Życie i praca polskiego pilota Qatar Airways
wtorek, 30 kwietnia 2013
Malezja

Wpisu nie było, bo się wypoczywało :)))

W jednym z pierwszych wpisów tego bloga wspominaliśmy z Madzią, że latanie w tej firmie to w sumie okazja to pozwiedzania! Blog zaczął się od Seszeli, wspominaliśmy inne ciekawe i egzotyczne miejsca, w ciągu ostatnich kilkanastu miesięcy zaliczyliśmy Hongkong, Sri Lankę i Bali. W końcu udało się przesunąć urlop i dzięki temu, że dzieci miały wolne w szkole wybraliśmy się na dwa tygodnie do Malezji. 

Na pierwszy ogień poszło oczywiście gorące i wilgotne Kuala Lumpur gdzie wylądowaliśmy rano. Jest to duże, ruchliwe i nowoczesne azjatyckie miasto, chociaż zdecydowanie naszym ulubionym miastem w tej części świata jednak ciągle pozostaje Singapur. Tym niemniej było parę fajnych miejsc jak Petronas Twin Towers, KL Tower czy główne miejsce zakupowe Bukit Bintang. Dla miłośników oryginalnych klimatów bazarów i tanich knajpek z przepyszną chińszczyzną jest kolorowe Chinatown. Atrakcją dla młodszych była Aquaria i Birds park z wieloma egzotycznymi ptakami. 

Na północnym skraju miasta jest zlokalizowana hinduska świątynia w Batu Caves. Jest zlokalizowana w kompleksie jaskiń, aby się tam dostać trzeba pokonać ponad 270 stopni co w ponad 30 stopniach i dużej wilgotności nie było łatwym spacerkiem ;) W okolicy świątyni (i nie tylko tam - są w zasadzie prawie wszędzie w Malezji!) biegało mnóstwo małp - makaków.

Następne dni podróżowaliśmy wynajętym samochodem po półwyspie malajskim odwiedzając siedlisko słoni a w Kuala Selangor park ze... świetlikami - drzewa na których żyją wyglądają jak choinki Bożonarodzeniowe!

Kilkadziesiąt kilometrów za Kuala Lumpur w dość wysokich górach w Genting Highlands zlokalizowano cetrum rozrywki - dla dużych i małych. Dla małych jest park rozrywki - zarówno na zewnątrz jak i pod dachem z różnymi kolejkami, karuzelami i innymi rozrywkami, a dla dużych - kasyno :)) Do tego mnóstwo knajpek, w większości czynnych 24h! Wyjechaliśmy z KL gdzie było ponad +30, a tam na wysokości ok. 1800m.n.p.m. były... chmury i dość chłodno, a my w szorcikach! W te pędy więc do sklepu po bluzy! 

Wycieczka w góry się spodobała więc nie mogło zabraknąć wyprawy do Cameron Highlands. Zlokalizowana jest tam jedna z wyższych gór Półwyspu Malajskiego Gunung Brinchang, a na pewno najwyższa na którą można dostać się... samochodem! Dostać się to dobre określenie, ostatnie kilkanaście kilometrów to wprawdzie asfaltowa ale bardzo wąska i diablo kręta droga. Ponoć malownicza, ale jakoś nie miałem nastroju to podziwiania widokow zza kółka! Ponadto w okolicy znajduje się wiele plantacji herbacianych z ładnymi widoczkami a w lokalnych herbaciarniach można wypić przepyszną świeżą herbatę B.O.P.

Napisz do Nas!


Liczba wizyt



Zobacz Księgę Gości

Odwiedziłeś Nas? Masz Uwagi? Będzie Nam miło jeśli dopiszesz się do Księgi Gości


Locations of visitors to this page
Pisz swój dziennik w Internecie
Blog należy do Syndykatu Blox.pl