Życie i praca polskiego pilota Qatar Airways
piątek, 29 kwietnia 2016
Key West

Key West było w planach zeszłorocznych, udało się tym razem!

Po noclegu w okolicach Miami ruszamy do "końca Ameryki" czyli na tzw. Florida Keys - łańcuch koralowych wysp nazwanych Keys, które zaczynają się na południe od Miami a kończą wyspą Key West. Prowadzi na nią niesamowicie malownicza droga US1 z dużą ilością mostów nad podmokłymi częściami wysp, lagunami i... morzem. Najdłuższy, 7 milowy jest pod koniec ciągu - pomiędzy wyspami Middle Keys i Little Duck Key:

Ten po lewej to most aktualnie używany budowany w latach 1968-72, po prawej stary most. A tak ten most wygląda z okien samochodu:

Popołudniem dojeżdżamy do RV parku, zaś na zwiedzanie wyruszamy... na rowerach, jako że wypożyczalnia jest o dwa kroki. Czy wspominałem może, że na Florydzie jest pełno dróg dla rowerów? No właśnie, praktycznie chyba cały stan można by nimi zjeździć, nie inaczej jest na Key West. Na Key West atrakcji co nie miara, snorkling, nurkowanie, jachty, deski, kajaki -  a ceny? Cóż, jak to w resortach, ale mimo wszystko każdy by coś znalazł na swoją kieszeń. W jednej z wypożyczalni spotykamy przesympatycznych Polaków, okazuje się potem, że nie byli jedynymi Rodakami, w centrum Key West jest np. polski sklep z pierogami:

Na Key West znajduje się najbardziej południowy punkt USA kontynentalnych, Southernmost Point zlokalizowany na rogu ulic Whitehead i South. Ponoć najczęściej fotografowany punkt na Key West, fotka strzeliłem i ja w krótkiej przerwie pomiedzy jednym a drugim turystą:

Na Key West pełno jest historycznych miejsc i budynków, nieco dalej przy Whitehead znajduje sie dom najsłynniejszego jej mieszkańca Ernesta Hemingwaya:

Pomimo upału pełno turystów i... kotów - są bowiem one głównymi spadkobiercami ekstrawaganckiego pisarza. Mieszka ich to ok. 50, nazywane są od nazwisk słynnych postaci z czasów pisarza, a w ogrodzie jest też koci cmentarz.

Równoległa ulica Duval to centrum rozrywkowe z klubami, barami i knajpami - dzieje sie tutaj, oj dzieje! Obie ulice schodzą się na placu Mallory Square, gdzie obok starej fabryki cygar i starych magazynów portowych codziennie wieczorem zbierają się tłumy na "obchodach" zachodu słońca! Pełno jest tutaj ulicznych artystów i sprzedawców przekąsek. Niestety, pogoda nie była łaskawa, bo po całodniowym upale po południu przeszła szybka burza i chmury przesłoniły zachód. Nie przeszkadzało to jednak nikomu w dobrej zabawie:

Następnego dnia wyjeżdżamy do Miami, lecz naszą uwagę przykuły 4 granatowo-żółte F-18 - tak na swój pokaz zapraszali Blue Angels! Krótka decyzja - wracamy na pokazy do bazy US Navy w NAS Key West za 2 dni.

Więcej zdjęć z Keys jest tutaj

14:03, piotr.smietana , Dzień po dniu
Link Komentarze (3) »
wtorek, 26 kwietnia 2016
Seattle

Nazwa tego miasta miłośnikom lotnictwa mówi chyba wszystko - kolebka Boeinga, siedziba części cywilnej koncernu. Właśnie nadarzyła mi się okazja aby odwiedzić to miasto - zostałem wysłany po odbiór najnowszego naszego Boeinga. Tym razem był to 28 egzemplarz B787 o znakach A7-BDB.

Droga do Seattle wiodła przez Chicago - oczywiście Qatar Airways, dalej American Airlines do Seattle-Tacoma na raty - najpierw nasz bagaż, potem my! Przyczyna prozaiczna - masakryczne kolejki na O'Hare do security TSA...

No ale wymęczeni jesteśmy! Czeka na nas kierowca z Boeinga, jedziemy do hotelu w Bellevue, miejsce po drugiej stronie jeziora Washington. Nazwa jak najbardziej zasłużona, bo widok piękny! Jezioro, wieżowce Seattle a w oddali ośnieżone szczyty górskie - cudo! Choć zdjęcie tego nie oddaje. Mamy szczęście do pogody, bo z rozmów z tubylcami wynika, że jest wyjątkowo ciepły kwiecień - całe +25 stopni, więc wszyscy biegają porozbierani...

Na miejscu w okazuje się, że samolot jest jeszcze nie gotowy a na dodatek musi zrobić jeszcze 2 loty, w tym jeden w obecności pilota linii odbierającej. Wypada na mnie jako że będę kapitanem w locie dostawczym. Mamy dzień wolny i pada pytanie - wizyta w fabryce czy muzeum Boeing - Museum of Flight - trudny wybór! Wybrałem muzeum i okazało się, że miałem nosa, bo nie było czasu załatwić rozszerzonej wycieczki po fabryce.

W muzeum, i nie tylko na każdym kroku podkreślano wyjątkowość 2016 roku - stulecia firmy:

Więcej zdjęć z muzeum znajdziecie tutaj. Wycieczkę w muzeum zakończyła wizyta w sklepie z pamiątkami i gadżetami

Po powrocie do hotelu chwila odpoczynku przed transportem na lotnisko na lot sprawdzający. Sam lot, a raczej "locik" wykonali piloci Boeinga, a moim zadaniem było obserwowanie zachowania samolotu. Lot trwał krótko - start i wznoszenie na prawie pełnej  mocy na 14500 stóp, rozpędzanie do Vmo, jeden pyta drugiego - to co 360kts? Nieee 400! A co! Tyle się nie rozpędził, po "klakierze" (clacker - dźwiękowe ostrzeganie przed nadmierną prędkością) 2x"thubs up" - czyli wszystko OK z samolotem, żadnych drgań i schodzenie do lądowania. Wszystko zajęło może z 20 minut, w stylu... aeroklubowym czyli ręcznie, z pełną widocznością "na V" (czyli VFR - lot z widocznością ziemi i innych samolotów), a czecklisty tylko te które ma samolot - ECL - electronic check-lists, wyświetlane półautomatycznie na ekranach MFD (multifunction displays). Na lotnisku normalny ruch, co chwila startują czy lądują samoloty i to wcale nie te największe - ktoś trenuje kręgi na Cessnie, ktoś ląduje na RV-4 - ot, typowe lotnisko w USA... Fajne latanie ;)

Jako że samolot sprawny - czas przygotować się do lotu! CDN!

poniedziałek, 25 kwietnia 2016
Floryda

Chyba trochę stęskniłem się za czytelnikami ;)

Czas na wiosenne porządki, choć temperatura za oknem raczej letnia, bo grubo przekracza +30 w dzień...

W tym roku wiosnę rozpoczęliśmy urlopowo, wypadem na Florydę. Po zeszłym roku zostało parę niedokończonych spraw, nieodwiedzonych miejsc tak więc skorzystaliśmy z okazji i polecieliśmy do Miami. Pierwsze dwa dni spędziliśmy na wietrznych plażach Miami Beach i krótkim zwiedzaniu samego Miami, a że trafiliśmy na koniec wiosennej przerwy w szkołach - prawie wszędzie było dość tłumnie i gwarno. Ale mimo to lubimy takie klimaty, chociaż nie poszaleliśmy zbytnio, bo jetlag jednak dawał sie we znaki... Plaże w Miami Beach są ładne, ale nie oszukujmy się, widzieliśmy ładniejsze...


Dalsza część podróży jak na nasze wyprawy po Stanach przystało - w RV, tym razem jedziemy odebrać je w Orlando, po drodze napawając się zielenią, której mieszkając w Katarze ciągle nam mało. Następnego dnia ruszamy przez Lakeland w kierunku Tampy i zachodniego wybrzeża Florydy. Tutaj od razu daje się odczuć inne powietrze, wyraźny jest wpływ ciepłych wód Zatoki Meksykańskiej - klimat jest odczuwalnie cieplejszy i wilgotniejszy, ale za to plaże są ładniejsze, szczególnie te w okolicach Sarasoty, te są ponoć najładniejsze i najbardziej "posh" na Florydzie, co też ma odzwierciedlenie w cenach nieruchomości ;) 

W Sarsota jest dość osobliwy pomnik - Vee Day kiss, pocałunku zwycięstwa anonimowej pary z Time Square z Nowego Jorku:

a to oryginał, z okładki magazynu Life:

Dalej na południe, więcej plaż i miejsc do miłego spędzenia czasu, ale tym razem duże miasta zostawiamy nieco bokiem. Dalej pojechaliśmy w kierunku najdzikszej części Florydy, a na pewno jej południowej części - Big Cypress i Everglades. Można spotkać tu niesamowitą dziką naturę niemalże obok drogi, a ta dzikość to piękne lasy cyprysowe i namorzynowe, jako że w zasadzie ta cała część stanu to niezliczone jeziorka, bagna, mokradła i rzeczki. A w nich - aligatory! Całkiem ich tam sporo, a czasami żeby je zobaczyć dobrze jest wybrać się na przejażdżkę (?) łodzią typową dla tego regionu - airboat-em, po polsku zwanym czasem aerosaniami. Od razu przypomniała mi się kreskówka z dzieciństwa Wally Gator :))

Kawałek dalej wjechaliśmy na teren rezerwatu Big Cypress. Jedna z dróg na teren rezerwatu  prowadzi obok starej stacji benzynowej Monroe:

Żartów nie ma, zwiedzamy dalej z samochodu, to znaczy z RV:

oprócz aligatorów były też i takie zwierzątka:

Inny przystojniaczek:

Sceneria lekko jak z horroru:

09:12, piotr.smietana , Dzień po dniu
Link Komentarze (1) »
Napisz do Nas!


Liczba wizyt



Zobacz Księgę Gości

Odwiedziłeś Nas? Masz Uwagi? Będzie Nam miło jeśli dopiszesz się do Księgi Gości


Locations of visitors to this page
Pisz swój dziennik w Internecie
Blog należy do Syndykatu Blox.pl