Życie i praca polskiego pilota Qatar Airways
poniedziałek, 27 kwietnia 2009
Piractwo i piraci

Nie - nie będzie o piratach somalijskich a o komputerowych. Użytkownikom internetu znana jest zapewne sprawa sądowa przeciwko szwedzkiej stronie "The pirate bay" dzięki której społeczność internetowa wymienia się się torrentami do filmów czy programów. Nie będę komentował całej sytuacji, może za wyjątkiem przytoczenia wypowiedzi jednego z dyskutantow na jednym z forów:

"A Jezus na pustyni skopiował ryby i chleb. Gdyby tego nie zrobił musiałby na prowiant dla ludzi wyłożyć z własnej kieszeni w piekarni czy też w rybnym - czyli po prostu okradł piekarza i rybaka. Więc wszyscy jesteśmy Chrystusami..."

17:43, piotr.smietana , Dzień po dniu
Link Komentarze (4) »
piątek, 24 kwietnia 2009
Urlop i po urlopie...

Wiosna zawitała na dobre - myślę o Polsce oczywiście, gdzie miałem okazję bawić na Wielkanoc wraz z rodzinką jako że dzieci miały 2 tygodnie wolnego. Okazało się, że przywieźliśmy dobrą pogodę, bo posuła się w dzień naszego odlotu ;)

Były to 2 intensywnie spędzone tygodnie bo nadrabiałem spotkaniami rodzinnymi no i towarzyskimi. Ach, jak to dobrze od czasu do czasu dobrze zjeść - no i wypić :) I błogo sobie zyliśmy bez internetu!! Niestety - powrót wieczorem i od razu rano do pracy... 

Na początek - Algier. Algier jak Algier - tylko, że zimniej niż w Warszawie - 12 stopni i deszcz! Kwiecień-plecień też i tutaj ?? Na drugi dzień już lepiej, bo ok. +18, ładna słoneczna pogoda i cumulusiki, które kiedy przyjechaliśmy na lotnisko zamieniły się na piękne, jak to nad Afryką - cumulonimbusy, strzelające co chwila błyskawicami. Całe szczęście, że nie było ich na naszej trasie! Następnego dnia szybki Kair. Szybki bo tylko tam i z powrotem bez noclegu, choć to ok. 3h w jedną stronę. Tu juz "zwyczajnie" - czyli +32 i zapylenie w powietrzu. Piramidy było widać, bo  do lądowania na pasie 05R ostatni zakręt nad nimi wypada :). No i ostatni lot - Pekin, skąd piszę tego posta. Wiało nieźle i nowa trasa ponad Karakorum - tym razem bliżej Himalajów, to i dolecieliśmy w niecałe 7h - za to pewnie powrót bedzie ok. 9... Szkoda, że to noc, a potem na dodatek chmury, to oglądać nie było czego. W Pekinie - też deszcz, zimno bo tylko +10 i kiepsko widać - 1000 metrów na pasie, drugi ląduje (tak chciał). Dla ludzi z Bliskiego Wschodu (bo takiego pilota miałem) taka pogoda to rzadkość to niech sobie chłopak poćwiczy :))) Pas zobaczyliśmy na 400 stopach - odpina autopilota, lądujemy. Mówił potem, że troche się zestresował, a przecież do minimów pierwszej kategorii ILS-a (w Pekinie - RVR 720m) było jeszcze daleko....

06:22, piotr.smietana , Dzień po dniu
Link Komentarze (1) »
Napisz do Nas!


Liczba wizyt



Zobacz Księgę Gości

Odwiedziłeś Nas? Masz Uwagi? Będzie Nam miło jeśli dopiszesz się do Księgi Gości


Locations of visitors to this page
Pisz swój dziennik w Internecie
Blog należy do Syndykatu Blox.pl