Życie i praca polskiego pilota w Qatarze
czwartek, 26 lipca 2018
Yellowstone

W końcu dotarliśmy do naszego głównego celu podróży - Yellowstone.

Ten największy park w USA, bez Alaski, był w naszych planach od pierwszej wyprawy, ale zawsze był, jak ten most co to za daleko... Tym razem się udało! Ten dość wysoko, bo na ponad 2000m n.p.m i malowniczo położony płaskowyż otaczają z 3 stron dość trudno dostępne góry. Dzięki temu  został poznany przez białego człowieka dość późno, bo pierwsze opisy są z początków XIXw, ale na pierwsze poważniejsze opisy przyszło poczekać kilkadziesiąt lat więcej. Jednakże niezwykłość miejsca i tego, co tam zastano, spowodowało że Yellowstone zostało mianowane już w 1872r pierwszym na Świecie parkiem narodowym. O historii miejsca nie będę się rozpisywał, bo to można łatwo znaleźć, wspomnę może parę ciekawostek. Niesamowita jest tutaj ilość typów i aktywności geotermalnych, bo m.in w Yellowstone znajduje się... połowa gejzerów z... całego Świata! Ponieważ wjechaliśmy od południa, na początek poszły tarasy z gejzerami, gdzie znajduje się m.in. gejzer Old Faithfull.

Yellowstone, Wyoming

Dlaczego taka nazwa? A bo ze wszystkich w całym parku jest najbardziej przewidywalny, jego erupcje są regularne co 70 minut, +/-10 min, dlatego ściągają mnóstwo widzów. Poczekaliśmy więc i my i nie zawiedliśmy się. A dalej było więcej wszystkiego - gejzerów, gorących źródeł, kolorowych oczek wodnych, źródeł błotnych i tak dalej z typowym dla miejsca - zapaszkiem starych jaj..

Yellowstone, pt.2

Yellowstone, pt.2

Untitled

Po pierwszym dniu wiedzieliśmy jedno - stanowczo zbyt mało czasu przeznaczyliśmy na eksploracje tego parku! Jest ogromny, jest też niesamowita ilość miejsc do zobaczenia. Te 3 dni spędzone wystarczyły nam zaledwie na... objazd parku wokół dwóch pętli... A tam trzeba wejść, połazić - 1000 mil szlaków czeka!

Oczywiście - Yellowstone to także zwierzęta, których nie brakowało! Spotykaliśmy ich całkiem sporo, zarówno małych jak wiewiórki, pieski preriowe, kojoty, jak i tych dużych - bizony, jelenie, jelenie kanadyjskie (elki), no i - niedźwiedzie - czarne i grizzly.

Więcej zdjęć znajdziecie tradycyjnie w albumie

 

 

18:23, piotr.smietana
Link Dodaj komentarz »
piątek, 13 lipca 2018
Grand Teton

Nocleg w Alpine był preludium do eksploracji dwóch parków narodowych - Grand Teton i Yellowstone. I choć oba te parki stanowią tzw. Grand Yellowstone Ecosystem, są pomimo podobnej fauny jednak inne. Oś połnoc-południe parku stanowi pasmo gór Teton, z największym szczytem Grand Teton osiągającym ponad 4000m n.p.m. Wzdłuż gór biegnie rzeka Snake, z dużym jeziorem Jackson, wszystko ulokowane w malowniczej dolinie Jackson Hole czyli... dziura! Dolina leży na 2100 m n.p.m. Wjechać można od południa od miasta Jackson, lub lokalną drogą od wschodu. Drugi wjazd lub wyjazd to droga północna, gdzie park ten łączy się z parkiem Yellowstone. Krystaliczna woda, cudowne widoki wysokich gór, biegająca na wolności zwierzyna - wszystko to stanowi o niesamowitości miejsca. Ciekawą historią jest to, że część doliny pomiędzy obu parkami była w rękach prywatnych do lat 30-tych ub. wieku, kiedy to John D. Rockefeller Jr skupił ziemię od właścicieli i przekazał dla parku narodowego, choć sama procedura trwała.. kilkanaście lat! Dolina jest miejscem migracji elków czyli jeleni kanadyjskich, które przybywaja tutaj zimą z północy. O ile latem mozna zobaczyc pojedyncze zwierzeta, o tyle zimą jest tam ich tysiące! Na terenie Parku jest też lotnisko lokalne, jedyne takie ulokowane w parkach narodowych w stanach kontynentalnych USA. Oczywiscie oprócz dróg, przy których co chwila są zrobione postoje dla podziwiania widoków, są także ścieżki rowerowe, są wytyczone szlaki do pieszych wędrówek, a nad jeziorem są przystanie w których można wypożyczyć sprzęt pływajacy albo - zakotwiczyc własną łódkę. Wakacje to oczywiscie sezon, na dodatek 4 lipca więc - nie mamy miejsca na postój, a w parku narodowym nie wolno biwakować poza wyznaczonymi miejscami! Koniec końców, za radą miejscowych zatrzymujemy się na noc na jednym z postojów przy lokalnej drodze już poza parkiem, gdzie było już kilka takich sierotek jak my. Oczywiście współtowarzysze niedoli od razu sie nami zainteresowali i udzielili wskazówek jak ustawić camper. Za to poranny widok wynagrodził wszystko...

Galerię znajdziecie tutaj

20:40, piotr.smietana
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 12 lipca 2018
W drodze na północ

Stan Utah znany jest przede wszystkim dzięki Mormonom. W naszym kraju pokutuje mniemanie o wielożeństwie, które mimo, że jest zakazane i potępione wśród Mormonów już od połowy... XIX wieku ciągle jest przytaczane jako cech podstawowa! Cechą zasadniczą Mormonów jest praca i - to widać! Fakt, nie byliśmy wszędzie i wszystkiego nie widzielśmy, ale niawet w najbiedniejszych miejscach było widać porządek, zadbane domy i obejścia. Perełką jest Salt Lake City, ze ślicznym centrum wokół stanowego Kapitolu i - oczywiście - Wielkiej Świątyni Mormonów. Naprawdę duży kontrast do brudnego downtown w Los Angeles czy zasikanego w San Francisco, a i bezdomnych też nie było widać. Wprawdzie główna świątynia otwierana jest tylko na specjalne okazje, ale nie było problemu w zwiedzaniu umieszczonego obok Tabernakulum i Centrum Informacyjnego.

Untitled

Co ciekawe, merem miasta jest demokratka polskiego pochodzenia Jackie Biskupski, a żeby było ciekawiej - LGBT. Jak widać konserwatywnym raczej mieszkancom Utah to nie przeszkadza! W dalszej podróży na północ zatrzymaliśmy się jeszcze dwukrotnie, gdzie za drugim razem czekał na moją Żonę całkiem fajny pokaz fajerwerków, tuż przy naszym campingu. Ale w końcu to było 4 Lipca czyli Święto Niepodległości USA, kiedy to Amerykanie dostają fioła na punkcie sztucznych ogni i dzięki temu załapali się na pokaz! :) W końcu zahaczyliśmy już o kolejny stan - Wyoming, a to znak, że zbliżamy się do głownego celu podrózy - Yellowstone!

P.S. Zapraszam do galerii

18:53, piotr.smietana , Dzień po dniu
Link Dodaj komentarz »
środa, 11 lipca 2018
Kaniony, kaniony...

Po cudownej nocy na łonie natury pora na podróż w najciekawsze miejsca stanu Utah. Ponieważ w zeszłym był Zion w tym roku na pocztek Bryce Canyon. I już widzimy, że zrobiliśmy duży błąd nie przeznaczając na jego eksplorację zamiast kilku godzin - kilku dni! To, co widać z tarasów widokowych powala - pięknem, ogromem, wyjątkowością. Ale tam trzeba zejść w dół, eksplorować kanion na piechotę. Wniosek? Musimy wrócić na dłużej! Z Bryce planowaliśmy przez Escalante ruszyś w kierunku Moab i Salt Lake City i zanocować przed trasą na północ. Escalante to mała mieścina, zwana też „hole-in-the-rock” położone w... a jakże, kolejnym kanionie czy rozpadlinie w ziemi. Aby tam dojechać trasa jest bardzo kręta ale i malownicza. Była też bardzo męcząca, z wieloma serpentynami. Być może zwykłym samochodem dałbym radę „machnąć” kolejne 120mil do nowego postoju, ale nie naszym „autobusem”... Jak zobaczyłem znak do RV parku, stwiedziłem, że wystarczy na dziś! W ten sposób trafiliśmy na kolejny cudownie położony kamping, a w nim m.in. był sklepik z indiańskimi pamiątkami. Zachwycała panorama gór o zachodzie, a nocą - gwiazdy. Następne miało być Moab, ale podobnie jak i w zeszłym roku - znów nie dotarliśmy... Ale żal niewielki, bo jak już pisałem - wiemy, że Utah będzie miejscem, do którego będziemy wracali!

A na razie troche zdjec znajdziecie w galerii

19:12, piotr.smietana
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 09 lipca 2018
W drodze do Królestwa kanionów

Najpierw chciałbym poprosić Czytelników o cierpliwość - zdjęcia są! I będzie ich dużo! Problemem jest słaby internet na RV parkach - wystarcza na tekst, ale ładowanie zdjęć jest do bani... To, co nas nieustannie zachwyca w naszych eskapadach po USA to jak stosunkowo szybko można zmienić otoczenie. Z centrum miasta do głuszy lub na poznawanie cudów natury wcale nie trzeba tak daleko jechać, oczywiście biorąc pod uwagę wielkość kraju. Niespełna 2h jazdy od Las Vegas a już jedziemy przez dzikie góry. Gramolimy się naszym camperem przez Dixie Forest, przez przełęcz na ok. 9700 stóp czyli 2900m.n.p.m. W końcu noc się zbliża, pora więc na postój, który znajdujemy jak zawsze z pomocą apki w telefonie. Aby tam dotrzeć musimy zjechać na drogę szutrową, a kiedy w końcu docieramy RV park wygląda może jak gospodarstwo agroturystyczne... RV rozstawione, pranie sie robi, bo prawie na każdym parku są automaty pralnicze i suszarki działające na tradycyjne „quarters” czyli monety cwierć dolarowe. Relaksujemy się, a tu pomiędzy camperami pasą się... młode jelonki! Okazało się, że spimy na ich szlaku, co poniektóre są na tyle smiałe, że jedzą dosłownie z ręki. 
3B2819846F2F44E883DC39A457BDB0C9A noc - cudo! Po zapylonym Katarze ilość gwiazd zapiera dech w piersiach! Tu jeszcze pomaga wysokość, bo w końcu śpimy na wysokości ok. 2500m czyli tak jakby na Rysach...

FD5071FF7CF044E4A5FCC9059900C1EB

20:09, piotr.smietana , Dzień po dniu
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 05 lipca 2018
W drodze do Las Vegas

Następny dzień możnaby pominąć, gdyby nie to, że był to dzień z najdłuższą trasą w tym roku, bo dojechaliśmy do Las Vegas spod San Diego. We wstępnych planach są miejsca dalej w Arizonie, które opuściliśmy kilka lat temu, więc do Yumy wrócimy, niekoniecznie o 15:10 ;)

Na trasie było parę ciekawych miejsc, jak miasteczko El Centro, które jak i cały wybitnie rolniczy region położone jest poniżej poziomu morza (-13m) podobnie jak i malownicze jezioro wśród pól - Salton Sea, które leży jeszcze niżej bo 72m poniżej poziomu morza. Po drodze do Las jest sporo ciekawych miejsc jak Palm Springs, Joshua Tree czy Mojave National Preservation, ale że odwiedziliśmy to wszystko w zeszłym roku postanowiliśmy zajechać od razu do Vegas. Po drodze odwiedziliśmy jedno z bardziej znanych w Kaliforni „ghost towns” czyli wymarłych miast. To Eagle Mountain, założone w 1948r przez znanego przemysłowca Henry Keisera przy kopalni rudy żelaza. Kopalnię zamknieto w 1981r po czym miasto zaczęło stopniowo zamierać, a za koniec miasta uznaje sie zamknięcie kodu pocztowego - ZIP code, który obecnie ma sąsiednie miasteczko. Miasto ma swoje miejsce w popkulturze, bowiem filmowcy wybrali je na plan filmowy m.in. Terminator2:3D, Constantine, The Island, Battle of Los Angeles, było nawet w amerykańskiej serii Top Gear. W końcu do Las Vegas dotarliśmy już w nocy. Fajnie, jak już z daleka widać łunę nad miastem zza pasma gór, dobre kilkadziesiąt mil wcześniej!. Zatrzymalismy sie ponownie w naszym ulubionym parku Oasis i następne dwa dni spędziliśmy na odwiedzeniu starych i poznaniu nowych miejsc Stolicy Kiczu. Nie zabrakło kolejnego spektaklu - tym razem padło na „O”. Ciekawa jest starsza części Vegas, ze słynnymi kapliczkami udzielajacymi ślubów, jedne lepsze, inne gorsze. No i oczywiście znany z reality show na Discovery Channel - najsłynniejszy na Świecie lombard. Przed opuszczeniem Vegas nie mogło zabraknąć wizyty w znajomym polskim sklepie bo pierogi i prawdziwa polska kielbasa na wyjeździe smakują podwójnie!

18:05, piotr.smietana
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 02 lipca 2018
W drogę!

No dobrze - LA „odhaczone” po raz kolejny, pora więc w trasę.

Tym razem ruszamy w kierunku San Diego, którego w zeszłym roku zabrakło. Odbieramy RV z małym poślizgiem, zakupy na wyposażenie campera i już tylko dajemy radę na camping. Pięknie położony na Silver Strand Beach, przy samej plaży. My jednak zamiast relaksu mamy emergency - leje się woda! I to z kibla! Co jest?? Okazało się, że podłączając po ciemku wodę zamiast do instalacji wodnej podłączyłem wąż do... instalacji płuczącej zbiornik ścieków! Zamiast odpoczynku mamy nocne sprzątanie RV...

Po porannym spacerze po plaży jedziemy w miasto przez Coronado, most Coronado nad zatoką San Diego na nabrzeże, gdzie stoi zakotwiczony USS Midway. Długo był najwiekszym okrętem Świata, pływał dla US Navy przez 47 lat. Na pokładach - ciekawa kolekcja samolotów, chociaż nie tak bogata jak na USS Interpid w Nowym Jorku. Zapraszam do galerii tutaj!

USS Midway

Bardzo ciekawe też było zwiedzanie pomieszczeń załogi pod pokładem - można było zobaczyć jak funkcjonowało 4500 załogi na tak ograniczonej przestrzeni. Oczywiście - nie zabrakło wizyty w restauracji z owocami morza... Wieczorem szukamy miejsca na postój i w końcu znajdujemy jeden. Jak to z nami bywa - biuro zamknięte, ale jest lista kilku miejsc gdzie możemy stanąć na noc. Camping ładnie utrzymany, w ustronnym miejscu więc „dokujemy” i - na basen, bo należy się chwila relaksu.  Rano chwila rozmowy z przesympatycznymi właścicielami, śniadanie i - w drogę. A do San Diego wrócimy, bo bardzo nam się podobało! Zdecydowanie najładniejsze z (dużych) miast Kaliforni.

 

 

07:50, piotr.smietana , Dzień po dniu
Link Dodaj komentarz »
Napisz do Nas!


Liczba wizyt



Zobacz Księgę Gości

Odwiedziłeś Nas? Masz Uwagi? Będzie Nam miło jeśli dopiszesz się do Księgi Gości


Locations of visitors to this page
Pisz swój dziennik w Internecie
Blog należy do Syndykatu Blox.pl