Życie i praca polskiego pilota Qatar Airways
piątek, 04 maja 2012
I znowu...

...jest smutno, bo kilku kolegów lotników zginęło praktycznie na przednówku sezonu! Długi weekend, czas relaksu i majówki a tu taka tragedia - dla rodzin, znajomych i przyjaciół. Jest także niestety histeria i "czarna seria".   A ciekawe ile osób zginie na drogach podczas tegorocznej majówki? Zapewne równowartość niedużej wsi czy miejscowości, ale to nie taki nośny medialnie temat...

Znów jak królik z kapelusza wyskoczył temat nieszczęsnego lotu AF447 za sprawą niezbyt lotnego artykułu m.in. w gazecie. Wprawdzie ciągle jeszcze nie ma końcowego raportu, ale już trzeba wyskoczyć z teoriami spiskowymi. We Francji a w Air France w szczególności bardzo silną pozycję mają związki zawodowe, a ich szefowie niemalże od początku mieli gotową wersję i bez ogródek twierdzili, że zrobią wszystko, aby oczyścić załogę z zarzutów! Czy z czymś to się komuś kojarzy? Chyba aż nadto...

W przypadku AF447 brakuje odpowiedzi na podstawowe pytanie - jak to możliwe, że mając do dyspozycji w zasadzie wszystko, praktycznie sprawny samolot załoga uparcie sterowała nim w sposób doprowadzający do katastrofy? Czegoś nie wiedzieli? Nie widzieli? Może nie potrafili? Doznali totalnego paraliżu umysłowego? CAŁA trójka?? Nie od dzisiaj wiadomo, że najsłabszym elementem układu człowiek-samolot jest niestety człowiek! Element psychologiczny jest niezmiernie ważny, to też wiadomo od dawna. Praktyka uczy, że nawet doświadczonym pilotom zdarzają się błędy - "a komu się nie zdarzyło, niech pierwszy rzuci kamieniem..." Miałem i mam ostatnio, szczególnie jako instruktor tego przykłady - w większości na symulatorze na szczęście, rzadko, ale - się zdarza. 

Dlatego uważam, że kluczem jest szkolenie. Teoretycznie wszystko jest cacy - nikt nie posadzi za stery niedoszkolonego pilota. Praktycznie - z roku na rok są naciski na upraszczanie, skracanie szkoleń, nie ma tzw. piramidy szkoleniowej - "form zero to hero" w 20 miesięcy! Wmawia się młodym ludziom z 200h i frozen ATPL że są w pełni wyszkoleni i gotowi do latania na liniach! Przykro mi, ale was rozczaruję... Dopiero potem zabierają się za delikwenta linie lotnicze i coś z tym fantem trzeba zrobić! Symulatory, praktyka na liniach, latanie z doświadczonymi kapitanami i już po paru latach można nawet się przy takiej młodzieży nawet zrelaksować 
(no dobrze - może trochę przesadzam! )
Najnowszy trend to szkolenie pilotów wyłącznie w załodze wieloosobowej, wkrótce spora część pilotów latających w liniach nie będzie miał za sobą praktycznie żadnego nalotu DE FACTO samodzielnego jako pilot. Można? Można, ale czy tak do końca, czy naprawdę jest to w pełni efektywne? 
Nie znam historii szkolenia pilotów tego lotu, jaka była ich droga lotnicza, czy latali np. na szybowcach, czy na akrobację. Słyszy się często że to nie jest konieczne, że nieefektywne - może i nie, ale w/g mnie KAŻDE doświadczenie lotnicze, oblatanie, obycie z powietrzem czegoś pilota uczy, a przynajmniej powinno. Na doświadczenie pilota składa się wiele elementów a ilość godzin to tylko pewien element - śmiem twierdzić - średnio ważny element! To dzięki doświadczeniu, kiedy trzeba gdzieś tam w głowie otwiera się ta właściwa "klapka" z gotowym rozwiązaniem, może czasem nawet i niespodziewanym ale - dobrym. I o to w sumie z doświadczeniem chodzi.
W przypadku lotu AF447 na pewno jakiegoś elementu wyszkolenia zabrakło - w końcu rozbił się samolot z praktycznie drugorzędną awarią trwającą mniej niż minuta... 

Reasumując - każdy wypadek, każda katastrofa to temat do przemyśleń. Bo co zdarzyło się jemu - może zdarzyć się i mi! Naprawdę - na błędach można i trzeba się uczyć, ale najlepiej - na cudzych!

Napisz do Nas!


Liczba wizyt



Zobacz Księgę Gości

Odwiedziłeś Nas? Masz Uwagi? Będzie Nam miło jeśli dopiszesz się do Księgi Gości


Locations of visitors to this page
Pisz swój dziennik w Internecie
Blog należy do Syndykatu Blox.pl