Życie i praca polskiego pilota Qatar Airways
sobota, 03 maja 2008
Suplement do Katmandu
Dzięki temu, że leciał z nami w kokpicie na jumpseat dodatkowy FO nadarzyła się możliwość zrobienia paru zdjęć podczas lądowania, które możecie zobaczyć tutaj. Pisząc o Katmandu nie wspomniałem o jeszcze jednym drobiazgu - co robić w sytuacji awarii silnika po starcie? Jest to właśnie podstawowy element treningu na symulatorze. Do takiej sytuacji musimy być zawsze przygotowani - nie tylko w Katmandu, ale zawsze, do każdego startu! Ze względu na ukształtowanie terenu dla Katmandu mamy opracowaną specjalną procedurę na wypadek awarii silnika którą trzeba wtedy wykonać. W skrócie polega ona tym, że trzeba wznieść się nad doliną lotniska czyli - lotniskowym VORem (tzw. radiolatarnią) z tym, że ze względu na otaczające lotnisko góry pod żadnym pozorem nie wolno przekroczyć granicy 5mil - na zachód i 7 na wschód. I trzeba wznosić się do minimalnej wysokości 10500 stóp, a to oznacza, że w skrajnym przypadku można zbilżyć się maksymalnego czasu pracy silnika na mocy maksymalnej startowej na jednym silniku - 10 minut, przed redukcją do mocy maksymalnej trwałej MCT (Max Cont Thrust). I to już byłoby chyba na tyle...
Katmandu inaczej:)
Pytalam Piotra jak to jest z tym Katmandu, poniewac po wyladowaniu przyslal mi smsa, ze byla burza i silny wiatr a zatem niezle jaja z ladowaniem. Wiec laika jezykiem napisze jak to ladowanie wygladalo:) tak po babsku! Piotrus mowi tak: lecisz sobie lecisz i nagle ostro dajesz w dol! W samolocie huczy, trzesie (bo wiatr i burza) a ty dajesz ostro w dol jak na roler coaster bo z jednej strony gora i z drugiej strony gora!! ( Domyslam sie ze ludziska maja pelno w gaciach) pozniej podobno sie wyrownuje i laduje tak normalnie:) To juz teraz rozumiecie jak sie laduje w Katmandu??
czwartek, 01 maja 2008
Katmandu

Jak pisałem poprzednio - trafiło w końcu na mnie i poleciałem do Katmandu.

Latając na A320 byłem kilkakrotnie w Katmandu i w sumie nie było dla mnie nowym, ale zawsze to lot na większym samolocie. Ale zanim do tego doszło wcześniej musiałem odbyć odbyć trening na symulatorze ze względu na dość nietypowe cechy lotniska w stolicy Nepalu. Te nietypowe cechy przede wszystkim lokalizacja - lotnisko położone jest na wysokości ok. 4400 stóp n.p.m. (1300m) w dolinie zaś otoczone jest górami wznoszącymi się do 8000 stóp na zachodzie, południu i wschodzie, zaś na północy (dokładnie 20 mil na Płn-Wsch) wiadomo - Mount Everest... Dlatego na naszych samolotach lądujemy zawsze w kierunku północnym, a startujemy na południe. Jakby tego było mało podejście do lądowania jest podejściem nieprecyzyjnym co oznacza, że nie można korzystać z ILS (które należy do grupy podejść przecyzyjnych) i automatycznego podejścia do przynajmniej wysokości decyzji. Dla pilotów takie nieprecyzyjne podejście - w Katmandu oparte o wskazania VOR-a - oznacza więcej pracy i manualnej kontroli ścieżki schodzenia. W Qatar Airways dla wszystkich chyba lotnisk mamy opracowane stosowne procedury podejście z tzw. continues descend (o stałych schodzeniu) o typowej ścieżce rzędu 3 stopni, jak w ILS-ie, dzięki czemu w nowoczesnych samolotach jak Airbus takie podejście wykonuje się dość podobnie jak w ILS-ie.

Jednakże ze względu na specyfikę terenu w Katmandu ścieżka schodzenia jest trzystopniowa. Podejście zaczyna się na 17 mil od pasa na wysokości 11500 stóp n.p.m (czyli 7000 nad poziom lotniska) po typowej ścieżce 3.2 stopnia. Jednakże od 11 do 6 mili, po przeleceniu gór po to, aby zejść do lotniska, trzeba utrzymywać ścieżkę 6.2 stopnia. Co to oznacza? Ano, że przy prędkości którą ma samolot na podejściu prędkość opadania wynosi ok. 2000 stóp na minutę czyli 10m/s (w porównaniu do 800 st/min w normalnej, 3 stopniowej ścieżce). Nie jest to może jeszcze nurkowanie, ale samolot w takim podejściu się rozpędza i to dość znacznie i aby temu zapobiec trzeba uzyć hamulców aerodynamicznych (speedbrake'ów). Wszystko to przy założeniu normalnej pogody czyli wiatru "w nos", ale Katmandu prawie zawsze wiatr wieje z południa - czyli wieje w plecy, a to oznacza więcej opadania. Znaczy - lecimy w dół, w samolocie huczy i trzęsie ale to jest ok. Potem już tylko trzeba zmniejszyć ścieżkę na 6 mili i można szukać lotniska, co też może być wyzwaniem w typowym dla tego miejsca zmętnieniu. O ile wcześniej udało się minąć burze, które są stałymi gośćmi, szczególnie gdzie? Na podejściu do lądowania rzecz jasna.

Napisz do Nas!


Liczba wizyt



Zobacz Księgę Gości

Odwiedziłeś Nas? Masz Uwagi? Będzie Nam miło jeśli dopiszesz się do Księgi Gości


Locations of visitors to this page
Pisz swój dziennik w Internecie
Blog należy do Syndykatu Blox.pl