Życie i praca polskiego pilota Qatar Airways
środa, 05 września 2012
Bombardiery
Nie - nie chodzi mi o sprzęt wojenny tylko o samoloty ;) Owszem, mamy kilka sztuk, w różnych wersjach, choć w zasadzie to nie my, bo samoloty należą do firmy-córki - Qatar Executive. Nie znam szczegółów ale jak sama nazwa wskazuje jest to firma oferująca loty dyspozycyjne dla klientów z "nieco" grubszym portfelem. W związku z tym samoloty te moźna spotkać zasadniczo wszędzie - nie znam co prawda dokładnej specyfikacji, ale przynajmniej niektóre z nich są w stanie polecieć i za Wielką Wodę. Częstą klientelę oprócz Kataryjczyków stanowią nasi wschodni sąsiedzi - praktycznie cały czas co najmniej jeden samolot jest gdzieś w Rosji, a najrzadziej chyba - w Doha ;) Są i polskie akcenty w Qatar Executive czyli polskie stewardesy a od niedawna także i polski pilot. Jakiś czas temu pojawiła się plotka, chyba nawet list intencyjny w sprawie zakupu nowych Bombardierów CS series, ale chyba tych samolotów w firmie matce nie zobaczymy. Są prowadzone pewne przymiarki do stworzenia coś w rodzaju low-costa, ale chyba nie będzie to firma stricte katarska, bo mówi się coś o sąisedniej Arabii - ale to wszystko póki co spekulacje. Jak mówili starożytni - pażywiom, uwidim ;)
Łelkam tu Katar!!!
Z dniem 4 września zniesiono obowiązek wizowy (tzw. sponsorowany) w Katarze. Obywtele Polski mogą uzyskać wizę turystyczną bezpośrednio na lotnisku w Doha na identycznych zasadach jak 35 wyróżnionych dotąd krajów! Kosztuje to 100 rijali (ok. 90 złotych). Przylatujcie i zwiedzajcie!!
22:34, piotr.smietana , Dzień po dniu
Link Komentarze (4) »
czwartek, 30 sierpnia 2012
Instruktorka
Chyba już kiedyś pisałem na ten temat, ale może nie byłem dość konkretny. Instruktor musi umieć latać z obu foteli, oczywiście nie jednocześnie ;) Tak więc gdzie ma siedzieć instruktor szkolący kapitana? Ano - na prawym fotelu! Stąd zdjęcia z prawej strony! Coś mam ostatnio szczęście do latnia z kapitanami, świeżym "narybkiem" w fimie ;) Uprzedzę pytania - owszem, początkowo dziwnie się czułem siadając na prawej stronie po kilkunastu (kurcze - aż?) latach latania z lewego fotela, ale okazało się to mniejszym problemem niż przypuszczałem i w sumie nie ma problemu, że raz z lewej, a raz z prawej... P. S. Żeby była jasna sytuacja - w przypadkach szkolenia nowego kapitana - czy to "z zewnątrz" czy to awansowania podczas takiego lotu pomimo, że z prawej strony to właśnie instruktor jest dowódcą załogi. Pełni wtedy DWIE funkcje - rzeczonego dowódcy i F/O i nie ma w tym nic dziwnego, tak to się po prostu robi wszędzie. Oczywiście główne zadanie to wyszkolenie nowego kapitana i pilot szkolony ma dużo swobody, ale ostateczna odpowiedzialność spoczywa - jak zawsze - na dowódcy załogi czyli - instruktorze, nieważne po której stronie siedzi.
niedziela, 26 sierpnia 2012
Nocny lot

Nie będzie wiele pisania, za to będzie parę zdjęć z nieco innej perspektywy. Na początek - tak oto wygląda otwarty trap ewakuacyjny na żywym samolocie:

Po jednym z lotów inżynierowie sprawdzali funkcjonowanie trapu przed jego wymianą.

I jeszcze widok kokpitu z innej perspektywy - gdzieś nad Indiami nocą...

Prawie to samo w wersji old timerowej ;)

14:06, piotr.smietana
Link Komentarze (6) »
środa, 15 sierpnia 2012
Qatar Airways w Warszawie!!

NARESZCIE!!

Po kilkuletnich (!) plotkach w końcu stało się - moja firma zawita nad Wisłę!! Od 5 grudnia, początkowo 4 razy w tygodniu, na samolocie A320. Na pewno koleżanki stewardesy no i koledzy latający na tym samolocie się ucieszą :)) Niewątpliwie tą decyzję przyspieszyła decyzja Emirates o otwarciu połączenie Dubaj - Warszawa. Od razu też pojawiły się głosy pewnego powiedziałbym - niezadowolenia. Że mały samolot (mniejszy od Emirates), że nie codziennie. Nie przekreślałbym tak od razu naszej firmy i nie stawiałbym od razu na straconej pozycji. Po pierwsze - my mamy małe samoloty, Emirates nie! Czy maja z tym problem? Szczerze mówiąc - nie wiem! Wiem tylko, że latają (dość często) dużymi samolotami z niewielkimi bookingami, bo kilkudziesieciu pasażerów w samolocie klasy A330 czy B777 - jak im się to opłaca...  Polityka mojej firmy jest taka - połączenie okrzepnie, znajdą się chętni i jak trzeba będzie to przylecą większe samoloty - tak jest prawie z każdym nowym połączeniem do Europy od kilku lat. Częstotliwość zapewna zwiększy się kiedy odbierzemy następne samoloty i doszkolimy kolejnych pilotów, bo teraz jest kolejka do szkolenia na... kilka miesięcy do przodu!!! I na koniec - nie bez znaczenia jest zacząć te parę miesięcy wcześniej od konkurencji - jest szansa, że pasażerowie się przyzwyczają i będą wybierać nas częściej - czyli zwiększy się szansa na większy samolot...

Pożyjemy, zobaczymy!

A na Świeta i karpika w końcu polecimy bezpośrednio!!

poniedziałek, 18 czerwca 2012
Lato

Lato, przynajmniej to astronomiczne, zaczyna się lada dzień, ale u nas trwa już w najlepsze! Zresztą zobaczcie:

Ale żyć trzeba! Wybraliśmy się na souk wczesną popołudniową porą kupić parę drobiazgów przed wyjazdem na wakacje, a przy okazji kupiliśmy troszkę lokalnego jedzenia od miejscowych biednych - tak - dobrze czytacie biednych kobiet!! Wracając do samochodu oczom naszym ukazał się przecudny, zabytkowy autobus:

Może ktoś z szanownych Czytelników zidentyfikuje typ?

23:56, piotr.smietana , Dzień po dniu
Link Komentarze (8) »
sobota, 16 czerwca 2012
Demonstracja siły ;)

Dzisiaj krótko bo trzeba zbierać siły na kibicowanie!!

Ci z Was, którzy byli w Doha wiedzą, że lotnisko cierpi na ciasnotę i wszyscy wypatrują otwarcia nowego lotniska. Tym niemniej można oglądać czasem takie widoki:

czyli "tylko" 7 razy 777 - z 30 czy 31 posiadanych, bo już nie nadążam ;)

niedziela, 03 czerwca 2012
Pożar w domu

Śpimy sobie spokojnie a tu nagle budzi nas krzyk Elmy, naszej pomocy - "Sir, sir - I have a fire!!!!"" wyskoczyłem z łóżka pędzę na dół a tu dym wali z jej pokoju! Widzę gęsty dym i półmetrowy płomień w jej pokoju! Łapię w kuchni garnek i w tym momencie przypominam sobie że przecież mamy gaśnicę, obowiązkowe wyposażenie kuchni. Wyłączyłem prąd w domu, kilka szpryc i ogień przechodzi szczęśliwie do historii, za to jest pełno dymu, pyłu z gaśnicy, kupka popiołu i smród spalenizny. I cóż się okazało? Ano zapaliła sobie dziewczyna świeczkę i zostawiła ją na... plastikowej półce na buty!! Myślałem, że niewiele jest mnie w stanie zaskoczyć a tu - proszę! Na szczęście wszystko skończyło się dobrze za wyjątkiem okopconego pokoiku i stopionego klimatyzatora...

I pomyśleć, że przez ludzką głupotę mogliśmy wszyscy się w najlepszym razie uwędzić...

15:19, piotr.smietana , Dzień po dniu
Link Komentarze (8) »
sobota, 02 czerwca 2012
Tragedia w Villagio

Parę dni temu doszło w centrum handlowym Villagio do strasznej, przeogromnej tragedii - w pożarze zginęło 19 osób w tym 13 dzieci!!!

Chociaż nadal trwa śledztwo znane są pewne szczegóły - pożar zaczął się w sklepie Nike i szybko rozprzestrzenił się na sklep Pumy. Straż przybyła 8 minut od wezwania ale na miejscu okazało się, że plany które otrzymali są niedokładne i niekompletne! Jakby tego było mało - alarm przeciwpożarowy w/g świadków był średnio słyszalny - à la dzwonek do drzwi, a spryskiwacze nie zadziałały!! Między innymi nie zaznaczono na planach... przedszkola!!! Zlokalizowane było na piętrze, a dokładniej - nad sklepem Pumy!! W miejscu pierwotnie przeznaczonym na... skład!! Zanim ratownicy zorientowali się w sytuacji ogień odciął wejście będące zarazem jedyną (!) drogę ewakuacyjną!!! W tej sytuacji jedyne co mogli zrobić to przebić się przez dach!! Niestety - uratowano tylko dwoje dzieci, reszta czyli 7 chłopców i 6 dziewczynek w wieku od kilkunastu miesięcy do 7 lat zginęła na skutek uduszenia dymem i zaczadzenia, wszystkie z rodzin ekspatów. Zginęly także 4 ich opiekunki - 3 Filipinki i jedna z RPA oraz dwóch młodych strażaków, lat 27 i 22. Tragedia tym większa, że wśród ofiar były dwuletnie trojaczki z Nowej Zelandii oraz trójka rodzeństwa (7, 5 i 2 lata) z Hiszpanii, mieszkającego na naszym osiedlu...

Tragedia trudna do wyobrażenia tym razem niesamowicie zjednoczyła rodziny ekspatów w żałobie i smutku, następnego dnia po wypadku w parku Aspire zebrało się wiele ludzi by wyrazić swoją solidarność w cierpieniu z poszkodowanymi. Zresztą - zobaczcie sami.

13:50, piotr.smietana , Dzień po dniu
Link Komentarze (2) »
piątek, 04 maja 2012
I znowu...

...jest smutno, bo kilku kolegów lotników zginęło praktycznie na przednówku sezonu! Długi weekend, czas relaksu i majówki a tu taka tragedia - dla rodzin, znajomych i przyjaciół. Jest także niestety histeria i "czarna seria".   A ciekawe ile osób zginie na drogach podczas tegorocznej majówki? Zapewne równowartość niedużej wsi czy miejscowości, ale to nie taki nośny medialnie temat...

Znów jak królik z kapelusza wyskoczył temat nieszczęsnego lotu AF447 za sprawą niezbyt lotnego artykułu m.in. w gazecie. Wprawdzie ciągle jeszcze nie ma końcowego raportu, ale już trzeba wyskoczyć z teoriami spiskowymi. We Francji a w Air France w szczególności bardzo silną pozycję mają związki zawodowe, a ich szefowie niemalże od początku mieli gotową wersję i bez ogródek twierdzili, że zrobią wszystko, aby oczyścić załogę z zarzutów! Czy z czymś to się komuś kojarzy? Chyba aż nadto...

W przypadku AF447 brakuje odpowiedzi na podstawowe pytanie - jak to możliwe, że mając do dyspozycji w zasadzie wszystko, praktycznie sprawny samolot załoga uparcie sterowała nim w sposób doprowadzający do katastrofy? Czegoś nie wiedzieli? Nie widzieli? Może nie potrafili? Doznali totalnego paraliżu umysłowego? CAŁA trójka?? Nie od dzisiaj wiadomo, że najsłabszym elementem układu człowiek-samolot jest niestety człowiek! Element psychologiczny jest niezmiernie ważny, to też wiadomo od dawna. Praktyka uczy, że nawet doświadczonym pilotom zdarzają się błędy - "a komu się nie zdarzyło, niech pierwszy rzuci kamieniem..." Miałem i mam ostatnio, szczególnie jako instruktor tego przykłady - w większości na symulatorze na szczęście, rzadko, ale - się zdarza. 

Dlatego uważam, że kluczem jest szkolenie. Teoretycznie wszystko jest cacy - nikt nie posadzi za stery niedoszkolonego pilota. Praktycznie - z roku na rok są naciski na upraszczanie, skracanie szkoleń, nie ma tzw. piramidy szkoleniowej - "form zero to hero" w 20 miesięcy! Wmawia się młodym ludziom z 200h i frozen ATPL że są w pełni wyszkoleni i gotowi do latania na liniach! Przykro mi, ale was rozczaruję... Dopiero potem zabierają się za delikwenta linie lotnicze i coś z tym fantem trzeba zrobić! Symulatory, praktyka na liniach, latanie z doświadczonymi kapitanami i już po paru latach można nawet się przy takiej młodzieży nawet zrelaksować 
(no dobrze - może trochę przesadzam! )
Najnowszy trend to szkolenie pilotów wyłącznie w załodze wieloosobowej, wkrótce spora część pilotów latających w liniach nie będzie miał za sobą praktycznie żadnego nalotu DE FACTO samodzielnego jako pilot. Można? Można, ale czy tak do końca, czy naprawdę jest to w pełni efektywne? 
Nie znam historii szkolenia pilotów tego lotu, jaka była ich droga lotnicza, czy latali np. na szybowcach, czy na akrobację. Słyszy się często że to nie jest konieczne, że nieefektywne - może i nie, ale w/g mnie KAŻDE doświadczenie lotnicze, oblatanie, obycie z powietrzem czegoś pilota uczy, a przynajmniej powinno. Na doświadczenie pilota składa się wiele elementów a ilość godzin to tylko pewien element - śmiem twierdzić - średnio ważny element! To dzięki doświadczeniu, kiedy trzeba gdzieś tam w głowie otwiera się ta właściwa "klapka" z gotowym rozwiązaniem, może czasem nawet i niespodziewanym ale - dobrym. I o to w sumie z doświadczeniem chodzi.
W przypadku lotu AF447 na pewno jakiegoś elementu wyszkolenia zabrakło - w końcu rozbił się samolot z praktycznie drugorzędną awarią trwającą mniej niż minuta... 

Reasumując - każdy wypadek, każda katastrofa to temat do przemyśleń. Bo co zdarzyło się jemu - może zdarzyć się i mi! Naprawdę - na błędach można i trzeba się uczyć, ale najlepiej - na cudzych!

środa, 11 kwietnia 2012
Bombaj
Tiaaa, co by tu napisać.... Może od początku - ze względu na dużą liczbę nowo przyjętych pilotów oraz na spore obciążenie symulatora szkoleniami zarówno okresowymi jak i podstawowymi już od jakiegoś czasu zwyczajnie brakuje nam "mocy przerobowych" i część szkoleń, zwłaszcza podstawowych jest outsource'owanych (nowe modne słowo) czyli robimy je poza granicami Kataru. Jak już wspominałem - jedno tekie szkolenie "młodzierzy" ;) mam za sobą, szkoląc w Singapurze. Drugi ośrodek używany przez nas jest przy lotnisku Gatwick pod Londynem, ale - ciągle mało! Dlatego też w poszukiwaniu symulatorów wylądowaliśmy w... Bombaju, w ośrodku należącym do Jet Airways. Cóż - uważam określenie "ośrodek" za mocno naciągane - ot hala, przedziwlona pół, jedna częśc zawiera dwa symulatory 737NG a druga A330 i B777. Szczerze mówiąc - po pobycie w Singapurze oczekiwałem chyba zbyt wiele, ale zero minimalnych udogodnień w postaci jakiejś kafeterii czy nawet automatów z napojami to trochę niefajnie! Szczególnie, że na symulatorze spędza się 6-7 godzin, z czego 4 są naprawdę intensywne! Już o takim "szczególe" jak czystość, a raczej jej brak z litości nie wspomnę... Ten ostatni problem, jest powszechny w Bombaju, delikatnie mówiąc. Nie był to mój pierwszy pobyt w Indiach, ale z opowiadań mieszkających i pracujących w Doha Hindusów spodziewać możnaby się czegoś więcej! A tu mnóstwo ludzi śpiących, jedzących, żyjących wprost na ziemi, tuż obok nowoczesnych szklano-stalowo-aluminiowych wieżowców - smród, brud i ubóstwo, mnóstwo dziecięcych żebraków wyrastających jak spod ziemi kiedy tylko na moment zatrzyma się tuk-tuk (tutaj zwany rykszą) - słowem sceny jak z filmu Slumdog Millionaire z tą różnicą, że jakoś happy endu nie widać... Hotel w którym mieszkaliśmy był dobry, nawet bardzo, jawił się swoistą wyspą luksusu wręcz wśrod generalnie śmieci! Po paru dniach miałem dosyś, wyjeżdżając po 3 tygodniach chcie mi się skakać z radości, bo właśnie opuszczam to najbrzydsze miejsce w jakim dotąd byłem...
piątek, 30 marca 2012
Wypadzik

Jedną z rzeczy, które lubią moje dzieci, no i my, jest to że w każdym semestrze mają tygodniową przerwę w szkole tzw. mid-time break. Po krótkim zastanowieniu i rozpoznaniu postanowiliśmy wybrać się tam, gdzie nas jeszcze nie było czyli na Sri Lankę. Po wylądowaniu wściekle rano o 3, pojechaliśmy do hotelu do Colombo, gdzie po drzemce wyszliśmy na mały rekonesans. Początkowy plan był taki, że trzymamy bazę w Colombo i udajemy się na wycieczki po wyspie tak więc poszliśmy szukać odpowiedniego transportu.

Znaleźliśmy oczywiście zaraz paru cwaniaczków, ale wizyta w jednym z biur podróży spowodowała, że zmieniamy plan - wynajmujemy samochód z kierowcą i jeździmy po wyspie, a nocować będziemy codziennie gdzie indziej.Wkrótce okazało się, że była to bardzo dobra decyzja, bo po pierwsze - opuściliśmy zatłoczone i co tu dużo mówić, nie najładniejsze miasto, a po drugie - ruch jest lewostronny i to jak tam jeżdżą wielokrotnie przyprawiało nas o palpitacje, ale przede wszystkim - widoki zapierały dech w piersiach!! Wprawdzie nie mieliśmy dobrego aparatu, ale namiastkę możecie zobaczyć tutaj.

Na pierwszy ogień poszedł żłobek dla słoni w Pinnawala. Jest to coś w rodzaju zoo z tym, że tam w sumie to ludzie muszą trzymać się zagród, bo to słonie mają większość wybiegu dla siebie. Zgromadzone tam słonie to między innymi osierocone maluchy znalezione w dżungli. Można obcować ze słoniami, karmić je owocami lub z butelki, a dwa - trzy razy dziennie słonie przechodzą przez miasteczko do rzeki na kąpiel z całym rytuałem. Dzieciom najbardziej przypadł do gustu mały słonik biegający pomiędzy ludźmi, przepychający się wszędzie słowem istny Rozrabiaka - i tak go z miejsca ochrzciły. Po noclegu w hotelu ulokowanym w zasadzie w dżungli następnym punktem była Sigiriya czyli Skała Lwa - niesamowita twierdza króla Kassapy z V wieku usytuowana na szczycie 370m skały wystającej z otaczającej ją równiny. Choć na skale zostały już tylko ruiny, tym niemniej odrestaurowano otaczające ją ogrody i schody na górę - prawdziwa uczta dla oczu! W drodze do Kandy czyli dawnej stolicy Sri Lanki odwiedziliśmy świątynię Buddy w Dambulla. Ulokowana w w pięciu jaskiniach tuż przy szczycie góry na którą trzeba było znowu się wspinać!!! Ale - warto było!! Porządnie zmęczeni późnym popołudniem dotarliśmy do Kandy - malowniczego miasteczka, ponoć najczystszego na Sri Lance, co było widać. Rano zwiedziliśmy miejscowy ogród botaniczny - duży, malowniczo położony na zakolu rzeki, zawierający niesamowitą kolekcję roślin z całej Azjii. A potem zaczęła się jazda! Następnym punktem była podróż przez plantacje herbaty ulokowane na zboczach górskich. Trwało to dobrych kilka godzin i znowu uczta dla oczu - świeżość zieleni krzewów herbacianych jest nie do opisania!! Po drodze - obowiązkowym przystanek w fabryce herbaty, gdzie zapoznaliśmy się z procesem przerobu zebranych świeżych liści herbacianych, był też czas na przepyszną a cup of tea, B.O.P. z obłędnym ciasteczkiem :))). Potem jeszcze ze dwie godziny i jesteśmy w Nuwara Eliya, jednej z najwyżej położonych na Sri Lance miejscowości - 1895m.n.p.m. Z racji sporej liczby postkolonialnych domów, parków i rezydencji zwana jest też Little England, a w centrum obok malowniczego jeziora jest też wyścigów konnych. Cudo! Jest jeszcze inny sposób dostania się do tego miasteczka - samolotem na... jeziorze! Dwa razy tygodniowo Twin Otter Sri Lankan lata tutaj z Colombo.

Następny dzień - powrót serpentynami i jazda na południowe plaże wyspy do miejscowości Hikkaduwa, koło Galle. Plaże i owszem, ale w okolicy ciągle widać pozostałości po tsunami z 2004 roku. Rano po odpoczynku ostatni etap - Negombo i cały dzień leniuchowania na plaży. A wieczorem nazajutrz już tylko 15 minut drogi na lotnisko i do domu! A tu okazało się, że nie ma dla wszystkich miejsc! W efekcie najpierw poleciały dziewczyny, a ja z Kubusiem "już" po kilkugodzinnym oczekiwaniu załapaliśmy się na samolot na ostatnie wolne miejsca! Taki to już urok latania na zniżkowe bilety ;)

sobota, 03 marca 2012
Trochę o ekstremach czyli
errata na temat przeciągnięcia. Jest to aktualna ZALECANA przez producentów samolotów - zarówno Boeinga jak i Airbusa - procedura wyprowadzania z pełnego przeciągnięcia. Dlaczego? W pełni "rozwinięte" przeciągnięcie (ang. developed) to mniej więcej taki stan, w jakim znalazł się A330 AF podczas feralnego lotu. We współczesnych samolotach pasażerskich z silnikami pod skrzydłami występuje tzw. dolna decentracja ciągu, tym większa im większy ciąg. Oś czy może wektor ciągu silników jest poniże środka ciężkości, zwiększenie ciągu powoduje moment zadzierający nos samolotu i powodujący wzrost kąta natarcia czyli coś, co przeszkadza! Dodatkowo, na skrzydłach skośnych występuje spływ strug powietrza TAKŻE wzdłuż rozpiętości, co w efekcie powoduje oderwanie strug - przeciągnięcie - najpierw na końcowkach! Efekt? Znów - moment zadzierający nmos samolotu, co jak mówiłem - nie pomaga... Mam nadzieję, że teraz już jaśniej? I jeszcze jedno - procedura wyprowadzania ze ZBLIŻANIA się do przeciagnięcia, sygnalizowane stick shakerem czy komunikatem głosowym STALL STALL w Airbusie pozostaje taka sama - jednoczesne oddanie drąga i dodanie mocy starając się jednocześnie utrzymać wysokość. Osteczna decyzja zawsze należy do pilota...
czwartek, 12 stycznia 2012
787

Przy okazji pobytu w Singapurze nie omieszkałem oczywiście zajrzeć do "kiosku" 787

 

Parę moich dygresji - kokpit jest podobny - górny panel w zasdzie identyczny, oczywiście uwzględniając różnice w instalacjach samolotu - co ma swoje złe i dobre strony. Dobre - bo pilot 777 łatwo się odnajdzie, a złe - bo niestety ergonomią nie grzeszy... Mimo ładnych elementów wykończeniowych kokpitu - te wszystkie krągłe plastiki, to fotele załogi ciągle te same - niestety, bo nie są szczytem wygody... Panel nad tablicą przyrządów czyli MCP - multi control panel - w sazadzie też taki sam, podobnie ten pomiędzy pilotami, EFB (electronic flight bag) po bokach. Największa różnica to tablica przyrządów chociaż - nie tak całkiem! 6 ekranów zastąpiono 4 dużymi, i tak: PFD (primary flight display - sztuczny horyzont) i ND (navigation display) - czyli główne wyświetlacze przed pilotami, połączono i zastąpiono przez jeden - obraz z w/wym przyrządów wyświetlany jest razem. Na środku są teraz dwa panele - zastępują trzy panele MFD (w 777) oraz panel silnikowy. Jest jeszcze jeden, 5 wyświetlacz, umieszczony na pulpicie środkowym, pomiędzy tablicą a manetkami silnikowymi - ten zastępuje stare CDU (trochę dziwnie to wygląda, bo na ekranie wyświetlane są... ramki ekranu CDU! PO CO??). Oczywiście jest wieje możliwości rekonfiguracyjnych, ale nie będę się o tym pisał bo... nie znam samolotu! Reasumując - jest bardzo dużo podobieństw do 777, parę dodatkowych informacji i gadżetów. Najlepszym z nich to wyświetlacz przezierny typu HUD (head up display) - na nim wyświetlane są zasadnicze dane dotyczące lotu - jak na PFD. Pozwala to na sterowanie ręczne samolotu w bardzo złych warunkach pogodowych czy to podczas startu czy lądowania, jeszcze bez kamery podczerwonej, ale jak tylko to będzie certyfikowane i to trafi na HUD-a. Sam wyświetlacz to solidny kawał szybki, w solidnej ramie, składany na czas kiedy się go nie używa. HUD-y to już nie nowinka w samolotach pasażerskich, dla mnie to jednak jest nowość, bo nie miałem okazji używać - pomimo, że jest to wyposażenie dodatkowe Airbusów A320/330/340 - nasze tego nie mają :(

To co widac przez HUD-a:

środa, 11 stycznia 2012
No i zaczęło się!

Dziękuję wszystkim za życzenia Świąteczno - Noworoczne!

Końcówkę starego Roku i Święta Bożego Narodzenia miałem okazję spędzić wraz z rodziną w kraju zupełnie tradycyjnie - czyli zanim zasiedliśmy do wieczerzy Wigilijnej czekała nas cała przedświąteczna bieganina! Te dzikie tłumy w sklepach - jaki kryzys??? Ech...

Niestety - wszystko co dobre szybko się kończy i tuż po Świętach trzeba było wsiąść w samolot i przez Dohę czekał mnie lot do Singapuru. Tym razem jednak cel był inny - leciałem tam na prawie dwa tygodnie aby w ośrodku symulatorowym Alteon, należącym do Boeinga przeszkolić nowo zatrudnionych w Qatar Airways pilotów na mój samolot czyli B777. Nie powiem - miałem lekkiego stresa bo - po pierwsze - moje pierwsze szkolenie a pod drugie - na innym symulatorze niż mamy w Doha. Pierwsze sesje były trudne bo trochę czasu zajęło mi przyzwyczajenie się do nowego środowiska, ale jakoś poszło! Ale w końcu - symulatory zrobione - co najważniejsze - chłopaki zdali egzamin! Nie powiem, kamień spadł mi z serca, bo kiepsko byłoby, jeśliby moja kariera instruktorska miał zacząć od oblanego przez studentów egzaminu.

Sam ośrodek położony jest niedaleko lotniska Changi, oprócz symulatora B777 posiada dwa symulatory B787, jeden 737NG i EMB170(!)

Stanowisko pracy

Koledzy przy pracy:

Napisz do Nas!


Liczba wizyt



Zobacz Księgę Gości

Odwiedziłeś Nas? Masz Uwagi? Będzie Nam miło jeśli dopiszesz się do Księgi Gości


Locations of visitors to this page
Pisz swój dziennik w Internecie
Blog należy do Syndykatu Blox.pl