Życie i praca polskiego pilota Qatar Airways
wtorek, 19 marca 2013
Wysokie loty
Wracając do tematu latania na wysokich poziomach - obecnie zainstalowane maski kokpitach są łatwo dostępne i daje się je szybko założyć. Stąd nie ma wymagań co do latania w maskach na wysokich poziomach. Przypomina mi to też sytuację jak i ile masek potrzeba dla... pasażerów w kabinie. Otóż można odbyć lot z całkowicie NIESPRAWNYM systemem masek dla pasażerow! Warunki są w tym przypadku 3: samolot musi mieć sprawną instalację ciśnieniowania kabiny, lot musi na poziomie maksymalnym 250, zaś na całej trasie MEA (minimum enroute altitude - minimalna wysokość zapewniająca przewyższenie nad przeszkodami) jest poniżej FL120. Przy takiej wysokości lotu można szybko bez większego ryzyka zejść na minimalną bezpieczną wysokość. Wszystko to wiąże się z możliwością przetrwania ludzkiego organizmu na dużych wysokościach - time of useful consciousness. Ostatnie tragiczne wydarzenia związane z zimową wyprawą na jeden z ośmiotysięczników bardziej to wszystkim przybliżyły niestety - wystarczy posłuchać z jakim wysiłkiem to się odbywa, żeby zrozumieć zagrożenie...
13:38, piotr.smietana
Link Komentarze (3) »
piątek, 15 marca 2013
Nowi piloci c.d.
Jeszcze parę słów na temat nowych pilotów. Nabór nowych pilotów odbywa się ciągle, zmieniają się za to dotyczące ich wymagania. Zainteresowani znajdą wszystko co trzeba na stronie Firmy nie będę więc tego powtarzał. W zależności od potrzeb bywa, że np. w danym okresie potrzeba bardziej kapitanów na wide body (B777, A330), w innym zaś - na narrow body - A320, a jeszcze w innym - drugich pilotow - FO. Oprócz tego BYWA że rekrutuje się pilotów bez doświadczenia na pozycję Second Officera czy nawet zdarza się oferta typu Cadett Programe. WSZYSTKIE szczegóły są wtedy na stronie, dlatego polecam (zainteresowanym) jej regularne śledzenie. Zresztą - podobnie dzialają (i rekrutują!) inne linie z Zatoki czy z Azji, poszukujące pilotów. W/g obecnych trendów wygląda na to, że szansa na dobrą (ciekawą i dobrze płatną!) pracę jako pilot jest wielokrotnie większa na Bliskim Wschodzie i Azji niż w Europie! Z moich obserwacji wynika, że ludzie z zachodniej Europy, Ameryki czy Azji nie mają problemów z wyjazdem w poszukiwaniu dobrej pracy - czego nie można niestety powiedzieć o polskich pilotach - te ciągłe pytania: a po co, a na co?? Cóż... Ale z drugiej strony prawdą jest, że praca jako ekspat nie jest dla każdego!! No i jak już pisałem nieraz - przyszły pilot MUSI wykazać się inicjatywą - jeśli się chce, to wszystko można znaleźć w necie...
11:21, piotr.smietana
Link Komentarze (7) »
B777F
Czyli inaczej ciężarówka czy TIR jak też mówimy na B777F. Wersja cargo samolotu B777 jest najnowszą - wejście do służby w 2009r - wersją tego udanego samolotu i jak dotąd dostępna jest tylko jako NOWE samoloty, prosto z taśmy. Nie wyklucza to, że za jakiś czas pojawią się przerobione na cargo starsze pasażerskie samoloty, ale póki co producent tego NIE poleca. Dlaczego? Samolot cargo od początku jest projektowany i co najważniejsze - BUDOWANY jako cargo, w związku z tym jego konstrukcja jest maksymalnie zoptymalizowana i wzmocniona, ale także odchudzona ze zbędnych elementów. Przykładem jest główny pokład, który do bezpiecznego przewozu cargo jest sklasyfikowany jako kategorii E jeśli chodzi o tzw. ognioodporność. Przerobienie samolotu pasażerskiego do uzyskania takiej samej klasyfikacji wiązałoby się m.in. ze zmianą wykładzin wnętrza kadłuba, a co ważniejsze zaślepieniem okien co podejrzewam ważyłoby więcej. Ponieważ samolot B777F powstał na bazie płatowca najnowszej wersji tego samolotu - ma dłuższe i mocniejsze skrzydła, mocniejsze silniki o ciągu 110 (lub 115 tys funtów ciagu - zależnie od użytkownika - nasze mają 115) i maksymalną masę startową 347 ton. B777-200 i -300 w wersjach podstawowych mają o wiele mniejszą masę do startu - poniżej 300 ton czyli widać wyraźnie że przeróbka tych samlotów byłaby nieopłacalna. Być może, że za parę-naście lat Boeing opracuje program przeróbki starszych egzemplarzy B777-200LR, bo zasadniczo tylko te samoloty będzie się opłacało przerobić, jeśli oczywiście będzie taka potrzeba ze strony linii lotniczych.
środa, 13 marca 2013
Nowi piloci...

przychodzą ciągle choć - w tym roku jakby mniej, a to dlatego, że w zeszłym roku "przerób" recrutingu był niesamowity. Niestety - nie wszystko dobrze zgrano z możliwościami działu szkolenia w efekcie ci, co przychodzą teraz to ciągle ludzie zakwalifikowani do pracy w firmie jeszcze w... zeszłym roku! A i tak wykorzystujemy wszelkie możliwe wolne sloty na symulatorach prawie wszędzie!

A skąd przychodzą? W zeszłym roku była ponad stuosobowa grupa ze zbankrutowanego Espanaira. Oprócz tego piloci są dosłownie zewsząd - jest teraz ponad 100 narodowości wśród pilotów! Podczas interview (ponoć średnio trudne) piloci przechodzą pierwszą kwalifikację, następna następuje podczas szkolenia na symulatorze. Poziom zależy od doświadczenia i kwalifikacji pilota, zresztą pisałem o tym już na blogu kiedyś - nie ma nic bzdurniejszego niż podział pilotów w/g narodowości... Teraz jako instruktor widzę to nawet wyraźniej, nie oceniami ludzi tylko ich umiejętności w odniesieniu do WYMAGANYCH standardów, a dodatkowym kryterium jest pytanie które sobie zadajemy - czy z czystym sumieniem pozwoliłbym danemu delikwentowi przewieźć swoją rodzinę?

wtorek, 12 marca 2013
FL430

B777 jest certyfikowany do lotów do maksymalnej wysokości 43100 stóp czyli maksymalny dostępny dla nas poziom to tytułowy FL430. A stało się to podczas mojego ostatniego lotu do Johanesburga. Sam lot to kolejny "popis" planowania - do Johanesburga polecieliśmy samolotem pasażerskim a powrót do Dohy samolotem cargo czyli jak to kolega mówi - "na TIRze" ;). Lot do Dohy był przez Nairobi i na odcinku Johanesburg - Nairobi samolot był praktycznie pusty - z paliwem do startu samolot ważył mniej niż... PUSTY samolot pasażerski! Wiadomo - brak foteli, toalet, kuchni i cateringu... W efekcie wkrotce po osiągnięciu wysokości przelotowej okazało się, że m.in. ze względu na pogodę (potężne cumulonombusy dookola!) poziom 430 będzie jak najbardziej wskazany! Krotkie pytanie do kontroli i lecimy na poziomie 430! I żeby nie było - fotka jest:

I jeszcze załadunek na lotnisku w Nairobi:

Dlaczego wspominam o tym małym epizodzie? Otóż pomimo tego, że maksymalny poziom lotu B777 (43100) jest wyższy od A330 (41100 stóp) to dla B777 optymalnymi poziomami są niższe poziomy lotu - pełny samolot po starcie z maksymalną masą startową wznosi się do poziomu 290-300 aby w połowie trasy do Stanów czy po ok. 10h lotu osiągnąć FL340-350! Dla A330 jest to od razu poziom 350-360 i wkrótce (3-4h) robi się z tego poziom 390-410!

P.S. Po kilkunastu minutach lotu zmienił się kąt drogi lotniczej i kontroler zorientował się, że poziom 430 jest "pod włos" - powinniśmy lecieć na 410 lub - 450! Ale to było ponad nasze możliwości więc trzeba było wracać na 410... A prędkość zniżania ok  1300-1500 stóp/min jest typowa dla automatyki VNAV tego samolotu (vertical navigation).

niedziela, 10 marca 2013
Ot takie sobie latanie...
Aż tak bardzo się nie przejmuję, chociaż dziękuję raz jeszcze za słowa wsparcia i otuchy w tym co robię! To naprawdę ważne dla mnie, bo czasem trudno w natłoku codziennych spraw zmobilizować się do dalszej blogowej działalności. Rzeczy odkładane na później - bo zmęczenie, bo brak czasu zwyczajnie przestają być ważne, przepadają... W efekcie niełatwo jest wyłowić to, co mogłoby czytelników zainteresować, bo pisać o niczym nie lubię no i grafomania niebezpiecznie czai się za rogiem... Latanie liniowe oprócz swego czasochłonnego charakteru ma także inne cechy jak konieczność ciągłego utrwalania i podnoszenia swoich kwalifikacji, a długie loty zawierają w sobie - co tu owijać w bawełnę - elementy... nudy, co w połączeniu z ludzką tendencją do rutyny może stanowić element zagrożenia. Na szczęście latanie ze "studentami" jest raczej tej rutyny pozbawione, bo trudno o dwóch takich samych delikwentów ;) Można nawet zaryzykować, że często są ciekawsze od normalnych lotów, bo siedząc w kokpicie we trójkę (podczas lotów tzw. ZFT, z TRI/TRE oraz wraz z tzw. pilotem bezpieczeństwa, safety pilotem) często dochodzi do ciekawych rozmów i dyskusji choć - bardzo specyficznych, specjalistycznych. Inny przykład - loty do Bangkoku, które robię ostatnio dość regularnie. Firma dołożyła kolejny, czwarty (!) lot dziennie, a samoloty dalej pełne! Ze względu na czas lotu oraz strefy czasowe każdy lot wiąże sie z pobytem. Niestety - zwiększenie ilości lotów spowodowało, że nie jest to jak dotąd pobyt ok. 24h a kilkunastogodzinny, rzędu 16h czyli po uwzglednieniu dojazdów mamy jakieś 12-14h w hotelu czyli raptem nieco ponad tzw. minimum rest. Nie jest łatwo, bo wiele z tych lotów to loty nocne, co najmniej w jedną stronę! Żegnajcie zwiedzania i zakupy, bo wypocząć trzeba. A jak człowiek zmęczony to i trudniej jakąś ciekowostkę dla Czytelników wyłowić...
sobota, 09 marca 2013
Kryzys...
... twórczy dopadł mnie - co widać, słychać i czuć :( Czy jeszcze jest coś w tej pracy, co zainteresuje kogokolwiek? Slysząc i czytając reakcje - jest, tylko co by tutaj... W założeniu kiedy powstawał ten blog miał być ogólnie o naszym życiu, o miejscach które przy okazji pracy w Qatar Airways zwiedziłem, a wyszło że niektórzy zaczeli traktować go jak wyrocznię w sprawach Firmy i lotnictwa w ogólności. Łał! Nie spodziewałem się szczerze mówiąc... Dzieją się róźne rzeczy - jak np. jakiś czas temu kochana żona wraz z koleżankami spędziła weekend na kortach podziwiając najlepsze damskie rakiety Świata w akcji. Ponoć było fajnie, bo za śmieszne pieniądze wszystkie gwiazdy były na wyciągnięcie ręki. Jakiś czas temu wspominałem chyba, jak duży jest ostatnio przerób w firmie w związku z rozwojem firmy i naborami nowych pilotów - w efekcie zasadniczo wszystkie moje loty są lotami szkolnymi i jak jeden (!) lot miesiecznie mam dla siebie to jest dobrze no i niestety rzadziej mam ulubione destynacje... Każdy pilot wchodząc na linie pierwsze cztery starty i lądowania musi zrobić z instruktorem TRI/TRE, ale ponieważ lotów (i destynacji!) mało to z konieczności zamiast krótkich lotów robią to w lotach np. do Bangkoku czy Londynu, a to powoduje dodatkowo, że cała praktyka na liniii trwa dłużej. Uziemienie 787 takze i naszej firmie dało się we znaki - 4 stoją bezczynnie w Docha, jeden w Londynie, a kolejne egzemplarze (5 czy 6?) stoją w Seattle... Ma to też wpływ na rotację samolotów do naszych destynacji, bo widząc świetne bookingi do/z Warszawy podejrzewam, że latało by tam coś większego, ale jak to w starej anegdocie - po pierwsze, brak armat ;) Duży napływ ludzi powoduje, że szkolenie podstawowe na typ robione jest w ośrodkach poza Katarem, bo brakuje nam mocy przerobowych naszego symulatora! Spowodowało to także, że jeśli rok-dwa lata temu przyjmowano praktycznie każdego kto zaliczył interview tak teraz kryteria naboru są dość wyśrubowane, a ostatnio jakby sobie o mnie koledzy przypomnieli i pytają o możliwości pracy... Spokojnie, ponoć w okolicy połowy roku ma się trochę uspokoić i może wtedy coś ruszy!
19:34, piotr.smietana , Dzień po dniu
Link Komentarze (7) »
Budująca moc prawdy

W zalewie półprawd i totalnych bzdur, obelg i wyzwisk mocnym głosem, solidnie i bez przeinaczeń z nawiedzonymi "Prawdami Objawionymi" czyli tzw. Smoleńskimi konsekwentnie rozprawia się Przegląd Lotniczy. Nie ukrywam, że koszula bliska ciału, bo miałem swój mały wkład w początkowym okresie rozwoju tego pisma. Tym bardziej cieszy mnie, że od samego początku fachowo, spokojnie i - bezstronnie, biorąc pod uwagę ogólnokrajowe emocje, fachowcy zgromadzeni wokół tego magazynu komentowali każdy krok śledztwa tej jednej z najpoważniejszych katastrof lotniczych w historii z udziałem polskiego samolotu. Szczególnie ważny jest artykuł w ostatnim numerze "Anatomia kłamstwa". W nim punkt po punkcie obalane są tezy tzw. "ekspertów" związanych z Jedynie Słusznym i Polskim Obozem a rozpowszechnionych podczas tzw. "Debaty smoleńskiej" na Uniwersytecie Kard. S. Wyszyńskiego. Artykuł ważny i potrzebny, bo istotne jest to, aby w końcu do głosu dopuszczono FACHOWCÓW i aby wreszcie wysłuchano ICH głosu zamiast WRZASKU nawiedzonych krzykaczy i oszołomów. Dlaczego ciągle jeszcze o tym wspominam? Pomimo, że jestem poza krajem, widzę do jakiego stopnia atmosfera wokół katastrofy zamiast poprawiać się, zamiast powszechniejącego zrozumienia dla FAKTÓW rozpowszechniane są bzdury i zwyczajne kłamstwa. Dlatego uważam, że mówiący jednym głosem fachowcy i lotnicy są dla sprawy tak istotni. 

P.S. Bardzo dobre podsumowanie napisane przez byłego LOTowskiego Kapitana Tu-154. Chyba nic więcej dodawać nie trzeba!

11:40, piotr.smietana
Link Komentarze (5) »
środa, 02 stycznia 2013
Odświętnie i Noworocznie

Witam wszystkich czytelników w Nowym Roku i życzę wszystkiego najlepszego!!

Święta spędziliśmy tym razem w Doha, a dzięki wizycie rodziny było prawie jak w kraju! Prawie, bo jednak nie wszystko uda się tak samo, w tym roku 25 grudnia było +28 i nawet basen można było zaliczyć ;) Ubiegły rok skończyłem nieomal tak samo jak zacząłem - w pracy niestety! Ubiegłorocznego Sylwestra spędzilem w Singapurze, ale - w symulatorze niestety... W tym roku było lepiej, bo sesję skończyliśmy o 22-giej więc był czas aby dojechać do hotelu i pójść do pubu, bo szkolenie tym razem w Londynie, na Heathrow, w cetrum szkolenia BA. Notabene - chyba będzie to mój jeden z najmniej ulubionych ośrodków - stary symulator i stara, nie ta wersja samolotu, całe szczęście że wszystko w cywilizowanym kraju to i można jakoś fajnie spędzić czas wolny.

Ubiegły rok skończył się też inny miłym dla nas, katarskich Polaków akcentem, a mianowicie otwaciem długo oczekiwanego połączenia Doha - Warszawa, o czym już wspominałem, a co także miałem też okazje wypróbować osobiście w charakterze pasażera. Początek roku przyniósł kolejną dobrą wiadomośc, a mianowicie zwiększenie częstotliwości lotów z 4 do 7 tygodniowo już od 3 lutego - będzie więcej okazji do krótkich, szybkich wypadów :))) Rok 2012 to w/g specjalistycznych portali - rok nowego, świetnego aparatu Olympus OM-D EM-5 którego stałem się szczęśliwym posiadaczem - lekki, dający świetnej jakości zdjęcia, idealny do podróży i torby pilota! Jest już parę fajnych fotek w kolejce do małej obróbki i prezentacji :))) Nowy rok, a w pracy nowe wyzwania, nowe obowiązki, o czym napiszę wkrótce, kedy sprawy się sfinalizują - pewnie w okolicach lutego - będziemy w kontakcie!

Raz jeszcze dziękuję wszystkim za życzenia, słowa wsparcia i otuchy!

10:02, piotr.smietana , Dzień po dniu
Link Komentarze (6) »
poniedziałek, 10 grudnia 2012
QR980/981
Czyli DOH-WAW-DOH No i stało się - trasa Doha-Warszawa-Doha przetestowana! W końcu z Kataru do Polski można dostać się "suchą stopą", bez konieczności przesiadki. Samolot był całkiem nieźle wypełniony - na obu odcinkach ponad stu pasażerów czyli około 70-80% co dobrze wróży na przyszłość i wygląda na to, że częstotliwość się zwiększy, a może i będą latały większe samoloty! Może nie od razu B777, ale pomarzyć można... Eeeech! P.S. Trasę obsługują samoloty A320 więc tylko jako pasażer...
15:23, piotr.smietana , Dzień po dniu
Link Komentarze (10) »
wtorek, 20 listopada 2012
Parę przemyśleń...
Mieszkając poza krajem jesteśmy na bieżąco ze wszystkim co się w nim dzieje, a w dzisiejszych czasach internetu i telewizji satelitarnej nie ma z tym problemu. Spotykając się w kraju z rodziną i przyjaciółmi często wspominamy, że wiele rzeczy wygląda inaczej, a często i lepiej z dalszej perspektywy. Oczywiście widzimy i te niedobre rzeczy, tym niemniej są sprawy, które budzą w nas niepokój, ba - przerażają wręcz! Czytując wiadomości na różnych polskich stronach i portalach internetowych często rzucamy okiem na komentarze pod artykułami i wiadomościami. Jest to baaardzo smutna i wstrząsająca lektura!! Od pewnego czasu dominuje jeden ton - nieograniczonej agresjii, rynsztokowych wyzwisk . Nie daj Boże, żeby ktoś próbował napisać coś pozytywnego - natychmiast jest niszczony i wdeptywany w ziemię z niebywałą zajadłością i wściekłością! Skojarzenie nasuwa się jedno - kibolstwo (choć bardziej pasuje bandytyzm po prostu!) - można to nazwać "kibolstwem internetowym" W taki sposób odzywają się do siebie ludzie w kraju, gdzie ponad 90% ludzi ma się za wierzących Katolików?? Kto nie jest z nami ten jest nasz wróg najgorszy?? No i ta wiara, że jeśli znajdziesz "wroga" i go zniszczysz, to wszystkie problemy się skończą! Bo to przecież nigdy, przenigdy to nie my jesteśmy winni tylko "Oni"!!! I żeby było zabawniej (choć nie ma w tym nic zabawnego) - nie ma znaczenia na jaki temat była dyskusja - polityka czy chodzi o część ciała przysłowiowej Maryni - winni są "Oni - ........." - tu Prawdziwy Polak wstawia nazwę swojego Wroga Jedynego - lista moźe być długa... I ten ciągły antysemityzm - smutne to... I na koniec cytat: "w internecie, gdzie łatwo o anonimowość i zmianę tożsamości, zastanawiające jest to, jak wiele osób wybiera bycie idiotą..."
13:39, piotr.smietana , Dzień po dniu
Link Komentarze (23) »
czwartek, 15 listopada 2012
Co by było gdyby...

W swoich dywagacjach na temat latania poruszałem nie raz chyba problem typu - "co zrobic, jeśli". Współczesne latanie samolotami pasażerskimi to praca zespołowa - team to 2 pilotów kokpicie PLUS odpowiednie procedury, a odpowiednie przeprowadzenie procedur to godziny szkoleń i doświadczeń  oraz tzw. checklisty. Truizmem jest stwierdzenie, że checklisty są pomocne na wszystko - bo są! Szczególnie w takiej formie ja zaimplementowano je w 777/787 - elektroniczne, z samoodznaczającymi się wykonanymi już elementami, ale - nie jest to panaceum na wszystko! Zawsze decydujący głos czy osąd należy do pilota. Tak też jest w przypadku zderzenia z ptakami. Generalnie - lecimy dalej bo samolot to nie samochód, na poboczu nie zatrzymasz... KAŻDA normalna i nienormalna procedura zaczyna się od "fly & navigate"! Ileż to już pozornie błachych usterek spowodowało wypadek bo piloci zajęli się np. wymianą żarówki a nie zwracali uwagi jak i dokąd leci samolot! Tak więc po wzmiankowanym zderzeniu - po pierwsze - lecimy! Jako minimalną wysokość do rozpoczęcia procedur awaryjnych przyjeto w lotnictwie wysokość 400 stóp (ok. 120m) - tak też skonstruowano odpowiednie strefy wokół lotniska. Jeżeli pojawiaja się problemy z silnikiem (co wcale nie jest takie oczywiste bo ptaki mogły uderzyć np. w kadłub - huku dużo a skutki dla samolotu stosunkowo niewielkie) nalezy najpierw zabezpieczyć silnik - wyłączyć, ew. ugasić. I dalej - wznosimy się do wysokości rozpędzania na jednym silniku - zwykle jest to 1000 - 1500 stóp (zależe od samolotu, linii lotniczej) - na tej wysokości chowamy klapy, kończymy niezbędną checklistę i wznosimy sie minimalnie do wysokości co najmniej MSA (minimum sector altitude - minimalna wysokość zabezpieczjąca przed terenem i przeszkodami). Wtedy należy zdecydować co dalej - kontynuujemy lot czy wracamy. Według tego schematu działamy we wszystkich sytuacjach nietypowych, awaryjnych - modyfikacje (niewielkie!) mogą nastąpić, ale - NIE może być to kosztem bezpieczeństwa lotu. Reasumując - nie każde zderzenie z ptakami to natychmiastowy problem i konieczność powrotu - przeważnie to ptaki mają większy z tym problem ;)

piątek, 09 listopada 2012
Spotkania....
Ostatnie dwa dni spędziłem bardzo miło ze starymi kolegami ze starej firmy czyli - LOTu w... Crawley koło Gatwick. Powód jak zawsze - praca, a konkretnie symulatory w ośrodku Boeinga w Crawley. Obecnie ze względu na ilość szkolonych pilotów i obłożenie symulatora w Doha większość nowo zatrudnionych szkolimy w ośrodkach zewnętrznych. Najczęściej wygląda to tak - część teoretyczna czyli CBT (Computer Based Training) oraz symulator tzw. Fix-base robią studenci w Doha natomiast reszta szkolenia na symulator full flight odbywa się w ośrodkach zagranicznych Boeinga jak Singapur czy Crawley z instruktorami najczęściej miejscowymi. Nasi instruktorzy przylatują tylko na kilka symulatorów tzw. operacyjnych - AWOPS, RNAV i Unstable Approach/JFK no i robią końcowy egzamin. I właśnie na takie trzy symulatory przyleciałem do Anglii. W ośrodku w Crawley przebywa także obecnie duża grupa pilotów LOTu - część na szkoleniu podstawowym a część wznawia się po szkoleniu z początków roku, bo wprost z Anglii lecą odebrać wyczekiwanego Dreamlinera. W grupie jest śmietanka (nome-omen;)) instruktorów, m.in. nasi wielokrotni mistrzowie Jurek, Marian, koledzy Jarek, Kazik, Roman i inspektor ULCu Piotrek - zresztą lista jest dłuższa. Był obiad, Polaków i lotników rozmowy :))) Miło spotkać kolegów po latach!!!
14:48, piotr.smietana
Link Komentarze (5) »
piątek, 19 października 2012
Szkoła

Na naszym blogu wspominaliśmy już o szkole dzieci, pisał też o tym nasz najstarszy syn Rafał, który właśnie wyfrunął z gniazda i w zeszłym miesiącu rozpoczął studia na University of Manchester.

Ale ja nie o tym. Kubuś przyniósł nam zaproszenie na assembly jego klasy w czwartek. Takie assembly to dość ciekawe dla nas zjawisko - jest to coś w rodzaju apelu i dzieci mają je tak raz w tygodniu. Dodatkowo co najmniej raz na semestr dochodzi do tego krótkie przedstawienie na zadany temat - np. mogą to być świąteczno-noworoczne jasełka albo jakiś temat ostatnio przerabiany na lekcjach i zapraszani są rodzice. Tym razem tematem były "Magnets & Springs". Ciekawe, jak w krótkiej zabawowej formie piosenek i rymowanek można zawrzeć mnóstwo pożytecznych informacji z tym związanych bo całość trwa ok. pół godziny! Na widowni oprócz rzecz jasna rodziców i kilku nauczycieli były także dzieci z kilku innych klas - tym razem 4-5 (Kubuś jest już w 3 - czas leci...) bo po przedstawieniu na forum międzyklasowym Dyrektor szkoły Primary czyli podstawowej wymienił ostatnie osiągnięcia uczniów - sportowe jak i w nauce zarówno indywidualne jak i grupowe w ramach tzw. domów czyli Houses (miłośnicy np. Harrego Pottera wiedzą o czym mówię!) a także solenizantów z tego tygodnia. Dyrektor jest dość wesołym człowiekiem, jak i cała reszta nauczycieli jest bardzo zaangażowany w sprawy szkoły i uczniów, zna wszystkich z imienia! A podczas assembly udziela się wraz z uczniami - często śpiewa razem z nimi, a jak trzeba to i przebiera w odpowiedni kostium!

Ale najciekawsze na takich assembly jest co innego - dyscyplina wśród dzieci!! Być może forma egzekwowania dyscypliny jest nieco żartobliwa aczkowiek stanowcza bo fakt jest niezaprzeczalny - jedno krótkie zdanie Dyrektora i rozbrykana dzieciania przestała gadać i usiadła po turecku obserwując to co się działo na scenie! Niebywałe tym bardziej, jeśli weźmiemy pod uwagę ile różnych narodowości jest wśród uczniów...

20:23, piotr.smietana , Dzień po dniu
Link Komentarze (7) »
wtorek, 25 września 2012
Przygody z fachowcami
Te kilka lat życia na obczyźnie to także zderzenia z rzeczywistością, mniej lub bardziej bolesne, ale na szczęście prawie zawsze zabawne. Tym razem chciałbym się podzielić kilkoma przygodami z szeroko pojętymi fachowcami - chodzi mi o tzw. maitennance staff czyli obsługą techniczną naszego osiedla. Jedną z zalet mieszkania na osiedlu jest oprócz dużych i wygodnych facilities - siłowni z zapleczem, basenów, knajpek itd jest rzeczony serwis. W razie jakiejkolwiek awarii - hydraulicznej, elektrycznej czy np. niedomykające się szafki kuchenne - telefon i przychodzi ubrany w firmową koszulę gostek, a raczej przyjeżdża na trójkołowym rowerku z koszem - standardowym środku transportowym techników osiedlowych. Zabiera się do naprawy?? Nieeee, nic bardziej mylnego - najpierw ze trzy razy sprawdzi czy aby na pewno problem występuje - tak jakbym nie by w stanie określić np. skąd cieknie woda! Potem mówi sorry - idę po narzędzia! Prawie zawsze akurat tych potrzebnych w skrzynce na rowerku nie ma więc mija kolejne kilkanaście minut dopóki ich nie przywiezie i w końcu zabiera się do pracy - mniej lub bardziej skutecznie, a na koniec trzeba podpisać papier bo to tutaj rzecz święta! Ostatnio postanowiliśmy wyposażyć kuchnię w zmywarkę na własną rękę, bo akurat właścieciel osiedla uznał, że ponieważ domy mają pomieszczenia dla pomocy domowych (zwanych tutaj mejdami) to zmywarki nie są potrzebne. Cóż... Koncepcja instalacji jest to chcieliśmy, aby gość z obsługi pomógł w instalacji sprzętu. Kiedy się pojawił pierwsze co stwiedził, że nasza koncepcja małej przeróbki kuchni jest "not allowed" czyli lokalny standard. Mówię mu, żeby jednak pomógł sugerując mu dodatkowy przychod bo i tak to zrobimy. Oczywiście pomimo tego, że cała koncepcja byla gotowa zaczął mierzyć po swojemu - jak? Ano przykładając... długopis - trzymając go przed sobą w wyciągniętej ręce zaczął wędrowac od szafki do zmywarki!!! Nie masz gościu miarki?? Ręce mi opadły... Pogonłiem "fachowca", sprzęt zamontowaliśmy i działa.
14:22, piotr.smietana
Link Komentarze (7) »
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 21
Napisz do Nas!


Liczba wizyt



Zobacz Księgę Gości

Odwiedziłeś Nas? Masz Uwagi? Będzie Nam miło jeśli dopiszesz się do Księgi Gości


Locations of visitors to this page
Pisz swój dziennik w Internecie
Blog należy do Syndykatu Blox.pl