokościach rzędu  50 - 55N, choć bywa, że lecimy jeszcze bardziej na południe. Dzięki temu czasy lotu na zachód są dłuzsze od tych powrotnych o 1 do 2h!

Bywają też i ciekawe przypadki. Wracając z jednego z ostatnich lotów z Houston nasza trasa wiodła z kolei na południe od NAT - ze względu na silne wiatry. Lecieliśmy wzdłuż wybrzeża Zatoki Meksykańskiej, przecięliśmy Florydę w połowie i dalej nasza trasa wiodła nad Bermudami i Azorami, nad Europę weszliśmy w okolicach Lizbony. Potem już z górki - Hiszpania, Baleary, Malta, Kreta, Cypr i Liban - czyli już prawie w domu :))

Ale ja nie o tym - mijając Florydę weszliśmy w pas silnej, momentami nawet bardzo silnej turbulencji - prędkość skakała prawie po całej, dostepnej skali czyli pomiedzy pomarańczowymi ogranicznikami, dźwignie mocy jeździły tam i z powrotem a autopilot walczył o utrzymanie wysokości. Załoga i pasażerowie siedzieli grzecznie na miejscach i nawet specjalnie spiący nie byli, a ci co spali obudzili się... Wyżej było spokojniej, ale samolot ciężki więc nie było mowy żeby się wznieść. Jedyną zaletą był wiatr w ogon - 150 węzłów i wiecej - nad całym Atlantykiem! Dzięki temu prędkość podróżna względem ziemi dochdziła momentami do 640 węzłów!! Mijając Bermudy turbulencja skonczyła się - czyli trwała w zasadzie tylko lecąc wzdłuż boku sławnego Trójkąta Bermudzkiego. Ja tam przesądny nie jestem, ale trzeba było widzieć miny naszych stewardess kiedy się o tym dowiedziały :)))  Bezcenne......

Napisz do Nas!


Liczba wizyt



Zobacz Księgę Gości

Odwiedziłeś Nas? Masz Uwagi? Będzie Nam miło jeśli dopiszesz się do Księgi Gości


Locations of visitors to this page
Pisz swój dziennik w Internecie
Blog należy do Syndykatu Blox.pl