Życie i praca polskiego pilota Qatar Airways
wtorek, 28 września 2010
ATC
Piszac o locie nad Afryka wspomniałem kiepska kontrolę ruchu lotniczego. Mówiac o ATC czyli kontroli ruchu lotniczego mamy na myśli dwa glówne sposoby - kontrolę radarowa i proceduralna, obie oparte sa na łaczności radiowej, VHF lub HF. Przy kontroli radarowej wszystko wydaje się proste - na ziemi sa radary, w samolotach tzw. transpondery, które transmituja na ziemie oprócz pozycji unikalny kod (squawk) i wysokość, zaś kontroler wydaje polecenia pilotom i sprawdza ich wykonanie na ekranie radaru. Niestety - z oczywistych powodów nie wszędzie jest to możliwe, stad nad terenami słabo zaludnionymi, trudno dostępnymi oraz oceanami prowadzona jest kontrola proceduralna. W skrócie - na podstawie meldunków pilotów kontrola opracowuje przebieg ruchu nad danym terenem, wyznacza ospowiednie separacje w pione i poziomie i wydaje odpowiednie polecenia. Z oczywistych względów takie separacje w kontroli proceduralnej sa kilkukrotnie wyższe, stad przepustowość np. drogi lotniczej jest mniejsza, rzadko też udzielane sa zgody na np. skróty. Jeśli dodatkowo łaczność jest tylko na falach krótkich (HF), o wiele bardziej podatnych na zakłócenie niż VHF to jest to zdecydowanie bardziej stresujace i obciażajace pracę pilotów - często zdarza się wywoływać kontrolera po kilka razy zanim ten nas usłyszy w szumach, trzaskach i korespondencji z innych sektorow. Tak właśnie jest nad spora częścia Afryki, czasem leci się niemalże na czuja, bez łaczności po kilkanaście minut, a czasem i dłużej. Stad właśnie potrzeba częstotliwości tzw. broadcating, gdzie załogi po prostu transmituja w eter swoja pozycje, wysokość i planowany przebieg lotu. Obrazu latania nad Afryka dopełnia brak odpowiednich lotnisk zapasowych na trasie - z różnych względów - od braku zabezpieczenia nawigacyjnego, meteorologicznego, ppoż czy nawet niestabilności politycznej. Często więc loty nad Afryka odbywaja się wg zasad lotów ETOPS (pisałem już kiedyś o tym).
wtorek, 21 września 2010
Brazylia
Jakiś czas temu, przy okazji mojego pierwszego lotu do Australii wspomniałem, że do kompletu brakuje mi już tylko Ameryki Południowej - chodzi oczywiście o odwiedzone kontynenty, z naciskiem na odwiedziny powiedzmy "służbowe". I w końcu doszło do tego, że i tam zawitałem! W czerwcu tego roku moja linia otworzyła połaczenie do Brazylii i Argentyny obsługiwane przez nasze piękne samoloty :)) Dziennie latamy do Sao Paulo i Buenos Aires. Lot jest długi, czas lotu podobny jak do np. Nowego Jorku - ok. 13 godzin czyli wykonujemy go w dwie załogi. Lecimy nad środkową Afryką - jak w piosence - Afryka dzika, prawie nikogo nie słychać w radiu, tylko czasem meldunki pozycyjne innych samolotów na częstotliwości tzw. broadcating. W zwiazku z dość słaba, a praktycznie nie istniejąca kontrola ruchu lotniczego każdy samolot ma obowiązek zgłaszać swoją pozycję i wysokość a inni słuchaja i ew. sprawdzają jak to się ma do ich własnej. Nad Liberville opuszczamy Czarny Lad i wlatujemy nad Ocean. Organizacja ruchu nad Południowym Atlantykiem jest jednak sporo prostsza, bo i ruch tutaj mniejszy, a i w radiu słychać mniej gadania. W Brazylii następuje zmiana załóg - wysiadają te dwie które przyleciały z Doha, a wsiada już tylko jedna - na lot Sao Paulo - Buenos - Sao Paulo, załoga która przyleciała poprzedniego dnia. W hotelu jesteśmy ok. 18-tej tak więc czas na kolację - oczywiście tradycyjnego brazylijskiego grilla!! Super sprawa szczególnie dla amatorów mięcha - jest doskonałe! Następnego dnia lecimy do Buenos Aires. Lot jest dość krótki (jak na 777) co nie znaczy że łatwy! Lecimy wzdłuż wybrzerza, gdzie wg tubylców zawsze wieje silny południowo-zachodni wiatr, w efekcie do Argentyny lecimy blisko 3, a wracamy niespełna dwie godziny! A na dodatek trzepie, jak to w okolicach jet streama bywa czyli rzeczonego wiatru. W Buenos mamy ok. dwie i pół godziny postoju co powoduje, że ponowny przylot do Sao Paulo jest ok. 2 nad ranem czyli ok. 8 rano czasu katarskiego!! Po wyjsciu z samolotu i dotarciu do hotelu wszyscy marzymy tylko o jednym - spać!! Następnego dnia powrót do Doha - tym razem jako załoga B czyli tzw. Relief Crew - załoga A startuje i laduje, my tym razem tylko zajmujemy miejca na wysokości przelotowej. I dobrze, bo lądujac w Katarze ok. 23:30 jestesmy porzadnie zmęczeni…
02:00, piotr.smietana
Link Komentarze (5) »
Napisz do Nas!


Liczba wizyt



Zobacz Księgę Gości

Odwiedziłeś Nas? Masz Uwagi? Będzie Nam miło jeśli dopiszesz się do Księgi Gości


Locations of visitors to this page
Pisz swój dziennik w Internecie
Blog należy do Syndykatu Blox.pl