Życie i praca polskiego pilota Qatar Airways
poniedziałek, 25 maja 2009
Stukamy, stukamy....

Jak już pisałem - CBT na początek, a po dwóch dniach doszedł FTD czyli rodzaj symulatora, zwanego również fix-base. Wygląda toto tak:

Jak widać - jest to zestaw kilkunastu monitorów dotykowych oraz dodatkowo - skrzynek sterujących CDU (czyli te 2 małe komputery pośrodku) oraz MCP - nad ekranami centralnymi. Wszystko to umieszczono na specjalnym stoisku, sterowane jest kilkoma komputerami.Taki zestaw służy do symulowania typowych (i nietypowych!) procedur stosowanych w samolocie, instruktor kontroluje nasze działania, ma możliwość ustalania wielu parametrów mających wpłym na samolot jak: pogoda, załadowanie, usterki itp. Może nie wygląda to zbyt imponująco, w końcu amatorzy budują teraz niemalże wierne kopie kokpitów samolotów pasażerskich, ale doprawdy świetnie się sprawdza! Stopniowo studiując materiały szkoleniowe coraz lepiej poznajemy samolot i procedury w nim stosowane, niemalże bezboleśnie! No - może przesadziłem - stres jest, na końcu przecież będą nas oceniali już wkrótce na symulatorze...

Ostatnia sesja fix-base będzie już na prawdziwym symulatorze, popularnie zwany w Polsce "kioskiem ruchu" który z zewnątrz wygląda tak:

Ponieważ wszystkie nasze symulatory (czyli B777, A320 i A330) pochodzą od tego samego producenta, f-my Thales, to z zewnątrz wyglądają identycznie! Różnice, i to duże są natomiast w środku:

W środku jest już dokładna kopia kokpitu, oczywiście B777, ze wszystkimi urządzeniami sterującymi, ekranami, przełącznikami, gałkami itepe. Wizualizacja świata zewnętrznego czyli widoku z kokpitu odbywa się na panoramicznym ekranie i obejmuje obraz +/-90stopni w poziomie i +10/-25 w pionie - widoki są czasem jak w realu, chociaż - już instruktorzy dbają o to, abyśmy nie mieli zbyt dużo czasu na ich podziwianie...

czwartek, 14 maja 2009
No zaczęło się...

...szkolenie! Wczoraj - pierwszy dzień - CRM, współpraca w załodze. Jako że szkolenie zCRMu jest obowiązkowe co roku, tutaj niejako "przy okazji" zrobiliśmy je podczas szkolenia na nowy samolot. Posiedzieliśmy z instruktorem, podyskutowaliśmy, powymienialiśmy doświadczenia jak najlepiej wykorzystywać "zasoby ludzkie" na codzień i w sytuacjach niebezpiecznych.

Dzisiaj dzień drugi - szkolenie z wyposażenia awaryjnego i procedur czyli - wyposażenie samolotu w sprzęt m.in. p-poż, tlenowy; używanie drzwi i trapów w sytuacjach normalnych i awaryjnych, np. podczas lądowania awaryjnego czy wodowania. Takie szkolenie jest warunkiem koniecznym rozpoczęcia latania na samolocie.

Właściwa część szkolenia zaczyna się jutro, choć... już się zaczęła! Dziwne? Otóż kilka dni temu ze szkolenia otrzymałem komplet dokumentacji - checklistę, dokumenty potrzebne podczas szkolenia z wszelkimi formularzami (m.in. do licencji itp), książek - czyli dokumentacji samolotu, poster z kokpitem (nie oddam, bo ładny :P) oraz zestaw CD. Dzięki temu oprogramowaniu właściwe szkolenie teoretyczne czyli CBT (computer based training) odbywa się w zasadzie całkowicie... w domu!! Po prostu - program po uruchomieniu lączy się przez internet z ośrodkiem szkolenia Boeinga!! Proste prawda?? Dzięki temu mozna z kubkiem w ręku ulubionego napoju zrobić całe szkolenie właściwie wszędzie, co nie omieszkałem uczynić, lekcje ruszyły!

Za kilka dni zaczniemy zajęcia na FTD (flight training device). Jest to makieta kokpitu, do przećwiczenia podstawowych operacji i procedur, przed wejściem do symulatora!

sobota, 09 maja 2009
Coś się kończy, coś zaczyna!!

No i stało się - wczoraj wykonałem swój ostatni lot na A330! Odbył się na trasie Frankfurt - Doha, tak więc wczoraj była ostatnia okazja zobaczyć mnie w kokpicie A330 - tutaj przed odlotem z Frankfurtu:

Nie powiem, troszkę smutno, bo w końcu prawie pięć lat airbusy dowoziły mnie zawsze bezpiecznie, bez zbędnych przygód czy niespodzianek, a na dodatek w różne ciekawe i czasem egzotyczne miejsca. Na własnej skórze przekonałem się, że nie taki diabeł straszny - jak to próbują przeciwnicy airbusów sugerować, mało tego - uważam, że są to doskonałe, nowoczesne samoloty, o dużym komforcie pracy dla załóg - bardzo przyjemne samoloty, szczególnie 330-tka. Zresztą - pisałem już o tym kiedyś i nie ma sensu się powtarzać. 

No dobrze - a dlaczego ostatni lot na A330? Odpowiedź prosta - B777, zwane również trzema siekierami. Ponieważ firma potrzebuje, to i przeszkala na nowy sprzęt :)) Jest już chyba 6 sztuk, drugie tyle dojdzie jeszcze w tym roku. Za kilka dni zaczynam szkolenie teoretyczne i symulatorowe i gdzieś za miesiąc zacznie się latanie na liniach!! A tam - nowe destynacje - m.in. ultradługie loty do USA, za kilka miesięcy także do Australii. Skłamałbym mówiąc, że nie  jestem podekscytowny nowym samolotem, nowymi wyzwaniami, nowymi trasami!! Czy upgrade? No chyba, w końcu to o 120t do startu więcej, bo ponad 350t vs 233t w A330...

Do zobaczenia w B777!

czwartek, 07 maja 2009
Bohaterskiego pilota przypadki ;)

Kiedy rozpoczynałem przygodę z blogiem kierowała mną (nieskromna) chęć zachowania bieżących przeżyć i wrażeń i podzielenia się nimi z innymi ludźmi. Lotnictwo znaczy dla mnie dużo, bardzo dużo - co nie znaczy, że będę pisał co mi ślina na język przyniesie (pardon - co palce wystukają na klawiszach). Myślę, że udało nam się wypośrodkować to, co piszemy i nie uprawiamy ekshibicjonizmu internetowego, a z drugiej strony - jakiaś wiedza lotnicza też się znajdzie. Czytuję czasem blogi czy wypowiedzi kolegów pilotów (nie tylko polskie) i - niestety, widzę że kolegów po fachu czasem roznoszą emocje lub - jak to mówiono - ponosi ich "licentia poetica"... Nie uważam się za superpilota czy supermena, ale z drugiej strony znam też swoją wartość i zwyczajnie śmieszą mnie niektóre wypowiedzi... Cytował nie będę, bo co to mnie - ale kiedy przykładowo czytam, jak to bohaterski pilot zdaje egzamin teoretyczny na współczesny samolot pasażerski w stylu - powiedzmy - archaicznym (rodem z książek w drugiej wojny) to nie wiem czy śmiać się, czy płakać... Tylko brakuje lotnika cedzącego przez zaciśnięte w wysiłku usta - "dla ciebie Ojczyzno!" podczas bohaterskiego RZUCENIA samolotu w zakręt!! (jest to niemal dosłowny cytat z broszurek propagandowych z początku lat 50-tych) Toż to może się włos na głowie zjeżyć!! Łał!!  A młodzież czyta to bezkrytycznie - cóż - skąd mają wiedzieć...  Takie chyba jest zapotrzebowanie społeczne ;) W końcu w lotnictwie zawsze byli opowiadacze rzeczy dziwnych i ulotnych, czasem nawet lotniczych ;) , a że kariery pilota nie zrobili? Cóż - w końcu sam pacholęciem bedąc zaczytywałem się we wspomnieniach lotników. Mam nadzieję, że wierni czytelnicy zauważyli, że jak dotąd pisałem na blogu wtedy, kiedy miałem CO do napisania! Praca pilota komunikacyjnego wręcz POWINNA być nudna, bo latanie Boeingiem czy Airbusem to NIE JEST sport ekstremalny - w końcu mamy porzewieźć bezpiecznie pasażerów z pkt. A do pkt. B. A że przy okazji poleci sie w ciekawe miejsca i zobaczy to i owo - cóż, jest to całkiem miły powiedzmy "efekt uboczny" - prawda?

wtorek, 05 maja 2009
Symulacji cd...

Nawiązując do pytań - symulator to NIE jest sprawa producenta samolotu a PRZEPISÓW eksploatacji samolotu oraz licencjonowania personelu latającego (pilotów). Symulatory przeważnie produkowane są przez niezależne firmy - najbardziej znane to CAE czy Thales - produkują symulatory zarówno dla Airbusa, Boeinga czy Embraera; symulatory należą do ośrodka szkoleniowego czy linii lotniczej. Akurat nasza linia ma swój ośrodek symulatorowy, bo przy tej ilości samolotów to sie po prostu opłaca, ale jest sporo ośrodków niezależnych od linii lotniczych - wtedy linie dzierżawią symulator na sesje.

Drugi dzień symulatora to zasadniczo check LPC/OPC. Program w/g wymagań nadzoru lotniczego (QCAA) jest skromniejszy bo obejmuje głównie operowanie w warunkach awari silnika. Full wypas - awaria przed V1 - start przerwany, po V1 - kontynuowany - wtedy odlot musi odbyć się w/g ściśle określonej procedury EOSID (eng out standard instr dep - mamy takie na każdym z lotnisk na które latamy!). Następnie ręczne podejście w ILSie, go around (odejście na drugie okrążenie) i ponowne podejście - tym razem nieprecyzyjne (VOR, NDB, itd). Oczywiście wszystko razy dwa - dla kapitana i drugiego, bo każdy z nas musi przejść check zarówno jako PF jak i PNF (pilot flying/non-flying). Ocenia się prawidłowe wykonanie wszystkich elementów, współpracę w załodze - zarówno pomiędzy pilotami jak i z załogą kabinową. Do tego dochodzą jeszcze ewakuacja oraz pilot incapacitation - czy drugi pilot zareaguje odpowiednio na przypadek ew. zaslabnięcia swojego kapitana ;) Jak wiadomo - nie święci garnki lepią i nie są to wymagania dla supermena, ale w ferworze walki różne rzeczy się zdarzają... Ale - obyło się bez cudów-wianków - symulator zaliczony, check zdany!

Po dwóch dniach - line-check czyli kontrola na liniach. Tym razem króciutko, bo do Dubaju i z powrotem. Piękna pogoda, lot bez historii i check zaliczony...

niedziela, 03 maja 2009
Symulacja - cz.1
Ani się obejrzałem jak wkrótce miną dwa lata mojego latania na 330-tce czyli pora na - symulator! Symulatory odbywają się w cyklach półrocznych - u nas w QA co 6 miesięcy po dwie, 4h sesje. Cykle są zimowe i letnie - tym razem pora na lato czyli - eksploatacja w warunkach wysokich temperatur, wysoko położonych lotnisk (nasze A330 mają naprawdę duży nadmiar mocy!), zapylenia czy piasku. Pierwsza sesja ma część dotyczącą operacji AWOPS (All Weather Operation - lotów w trudnych warunkach atmosferycznych) oraz część treningową. Podczas części AWOPS ćwiczymy starty i lądowania w warunkach ograniczonej widzialności, postępowanie w sytuacjach nietypowych, identyfikacja i eliminowanie ewentualnych usterek. Takie ćwiczenie na symulatorze obejmuje starty - kontynuowane i przerywane przy widoczności 125m oraz lądowania w kategorii ILSa 3b czyli 75m widzialności bez wysokości decyzji. Taki trening to nieoceniona pomoc bo doskonale przygotowuje nas do lądowania praktycznie w każdych warunkach. szczególnie lądowanie przy 75m jest niezłą jazdą bo dopiero dotknnięcie kołami ziemiinformuje nas o tym, że jesteśmy na ziemi - widać cokolwiek na zewnątrz dopiero jak nos samolotu jest opuszczony! Wprawdzie nie miałem jeszcze okazji przeżyć na "żywym" samolocie takiego lądowania, ale przy 120metrach i owszem... Druga częśći, treningowa to tzw. LOFT (Line Oriented Flight Training) - ćwiczymy postępowanie w sytuacjach nietypowych, awaryjnych - wszystkie systemy samolotu są odpowiednio pogrupowane i podzielone na 6 części, każda z nich zawiera część materiału, każda przerabiana jest w jednej sesji. Tym razem było emergency descend czyli zabawa z maskami i wariackim schodzeniem oraz awaria dwóch (z 3) systemów hydraulicznych. Taka awaria powoduje konieczność manualnego latania (autopilot wtedy nie działa) w warunkach mocno okrojonego sterowania - działają 2 z 4 lotek (po jednej na skrzydło), po 2 spojlery/skrzydło (z 6) i jedna połówka steru wysokości, nie wypuszczają się sloty lub klapy a podwozie wypuszczać trzeba awaryjnie. Działają komputery sterujące, ale bez zabezpieczeń - samolot można przeciągnąć (czego na sprawnym samolocie się normalnie nie da!). Jest co robić w kabinie - trzeba "obrobić" checklisty - elektroniczne (ECAM) i zwykłe, sprawdzić pogodę, policzyć długość pasa - lądowanie jest przeważnie na sporo wiekszej prędkości, wymagany jest dwa i pół raza dłuższy pas. Na koniec - TCAS i dla mnie czyli kapitana - uprawnienie do latania z prawego fotela - wprawdzie w QA zdarzyło mi się RAZ latać z prawego fotela z innym kapiatanem, ale - firma chce, żeby wszyscy mieli takie uprawnienie. Obejmuje ono "standardzik" czyli start kontynuowany z awarią silnika po V1, krąg nadlotniskowy i lądowanie na jednym silniku - pestka....
sobota, 02 maja 2009
Pierwszy Maja
W dzisiejszych czasach uwielbienie dla swoich gwiazd czy to ze świata rozrywki czy sportu przybiera nieraz dziwaczne formy. Przekonaliśmy się o tym wczoraj wieczorem wracając z Madzią z kolacji. W pewnym momencie utknęliśmy w gigantycznym korku na Corniche'u - najzwyczajniej wszystko stało! Ale co naj - no właśnie - dziwniejsze? głupie? bo sam nie wiem jak nazwalibyście ludzi facetów stojących w szyberdachach czy wychylających się przez okna swoich Landcruiserów?? Samochody na światłach awaryjnych, klaksony, flagi klubowe, a goście oczywiście w obowiazkowych galabijach, co wyglądało hmm, co najmniej śmiesznie... Okazało się, że w ten sposób świętowali miejscowi zdobycie Pucharu Emira przez jedną z drużyn piłkarskich (nie pytajcie przez którą, bo nie wiem i nie chce mi się sprawdzać!). No dobra, znaleźliśmy objazd, czekamy na zmianę świateł. Nagle ze stojącej przed nami taksówki wyskoczył na ulicę chłopak, fiknął salto w tył aż mu czapeczka spadła (ten akurat nie miał galabiji), podniósł ją, zamachał, krzyknął coś do współziomków, wsiadł do taryfy która odjechała. Wszystko trwało kilkanaście sekund, a nam przysłowiowy ser z dzioba... Trzeba chyba zawsze mieć kamerę gotową kiedy coś się tutaj dzieje...
11:18, piotr.smietana , Dzień po dniu
Link Dodaj komentarz »
Napisz do Nas!


Liczba wizyt



Zobacz Księgę Gości

Odwiedziłeś Nas? Masz Uwagi? Będzie Nam miło jeśli dopiszesz się do Księgi Gości


Locations of visitors to this page
Pisz swój dziennik w Internecie
Blog należy do Syndykatu Blox.pl