Życie i praca polskiego pilota Qatar Airways
poniedziałek, 16 lipca 2007
Monte Casino

Nie, to nie pomyłka - Monte Casino jest w RPA!

W Południowej Afryce jest ponoć sporo miejsc do uprawiania hazardu ze słynnym Sun City na czele. W okolicach Johannesburga znajduje się Jedno z nich - jest to Monte Casino. Może niebyłoby w tym nic nadzwyczajnego, ale samo kasyno znajduje w się w rozległym budynku, wewnętrz którego znajduje się duża liczba restauracji, knajpek, sklepów; jest też teatr, a wszystko urządzone we włoskim stylu - są tam po prostu włoskie czy może toskańskie uliczki pod dachem! Całość sprawiała bardzo miłe wrażenie

uliczka

policja

Roślinnośc sztuczna, ale grajek żywy i samochód prawdziwy :-).

W ogrodzie umieszczono ptasi park (Birds Park), a obok wybudowano mały ryneczek we włoskim, a jakże stylu:

rynek

gdzie jak to Włoszech ;-) w weekend w knajpkach było pełno ludzi. Przy ryneczku był mały zamek (?), przy którym postawiono scenę. Po chwili pojawili się trzej panowie i niczym Trzej Tenorzy zabawiali publiczność śpiewając arie operowe - doprawdy, można było przez chwilę poczuć się jak w Italii.

scena

Więcej zdjęć znajduje się w stronie - link obok.

niedziela, 15 lipca 2007
Capetown

Tym razem zamiast linka do albumu będzie dla odmiany parę zdjęć Kapsztadu z ziemi oraz z lotu ptaka.

Takim napisem wita Capetown załogi:

przejscie

Hmm, a sądziłem że w kraju w którym lotnictwo wszelkiego rodzaju jest ważne, mają o latających lepsze mniemanie!

;-) 

Na początek symptyczna okolica w drodze na lotnisko

Oraz coś, co wzięliśmy za poranne mgiełki, a okazało się... smogiem z domowych pieców, które są ponoć najpopularniejszym sposobem ogrzewania w okolicach Capetown

Mieliśmy zdaje się szczęście, bo ponoć zimą w Kapsztadzie dużo pada, a my proszę - po starcie ukazał się nam  zapierający dech w piersiach widok na miasto i zatokę

zatoka

oraz lotnisko 

lotnisko

Oj koniecznie trzeba będzie pojawić się tu na dłuższa  sesję zdjęciową!

JNB + CPT
Pod tymi tajemniczymi skrótami kryje się łączony lot do Johannesburga i Capetown czyli Kapsztadu.
To moja pierwsze wizyta w Południowej Afryce, chociaż nie do Afryki - będąc w Qatar Airways lądowałem już w Nairobi i Dar-es-Salam (Afryki północnej nie liczę). Wszystko jest tutaj dla mnie nowe i ciekawe i po krótkim tylko rzucie okiem z okna samolotu i autobusu mogę stwierdzić, że jest to piękny kraj.
Loty nad Afryką są ciekawe bo - inne. Nad Czarny Ląd jak dotąd wlatywałem znad Jemenu poprzez Dżibuti. Zbliżając się do granic Dzibuti trzeba praktycznie w tym samym czasie utrzymywać łączność z TRZEMA kontrolerami na raz - Saaną (Jemen), Dżibuti i Adis Abebą (Etiopia) - trzeba zgłosić przewidywany czas przelotu granicy, skąd - dokąd wraz z typowym meldunkiem pozycyjnym. Na szczęście Dżibuti jest małe, tak więc po ok. 20 minutach lecimy już tylko na łączności z Adis. No - może niedokładnie tak, bo nad większą częścią Afryki trzeba obowiązkowo przekazywać swoją pozycję do innych samolotów. Na określonej częstotliwości - 126.9 MHz KAZDY samolot lecący drogą lotniczą zgłasza się, np: "All stations, all stations, QR... from .... to ... on (airway no) FL... position .... estimated position ... (np: southbound) QR..." czyli "do wszystkich stacji (czyli - samolotów) QR taki to taki, lecący z ... do ... na (drodze lotniczej nr), poziom lotu..., pozycja taka to a taka (czas), przewidywana (czas), (lecący) w kierunku, QR (nr rejsu raz jeszcze). Dzieje się tak dlatego, że spora częś Afryki jest słabo zaludniona, brak jest kontroli radarowej, a nawet często najzwyczajniej... kontrolera słabo słychać, nawet na falach krótkich (HF). Jest to jedyna możliwość do wiedzenia się, czy aby ktoś nam na trasie nie będzie przeszkadzał. Ale przebrnęliśmy i przez to i po 7 h 30 min wylądowaliśmy w Johannesburgu. Jak już wspomniałem - kraj podoba mi się bardzo, a dzięki temu, że mieliśmy wolny dzień przed następnym odcinkiem był czas na małe zwiedzanie, czego efekty widać na zdjęciach - zainteresowanych odsyłam do albumu, link po prawej. Odwiedziliśmy małe Zoo - Lion Park, gdzie jak można domyśleć się z nazwy - dominowały te groźne koty - młode można było nawet pogłaskać, ale większe oglądało się już tylko z samochodu. Dla pocieszenia przewodnik podał nam, że karmienie jest tylko 2 razy w tygodniu (w środę i sobotę) - my byliśmy w czwartek :-)
Następnie czas na CEPELIĘ czyli wizytę w Lesedi Cultural Village. W jednym miejscu zbudowano przykładowe wioski głównych plemion południowoafrykańskich: Zulu, Xhosa, Ndebele, Pedi i Basotho. Tubylcy przebrani byli w tradycyjne stroje (może nie do końca - nasza przewodniczka, i nie tylko ona, miała gustowne trampeczki ;) ). Po zwiedzeniu wiosek, był pokaz tańców przy dynamicznej muzyce a na koniec lunch, gdzie można było spróbować m.in. mięsa strusia i krokodyla. Obok był sklep z pamiątkami, a dla chętnych przy każdej z wiosek stylizowane na afrykańskie domki - pokoje hotelowe, gdzie zatrzymują się turyści.
Po dniu pełnym wrażeń wróciliśmy do hotelu, następnego dnia - krótki lot do Capetown i z powrotem. Krótki, bo 1h45min, za to miejsce - jeszcze ładniejsze. Capetown leży nad samym morzem, jest sporym, nowoczesnym miastem portowym, nad nim wznoszą się niesamowicie malownicze góry, które oświetlone porannym słońcem wraz rannymi mgiełkami tworzyły piękny widok.
wtorek, 10 lipca 2007
Bangladesh - suplement

W końcu mam normalny internet, to jest szansa na częstsze uaktualnienia bloga, szczegónie fotograficzne.

Na początek dwie fotki z lotów do Dhaki.

Może nie to, że im się tam powodzi, ale...

powodz

DC-10 Biman Airlines na lotnisku w Dhace

dc-10

poniedziałek, 09 lipca 2007
Wschodnie latanie
Po ciekawych wypadach do Europy i Japonii przyszedł czas na loty "bojowe" - w ciągu jednego tygodnia trafił mi się lot stolicy Bangladeszu - Daki. Przez większą część loty były spokojne za wyjątkiem ostatniej godziny. Powód - pora monsunowa, od połowy Indii, nad Kalkutą i Zatoką Bengalską - CB po "sufit", burze i deszcze - nie obyło się bez slalomu i niezłej trzepaczki. Szokiem były natomiast okolice Daki, ujście Gangesu do Oceanu - wszystko totalnie zalane, z wystającymi gdzieniegdzie domami, farmami, drogami. Powódź stulecia w Polsce to susza w porównaniu tym co się tutaj dzieje. I tak jest tutaj co roku!! Nawet lotnisko ma sporych rozmiarów rów odwadniający wzdłuż pasa. 
Bangladesz to jeden z najbiedniejszych krajów świata, po doświadczeniach z Indii byłem pełen obaw co tutaj zastanę. Szok był, i owszem, ale nie tak duży - nie widziałem np. powszechnego w Indiach obrazku ludzi... załatwiających swe potrzeby na ulicach. Ale krótka przejażdżka nie pozostawiła wątpliwości gdzie jestem - samochody, autobusy w tragicznym stanie, rowerowe riksze i niewątpilwy przebój - okratowane miejsce kierowcy w najpopularniejszym publicznym środku transportu czyli tzw. Tuk-tuku (coś w rodzaju trójkołowego skutera  dachem).
Terminal też ciekawy - jak wszędzie w regionie, każdego odlatującego żegna cała armia rodziny i znajomych, tak więc aby ich nie wpuszczać do terminala (bo pękałby w szwach) są oczywiście bramki, a dookoła co? Jasne - kraty!! I wiszący na nich gapie...
Następny lot - Peszawar w północnym Pakistanie. Lotnisko wojskowe, otoczone wzgórzami (dalej) i lasami, stacjonują na nim pakistańskie myśliwce made in China - MiGi-19 i F-5. Z briefingu dotyczącego lotniska: uważać na linię kolejki wąskotorowej przecinającej pas oraz na... przechodzących przez pas... ludzi. Wojskowe ATC zwraca MNIEJSZĄ uwagę na ruch cywilny. Do tego dodajcie strasznie pokręcone proceduralne podejście nieprecyzyjne VOR-DME to macie pełny obraz. Nieźle co? Podchodzimy i - czekamy na poziomie 120 jako nr.2, bo jedynka jest właśnie... na prostej! Pytamy jaki długi będzie holding? A jeszcze chwilę - taka odpowiedź pada kilkakrotnie. Lubię precyzję tutejszych kontrolerów, nie ma co! Do następnego razu!

Napisz do Nas!


Liczba wizyt



Zobacz Księgę Gości

Odwiedziłeś Nas? Masz Uwagi? Będzie Nam miło jeśli dopiszesz się do Księgi Gości


Locations of visitors to this page
Pisz swój dziennik w Internecie
Blog należy do Syndykatu Blox.pl