Życie i praca polskiego pilota Qatar Airways
czwartek, 31 lipca 2008
Remanencik pourlopowy

Tak trochę bez koncepcji i bez natchnienia!!

Dziękuję wiernym czytelnikom za słowa wsparcia i zachęty do dalszej działalności ale jakoś tak wyszło, że nie wyszło... Cóż - okres wakacji i urlopu raczej nie sprzyja działalności kronikarsko-blogowej! Lipiec spędziłem wraz z kochaną rodzinką w naszym pięknym kraju i nie piszę tego tylko tak z przekąsem, bo nasz kraj naprawdę pięknieje i rozwój widać, szczególnie dla nas, przybywających do Polski po kilku miesiącach przerwy. Ale żeby nie było tak pięknie i cukierkowo to muszę wrzucić nieco dziegciu do beczki polskiego miodu (a'propos - brakuje czasem w Katarze miodku pitnego, ale z drugiej strony - cieplo jest i raczej nie trzeba się dogrzewać, a do tego miodek jest debeściacki, szczególnie grzany :)) ). Mianowicie spadający na ryj dolar i do tego rosnące koszty życia w Polsce! Już teraz wiele rzeczy jest droższe niż za Odrą czy nawet w Katarze - to było średnio przyjemne! Ale - nie narzekajmy! Podczas urlopu nadrobiłem sporo zaległości towarzyskich, bo spotkaliśmy wielu znajomych, z kolegami posiedzieliśmy pod brzózkami na naszym bazarku i dałem zrobić naszym (??) browarom. A niech tam - raz na rok wolno, a co!

Mieliśmy z Madzią także parę przygód z czego najciekawsza była podóż w czasie! Ale żaden tam Wells - to nasze PKP nam zafundowało :)) Ponieważ stan naszych dróg i to co się dzieje na naszych drogach nastraszyły nas skutecznie, pojechaliśmy w "ynteresach" do Inowrocławia przez Toruń i doznaliśmy swoistego deja-vu - na stacjach w Polsce niestety nic się nie zmieniło od 20 albo i lepiej lat! Może nawet jest gorzej, bo pomimo że jest maźnięte farbą tu i ówdzie to brud i syf jest niemożebny wszędzie. Nawet jeśli trafia się (rzadko!) jakiś nowy pociąg to wygląda jak z innej planety... Zaczęło się na Dworcu Centralnym w Warszawie, gdzie na peronie spod budki telefonicznej na peronie wyciekała żółta stróżka. Potem było już tylko ciekawiej - na jednej ze stacji chcieliśmy skorzystać z toalety, ale nie mieliśmy drobnych, więc Madzia woła mnie - wyszedłem, żeby jej dać a "babcia" klozetowa wypada za mną - "no to się pan załatwia czy nie?!" Odechciało mi się... W "restauracji" dworcowej prosimy o kawę - cappucino dla Madzi, zwykła "plujka" czyli tzw. "po turecku" dla mnie (w życiu takiej w Turcji nie wiedzieli).

I dostaliśmy:

Nawet się pani nie wysiliła żeby zamieszać to "cappucino" - a może myślała, że tak ma być??

07:43, piotr.smietana , Dzień po dniu
Link Komentarze (7) »
środa, 09 lipca 2008
W Polsce czyli....

...w domu. Dzieci przylecialy 2tyg przed nami wiec moglismy sobie razem jak paniska leciec w buisness class zeby niby odpoczac. Niestety nie dalo sie! Tuz za nami siedzial facet, ktory tak chrapal ze zagluszal nawet prace silnikow. We Frankfurcie okazalo, sie ze nasze walizki sa za ciezkie i musimy wypakowac 8kg. Obwiesilismy sie jak wielblady i jakos dolecielismy do Warszawy. Nowe lotnisko... no coz troche jak w zoo wszedzie metalowe siatki, jakbym miala niby kogos ugryzc. I nareszcie utesknione spotkanie z przyjaciolmi:) byly lzy, wodka mietowa i nowy sasiad, ktoremu dzieci przeszkadzaja i mocno nas namawial na wyprowadzke z bachorstwem do domu a nie cholera mieszkanie sobie kupilismy!! Przeciez my bylismy pierwsi prawda?? Tak tez panu powiedzialam, ze ja tu od poczatku mieszkam i to ja radze sie wyprowadzic. Zamierzam mu umilic troche wakacje:) Serdecznie zapraszamy z dziecmi do nas:) mile widziane pozne godziny, mozna krzyczec, skakac i jezdzic na rolkach, wszystkie chwyty dozwolone!!

Napisz do Nas!


Liczba wizyt



Zobacz Księgę Gości

Odwiedziłeś Nas? Masz Uwagi? Będzie Nam miło jeśli dopiszesz się do Księgi Gości


Locations of visitors to this page
Pisz swój dziennik w Internecie
Blog należy do Syndykatu Blox.pl