Życie i praca polskiego pilota Qatar Airways
piątek, 28 sierpnia 2009
2 x BKK

Po egzaminie to i latam już na liniach! Spokojnie, bez emocji związanych z obecnością instruktora, za to już na "własny rachunek". Pierwsze dwa loty, z dyżuru, zrobiłem w zeszłym tygodniu właśnie do Bangkoku. Bez specjalnych emocji (na szczęście!) ponieważ lotnisko jest mi dobrze znane z latania 330-tką. Podoba mi się większa prędkość przelotowa 3 siódemek - M=0.84 - 0.85 w stosunku do 0.81 - 0.82 na A330 i dzięki temu jest różnica w czasie lotu - będzie tak ze 30 minut krócej niż na 330. Pogoda była nawet dobra, za wyjątkiem trasy, gdzie było burzowo nad wschodnimi Indiami i nad Zatoką Bengalską. Dlatego trzeba było trochę pokluczyć pomiędzy chmurami, a ponieważ lata się jednak te kilka poziomów niżej niż na 330 to nie udało się do końca uniknąć turbulencji na trasie.

czwartek, 20 sierpnia 2009
Pogoda dla drugich pilotów!

Dlaczego? Ano okazuje się, że moja firma potrzebuje obecnie o wiele bardziej F/O niż kapitanów - do końca roku planowane są wyłącznie interview na takie stanowisko, kapitanowie muszą poczekać prawdopodobnie do początków przyszłego roku. Może ktoś mnie oskarżyć o kryptoreklamę, ale co mi tam! Krótko - jeśli spełniasz takie wymagania i interesuje Cię praca w interesującym środowisku, latanie w ciekawe rejony, na nowoczesnym sprzęcie - pisz, może Ci się uda! Zgoda, na specjalnie szybki upgrade kapitański nie ma co liczyć (min. 3 lata) ale z drugiej strony - gdzie dzisiaj jest łatwo? Krótki wypad na Bliski Wschód na interview jest na koszt linii, tak więc bez ryzyka, ale jak już dadzą Ci ofertę, to już będzie Twój ból głowy...

 

niedziela, 16 sierpnia 2009
I już po...

praktyce oczywiście! W końcu - można powiedzieć, po tylu skasowanych lotach zrobiłem dopuszczenie i egzamin. Na dopuszczenie znowu do Jeddy czyli znana trasa, pogoda bez historii, świetny instruktor - ex-British Airways i Vietnam Airlines, doświadczony na 777. Słowem - miły lot, z miłą pogawędką. A po przylocie mogłem zobaczyć co mamy pod maską:

Małe te silniczki nie są, co??

Następnego dnia był egzamin, w locie do Bombaju. Tak się złożyło, że z instruktorem który robił mi końcowy linecheck latałem w zeszłym tygodniu, tak więc lot był spokojny i atmosfera podczas lotu całkiem spokojna - wręcz senna, a przynajmniej podczas drugiego odcinka. Pewnie dlatego, że lot był nocą ;)

Na koniec mały suplement - wejście do kabiny wypoczynkowej:

i sama kabina:

widać oba fotele, a łóżka są za kotarą

środa, 12 sierpnia 2009
Praktyka, praktyka...

Pobyt w Waszyngtonie był niestety krótki, bo nieco ponad dobę, a że hotel raczej bliżej lotniska niż miasta to i zwiedzanie sobie tym razem odpuściłem. Wieczorem powrót - tym razem już trakami NAT, bardziej południowymi, a czas lotu to "tylko" 12h... I znów w udziale przypadła nam (mojemu instruktorowi i mnie) pierwsza zmiana, ale tym razem to my przekraczaliliśmy Wielką Wodę i nasi zmiennicy pojawili się w kokpicie kiedy dolatywaliśmy do Anglii, a my - na koje. Tym razem zmęczenie rozłożyło mnie w minutę i spałem mocno przez całą, 5 i półgodzinną zmianę. Obudziłem się nawet wypoczęty, a po chwili relaksu i kawce nadszedł nasz czas aby zasiąść za sterami. Dolatujemy do Dohy, a tu niespodzianka - zawiało lotnisko pyłem na fest i mamy Low Visibility i Cat. 2 do lądowania! No to miałem okazję zobaczyć jak to robi autopilot. Poradził sobie chwacko ;) a mi pozostało tylko wyłączyć autopilot na dobiegu i zakołować na miejsce postojowe. A w domu - znowu wszystko pokryte szarym pyłem! Ponieważ wróciłem nawet w formie, zaś nastepny dzień wolny to nie dałem sie długo namawiać kolegom na małe conieco ;)

Po paru dniach wolnego kolejne loty - tym razem Lahore w Pakistanie i Delhi. Loty co prawda krótkie bo po 3h w jedną stronę, ale mocno upierdliwe bo - nocne. Przeważnie przed takimi lotami staram się zdrzemnąć, ale tym razem nie udał mi się, a do tych lotów muszę być na lotnisku na godz. 20-tą. Lot tam był ok, ale powrót to walka z opadającymi powiekami. Ale - od czego jest kawka? Pogoda dopisała, raptem kilka cumulonimbusów na horyzoncie, choć to niby pora monsunów - ale jakaś niemrawa w tym roku... Jak już wspomniałem - z Pakistanu było znowu mango, ale ponoć sezon na te owoce już się kończy. A Delhi - nuuuda! Jak w polskim filmie ;) tylko wyjść nie można. No, moze nie tak zupełnie nuda, bo leciał Sam Najwyższy Szef QA i jak zwykle zaszczycił nas Uściskiem Dłoni Prezesa!! Całkiem miły gość, tylko dlaczego dziewczyny tak się stresują?

Następne loty - dopuszczenie do egzaminu na liniach i egzamin - trasy do Jeddy i Bombaju! Two 2 go!!

wtorek, 11 sierpnia 2009
777 - latamy dalej (dosłownie)

Po tym pierwszy locie na następny przyszło mi poczekać kilka dni! Powód? Zaplanowane loty - praktyka na liniach planowane sa na krótkich dystansach, choć przynajmniej jeden to musi być rejs nad Atlantykiem. Tak więc stało się i 3 moje krótkie loty na praktykę do Dubaju zostały zamienione na... A330 - cóż - takie jest lotnictwo :( A dlaczego w ogóle latamy na 777 na krótkich trasach jak: Dubaj, Jedda, Bombaj, Lahore? Odpowiedź - pasażerowie i cargo! Znacznie przekraczające możliwości 330-tek - 777 latają tam pełne, po 330 pasażerów, duzo cargo - z Lahore znowu przywieźliśmy mango - ponad 25 ton.

Następny lot to dobrze znana mi Manila - oczywiście samolot zapakowany pasażerami po korki, znowu prośby o lot na jumpseat'ach. Każda linia ma swoje zasady w tej kwestii, u nas - do kokpitu możemy wziąć tylko pilotów, reszta - na jumpseaty kabinowe. Dzięki dużemu nadmiarowi mocy i zapasowi udźwigu start z Manili był o wiele mniej stresujący jak na A330. Dlaczego? Ano mój ostatni lot na A330 na załadowanym do maksa samolocie, pomimo zastosowania dodatkowego ciągu do startu tzw. "bump'a" trochę nas zestresował, kiedy krótko po oderwaniu z pasa zadzwonił Master Caution i zapalił się komunikat EGT overlimit! A dookoła góry! Na szczęście trwało to krótko i przekroczenie było tylko o kilka stopni, więc decyzja - lecimy dalej. Ale jak już wspomniałem na 777 nie było tym razem kłopotu. Dzięki temu, że samolot lata szybciej to i w Doha byliśmy kilkadziesiąt minut wcześniej.

Kolejny lot to Atlantyk - tym razem Waszyngton. Tu już żarty się skończyły - samolot pełen - komplet pasażerów i cargo, w efekcie maksymalna masa do startu. No prawie, bo ze względu na temperaturę (start był o 9 rano, kiedy temperatura osiąga +40 stopni) musieliśmy ją ograniczyć o 3 tony do 348 zamiast 351; dzięki temu też prędkość oderwania była ponad 190 węzłów (ok. 350 km/h) - tak szybko jeszcze się nie poruszałem po ziemi!! O lotach atlantyckich juz pisałem, tym razem był to lot bezpośredni i czas przelotu wyniósł nieco ponad 13h! Ze względu na wiatry wiejące na trasie lot odbył się całkiem północną trasą, ponad NATem. Z Dohy lecieliśmy nad Iranem, Rosją, Estonią, Szwecją (nieco na północ od Sztokholmu) i Norwegią -  do położonego najbardziej na północ traka włączyliśmy się dosłownie na dwa ostamie punkty, już w pobliżu Kanady. Podczas tego lotu miałem okazję wypróbować kabinę wypoczynkową, w którą wyposażone są nasze samoloty. W naszych samolotach są 2 takie kabiny - nad przednim bufetem jest kabina dla pilotów, ząs nad tylnym i częścią kabiny pasażerskiej - kabina dla personelu pokładowego. Nasza kabina ma niewielka szafę, dwa łóżka oraz dwa rozkładane fotele. wyposażone w składane stoliki i monitory pokładowego systemu rozrywkowego - jak się komuś nie chce spać, to sobie może film oglądnąć. Są różne sposoby dzielenia się wypoczynkiem, w zależności od długości trasy - najczęściej w lotach do Waszyngtonu i N. Jorku dzielimy się po połowie - uwzględniając czas na start i lądowanie wychodzi po prawie 6h odpoczynku, a loty te wykonują 2 pełne załogi - można się zrelaksować i odpocząć. Swoją turę wypoczynku w locie do Stanów zaczęliśmy tuż przed wlotem nad Atlantyk, wróciliśmy do kokpitu na ok. 1,5h przed lądowaniem - akurat tyle, aby spokojnie przygotować sie do lądowania. Samo lądowanie bez historii, no może za wyjatkim solidnych cumulusów dokładnie na osi pasa, to troche potrzepało w końcówce :)

Napisz do Nas!


Liczba wizyt



Zobacz Księgę Gości

Odwiedziłeś Nas? Masz Uwagi? Będzie Nam miło jeśli dopiszesz się do Księgi Gości


Locations of visitors to this page
Pisz swój dziennik w Internecie
Blog należy do Syndykatu Blox.pl