Życie i praca polskiego pilota Qatar Airways
czwartek, 08 lutego 2007
Moje zycie tutaj
Piotr pisze o lataniu duzym i malym o swoich gadzetach a nic na temat zycia zony i trojki dzieci:)) Padlo pytanie co my tutaj jemy:) juz odpowiadam, codziennie rano wychodze na pustynie kopie dolek i szukam korzonkow lub jakiegos mieska:)))))nie mam z tym wiekszego problemu poniewaz szyneczka z indyka juz jest pokrojona i zapakowana, chlebus sie wlasnie dopiekl a smakiem nie ustepuje naszemu polskiemu a tuz obok widze juz pieknie dojrzala salate rzymska:) wiec na przystawke zwykle jest cesar salat. Jakos tak ludziom wydaje sie ze zyjemy na koncu swiata na samym srodku pustni i zajadamy jakies wynalazki a tak naprawde to mamy tutaj super zaopatrzone markety, w ktorych jest wszystko oprocz oczywiscie wieprzowiny. Dzieci chodza do dobrych szkol,ucza sie angielskiego a ja do poludnia siedze z naszym najmlodszym szczesciem. Mozna pomyslec alez ona sie nudzi a ja przeciwnie wcale mi nie jest nudno a moze ja lubie te moje nudne zycie na basenie z kawusia albo sniadanka w knajpie z kolezankami. Weekendowe wieczory naleza do mnie!!!!! mamy tutaj kilka fajnych klubow w ktorych(uwaga dziewczyny) mozna sobie poogladac calkiem przystojnych facetow i poczuc sie nadal atrakcyjna kobieta mimo,ze sie urodzilo trojke dzieci i ma sie juz 36 lat! W klubach mozna napic sie wszystkiego czego dusza zapragnie a mowa o alkoholach:))) mozna tez potanczyc przy ciekawej muzyce poczawszy od hitow mniejszych i wiekszych do arabskiej super rytmicznej muzyki. Atmosfera na takiej dyskowni jest do pozazdroszczenia!!!!Wszyscy sa przyjaznie nastawieni, usmiechaja sie, pytaja jak sie czyjesz i masz wrazenie, ze tych ludzi znasz od zawsze. Nie ma zlosliwych spojrzen jakos nikt nikogo nie obraza tak jak niestety czasami zdarzalo mi sie to w naszym kraju. Jednak mimo naprawde fajnego zycia tutaj, bardzo tesknie za moimi przyjaciolmi za rodzina za wszystkim co nasze co polskie i za kielbaska, dobrym jogurcikiem, za sasiadami i za moim mieszkankiem na Kabatach, w ktorym mieszkaja teraz obcy ludzie i chodza po mojej podlodze, kapia sie w mojej ukochanej lazience!! No ale cos za cos taki life i taka decyzje o wyjezdzie podjelismy i cieszymy sie z tego co mamy. Moze LOT kiedys rozwinie swoja flote i bedziemy mogli wrocic:)))
piątek, 02 lutego 2007
Lotnictwo cywilne w Katarze

z prawnego punktu widzenia przynajmniej teoretycznie niewiele różni się od tego Europie, dlatego że Kataryjczycy zaadaptowali przepisy brytyjskie, a kiedy BCAR-y przeszły do historii przejęto JAR-y. O nie oparto przepisy i procedury lotnitwa cywilnego czyli m.in. przepisy dotyczące ruchu lotniczego, operacji lotniczych, licencji. Firmowy Operation Manual QA czyli Instrukcja Operacyjna ma typowy JARowski układ - praktycznie w tych samych miejscach znajdują się podobne, a często identyczne informacje jak w OM linii europejskich, wiele procedur jest wręcz identycznych.

Jeśli chodzi o badania to sprawa jest jeszcze prostsza - w miejscowym Qatar Aeronautical College jest siedziba Lekarza lotniczego który wydaje orzeczenia lotniczo-lekarskie. Badania teoretycznie są oparte na JARowskich, zaś praktycznie - są o WIELE od nich... prostsze! Np. tylko przy pierwszych badaniach miałem robione badania krwi; 1 raz w roku sprawdzają wzrok i słuch, robią EKG; na każdych badaniach ważą, robią badanie moczu i mierzą ciśnienie krwi - i to wszystko na Pierwszą klasę! Dobrze, że robię sobie regularne JARowskie badania w kraju to chociaż wiem co mi w piersiach gra! Lekarz jest jeden, tak więc jeśli pan doktor ma urlop to badań się nie robi! Ułatwieniem jest fakt, że są ważne do ostatniego dnia miesiąca w którym upływa ich ważność - np. robiłeś badania 1 stycznia to ważne są do 31 (lipca lub stycznia -zależy czy skończyłeś już 40 lat czy nie, jak w JARach). Orzecznika JARowskiego nie ma w Katarze, są natomiast w Bahrainie i w Dubaju więc jak ktoś koniecznie chce JARowską Jedynkę to musi się tam wybrać na wycieczkę.

A propos koledżu lotniczego w Doha - jest to całkiem ciekawa instytucja. Corocznie kończy go kilkunastu pilotów, w większości młodych Kataryjczyków. Po jego ukończeniu mają frozen ATPL, niespełna 20 lat(!) i - ZAPEWNIONĄ pracę w Qatar Airways. Po kilkumiesięcznym stażu jako Second Oficer latają jako pełnoprawni piloci na A320 - naprawdę pozazdrościć prostej drogi do kariery lotniczej! Oprócz pilotów kształci się tam kontrolerów ruchu lotniczego i techników lotniczych.

czwartek, 01 lutego 2007
Szklana pogoda

Trochę zaniedbałem moich, mam nadzieję wiernych czytelników

Dzień jak co dzień, tylko pogoda nieco lepsza bo mrozy zelżały - ze 22-24 stopnie w dzień i 18 w nocy hie hie! Ale deszcz nie odpuszcza, bo pada z raz w tygodniu porządnie - jak tak dalej bedzie to nam ta pustynia zarośnie ;-)

Początek roku obfituje w różne ciekawe wydarzenia, ale tym razem będzie trochę o gadżetach, bez których życie byłoby troszkę nudniejsze (a ja lubię gadżety i nie tylko ja zresztą).

Zaczęło się mocnym akcentem czyli CES-em - największymi na swiecie targami elektroniki użytkowej w Las Vegas. Z różności tam pokazanych Nokia oprócz nowych telefonów (pomyślimy nad N93i i może nie tylko!) pokazano nowy model tabletu internetowego N800, następca tabletu 770 którego dotąd używam:

tablecik

Jest to bardzo fajne linuksowe (!) urządzonko służące do przeglądania internetu, poczty, komunikacji dzięki m.in. komunikatorom Gaim, Gtalk czy Gizmo, a i filmik obejrzeć można, muzyki czy internetowego radia posłuchać. Pozostało mi tylko uruchomić amerykańskiego wysłannika i zupgrejdować się do nowej wersji :-))

Bill za Wielką Wodą świętuje wydanie nowej Łindozy, ale nasi nie gęsi i na boisku Vistę mają! W promocji oczywiście :-)) Uroki globalizacji...

Inny guru wieku informatyki niejaki Stefek, ten od jabłek, szumnie ogłosił ponowne wynalezienie telefonu - a jakże, napędzanego jabłkami! Zobaczymy czy pójdzie mu równie dobrze jak z iPodem, bo większość funkcji jego nowego gadżetu jest już dostępna w komórkach.

Z innej beczki - współczesny samolot to skomplikowane urządzenie powszechnie wykorzystujące wszelkij maści komputery do sterowania i kontroli systemów. Jednym z nich, może nie najistotniejszym ale za to najbardziej widocznym dla pasażera jest Entertainment System czyli system zarządzający rozrywką dostępną dla pasażera m.in. na indywidulnych ekranach w fotelach - są to m.in. filmy, seriale, gry a od niedawna TV Sat Live. I nie ma w tym może nic nadzwyczajnego bo takich samolotów są tysiące, za to ciekawostkę stanowi fakt, że system ten oparty jest na... Linuksie. Jest to kolejny dowód jak uniwersalny jest system opracowany raptem kilkanaście lat temu przez finskiego studenta.

poniedziałek, 15 stycznia 2007
Z zawodowego punktu widzenia

Wywołany do tablicy - nie wypada odmówić i opowieści "od śmigła" ciąg dalszy.

Mam nadzieję, że do Wawki Arbuzikiem przybędę, bo wróble ćwierkają (albo jakie inne ptaki) że Qatar Airways przymierza się do uruchomienia bezpośredniego połączenia z Dohy. Kiedy? Na razie mowa jest o początku lata, ale nic nie jest jeszcze ustalone. Jeśli będzie to na moim samolocie , to z pewnością mnie zobaczycie w kokpicie od czasu do czasu.

Jak trafiłem do Kataru? Jestem tutaj ponad 2 lata - w 2004 szukałem jakiejś ciekawej oferty pracy za granicą, a poprzednio latałem 15 lat w Locie na TU-134, ATR72 i B737. Oferta Qatar Airways wydała mi się najciekawsza - nowoczesny sprzęt, ciekawe i egzotyczne trasy, interesujące środowisko no i nie tak znowu daleko od Europy - w końcu to tylko 5-6 godzin lotu i 1-2 godziny różnicy czasu.

W porównaniu do 737 A320 jest samolotem zdecydowanie nowocześniejszym, o wysokim stopniu zautomatyzowania, a z drugiej strony "user friendly" - ma moim zdaniem trudno o prostszy kokpit we współczesnych samolotach - po 6 latach latania zmieniłem 737 na 320 i - jestem zadowolony!

Idea sterowania tym samolotem (podobnie jak 330/340) to jak najdalej idąca pomoc pilotowi w każdej sytuacji, a zrealizowane jest to przez daleko idącą automatyzację, przy czym pilot ciągle ma decydujcy wpływ co się dzieje -
podstawą jest dobra teoretyczna znajomość systemów samolotu. O automatycznym podejściu na jednym silniku w ILS Cat 3A piloci 737 mogą tylko pomarzyć...

Dużym plusem są silniki V2500 - są świetne m.in. przy wysokich temp. otoczenia czy dużej wysokości ciśnieniowej, a z takowymi mam do czynienia latając QA m.in. do Katmandu czy Sany.

Jojsticki wylądają może dziwnie - ale tylko do pierwszego lotu - jak już siądziesz, wiesz co robić i chcesz to robić!
Początkowe moje obawy budziło to, jak reagować na błędy drugiego pilota (zdarzają się) bo obserwacja ruchu wolantu w samolotach klasycznych jest nieoceniona. Z drugiej strony jednak, zawsze masz guzik override na swoim jojsticku co pozwala na przejęcie sterowania, ale jeszcze nie miałem okazji z niego skorzystać!

I obym nie miał, inszalla oczywiście

:-))

Dzień jak codzień...

Oj oj - się porobiło! Ale jak piszecie - praca i rodzinka na karku sprawia, że czasem chciałoby sie coś skrobnąć, ale się oczka kleją, oj kleją, a rano mus wstać i rozparcelować młódź do szkół. A wstać trzeba wcześnie, bo szkoła zaczyna się wcześniej niż w Polsce - o 7:30, kończą o 13, primary - podstawówka lub o 14-tej, secondary czyli gimnazjum. Ale jeśli myślicie że o 20 jest już błoga cisza to jesteście w błędzie. Trzeba się nieźle nakombinować i postraszyć albo i zachęcić aby o 21-była dzieciarnia w łóżkach. Wszystko to nie dotyczy Juniora, który potrafi ganiać do północy świerzutki jak skowroneczek! A tu jeszcze ciekaw człek tego co w kraju i na świecie i schodzi do późna...

W ostatni weekend jako że pogoda była całkiem całkiem, szczególnie po ostatnich "mrozach" wybraliśmy się do miejscowego ZOO. Nie będę tutaj zanudzał szczegółami, ale na jedną rzecz po raz kolejny zwróciła uwagę moja kochana małżonka - chodzi o stosunek Arabów do dzieci i kobiet. Obraz jaki jest u nas powszechny to latający z kałachem brodacz i obwieszona dzieciarnią kobieta. Może w kiedyś, gdzieś, ale nie tutaj - rzuca się w oczy troska, z jaką OPIEKUJĄ się dziećmi tatusiowie arabscy - na placu zabaw pan biegał za dziećmi, asystował przy zabawach, a pani siedziała sobie dostojnie na ławce. I to jest norma, a nie wyjątek! W sklepach jpodobnie - przy zakupach pan asystuje pani, pcha wózek, a potem do samochodu i pan ładuje zakupy - czasem bierze sobie gościa do pomocy, którzy są przy co drugiej kasie - ale to już inna para kaloszy...

wtorek, 09 stycznia 2007
Podziękowania
Dziękujemy serdecznie za ciepłe słowa - postaramy się nie zawieść stałych bywalców a także nowoodwiedzających.
13:35, piotr.smietana , Dzień po dniu
Link Komentarze (2) »
środa, 03 stycznia 2007
Trochę o lataniu

Miało być o pracy i życiu i jak na razie to co dotyczy pracy jest w lesie - może dlatego, że miałem ostatnio trochę wolnego?

Latanie po Bliskim i Dalekim Wschodzie jest w sumie bardzo ciekawe, przynajmniej dla mnie. Latanie w Europie jest w porównaniu z tym tutaj baardzo przewidywalne a dotyczy to różnych aspektów m.in. pogody czy ATC (czyli - Air Traffic Control - kontrola ruchu lotniczego). W regionie ATC jest raczej standardowe jeśli nie bierzemy pod uwagę pewnych powiedzmy regionalizmów jak powszechnie dodawanego do każdego niemalże zdania "inszallah" czyli - jak Bóg da :-D - np. "QR123 Cleard from Abu-Dhabi to Doha inshallah FL220" - nieźle co? O sallam alejkum nie wspomnę... W większości obszaru Bliskiego Wschodu ruch lotniczy odbywa sie wg RVSM (z wyj. m.in. Egiptu i Iranu) i odbywa się pod kontolą radarową. Zasadniczo, bo mimo to trzeba składać meldunki pozycyjne a także ETA, przy przekraczaniu granic wielu FIRów, np: Jordanii, Syrii czy Iranu wymagany jest meldunek pozycyjny na 10 min przed przekroczeniem granicy; pomimo kontroli radarowej skróty trasy nie występują zbyt często.

Zdecydowanie na najlepszym poziomie, porównywalnym z europejskim, jest ATC w Emiratach a na zbliżaniu w Dubaju w szczególności, ponieważ kontrolerzy obcokrajowcy stanowią tutaj znaczącą siłę - pochodzący z UK i Australii sądząc z akcentu. W sumie nie dziwota, bo ruch w Dubaju momentami jest duży i nie odbiega od takiego z dużych lotnisk europejskich. Nie znaczy to, że nie ma kontrolerów arabskich - są i to sporo, częstokroć wykształceni w miejscowych college'ach lotniczych m.in. w Dubaju i w Doha.

dxbDubaj, Terminal 1

ATC katarskie jest podobne - są kontrolerzy miejscowi i ekspaci, a mają co robić choć ruch jest mniejszy. Aczkolwiek momentami i Doha się zatyka, bo pas jest jeden póki co, a na dodatek płyta postojowa może pomieścić raptem 27 samolotów, podczas gdy firma ma... 52 sztuki!

doh Doha, prosta 34

doh_delta Doha, kolejka do startu

Dopiero ostatnio oddano dodatkową płytę z 10 miejscami, ale umieszczona jest po drugiej stronie pasa i stosowana jest w zasadzie do krótkiego postoju w oczekiwaniu na zwolnienie stoiska na płycie głównej. Nowe lotnisko buduje się tuż obok - będą dwa pasy równoległe i duży terminal o kilkakrotnie większej przepustowości od obecnego. Otwarcie I etapu - 2009. Inszallah...

niedziela, 31 grudnia 2006
Samochody
Samochody w Katarze to ciekawy temat. Generalnie są tanie a w stosunku do cen polskich nawet bardzo. W połączeniu z tanią benzyną (97 oktanów po 80 dirhamów - 0.80QR/litr czyli 65 groszy - tańsza od wody) skutkuje to tym, że najpopularniejszymi samochodami w Katarze są Toyota Landcruiser i Nissan Patrol z benzynowymi silnikami 4.8 i 4.5 litra bo zużyciem nikt się nie przejmuje (nawet nie ma tego w instrukcji!) Miejscowi generalnie nie narzekają na brak kasy tak więc często są drugie samochody w rodzinie, bo oprócz powyższych na ulicach pełno jest najnowszych Mercedesów, BMW, Hummerów, Cadillaców i innych w/g zasady - im drożej tym lepiej :-) Samochody amerykańskie są niewiele droższe niż w Stanach, europejskie są tutaj tańsze o 30-40% zaś japońskie czy koreańskiej nawet o 50%. Jedną z form rozrywki są wycieczki na pustynię, dlatego popularne są wszelkich rozmiarów terenowce, również wśród ekspatów - od małych Daihatsu czy Suzuki po wielkie samochody amerykańskie. Oddzielną kwestią jest styl jazdy miejscowych kierowców który można określić jednym słowem - tragedia! Lusterka wsteczne są dla ozdoby, podobnie jak kierunkowskazy - nigdy nie wiadomo czy samochód przed Tobą nagle nie skręci Ci przed maskę. Wymuszanie pierwszeństwa szczególnie wyjeżdżających z bocznych ulic lub włączjących się do ruchu to normalka podobnie jak ścinanie zakrętów lub pasów ruchu na rondach. Stąd stłuczki są bardzo częste podobnie jak korki nimi wywołane, ponieważ aby odzyskać wypłatę ubezpieczenia nie wolno ruszyć samochodu i trzeba zadzwonić po policję. Dlatego też jeżeli jeździsz pomiędy niemałymi w końcu samochodami zdecydowanie bezpieczniej czujesz się będąc równorzędnym partnerem i właśnie dlatego oceniniliśmy, że najodpowiedniejszym dla nas będzie Dodge Durango widoczny na fotkach, sympatyczne 7-os rodzinne autko z niezłym silniczkiem - jedyne 5.7 litra i 335 KM ;-) a zużycie to tylko 25l/100km - bo ostatnio jest chłodno i nie używamy klimy...
piątek, 29 grudnia 2006
Katarska "Monument Valey" ;-)

Kolejny dzień ferii w szkole bo to dzisiaj tutejsza niedziela, zaczynają się Idy więc pytanie: co zrobić z tak pięknie rozpoczętym dniem? Po chwili zastanowienia i małej konsultacji jest decyzja - jedziemy pozwiedzać dziewiczy dla nas region zachodniego Kataru. Po ok. 45 min drogi skręcamy z głównej drogi tuż przed Dukhan na północ i kierujemy się na małą wioskę Zekreet. Po chwili naszym oczom ukazała się po lewej mała zatoczka a nad nią zaparkowanych kilka samochodów. Podjeżdżamy bliżej i widzimy śmigających na deskach 3 kitesurfingowców. Wiało ładnie, tak ze 20 węzłów a że płytko i fala mała to i zabawę mieli niezłą:

kite

Po małym postoju docieramy do wioski, a raczej kilku zabudowań na krzyż:

domek

gdzie kończy się asfalt i zaczyna ubity dukt. Po chwili mamy już przedsmak tego co nas czeka za kilka kilometrów -pełne fantastycznych kształtów wzniesienia typu gór stołowych:

widok1

jeszcze kilka kilometrów i osiągamy pierwszy cel naszej wyprawy - dolinkę Abu Reesh wręcz usianą swego rodzaju "grzybami" tak, że kojarzyć się może z amerykańską Monument Valey w miniaturze:

1

2

3

Na końcu doliny na grzybkach znajduje się kilka kamiennych wież:

4

z czego jeden jest szczególnie urokliwy:

5

Piknik niestety nie udał się, bo wiatr był jednak dość silny i - jak na Katar zimny, tak więc mimo bluz po chwili wszyscy stracili ochotę na spacery i zostaliśmy w samochodzie.

W pobliżu jest jeszcze jedna atrakcja - mała wioska arabska z oazą. Jej historia jest ciekawa, gdyż pomimo starego wyglądu ma raptem... 10 lat! Została zbudowana do flimu i niejako przy okazji stała się miejscową atrakcją turystyczną:

6

w oazie obok (oaza to może za dużo - ot kępa kilku drzew) jest strusia farma, a raczej tylko ich wodopój, gdyż jej mieszkańcy biegają sobie na wolności w okolicy:

7

Po wiosce oprowadził nas jej mieszkaniec

911

1012

po czym ruszyliśmy dalej na północ. Wkrótce natknęliśmy się na wcinające się w ląd płytkie i wąskie dwie zatoczki przedzielone niewielkimi groblami. I być może nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego, gdyby nie stadko flamingów dostojnie brodzących sobie w wodzie w poszukiwaniu pożywienia.

Niestety - zmierzch zbliżał się i w obawie przed powrotem nieznaną drogą po ciemku zawróciliśmy w kierunku domu z mocnym postanowieniem powrotu wkrótce tym bardziej, że zostały nam do zaliczenia żyjące na wolności w tej okolicy oryxy.

czwartek, 28 grudnia 2006
I po świętach

To już nasze trzecie z rzędu święta na obczyźnie. Minęły (prawie) jak zawsze - na spotkaniach w miłym gronie, prezentach i żarciu. Prawie, bo jednak bez śniegu atmosfera jednak trochę nie tego ale - w kraju też poskąpiło. Poza tym tutaj atmosfera oraz wystrój świąteczny sklepów szybko zmienione zostały na obchody najważniejszych świąt muzułmańskich - Id (Eid) - świąt związanych z coroczną pielgrzymką muzułmanów do Mekki które zaczynają się w piątek. I znowu kilka dni wolnych, a najbardziej zadowolone są dzieci, bo wolne od szkoły mają od 22 grudnia do 6 stycznia.

Właśnie firma ogłosiła ekspansję na Indie od Nowego Roku tak więc trochę spadnie nam tzn. na A320 ilość pobytów w Indiach, ponieważ wiele lotów przejmuje A330 - ale nie martwi mnie zbytnio. Latanie do Indii jest dla koneserów a ja jakoś nie mogę się nim stać... Nie przemawia do mnie propaganda Indii jako jednego z najszybciej rozwijających się kajów świata bo w przeciwieństwie do Chin (do których lubią się porównywać) zwyczajnie tego nie widać. Przede wszystkim - widoczne są na każdym kroku olbrzymie kontrasty i niesamowitą biedę, na lotnisku obok luksusowych limuzyn spotyka się żebrzących o jedzenie. Przy lotnisku w Bombaju są olbrzymie slumsy, jakich jeszcze w życiu nie widziałem, widoczne są z okien samolotu podczas kołowania do startu.

bombajBombaj, na prostej do 27

twyh i w drodze do startu

A wszystko "okraszone" specyficzną oprawą zapachową, którą można wyczuć jeszcze w powietrzu, kiedy samolot jest na prostej. Kiedy po powrocie do domu rozpakowuję walizkę, ubrania mają ciągle ten specyficzny zapach, na który pomaga tylko pranie. W Indiach powszechnie pali się śmieci, stąd kiedy lądujemy, najczęściej rano, blisko ziemi snują się dymy poważnie czasem ograniczjąc widoczność.

Indie to niesamowita biurokracja - oczywiście standardowo jest na pokładzie każdego samolotu Generalna deklaracja, ale w Indiach to za mało - przed lądowaniem załoga musi wypełnić dwa formularze - każdy w 3 egzemplarzach - jeden z ważnościami paszportów itp a drugi celny z takimi nawet detalami jak waga biżuterii osobistej, zegarki czy inne przedmioty osobiste. Jakby tego nie dość, w okienku kontroli granicznej jest specjalny zeszyt, gdzie co trzeba zrobić? Brawo - wpisać się ze swoim imieniem, nazwiskiem nr paszportu/ID! Wszystko to w kraju który ma ponoć największą ilość zdolnych informatyków na świecie, w którym wiele firm a nawet krajów zleca wykonywanie usług komputerowo-informatycznych czy księgowych! Wszystko to dla mnie przyzwyczajonego do przekraczania granicy w Europie tylko na podstawie ID czy CMC było nieco szokujące. Ale ostatnio jest postęp - formularze są samokopiujące i nie trzeba wszystkiego przepisywać trzy razy...

Na ulicach dzieje się dużo - ludzie tam śpią, żyją, jedzą i - załatwiają się... Hałas jest niemożebny, wszelki sprzęt jeżdżący na przejechanie 100 metrów przynajmniej jeden raz używa klaksonu! Kiedyś mój kolega drugi pilot założył się z naszym kierowcą o 20 dolarów (spora suma jak na Indie), które dostanie jeśli na drodze z lotniska do hotelu (z 10km) nie zatrąbi ani razu. Niestety - natura była silniejsza, bo kierowca nie wytrzymał na ostatniej prostej i zakład przegrał :-) Sporo się w Indiach buduje, ale jak za króla Ćwieczka! Ciągle najwięcej robót robi się ręcznie, np rowy pod instalacje, często kopane są przy pomocy motyk - siedzą w kucki i kopią...

poniedziałek, 18 grudnia 2006
Ze Starego Kraju

Trudno, wydało się - jestem w kraju!  Przyleciałem odetchnąć nieco swojskim - śląskim i warszawskim powietrzem, zaliczyć nieco browarku T i Ż (bez kryptoreklamy ;-)) i niezdrowego jedzonka. Madzia mnie popędza, abym się odezwał co niniejszym czynię.

Tłumy na lotniskach potęgowane są jeszcze coraz dokładniejszymi i ścisłymi kontrolami bezpieczeństwa. W Warszawie po raz pierwszy miałem okazję skorzystać z nowej hali przylotów - dobrze, że w końcu jest, tylko dlaczego mam wrażenie tymczasowości czy "barakowości" terminala? To chyba przez tą blachę falistą, ale to w sumie szczegół. Atmosfera świątaczna jeszcze niepełna, bo brak śniegu, ale dzikie tłumy w udekorowanych sklepach nie pozostawiają wątpliwości co do zbliżających się Świąt. Pogoda jak na grudzień raczej ciepła, ale chyba jednak wolę trońkę cieplejszy klimat :-)

Zakupy świąteczne i nie tylko, zaległe spotkania z rodziną i przyjaciółmi, nocne Polaków rozmowy - to mój program pobytu. Lista spora, a czasu mało. Może jak zaczniemy latać do Warszawy bezpośrednio będzie okazja do częstych odwiedzin, bo nie wszystko da się załatwić telefonem czy emalią i w efekcie lista osób do odwiedzenia nieustannie rośnie.

Wpadłem jak po ogień po trzech i pół miesiącach pobytu poza krajem, z zaciekawiewieniem obserwuję wszystko co się dzieje dookoła i muszę przyznać, że mam mieszane uczucia. Dobrze wiem, co się dzieje w kraju, o co nietrudno w dobie tv sat i internetu. Obraz kraju wynikający z lektury prasy, internetu i oglądany w tv jest raczej niewesoły co w/g mnie kontrastuje z tym co widzę dookoła. Utyskiwania na kiepską sytuację słychać powszechnie, a ulice zapchane są samochodami i to wcale nie jakimiś rzęchami. Widać coraz więcej poodnawianych domów, wyremontowanych dróg i ulic,  nawet tych typowych wiecznych remontów na trasie katowickiej. Trudno mi ocenić, na ile jest to zasługa władzy różnych szczebli (hm...) a ile zwykłej zaradności rodaków. Chyba jednak ci ostatni uwierzyli w siebie (WRESZCIE!) co widać po statystykach ludzi emigrujących z naszej pięknej ojczyzny ale - po kasie, którą zarabiają i wysyłają z powrotem do Polski. Czas wreszcie, abyśmy jako naród przestali mieć kompleksy - bowiem na tle innych krajów europejskich jesteśmy jednymi z lepiej wykształconych, co przyznawane jest przez kraje ze "starej" Unii. Oczywiście problemy są, jak chociażby z nauką języków obcych, co widzę po przykładzie dzieci w Katarze - tam  przeciętne kilkuletnie dziecko arabskie jest w stanie dogadać się po angielsku, przynajmniej w podstawowym zakresie podczas gdy polskie dzieci mają głowę nabitą regułkami gramatycznymi, ale zdolność do porozumiewania mają  znikomą...

16:44, piotr.smietana , Dzień po dniu
Link Komentarze (1) »
niedziela, 17 grudnia 2006
Koniec igrzysk
Piotr polecial do Polski a ja bralam udzial w gigantycznej zabawie na ulicy po ceremonii zakonczenia Asian Games. To co sie dzialo jest niewyobrazalne to trzeba bylo zobaczyc na wlasne oczy jak Arabowie potrafia sie bawic. Na ulicy powstal gigantyczny korek, ludzie siedzieli z flagami na dachach samochodow, spiewali, zaczepiali wszystkich dookola a atmosfera udzielala sie wszystkim rowniez i mnie. Jechalam akurat z kolezanka i w pewnym momencie rowniez utknelysmy w korku. Obok nas w samochodzie siedzialy dwie sympatyczne Arabki oczywiscie z twarzami zaslonietymi i z wywieszonymi flagami Kataru na calym samochodzie. Usmiechnelysmy sie do nich i tak zaczela sie nasza krotka ale przemila znajomosc:) Arabki odslonily twarze zebysmy mogly je poznac, podarowaly nam flage a pozniej krzyczaly ze kochaja Polske:))) Jezdzilysmy z ta flaga po miescie bawilysmy sie razem z cala ulica i oczywiscie rowniez mialysmy nastawiona muzyke na full sluchalysmy cudownego przeboju IGRZYSK. Arabowie w Katarze to wyjatkowo przyjaznie nastawieni ludzie, ja uwielbiam tutaj byc i mam nadzieje ze jeszcze troszke pobedziemy:))) Sorry ale ja jestem bardzo leniwa i nie pisze z Polskimi literami, wybaczcie:))) Ciekawe jaka pogoda w kraju bo tutaj leje i leje cala pustynia zalana, bloto na ulicach i gigantyczne kaluze!!!!! Czekamy na kielbache i szyneczke:)
środa, 13 grudnia 2006
Widok z kokpitu

Minęły już dwa lata w szoferce Airbusów Qatar Airways. W tym czasie mieliśmy okazję zobaczyć jak bardzo zmienił się Katar a Doha w szczególności. W Doha pas 34 wychodzi na miasto, a konkretnie na koniec Al Cornishe St gdzie znajdują się hotele Sheraton i najnowszy Four Seasons. W okolicy jak grzyby po deszczu rosną wieżowce nowego centrum biznesowego i nowe hotele, tak więc miałem okazję podziwiać zmiany w Doha podczas nieomal każdego startu. Zresztą zobaczcie sami:

listopad04

to zdjęcie zrobiłem w listopadzie 2004 roku - widać na nim samotny hotel Four Season. A to:

06

w listopadzie tego roku. Musicie przyznać, że jest różnica!

W poprzednich moich notkach można zobaczyć jak wyglądają obiekty Sport City obecnie. A tak

stadion

wyglądał stadion i okolice w marcu 2005...

Zakupy

Święta za pasem, a pomimo tego że jesteśmy w kraju muzułmańskim handlowcy nie dają nam o tym zapomnieć. Może nie aż tak jak u nas, ale zdecydowana większość sklepów od dawna jest odświętnie przystrojona. Prym wiodą rzecz jasna stoiska i sklepy z zabawkami, które ze względu na dzieciarnię mus odwiedzić. Na pierwszy ogień poszedł nasz ulubiony sklep czyli Toys'R'Us. W dziale z lalkami moje dziewczyny oczywiście dostają oczopląsu, gdzie oprócz wszelkiej maści Barbie, Bratz, Witch i tym podobnych furorę robi lokalna Barbie czyli Fulla (arab. - kwiat) - lalka dostępna także w pełnym stroju muzułmańskim, zaś na eksponowanym miejscu jest Fulli "zestaw niezbędny" czyli zestaw modlitewny dla dziewczynek:

zestawik

składający się z chusty, abaji, dywanika i torby. Cóż - co kraj to obyczaj...

Widział ktoś w Smyku krzyżyki Barbie??

wtorek, 12 grudnia 2006
Igrzyska raz jeszcze

A w Doha leje i wieje chłodem... Pustynia wygląda niesamowicie zalana wodą, ale nie to jest problemem chociaż z pewnością też ma to wpływ na atmosferę i przebieg Igrzysk Azjatyckich. Po tych deszczach miasto jest dosłownie utytłane w błocie podobnie jak samochody ubłocone po dach po kilkukrotnym ledwie przejeździe przez uliczkę osiedlową a myjnie mają pełne ręce roboty i czeka się po minimum godzinę w kolejce. Na tym tle nawet mój samochód nie wygląda tak najgorzej...

Wybraliśmy się ponownie na Igrzyska do Sport City, tym razem na zawody lekkoatletyczne (ale nie te, na których wygrała zawodniczka z Bahrajnu). Ponownie z nutką zazdrości oglądaliśmy na wskroś nowoczesny Khalifa Stadium z ciekawymi łukowymi podporami oświetlenia:Khalifa

Mamy podstawy do dumy, ponieważ przy jego budowie także pracowali nasi rodacy chociaż pod obcym szyldem. W Sport City mieści się hala sportowa organizacji wspierającej rozwój sportu wśród młodzieży Aspire Academy.:

aspire

Pod dwoma pólkulami dachu, w umiejętnie podzielonym wnętrzu odbywa się jednocześnie do sześciu konkurencji sportowych, m.in. boks, zapasy, gimnastyka, badmington, kolarstwo torowe a także tak egzotyczne jak wushu czy kabaddi.

Jako że jesteśmy w kraju muzułmańskim także i w Doha Sport City nie może zabraknąć meczetu:

mosk

Koniec Igrzysk w sobotę 15-go i czekamy na następną dużą imprezę...

* * *

Kolejna nocka - tym razem Kuwejt. W Europie nocą lotniska zamierają, szczególnie w części pasażerskiej - zamyka się restauracje i sklepy. Związane jest to m.in. z protestami ekologów i innych grup nacisku - chodzi oczywiście o hałas generowany przez samoloty tak więc nocą pomiędzy 23 a 6 się raczej nie lata. Inaczej jest na Bliskim Wschodzie - tutaj latało i lata się także nocą. Jest to pozostałość z czasów, kiedy wysokie temperatury wyraźnie ograniczały osiągi (ładowność) samolotów i aby to choć trochę obejść latano nocą. Dopiero wprowadzenie samolotów odrzutowych, a szczególnie nowoczesnych silników turbowentylatorowych wyraźnie zmniejszyło ograniczenia latania w gorące dni.

Tak więc tutaj lata się i to sporo, działają bary i restauracje, a w Duty Free można zostawić duuużo forsy... Liderem jest Dubaj, w którym na dodatek kończona jest budowa nowego terminala przystosowanego oczywiście pod nowego Super Jumbo A380 - terminal powiększy się gdzieś dwukrotnie... Inne porty mają mniejszy ruch, ale robią wszystko aby uszczknąć nieco lukratywnego tortu, a my jesteśmy częścią tego planu bezsennie spędzając noce po okolicznych lotniskach. Kuwejt Jest raczej spokojny nocą, chociaż nie w części wojskowej - tutaj ruch jest non-stop, ale w końcu do Iraku ledwo kilkadziesiąt kilometrów...

Napisz do Nas!


Liczba wizyt



Zobacz Księgę Gości

Odwiedziłeś Nas? Masz Uwagi? Będzie Nam miło jeśli dopiszesz się do Księgi Gości


Locations of visitors to this page
Pisz swój dziennik w Internecie
Blog należy do Syndykatu Blox.pl