Życie i praca polskiego pilota Qatar Airways
niedziela, 23 lipca 2017
Przez góry do San Francisco

Po nocnym postoju na campingu z wyjatkowo niesympatyczną obsługą, jak zwyczaje panujace w tego typu miejscach, jedziemy dalej drogą wokół jednej z najwiekszych baz USAF - Nellis AFB, gdzie od wielu lat testowane są najnowsze nabytki amerykańskich sił powietrznych. Chyba bardziej to miejsce znane jest miłośnikom różnorakich teorii spiskowych jako odwiedzana przez Obcych Area 51 której oczywiście oficjalnie... nie ma, ale ponoć gdzieś tam jest. Nie sprawdzaliśmy jak jest naprawdę, za dużo ostrzegawczych tablic! Za to są inne miejsca - część drogi to Extraterrestrial Highway, a przedsiębiorczy Amerykamie sprzedają suweniry i gadżety turystom zwiazane z kosmitami.

IMG_6067IMG_6061IMG_6073Dzień kończymy na sympatycznym dla odmiany RV parku w niewielkim miasteczku Beatty u wrót Death Valley.
Lokalną drogą 374 wjeżdżamy na teren Death Valley National Park - najwiekszego parku narodowego w kontynentalnych Stanach. Wjeżdżamy przez przełęcz Daylight Pass na wysokości 4316 stóp (1316m) npm, gdzie w odróżnieniu od innych parków bilet kupuje się w automacie - sorry, card only! Za to mamy fantastyczny widok na niemalże całą dolinę. Po kilkunastu kilometrach zjeżdżamy na dno najbardziej suchego miejsca na Świecie, a GPS pokazuje -110 stóp czyli 33m poniżej poziomu morza a termometr 125st F czyli jak na Dolinę Śmierci latem całkiem znośnie. Dno doliny wygląda na bardzo jałowe, a zjeżdżając i wyjeżdżając z niej jakoś nie było widać ptaków... MImo to, praktycznie na dnie jest mała miejscowość Stovepipe Wells, gdzie jest stacja parkowych Rangersów czyli strazników (hehe - nie Texasu), sklep, stacja benzynowa, można nawet znaleźć nocleg, jest nawet małe lotnisko i camping. Tyle, że jakiś pustawy... O ile wjazd był dość prosty, o tyle wyjazd drogą 190 jest już bardziej kręty, z jednej strony nad drogą co i rusz wiszą skały, a z drugiej strony przepaśći jakby bardziej strome i znów wspinamy się przez przełęcz Towne Pass na 4956 stóp (1511m) by zjechać do Owens Valley położonej na wysokości ok. 3500 stóp (1100m).
IMG_6082P7020699P7020698P7020701P7020702P7020704W dalszych planach wyprawy było San Francisco, więc rzut oka na mapę i widać że musimy przeprawić się przez góry Sierra Nevada, a najkrótsza droga wiedzie przez Yosemite National Park. Najbliższa trasa drogą 120 przez przełęcz Tioga odpada od razu - jest bardzo kręta, wspina się na 9943 stóp (3031m!), często zamknieta dla ruchu drogowego na długie miesiące. Wybór pada na drugą przez przełęcz Sonora, bo Park Yosemite kusi... Ta przełęcz ma "tylko" 9624stóp (2933m) i droga jest mniej kręta, przynajmniej teoretycznie. Jest położona na północ, więc jedziemy doliną, autostradą stanową 395 do miasta Bishop gdzie planujemy zanocować i podziwiamy fantastyczne, ośnieżone szczyty Sierra Nevada. Jest tylko problem - nasze telefony nie mają zasięgu, więc nie mamy jak zadzwonić i sprawdzić dostępności miejsc na campingach, a nie mam zamiaru się pchać po nocy przez góry. Jedziemy dalej i od razu na pierwszym campingu jest problem - brak miejsc, drugi - to samo, dojeżdżamy do trzeciego i po chwili rozmowy już wszystko jasne - w Stanach też mają długi weekend! Wprawdzie jest niedziela 2go lipca, ale 4 to święto Niepodległości i niemal tradycyjnie kto żyw wyrusza za miasto na kilka dni na wszelkie możliwe formy campingu! Sympatyczna pani próbuje bezskutecznie obdzwonić znane jej miejsca i dalej nic... Daje nam namiary na parę możliwych w okolicy Bridgeport miejsc i jedziemy. Wjeżdżamy pomiędzy góry nad jeziora Twin Lakes gdzie i owszem, jest kilka RV parków i są stanowe, tanie campingi. Wszystko cudownie położone, powietrze fantastyczne, cisza, biegające wkoło sarny jednym słowem idylla. I tylko wszędzie ten sam problem - brak miejsc! Małe miasteczko, wieś właściwie i pomimo, że jest niewielkie lotnisko to Walmarta nie ma. Na szczęście okazało się, że jest parking przy starym supermarkecie i stacji benzynowej gdzie widać kilkanaście zaparkowanych RV i trucków. Cóż robić - noc nastała, zostajemy znów na noc "na sucho" w naszym domu na kółkach. Dzięki górskiemu powietrzu śpimy wyśmienicie, za to rano okazuje się, że na polach dosłownie obok parkingu jest najprawdziwsze stanowe rodeo! Była prezentacja koni, byli prawdziwi kowboje z lassem, łapanie młodych byczków, a nawet "iiii-haaa"!

IMG_6102

Podziwiamy chwilę, ale że chcemy na noc dojechać do San Francisco wkrótce ruszamy w drogę. Po skręcie w drogę 108, na przełęcz Sonora po kilkuset metrach mijamy kierowcę lokalnej ciężarówki który z daleka macha do nas dając na migi znaki, żeby zawrócić. Pomimo wcześniejszej jazdy po serpentynach decydujemy się jednak nie kusić losu naszym 35 stopowym kamperem, a zresztą zaraz obok jest tablica z ostrzeżniem, żeby tak długie pojazdy raczej nie wjeżdżały tą drogą. Zaufaliśmy miejscowym i postanowilsmy nie ryzykować, więc z 395-tki zjeżdżamy na drogę 89 i 88, gdzie przełęcz Carson Pass wznosi się na tylko 8574 stóp (2613 m).
IMG_6112

Ostatecznie kilka mil na południe od jeziora Tahoe wjeżdżamy na stanową 50-tkę, dalej przez Sacramento i międzystanową 80-tką dojeżdżamy wieczorem do San Francisco. Rzut oka na termometr: 58st F czyli tylko +14st C, a nad miastem rozciągają się chmury tak niskie, że wierzchołki mostów - Golden Gate i Bay są zakryte! Parkujemy w RV parku - tym razem są miejsca, bo zadzwoniłem z drogi. Jak to w dużych miastach w US - bardzo drogi park, a okolica taka sobie. Na drugi dzień - święto 4 lipca, jedziemy do downtown, bo 4 lipca to obowiązkowe w USA fajerwerki. San Francisco - opiewane w literaturze i w filmach, zostawiło po sobie mieszane uczucia - z jednej strony malowniczo położone z wieloma stromymi uliczkami i wieloma ciekawymi miejscami. Z drugiej - te same miejsca nie grzeszą czystością, sporo bezdomnych, a nad większością ulic unosił się specyficzny zapaszek, delikatnie mówiąc... Stosunkowo najfajniej było na wybrzeżu, szczególnie w okolicach Pier 39, gdzie się działo, bo m.in. ze względu na święto postawiono scenę z muzyką na żywo. W sklepach obok tłumy ludzi, a na stolik w restauracjach trzeba było poczekać kilkadziesiąt minut. Ceny oczywiście "turystyczne"... Niestety, nie zaliczyliśmy Alcatraz, bo wycieczkę na słynną Rock trzeba zamawiać na parę tygodni wcześniej. Nie dość, żę zmarzliśmy to jeszcze nici były z pokazu sztucznych ogni. Niewiele było widać, choć miejscówkę mieliśmy dobrą, to niskie chmury na wysokości około 100 metrów skutecznie popsuły pokaz.

11:01, piotr.smietana
Link Komentarze (1) »
niedziela, 16 lipca 2017
Pustynia, góry i woda

Na wschód od Las Vegas jest pasmo Spring Mountains a za nim kanion rzeki Kolorado, wijący się malowniczo przez kilka stanów. Na tej rzece, rozgraniczającej stany Nevada i Arizona w latach 30-tych ubiegłego wieku wybudowano tamę Boulder Dam. Zwana też zaporą Hoovera, dla uczczenia 31. prezydenta tworzy największe sztuczne jezioro w USA - Mead. Pomimo tylu lat od powstania sama tama, ale także i w krajobrazy wzdłuż drogi prowadzącej do niej robią wrażenie.

IMG_5974P6290531P62905481
Te krajobrazy, taka swoista "uczta dla oczu" towarzyszyły nam zresztą podczas całej tegorocznej trasy. Następnie zatrzymaliśmy się w RV parku w uroczym Mesquite na pograniczu Nevady i Arizony z widokiem na Mt. Bangs, skąd wyruszyliśmy do Zion National Park w Utah. Nazwany został tak od kanionu o tej samej nazwie, który z kolei został tak nazwany przez Mormońskich pielgrzymów. Prowadzi przez niego niesamowicie widowiskowa trasa pełna serpentyn i tuneli.

 P6291102P6290605P6290611P6290552

Sam park jest tak popularny wśród turystów, że o miejscu dla RV można było niestety tylko pomarzyć - rezerwacja w sezonie jest wysoce wskazana. Według mapy i aplikacji, z której korzystamy w podróżach RV jest w okolicy sporo campingów, my jednak chcielibyśmy zanocować w okolicach miasteczka Page lub nad położonym opodal jeziorem Powell.

IMG_5995fullsizeoutput_67fc

Tak jak dotychczas jedziemy do RV parku (czyli campingu), ale okazuje się, że niestety brak miejsc! Jest jedno, ale tzw. suche czyli bez przyłączeń wody a co gorsza prądu, zaś własny generator trzeba wyłączać po 22:00. Po co prąd? Ano - jeśli w dzień jest ponad +40, a w nocy nadal +30 bez klimy nie dalibyśmy rady odpocząć, a przed nami jeszcze ciągle długa droga! Co robić? Jest coraz później, my zmęczeni i w końcu jest miejsce, ale oddalone o ponad półtorej godziny jazdy... Wtedy przypominam sobie, że są w Stanach miejsca, gdzie można zostać na noc kompletnie za darmo! Jednym z nich są... parkingi przy m.in. Walmartach, których założyciel sam jest fanem carawaningu i podróży RV, a ochrona sklepów nawet dyskretnie nadzoruje bezpieczeństwo parkująch. Akurat w okolicy jest jeden, podjeżdżamy i - faktycznie na obrzeżach parkingu stoi zaparkawanych około 10 RV - slajdy rozłożone, generatory pracują, światło się świeci, znaczy zostali na noc, obok jest też kilka trucków czyli wielkich, amerykańskich ciężarówek. Zostajemy więc i my, bo po calym dniu za kółkiem po kretych drogach nie uśmiecha mi się perspektywa nocnej jazdy tym bardziej, że w końcu to RV czyli dom na kółkach. Ostatnie zakupy, kolacja i spać. Typowe dla użytkowania campera opróżnienie zbiorników zrobiłem rano też za darmo na położonej obok myjni, gdzie mieli taką stację. Oprócz użytkowników RV korzystatają z niej także właściciele łodzi holowanych nad i z jeziora Powell.

W okolicy położone jest bardzo malownicze zakole na rzece Kolorado - Horseshoe Bend. Widok rzeki wijącej się na dnie kilkuset metrowego wąwozu robi niesamowite wrażenie, ale jako że brak jakichkolwiek zabezpieczeń trzeba uważać podchodząc do brzegu wąwozu.

 fullsizeoutput_67fd1P6300626

Jednakże największą atrakcją okolic miasteczka Page jest Kanion Antylopy, a w zasadzie dwa - Upper i Lower. Są położone na terenie indian Navajo, podobnie zresztą jak i samo miasto, w którym indianie stanowią zdecydowaną wiekszość. Kaniony czy wąwozy te uformowane erozją wody przez tysiące lat w czerwonawym piaskowcu są cudem natury przez duże "C" - nie ma co pisać, to trzeba zobaczyć! Dzień w Page zakończyliśmy kolacją w restauracji serwującej lokalne specjały, inspirowane kuchnią pionierów Zachodu i indiańską, były też występy folklorystyczne.

fullsizeoutput_6800fullsizeoutput_6806fullsizeoutput_6808P7010694P7010634
 

17:35, piotr.smietana
Link Komentarze (1) »
środa, 12 lipca 2017
Las Vegas

Las Vegas olśniewa! Może to truizm, ale tak jest. Miejsce z najbardziej znanymi hotelami, kasynami i atrakcjami, co w Vegas oznacza dokładnie jedne i te same miejsca olśniewa kolorami reklam wszystkiego. Przez to miejsce znane jako Las Vegas Strip przewalają się tłumy turystów nie baczących na morderczą ponoć w tym roku temperaturę sięgającą 125 st F czyli +51st C! Pomimo to jest dość czysto, tak też wyglądają południowe przedmieścia Vegas. Tym razem nasz RV park w którym się zatrzymaliśmy był położony dość blisko the Strip, ale mimo to na spacer w tych temperaturaturach było trochę za daleko. Aby się tam dostać zamawialiśmy taksówkę lub ubera. Jednym z kierowców był dość elegancki starszy pan Herbert, mieszkający w Las Vegas od ponad 55 lat a pochodzący z Niemiec. Barwnie opowiadał o Las Vegas z lat 60-tych ubiegłego wieku, o historii kasyn, hoteli i ludzi z nimi związanych, udzielał rad gdzie co zobaczyć i dobrze zjeść, a na koniec podwiózł nas też pod stary terminal lotniska, gdzie obecnie jest wejście dla pasażerów prywatnych odrzutowców.

 

P6260519

Kasyna sobie odpuściliśmy, choć kuszą na każdym kroku, woleliśmy obejrzeć m.in. występy dwóch przedstawień Cirque de Soleil. Zdajemy sobie sprawę, że miasto ma zapewne i inne oblicze, jednak to co widzieliśmy spodobało nam się i pewnie wrócimy tutaj kiedyś tym bardziej, że dużo się tu dzieje, oj dzieje! A może się to okazać dość łatwe tym bardziej, że Qatar Airways otwiera bezpośrednie połączenie do Las Vegas w przyszłym roku!

 To wszystko są oryginały oczywiście ;)

 

22:42, piotr.smietana
Link Dodaj komentarz »
sobota, 08 lipca 2017
Południowa Kalifornia

Po kilku dniach w Los Angeles, szybkim zwiedzaniu miasta, Hollywood i Beverly Hills pora wyruszyć w trasę. Oczywiście na pokładzie RV! Zaczęliśmy od Palm Springs, uroczego miasteczka na południu Kaliforni, ulokowanego bardzo malowniczo na płaskowyżu u podnóża góry San Jacinto. Na górę się wprawdzie nie wspinaliśmy, ale wybraliśmy się na przejażdżkę kolejką linową Palm Springs Aerial Tramway. Prowadzi przez kanion Chino w okolice szczytu i zapewnia fantastyczne widoki podczas jazdy tym bardziej, że podłoga wagoników kręci się dookoła. Z tarasu widokowego rozciąga się widok na Palm Springs i dalej - ponoć przy dobrej pogodzie widoczność sięga 200 mil! IMG_6564

IMG_65491 

Następnym punktem był Joshua Tree National park - porośnięty w całości wielkimi jukami i w ich cieniu zanocowaliśmy.

IMG_6537

Następnie wyruszyliśmy w kierunku Nevady i jej najbardziej znanego miasta - Las Vegas. Po drodze mieliśmy niezapomnianą podróż przez pustynne miasteczko 29palms, góry i wyschnięte słone jezioro gdzie temperatura sięgała 125 stopni F czyli ponad +50 st C, klimatyzacja już słabo sobie radziła... Dalej była klimatyczna stacja benzynowa przy legendarnej trasie Route 66. Dalej wjechaliśmy na teren Mojave National Preserve, trzeci co do wielkości park narodowy w stanach kontynentalnych, na który składają się góry, pustynia ze "śpiewającymi" wydmami, lasami jukowymi i - niesamowitymi widokami. Myśleliśmy nawet o pozostaniu na noc, ale campingi były puste. W pewnym momencie skończyła się droga asfaltowa i został tylko ubity trakt wąski na tyle, że o zawracaniu 35 stopowym RV nie było mowy. Ale w końcu jakoś się przedarliśmy by zaśpiewać " Viva Las Vegas"!

21:08, piotr.smietana , Dzień po dniu
Link Dodaj komentarz »
Napisz do Nas!


Liczba wizyt



Zobacz Księgę Gości

Odwiedziłeś Nas? Masz Uwagi? Będzie Nam miło jeśli dopiszesz się do Księgi Gości


Locations of visitors to this page
Pisz swój dziennik w Internecie
Blog należy do Syndykatu Blox.pl