Życie i praca polskiego pilota Qatar Airways
środa, 02 lipca 2014
Deadwood
Południowo-zachodnia część stanu Dakota Południowa (śmiesznie to brzmi, ale jak to opisać inaczej?) i wschodnia część Wyoming to tereny częstych i krwawych starć Indian i "bladych twarzy" w drugiej połowie XIXw z najsłynniejszą wygraną przez Indian bitwą pod Little Big Horn. To także teren jednej z największych "gorączek złota" na terenie USA w Deadwood. To tutaj rządziły szybkie rewolwery "Wild" Bill Hickoka i innych. Pozostało nieco klimatu czasów pionierskich, co chwilę można spotkać nawiązania do historii, łącznie z wystawami czy nawet przedstawieniami dotyczącymi szalonych czasów rewolwerowców. Tutaj też - zjadłem najlepszego jak dotąd hamburgera w USA!

15:38, piotr.smietana , Dzień po dniu
Link Komentarze (1) »
niedziela, 29 czerwca 2014
Rzeźby
Badland National Park znajduje się w poludniowo-zachodniej części Dakoty Południowej, a w okolicy jest dużo innych atrakcji przyrodniczo-turystycznych. Jedną z bardziej znanych jest Mt. Rushmore, a głównie głowy 4 prezydentów wyrzeźbione na szczycie i zboczu góry. W amerykańskim stylu, szeroki highway, elegancka oprawa, ale - jest mały niedosyt, nie ma tego "łał". To prawdziwe WOW pojawia się kilkanaście mil dalej przy Crazy Horse Memorial. Będący ciągle w trakcie prac, największa na Świecie rzeźba skalna, zapoczątkowana w... 1948(!) roku, a prac podjął się rzeźbiarz polskiego pochodzenia Korczak Ziółkowski. Historia jego życia no i pracy jest niebywała - poświęcił resztę swojego życia na przekształceniu praktycznie CAŁEJ góry w pomnik najwybitniejszego wodza indiańskiego! Nie tylko on, bo cała jego rodzina, a jest spora bo dorobił się 10(!) dzieci, zaangażowana jest w ten całkowicie prywatny projekt! Całość robi niesamowite wrażenie, pozostaje w pamięci na długo...

16:51, piotr.smietana , Dzień po dniu
Link Komentarze (4) »
W drodze
Drugi dzień jazdy - staramy się nadrobić nieco stracony (w stosunku do planu) czas, wjeżdżamy na międzystanową autostradę I90 i do przodu! Droga dość nudna, bo po praktycznie całkowicie płaskim terenie, pola i farmy po obu stronach - coś jak nasze Mazowsze tyle, że długie na ponad 600 mil czyli prawie 1000km! Słońce chyliło się ku zachodowi więc szybka decezja - pierwszy camping, czy raczej RV park i zatrzymujemy się dokładnie o zachodzie w miejscowości Wall czyli - Ściana! Szukamy Jona Snowa, ale akurat nie był obecny ;) Tuż obok campingu na polu gość właśnie wyłączył rolniczego Turbo Trusha na "przyzagrodowym" lądowisku ;) Po podłączeniu idziemy na Main Street - poważna nazwa na kilkanaście budynków! Dwa bary, jeden Wall Drugstore, sklep z suwenirami mała kolacja i wracamy do obozu. Rano wstajemy, szybka toaleta, śniadanko i w drogę! Wall znajduje się po północnej stronie I90, więc przejeżdżamy autostradę na południe aby za kilka mil wjechać na teren Badlands Natinal Park. I tu rozumiemy skąd wzięła się nazwa - bezkresna preria urywa się pionową prawie ścianą! W dole parowy, skałki, wzgórza - niesamowity widok!! Co chwile zatrzymujemy się na fotki, bo to jeszcze - a to jakieś kozice miejscowe, pieski preriowe no i bizony! Tutaj zrozumiałem, co mieli na myśli autorzy książek o Dzikim Zachodzie pisząc o bezkresnej prerii - bo faktycznie, końca nie widać! Jest co oglądać!

16:33, piotr.smietana
Link Komentarze (1) »
środa, 25 czerwca 2014
Wyjazd
Po wizycie na Jackowie po przylocie dzień następny zaczął się niezbyt ciekawie bo wizytą Madzi u lekarza! 40.6 stopnia - kto da wiecej?? W końcu opóźnieni ze 4 godziny wyjezdżamy! RV - nówka sztuka,na liczniku ma zaledwie... 700 mil!! Ani chybi - prosto z fabryki!!

Kierunek - Mt. Rushmore! Realia szybko sprowadzają nas na ziemię - na pewno nie zrobimy dzisiaj 900 mil... Po 5h jazdy, 250 milach postój na pierwszym campingu nad malowniczym brzegiem Mississippi. Nie przypuszczałem, że tak daleko od ujścia jest to już potężna rzeka!

17:36, piotr.smietana , Dzień po dniu
Link Komentarze (3) »
wtorek, 24 czerwca 2014
Wyjazd
Truizmem jest twierdzenie, że są takie momenty czy wydarzenia które pamiętamy, które w ten czy inny sposób wpłynęły na nasze życie. Dla mojego pokolenia, moich kolegów jednym z nich była lektura książek Waldemara Łysiaka - w cudowny sposób wprowadzały nas w inną, ciekawą rzeczywistość. Oprócz serii książek historycznych z Napoleonem w roli głównej książką którą zaczytywaliśmy się wraz z kolegami był "Asfaltowy saloon" czyli zapiski z podróży autora po Stanach. Odkąd pamiętam, zawsze "spoglądałem dalej, poza horyzont" i chyba dlatego lubiłem tę książkę, dlatego też m.in. wylądowliśmy w Katarze. Dodatkowo ujął mnie jej taki polski styl - spontaniczno-romantyczny podlany garścią notek i refleksji historycznych. Szykując się do urlopu w Stanach szukaliśmy sposobu czy klucza do niego. Wiadomo, kraj olbrzymi a czasu mało, więc jak to zrobić, żeby dużo zobaczyć, zaspokoić ciekawość Ameryki u dzieci (i nie tylko!) a majątku nie stracić? Od słowa do słowa pada decyzja - motorhome czyli RV! Tak więc - lecimy za Dużą Wodę gdzie czeka juz na nas wynajęty pojazd! Przez najbliższe 3 tygodnie będzie to nasz samochód i dom.
15:50, piotr.smietana
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 22 czerwca 2014
Urlop
No wreszcie! Nalezało mi się! Siedzimy z rodzinka w samołocie i czekamy na odlot do Chicago. W tym roku jest zupełnie inaczej niż do tej pory - wszystko zabookowane, zapłacone i zaplanowane na pare tygodni przed wylotem!!! Zupełnie jak nie my ;) Plan jest taki - lecimy do Największego Polskiego Miasta na Świecie, Chicago gdzie bierzemy RV czyli motorhome'a i w drogę! W planie dużo, bardzo dużo mil oglądania i zwiedzania, fotografowania i radochy! Inspiracją podróży jest książka z młodości - "Asfaltowy saloon" Waldemara Łysiaka czy li coś w rodzaju podróży "śladami Łysiaka”. Obiecujemy, bo żona też - częstsze wpisy! No to w drogę....
07:18, piotr.smietana , Dzień po dniu
Link Komentarze (3) »
środa, 11 czerwca 2014
NDIA

...czyli New Doha International Airport, a od kilku tygodni oficjalnie - Hammad International Airport. Nowe lotnisko w Doha, hub naszej linii, kod ICAO: OTHH, kod IATA został zamieniony ze starym lotniskiem o 9:00 27 maja i jest dalej DOH.

Od razu, od pierwszych chwil widać jak bardzo było potrzebne! Chociaż terminal nie ma jeszcze gotowych wszystkich gate'ów to, wszystkich sklepów czy restauracji, a nasze centrum operacyjne musimy jeszcze poczekać parę tygodni to i tak widać, że warto! Warto było poczekać, ale i przenieść się tam już teraz!

Wejscie z Immigration do głównej hali terminala, skąd pasażerowie rozchodzą się do poszczególnych części partu, ze znanym już miśkiem:

CDE - to oznaczenia kolejnych części (pirsów) terminalu, z których tylko C jest całkowicie gotowe, ok. 1/3 cz. D i E jest zbudowana i w fazie końcowego w trakcie wykańczania, a płyta lotniska jest przygotowana na ich przedłużenie. Większość stoisk ma rękawy, choć są i takie do których pasażerów dowożą autobusy - szczególnie w szczycie i to przeważnie do małych samolotów.

Widoczek z płyty na główny budynek:

P.S. No właśnie, też pytałem żony, dlaczego się nie udziela? Obiecuje poprawę!

niedziela, 18 maja 2014
Awans

Czasami spotykam się z pytaniami dotyczącymi awansowania w firmie jak moja.

Po pierwsze - tak, są promocje z First Oficera na Kapitana i to całkiem częste!

W poważnych firmach, także "zatokowych"  awans wygląda najczęściej następująco - karierę zaczyna się od drugiego pilota (SFO - second FO, potem FO) na najmniejszym typie, po jakimś czasie przesiada sie na wiekszy samolot czyli z A320 na 330. Po osiągnięciu WYMAGANEGO (przez pracodawcę) nalotu ORAZ osiągnięcia odpowiedniego poziomu wyszkolenia otwiera się możliwość awansu na lewy Kapitański fotel. Oczywiście by to osiągnąć - są szkolenia naziemne, symulatory, praktyka na liniach... W zależności od potrzeb - awans na lewy fotel - może być na A320 lub rzadziej - na wyższych typach. Po awansie kapitańskim na A320 awans na typ większy jest już tylko po lewym fotelu. Pewnie, że większość wolałaby większy typ, ale - w naszej firmie - jest to także różnica minimalnych godzin! Na dzisiaj jest to 1500h czyli około 2-2.5 roku latania, tak więc odpowiedź na pytanie - awans na małym czy większym samolocie wcale nie jest taka oczywista!

No dobrze, a teraz jak w to się wpasowuje 787 wobec funkcjonowania 777 we flocie?
W QA - na 787 poszli początkowo ochotnicy z 777 plus "niedobitki" z A300, a dodatkowo na 787 poszła grupa pilotów z A320 - dla nich to niewątpliwie był awans!
W przypadku instruktorów - sytuacja wygląda inaczej - stopniowo na 787 przeszkalani są wszyscy TRI/TRE i będą (będziemy!) latali na obu typach, robili symulatory i całą instruktorską robotę, bo zgodnie z przepisami są to WARIANTY a nie inne typy. Do tej grupy maja dołączyć LI i być może (niektórzy) kapitanowie. Jak to sie rozwinie dalej? zobaczymy, ale przynajmniej jeszcze przez jakiś czas taki rodzaj latania przemiennie 777-787 NIE będzie dostępny dla FO. 

Ha - a co z A380?? Póki co - obsadę tego typu będą stanowili piloci z A340/330, ale jak to w firmach lotniczych - wszystko zależy od potrzeb, więc nigdy nic nie wiadomo...

niedziela, 13 kwietnia 2014
Zamiast rocznicy...
...bo czyż my zawsze musimy upamiętniać malownicze klęski i porażki? I znowu brzoza... 4 lata na blogu (w miarę) spokojne i teraz takie pytanie? Jak można porównywać samolot bojowy z pasażerskim?? Kompletną bzdurą i manipulacją jest stwierdzenie że Tu-154 to "przerobiony bombowiec" bo jako samolot pasażerski był projektowny od samego początku! Długo zastanawiałem się, czy to prowokacja? Dobrze - napiszę raz jeszcze, choć uważni czytelnicy znają moje stanowisko i jeżeli ktoś szuka wybuchów, zamachu itd to NIE tutaj - bardzo proszę do Antka Policmajstra - on wie wszystko, zna każdą odpowiedź. U mnie tego nie ma! Od wydawania orzeczeń jest komisja badająca wypadek, gdzie są WSZYSTKIE dane, zresztą - dawno opublikowane. Z ich orzeczeniem trudno się nie zgodzić, bo to klasyczny przypadek CFIT (controlled flight into terrain - uderzenie w ziemię całkowicie sterownym samolotem). Zresztą - podobnie jak w przypadku i zniknięcia Malezyjskiego B777 - w telewizji produkują się najczęściej nie fachowcy czy ci, co mają coś wartościowego do powiedzenia tylko ci z "parciem na szkło" - z nielicznymi na szczęście wyjątkami... Ufff - miejmy to za sobą, a kolejne komentarze w spawie Smoleńska będę moderował.
piątek, 14 marca 2014
Tajemnica malezyjskiego B777

Świat lotniczy i nie tylko żyje nierozwiązaną jak dotąd (14 marca 2014) zagadką zaginionego B777 MH370 Malaysian Airlines. Znam lotnisko w Kuala Lumpur i Malaysian Airlines, które uważam je za bardzo dobre linie lotnicze zaś pilotów z Malezji za bardzo dobrych. To, co się stało nie ma precedensu.

Wielokrotnie powtarzałem, także i tutaj, że trzeba być wstrzemięźliwym w wydawaniu osądów w sprawie wypadków lotniczych bo ich przyczyny są często układanką wielu drobnych elementów które dopiero po złożeniu w całość pozwalają stwierdzić co się stało!

Niestety - napływa wiele często sprzecznych informacji na temat feralnego lotu. Faktem jest, że nadal brak jakichkolwiek śladów po tym samolocie. Raczej można wykluczyć eksplozję na dużej wysokości - spowodowałoby to rozrzut szczątków samolotu na tak dużym obszarze że coś już by znaleziono. Inna opcja - wodowanie i szybkie zatonięcie - hmm, też wątpliwe! Dlaczego? Bo w chwili zaginięcia w samolocie było paliwa na ok 6h lotu, a jeśli samolot wodował w całości i skrzydła pozostałyby całe działałyby jak pływak - ponad połowa była pusta a reszta to paliwo lotnicze LŻEJSZE od wody! Nieszczelność kadłuba prowadząca do SZYBKIEGO zatonięcia spowodowałaby wydostanie się z samolotu części samolotu i jego wyposażenia lżejszych od wody co znowu - spowodowałoby identyfikację szczątków samolotu. Scenariusz a-la AF337 także odpada z w/wym powodów - uderzenie w wodę przeciągniętego samolotu spowodowałoby jego rozpad od uderzenia w wodę i - kupę szczątków. Oczywiście przy założeniu że samolot rozbił się niedaleko od miejsca zaginięcia. Ale to chyba można wykluczyć bo skoro na stosunkowo płytkim akwenie nic nie znaleziono do tej pory to raczej nic się nie znajdzie...

No to - CO się stało? Nie wiem, ale przekonany jestem, że samolot szukany jest w... złym miejscu!!! Za tym przemawiają małe szczegóły jak np. brak aktywacji ELT - emergency location transmitter - aktywuje go, a przynajmniej powinno przeciążenie, zaś ELT na tratwach ratunkowych - dodatkowo umieszczenie w wodzie. Zasięg jest rzecz jasna ograniczony, ale wysyła sygnał na częstotliwości satelitarnej a tutaj niczego nie namierzono. Inna rzecz - brak sygnału z transpondera radaru wtórnego oraz z ACARS-a. W oparciu o transponder działa układ ADS-B czyli znany FlightRadar24. Pisałem o tym już poprzednio, przypomnę tylko, że jeżeli nie działa transponder to jest brak pozycji samolotu na radarze wtórnym. Ponadto dość często w rejonie zaginięcia samolotu są kłopoty z działaniem sygnału ADS-B. Pisałem już o tym, że radar pierwotny czyli taki, w którym samolot daje odbicie w kontroli cywilnej stosuje się rzadziej, szczególnie na dłuższych odległościach. Używa ich wojsko i  nie znam ich procedur, ale ponoć rzadko zajmują się DOKŁADNYM śledzeniem samolotów cywilnych, a przynajmniej dopóki lecą one wg wyznaczonej trasy. 

No a co z ACRAS-em czyli systemem automatycznego raportowania? Dlaczego nie wysyła się danych samolotu w sposób ciągły? Bo to opcja linii lotniczej za którą trzeba płacić - i to sporo! Jakby tego było mało ma pewien słaby punkt - łączność! Urządzenie komunikuje się z ośrodkami naziemnymi drogą radiową - podstawą jest VHF (tymi samymi , które używane są do łączności głosowej) zaś w razie jej braku poprzez satelity czyli SATCOM. Niestety - w tym rejonie są problemy z kompatybilnością naziemnej sieci SITA (przesyłającej dane) m.in. w Tajlandii i Chinach. Dlatego w tym rejonie ZALECA się wyłączyć łączność ACARS przez VHF - wtedy połączenie odbywa się przez SATCOM. Jakby tego było mało to podczas lotu często widać komunikat EICAS - SATCOM DATA OFF! Zgoda, że na kilka czy kilkanaście minut, ale zawsze...

A co by się stało, kiedy zależałoby komuś na przerwaniu łączności? Otóż pomimo tego, że różne anteny zamieszczone są wzdłuż całego prawie kadłuba to same urządzenia są w jednym miejscu - w luku elektronicznym pod przednią częścią kabiny, a dodatkowo wyłączyć można bezpiecznikami z kokpitu. Tak więc teoretycznie osoba z DOBRĄ znajomością systemów samolotu może go zrobić częściowo "niewidzialny" a przynajmniej w części dotyczącej łączności z ziemią. Z drugiej strony zaczynają mieć sens napływajace ostatnie doniesienia o tym, że nadajnik satelitarny mimo wszystko miał połączenie z ziemią, choć ograniczone - odłączony od reszty systemów samolotu nie nadawał żadnych komunikatów, był jakby "obecny" w sieci...

Tak więc musimy czekać nadal, a tymczasem połowa Azji szuka nadal...

środa, 19 lutego 2014
Start

Start samolotu, szczególnie dużego robimy nieco inaczej niż na małych samolotach. Oczywiście na małych samolotach jest tak, że w zależności od długości pasa stosuje się różne ustawienia klap do startu lub wręcz startuje się bez klap i - tyle! W dużych start wyliczany jest wg metody Improved Climb. W skrócie chodzi o wykorzystanie długości pasa do maksimum, szczególnie przy niepełnej masie startowej! Przy pełnej masie wiadomo, ogranicza nas długość pasa i warunki atmosferyczne, przy masie dalekiej od startowej liczone jest to inaczej. Mianowicie oblicza się z jednej strony minimalną moc potrzebną do startu (mniejsza masa!) a z drugiej - maksymalną prędkość przerwanego startu V1 tzn. taką przy której jeszcze można bezpiecznie zatrzymać samolot na pasie przy awarii silnika. Taka prędkość jest czasem sporo większa od prędkości tzw. sterowności samolotu czyli Vmca (minimum-control-in-the-air), na jej podstawie oblicza się prędkość rotacji Vr i prędkość V2. Co to daje? Przy prędkości V2 większej niż nominalna samolot wznosi się pod WIĘKSZYM KĄTEM w początkowej fazie wznoszenia tzw. Second segment czyli do wysokości redukcji mocy i efekcie szybszego wznoszenia hałas jest... mniejszy! Oczywiście im większy nadmiar mocy, lżejszy samolot i dłuższy pas tym większy kąt wznoszenia po starcie. Oczywiście wszystkie te skomplikowane wyliczenia są dla pilotów dostępne bądź w formie tabel lub coraz częściej jako oprogramowanie specjalistyczne LPC (Airbus) lub OPT (Boeing). Moc do startu obniża się głównie dla przedłużenia żywotności silników - naprawdę rzadko potrzeba pełnej mocy do startu...

środa, 22 stycznia 2014
Hałas
Jak to mówił klasyk - "pytania są tendencyjne"! OK, jest tabelka - ale dlaczego LOT z 2 kryteriami "na czerwono" jest gorszy od np El-Al który ma 2 czerwone i jeden żółty? Dlaczego ma problem z certyfikacją hałasową samolotów (które certyfikuje producent, nie linia) skoro operuje Boeingami 737 i Embraerami - dokładnie takimi samymi jakich używają na londyńskich lotniskach m.in. BA, KLM, Lufthansa że wezmę pierwsze linie z brzegu?? No ale może znowu "źli Polacy" lepiej się sprzedają! Pomimo coraz cichszych samolotów, bo te obecne są o wiele cichsze od tych sprzed np. 20 lat to nacisk mieszkańców okolic lotnisk jest coraz większy. Przypomnę, że pierwszą dużą kampanią antyhałasową w lotnictwie był kampania przeciw lotom Concorde'a po USA, stąd pomimo pierwotnych dużych zamówień linii amerykańskich sprzedaż tego samolotu w USA skończyła się klapą. Producenci starają się robić coraz cichsze maszyny a władze lotnicze opracowują procedury antyhałasowe które piloci muszą stosować. Takie procedury dotyczą startu i lądowania i są typu pionowego i poziomego. Pierwsze ograniczenie - niemal wszędzie poniżej wysokości 10000 stóp (lub FL100) obowiązuje prędość 250 węzłów. Do startu - powszechne są procedury pionowe NADP - Noise Abatement Departure Procedure, z numerami 1 i 2, gdzieniegdzie są ciągle starsze typu NADP A lub B. O co chodzi? W NADP 1 po starcie na wysokości 800 stóp (nad poziomem lotniska) należy zredukować moc ze startowej na moc do wznoszenia a następnie na klapach startowych i z prędkością V2 + 20 do 40 km/h wznosimy się do wysokości 3000 stóp gdzie chowa się klapy i rozpędza samolot do prędkości wznoszenia ze schowanymi klapami, którą w większości przypadków będzie w/w prędkość - 250 węzłów,do FL100. NADP 2 jest łagodniejsza i zasadniczo odpowiada profilowi typowego startu - na 800 stopach redukuje się moc i chowa klapy, rozpędza samolot do 250 kts. NADP A lub B są podobne z tym, że moc redukuje się na wysokości 1500 stóp. W wielu przypadkach w opisie lotniska np. Jeppessenie jest to dokładnie opisane, a w niektórych krajach NADP A obowiązuje powszechnie - np. USA i wtedy jest tylko ogólna uwaga w części tekstowej. Faktem jest, że nowsze samoloty redukują moc wg wymaganego schematu zaprogramowanego w FMC (komputerze samolotu) przez ZAŁOGĘ czyli może być pomyłka, a w starszych trzeba było robić to ręcznie. Do profilu pionowego mogą dojść specjalnie ukształtowane trasy omijające wrażliwe na hałas miejsca, na dodatek często ustawione są specjalne monitory antyhałasowe, a radar monitoruje trasy odlotu i tu CZASEM może dojść do przekroczen hałasu - bywa że z winy załogi. Czasem trasy są tak skonstruowane, że trudno jest cięzkim samolotem wywijać pomiędzy monitorami, a truizmem jest ze łatwiej jest na lekkim, wolniej lecącym samolocie niż na ciężkim... Do lądowania od jakiegoś czasu próbuje się CDA - Continues Descend Approach czyli takiego podejścia, żeby jak najdłużej samolot zniżał się na małym gazie, ale w Londynie, z tym ruchem, kilkunasto czy kilkudziesięcio minutowymi holdingami to abstrakcja... Bliżej lotniska zamolot jest kierowany przez kontrolera (wektorowany) z takimi prędkościami, aby jak najpóźniej wypuścić podwozie i klapy do lądowania - taka konfiguracja samolotu wymaga jednak całkiem sporej mocy czyli i hałas jest większy. Mam nadzieję, że hałas samolotów będzie teraz mniej uciążliwy ;)
niedziela, 08 grudnia 2013
Wiatrowy suplement

Parę uwag w uzupełnieniu poprzedniego wpisu. Otóż wiatr i w ogólności - warunki pogodowe do lądowania czy startu podawane są na podstawie pomiarów w stacji meteorologicznej, obecnie najczęściej wysoce zautomatyzowanej (jeśli nie w pełni automatycznej) umieszczonej w okolicach progu pasa. Tutaj mierzy się głównie wiatr, podstawę chmur, temperaturę, ciśnienie, czasem widzialność, jeśli nie ma specjalistycznego sprzętu umieszczonego wzdłuż pasa do pomiaru RVR - runway visual range. Stąd też mogą być pewne różnice pomiędzy tym, co podaje kontroler z wieży na podstawie tych pomiarów, a tym co obserwuje załoga przy lądowaniu, w końcu samolot przyziemia w strefie przyziemienia czyli ok. 300-600m od progu pasa (maksymalnie - 900m), możliwe są też podmuchy, a podanie nowej informacji zwyczajnie chwilę trwa! Teoretycznie najważniejsze jest to, co poda kontroler i się... nagra na taśmie, ale pozostaje jeszcze zdrowy rozsądek i umiejętności pilotów - jak sie nie da, to się nie da i nie ma co szukać guza na siłę, wtedy odejście na drugi krąg bądź lotnisko zapasowe może być najbezpieczniejszą alternatywą! Bo w lotnictwie zawsze trzeba mieć plan B...

sobota, 07 grudnia 2013
Xawery, wiatry, chwile grozy...
Pojawiły się (nie)dawno widziane i słyszane w prasie, radiu i TV lotnicze "chwile grozy" za sprawą szalejącego nad Europą huraganu czy orakanu jak kto woli. Truizmem jest, że wiatr ma kapitalne znaczenie dla lotnictwa, np. silny wiatr w ogon potrafi znacząco skrócić czas lotu, a wysokie wiatry po 100-150 wiejące na dużych wysokościach w okolicy tropopauzy nie dziwią pilotów. Jednakże najistotniejszy jest wiatr podczas startu i lądowania, start czy lądowanie które powinno robić się pod wiatr. Oczywiście - wszystko ma swoje granice, także i latanie przy silnych wiatrach. Na każdym samolocie da się wylądować czy wyladować z bocznym wiatrem - tego uczy sie pilota od PIERWSZGO LOTU i praktycznie na każdym samolocie robi się to podobnie! Do startu trzyma się lekko lotkę "pod wiatr" , np. wiatr z prawej, drążek czy wolant nieco w prawo, zaś kierunek rozbiegu utrzymuje sie sterem kieruknu, nie mozna dopuścić do podwiania skrzydła "nawietrznego" przez wiatr. Po oderwaniu powoli stery do neutrum, skrzydla w poziomie i utrzymujemy np kurs pasa lub lecimy po trasie. Lądowanie z bocznym wiatrem to trzy metody. Pierwsza to lądowanie z trawersem - to co widać na rzeczonym filmiku. Ponieważ utrzymuje się skrzydła samolotu w poziomie kurs samolotu (dla uproszczenia - jest to oś kadłuba) będzie różny od kierunku (kursu) pasa startowego, a różnica będzie tym większa im silniejszy jest... wiatr! Ta różnica to kąt znoszenia (ang. crab angle), przy tej metodzie dopiero PO dodtknięciu pasa głównymi kołami a PRZED położeniem przedniego kółka należy sterem kierunku ustawia się kadłub wzdłuż pasa. Oczywiście - takie lądowanie będzie nieco szarpane, ale nie ma w tym NIC nienormalnego! Inna metoda polega na utrzymywaniu skrzydła opuszczonego "pod wiatr" - początek podejścia jest z trawersem, a krótko przed pasem opuszczając nieco skrzydło pod wiatr sterem kierunku należy utrzymywac centralną oś pasa. Ta metoda jest nieco trudniejsza przy silniejszych wiatrach, dosyć spore przechylenie stwarza dziwne odczucia dla pilotów i pasażerów. Ostatnia, zalecana metoda to podejscie z trawersem i dopiero poczas wyrównania do lądowania, tuż przed dodotkniecie pasa kołami ustawia się sterem kierunku samolot wzdłuż pasa tak, aby przyziemienie odbyło się idealnie w momencie kiedy oś samolotu jest wzdłuż pasa. Przy każdej metodzie należy jak najbrdziej skrócić czas wyrównania stąd normalny pilot nie będzie robił muskanego lądowania w wietrznych warunkach. Niezależnie od wyboru sposobu lądowania samolot podlega pewnym ograniczeniom. W próbach certyfikacyjnych producent określa maksymalny DEMONSTROWANY boczny wiatr do lądowania, wiele linii także i nasza przyjmuje te wartości jako OGRANICZENIE. W przypadku B777 jest to 38 węzłów składowej bocznej, wiatru wiejącego pod kątem prostym do kierunku pasa. Jeżeli byłoby to 76 węzłów pod kątem 30 stopni - matematyka mówi, że to ciągle 36 składowej bocznej czyli można! Niby tak, ale są także inne ograniczenia - np. w B777 nie wolno... otwierać lub zamykać drzwi pasażerskich lub cargo kiedy wiatr przekrzacza 40 węzłów, ale nie wolno też trzymać tych drzwi otwartych kiedy porywy wiatru przekraczają 65 węzłów. Tak się zdarzyło kolegom w Monachium na A330 - samolot wylądował, ale dopiero po zaholowaniu go do hangaru(!) można było otworzyć drzwi wejściowe i wypuścić pasażerów! I jeszcze jedno maksymalne wartości wiatru odnoszą się do lądowania ręcznego, bo przy ladowaniu automatycznym maksymalny wiatr (B777) to 25 węzłów dla czołowego i bocznego i 15 dla tylnego... Reasumując - jeśli nie ma dużej turbulencji przy podejściu to pasażerowie niespecjalnie odczuwają jakąkolwiek nienormalność podczas lądowania z bocznym wiatrem że o "chwilach grozy" nie wspomnę! A odejscie na drugi krąg jest tylko dowodem na pełen PROFESJONALIZM załogi bo zrobili to, do czego sie ich szkoli - nic na siłę! No i podmuch widoczny na ziemi pochodził z pewnością od silnikow a nie wiatru...
środa, 04 grudnia 2013
Pomyłka?

Od razu kojarzy mi się ze znaną kwestią Ryby z "Kilera" nie wiedzieć czemu ;)

Jak to jest, że nowoczesny samolot naszpikowany nowoczesnymi układami nawigacyjnymi nagle ni z tego ni z owego ląduje na ZŁYM lotnisku? Najczęściej zawodzi człowiek niestety... Przyczyny mogą być różne, np.zmęczenie długim okresem pracy. Kiedyś robiłem 6 odcinków jednego dnia to podczas ostatniego lądowania 3 razy sprawdzałem czy wszystko jest OK, długo zastanawiałem się nad najprostszymi rzeczami... Może być chwila nieuwagi - w Stanach bardzo często podczas podejścia do lądowania kontroler pyta pilota czy widać lotnisko, jeśli tak to dostaje się zgodę na lądowanie z widocznością. Dla kontrolera ma to dodatkowe zalety - zwalnia kontrolera z konieczności separowania samolotów (musi to zrobić załoga) dzięki czemu są mniejsze separacje zwiększając m.in. przepustowość lotniska. Zdarzało się i zdarza nadal, że wtedy pierwszy widoczny pas omyłkowo bierze się za lotnisko docelowe i staje się co się stało... Tutaj były pasy równoległe to im się potenteges... Ale i w Polsce zdarzały się takie przypadki - szczególne szczęście ma tutaj Poznań, gdzie parę lat temu turecki samolot czarterowy wylądował na Krzesinach zamiast na Ławicy! Przyczyna ta sama - widzimy pas to lądujemy - jak to kiedyś mówiono: "pas widzę, lądował będę!" Ale to nie był TEN pas... Zdarzało się to zresztą tam i polskim załogom, że nie wspomnę o przerwanych podejściach do Krzesin z naprawdę krótkiej prostej! Wiele lotnisk w opisach ma zdanie - "do not mistake parallel lighted highway with runway..." - NIE mylić równoległej oświetlonej drogi z pasem! Sam byłem świadkiem, kiedy przy takiej sobie pogodzie nad ulicą Puławska w Piasecznie wypada samolot (nie polski)  z chmur i zaczynał... "przymierzać się" do lądowania na Puławskiej! Po paru sekundach zorientowali się że coś nie tak i skręcili prawidłowo w kierunku pasa 33 na Okęciu! Jak widać - ostrzeżenia nie są takie bezpodstawne!  A w kraju takim jak USA, z tą olbrzymią ilością lotnisk nic dziwnego że się zdarzają takie historie jak powyższa...

P.S. Samolot odleciał po paru godzinach - musial tylko przyjechać holownik z innego lotniska, zeby obrocić samolot, bo na samodzielne zawracanie pas byl za waski, ale do startu wystarczyło!

1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 22
Napisz do Nas!


Liczba wizyt



Zobacz Księgę Gości

Odwiedziłeś Nas? Masz Uwagi? Będzie Nam miło jeśli dopiszesz się do Księgi Gości


Locations of visitors to this page
Pisz swój dziennik w Internecie
Blog należy do Syndykatu Blox.pl