Życie i praca polskiego pilota Qatar Airways
środa, 21 kwietnia 2010
LTC

Wspomniałem juz wcześniej, że do postu przymierzałem sie juz od pewnego czasu. Otóż przyczyna lekiego zaniedania bloga była prozaiczna - i fachowa. Miałem w drugiej połowie marca i na początku kwietnia sporo zajęcia w pracy. Najpierw kurs instruktorski, potem symulator i w końcu - praktyka na liniach. Egzamin zdany i od kilkunastu dni latam jako Line Training Captain - czyli tytułowy LTC. Pracy jest dużo - firma się ciągle rozwija, co chwila przychodzą nowe samoloty, potrzeba nowych ludzi i trzeba ich przeszkolić. Tak więc częściej do pracy, za to krótsze loty - coś za coś.

Truizmem będzie stwierdzenie, że miło być docenionym i mieć możliwość na rozwój i awans. Bo na większe samoloty trzeba jeszcze poczekać ;)

wtorek, 20 kwietnia 2010
Houston - naj! Znowu....

Myślałem, że niewiele mnie może zaskoczyć, a jednak! Dopiero co pisałem o swoim najdłuższym locie do Houston, a tu z powodu wulkanu padł kolejny rekord. O paraliżu ruchu lotniczego nad Europą już pisałem, ciekaw więc byłem jak będzie wyglądało latanie do USA które najkrótszą drodą wiedzie nad Europą i ... Islandią właśnie. Ponieważ miałem planowany lot do Houston na poniedziałek, a przecież leciałem 15-go z NYC normalną trasą bez przeszkód. Sprawdziłem plany w niedzielę - hmm, ciekawie, bo trasa południowa. Przychodzę na lot i - wszystko jasne! Lecimy nad może Śródziemnym, Hiszpanią, na północ od Azorów, potem odbijamy nieco na północ i dalej wzdłuż brzegów Kanady, nad zachodnimi stanami do Houston. Trasa - jak trasa, ale jak na złość akurat dość blisko jet streamów czyli silnych wiatrów, wiejących generalnie z zachodu... No i ten czas - 16h 55 minut w powietrzu!! Wiatry okazały się silniejsze i podczas lotu wychodzi jak byk, że dołoży nam z 15 minut! Na szczęście parę skrótów i pasa w Houston dotknęliśmy dokładnie po 16h55min! W efekcie lądowaliśmy godzinę po planowanym rozkładem przylocie! No i happy hour w hotelu poszła się bujać...

sobota, 17 kwietnia 2010
Wulkan jego....

Jakby wszytkiego tego, co towarzyszy naszej narodowej tragedii było mało, to jeszcze wystrzelił nam wulkan!! O erupcji wulkanu dowiedziałem się po raz pierwszy w poniedziałek, kiedy to wylatywaliśmy do Nowego Jorku. Na mapach pogodowych mieliśmy już ostrzeżenie o nim, SIGMET (czyli depesza pogodowa o znaczących zjawiskach pogodowych) zawierał zarys chmury. Nie zakłóciło to naszego lotu, poniekąd też dlatego, że trasa naszego lotu na zachód wiodła nad Szkocją. Wracając jeszcze nie było paniki, bo lecieliśmy raptem 100 mil na południe od Islandii - szczerze mówiąc chmury pyłu nie widziałem. Za to teraz panika jest pełna, lotniska w Europie stoją, wszystkie nasze europejskie loty zostały odwołane chyba za wyjątkiem Włoch, a Ameryki latają przez północną Afrykę, Azory, Bermudy.

Na pewno pył wulkaniczny jest problemem w lotnictwie - szlifuje silniki, zatyka dajniki, pył ma duży ładunek elektryczny więc dochodzi do silnych wyładowań - przykłady można mnożyć, ale czy aby na pewno w takiej odległości od wulkanu? Na pewno nie chciałbym mieć "przygody" z wulkanem, ale czy to na prawdę działa tak daleko - tych parę tysięcy kilometrów? Czy działa zawsze i wszędzie przy każdym stężeniu czy jest jakaś bezpieczna granica? Oglądam polską telewizję o widzę błękitne niebo - to gdzie ten pył?? Nie wiem, nie podejmuję się oceny...

17:05, piotr.smietana
Link Komentarze (8) »
wtorek, 13 kwietnia 2010
Diabelskie miejsce, okrutny czas....

Tragedia, która wydarzyła się w Smoleńsku jest straszna i niewyobrażalna. NIesamowita symbolika miejsca, zakres tragedii skłaniają do zadumy nad wszystkim - historia, teraźniejszością, polityką i sprawami codziennymi. Wstrząsnęła wszystkimi, niezależnie od opcji, wstrząsnęła Światem.

Wiele osób spoza branży prosi o komentarze. Na temat wypadku napisano i wygłoszono tony komentarzy i opinii, często bardzo emocjonalnych, a czasem wręcz nieprawdziwych. Ja pomimo, że sprawę śledzę od samego początku na bierząco nie podejmuję się i apeluję do wszystkich powstrzymanie się od ostatecznych opinii do czasu ogłoszenia ostatecznego protokołu. Na dodatek - nie znam samolotu, nie znam lotniska, na temat pogody wiadomo tylko to że była mgła, w końcu nIe znam procedur stosowanych w Specpułku. Wiem jedno - taka tragedia nie powinna sie wydarzyć, a tyle ważnych osób nie powinno podróżować w jednym samolocie. Wypadek lotniczy, zwłaszcza na taką skalę nie da się całkowicie wyjaśnić ot tak, w kilka dni. Potrzebna jest wielodniowa, intensywna praca wielu ekspertów, ale takich prawdziwych, a nie salonowych, tak zwanych dziennikarzy "z magazynów specjalistycznych" (dziwne, bo wiele tych gazet ma za współpracowników rzetelnych fachowców, a do kamer ciągają Bóg wie kogo!) wymaga specjalistycznego sprzętu. Dlatego trzeba spokojnie poczekać na ostateczne rozstrzygnięcia, ale nade wszystko teraz ze spokojem należy oddać cześć zmarłym.

R.I.P.

Zamiast Post Scriptum.

Okazuje się, że tragedia, która spotkała nasz kraj odbija sie szerokim echem w Świecie - co innego o tym słuchać czy czytać, a co innego doświadczyć tego osobiście!! Przyleciałem wczoraj do Nowego Jorku. Jeszcze w samolocie koledzy z załogi przekazali mi wyrazy współczucia, a potem zaczęliśmy się zastanawiać nad możliwymi przyczynami - dochodząc w sumie do podobnych wniosków jak powyżej. W samym NYC rozmawiając z przypadkowymi ludźmi np. w sklepie dają oni wyraz swojemu żalowi z powodu naszej straty - doprawdy wzruszające!!!

02:53, piotr.smietana , Dzień po dniu
Link Komentarze (8) »
sobota, 10 kwietnia 2010
[*][*][*]

Miałem w końcu coś napisać, ale dziś, teraz - żadne słowa nie oddadzą szoku, zaskoczenia i smutku...

Co za dzień, co za miejsce, co za symbolika!

Straszne....

16:00, piotr.smietana , Dzień po dniu
Link Komentarze (2) »
Napisz do Nas!


Liczba wizyt



Zobacz Księgę Gości

Odwiedziłeś Nas? Masz Uwagi? Będzie Nam miło jeśli dopiszesz się do Księgi Gości


Locations of visitors to this page
Pisz swój dziennik w Internecie
Blog należy do Syndykatu Blox.pl