Życie i praca polskiego pilota Qatar Airways
czwartek, 17 września 2009
Spotkania na poziomie

Jak już poprzednio wspomniałem, latając do Stanów była okazja usłyszeć samoloty LOTowskie. Była też i okazja je zobaczyć, tutaj 767, 2000 stóp poniżej, gdzieś nad brzegami Kanady:

Parę dni później, po obowiązkowym odpoczynku po locie ULH miałem kolejny lot do USA, tym razem Waszyngton. Tutaj już czasy krótsze o ponad 2 godziny, to i przeżyć się dało łatwiej, czyli zmiana załóg była na zasadzie 50/50. Była okazja na rzut okiem na DC po wieeelu latach, na typowo amerykańskie żeberka - bo dobre i dużo! Potem - standardzik - spacerek, małe zakupy itepe.

Powrót znowu wypadł nad Polską i znowu jakoś tak miałem okazję zagadać po polsku :) Ale wcześniej, gdzieś nad Danią - drugie spotkanie:

Tym razem my byliśmy niżej 4tys stóp...

Zdjęcia takie sobie, jeszcze nie miałem okazji być w moim sklepie po nowego zooma, to musiało wystarczyć co miałem i trzeba było wykadrować ;)

wtorek, 15 września 2009
Powroty (?)

Na początek mały suplement - w QA mamy dwie wersje 777 - 200LR oraz 300ER i oczywiście latamy na każdej wersji tym bardziej, że różnice w kokpicie są praktycznie żadne! Właśnie lot do Houston jest wykonywany na dwusetkach z racji dłuższego zasięgu. Wersji 200 póki co mamy 2szt (ma być chyba 8), reszta - 6 szt to 300; w tym roku ma być 4 czy 5 więcej samolotów, z tego minimum jedna 200tka - ma ruszyć połączenie do Australii i z tym na 300 mógłby być chyba problem. Docelowo ma być chyba 28 samolotów, w tym kilka Cargo, ale chyba obsuwa z 787 spowoduje, że pojawi się kilka sztuk więcej.

Czas na powrót - wylot z Houston późnym wieczorem, niesamowita cisza w radio - jak na Stany - momentami mamy wrażenie, że jesteśmy sami w poszczególnych sektorach... Tym razem lecieliśmy nad Atlantykiem NATem (pisałem już o tym kiedyś, przy okazji lotu do EWR na 330-tce), poza tym - będzie okazja pogadać po polsku - o tym za chwilę. Powoli zbliżamy się do oceanu - zmiana, idziemy odpocząć. Tym razem nie było łatwo, kiepsko mi się spało - te zmiany czasu itp. Po paru godzinach pora odświeżyć się i do kokpitu, mniej więcej nad Szetlandami. Po kilkudziesięciu minutach Sweden kontrol: Qatari 078 contact Warsaw control! Dawno nie miałem okazji lecieć na Polską jako pilot - ostatni raz będzie ponad 3 lata temu, jeszcze na A320 podczas lotu Berlin - Doha zahaczyliśmy o południowo-zachodni fragment FIRu Warszawa, sam lot nad krajem trwał ze 20 minut - eeeh, dużo się zmieniło! Tym razem odcinek na Polską trwał kilkadziesiąt minut, nad ląd wlecieliśmy w okolicach Łeby, potem nad GRU, LIN. Wprawdzie było wtedy sporo cumulusów, ale Warszawę, lotniska na Bemowie i Okęcie, moje Kabaty widziałem wyraźnie! Nie powiem, zrobiło mi się jakoś miło na duszy... Dolatując do punktu ROLKA ostatnia wymiana uprzejmości z kontrolerem (aha - pozdrowiłem kolegę w DOH!) i wlot nad Ukrainę! Od tego momentu do Dohy już tylko 4 i pół godziny...

poniedziałek, 14 września 2009
Houston - IAH

Bardzo szybko, bo w trzecim locie mogłem doswiadczyć maksymalnych (jak na naszą linię!) mozliwości samolotu - chodzi oczywiście o lot na najdłuższej naszej trasie Doha - Houston. Planowany czas lotu w rozkładzie (czyli lot plus kołowanie) to... 16h 40minut! Na szczęście - jest (jeszcze) lato to i wiatry są nad Wielką Wodą łaskawe i faktyczny czas lotu wyniósł "tylko" 15h 20. Jak wszystkie loty do USA także i ten wykonujemy w dwie pełne załogi - dwóch kapitanów i dwóch drugich, zaś załogi określane są na rosterze (na planach) jako A i B - w ten sposób oznacza się po prostu tury wypoczynkowe podczas lotu. Pierwsza zasada - jeżeli jest się załogą A w locie "tam" to w locie powrotnym pracuje się jako załoga B. Załoga A  wykonuje start i lądowanie, zaś załoga B jest załogą typu Cruise (bądź Relief). W naszej Instrukcji operacyjnej (OM, pt. A) szczegółowo opisane są zasady wymiany załóg podczas lotu - najczęściej na lotach krótszych czyli Waszyngton bądź N. Jork wymieniamy sie pół na pół. Lot do IAH traktowany jako ULH - ultra long haule - ultra długi, tutaj OM zaleca PO dwie przerwy, z tym ze jedna musi trwać  minimum 4h.Tak też i zrobiliśmy, a ponieważ załoga lądująca przeważnie zajmuje swoje miejsca na ok. 1h15 do 1,5h przed ladowaniem to druga część wypoczynku wypadła po 2h 40min. Na jednej zmianie dolatując do Kanady doganiamy i wyprzedzamy LOT41 czyli lot Warszawa - Toronto, a w radio słychać LOT1 czyli Chicago i tak lecimy prawie w szyku ze dwie godziny.  Odcinek DOH-IAH robimy jako crew B, by w końcu - po prawie 17h "w puszce" (licząc od wejścia na pokład!) ladujemy w Houston! Musze przyznać, że przekonałem się do tego typu rotacji odpoczynku podczas lotu - nie czułem nawet specjalnego zmeczenia. Ale okazało się, ze ma róży bez kolców (choć klasyk B. mówił o ogniu ;)) - zmęczenie odezwało się po dojeździe do hotelu! Dałem radę tylko kupić w sklepie trochę "kropelek nasennych" i coś na ząb by paść jak ta zmięta stówka... Niestety - jetlag odezwał się bezlitośnie rano - o 5-tej rano lokalnego czasu za nic już zasnąć nie mogłem - 8h różnicy robiło swoje! Dobrze, że w tym locie jesteśmy 2 lokalne noce w US, można wypocząć. Choć - następnej nocy - to samo! Dobrze, że gym w hotelu czynny jest 24h, a rano nie było tam żywego ducha...

Napisz do Nas!


Liczba wizyt



Zobacz Księgę Gości

Odwiedziłeś Nas? Masz Uwagi? Będzie Nam miło jeśli dopiszesz się do Księgi Gości


Locations of visitors to this page
Pisz swój dziennik w Internecie
Blog należy do Syndykatu Blox.pl