Życie i praca polskiego pilota Qatar Airways
niedziela, 10 marca 2013
Ot takie sobie latanie...
Aż tak bardzo się nie przejmuję, chociaż dziękuję raz jeszcze za słowa wsparcia i otuchy w tym co robię! To naprawdę ważne dla mnie, bo czasem trudno w natłoku codziennych spraw zmobilizować się do dalszej blogowej działalności. Rzeczy odkładane na później - bo zmęczenie, bo brak czasu zwyczajnie przestają być ważne, przepadają... W efekcie niełatwo jest wyłowić to, co mogłoby czytelników zainteresować, bo pisać o niczym nie lubię no i grafomania niebezpiecznie czai się za rogiem... Latanie liniowe oprócz swego czasochłonnego charakteru ma także inne cechy jak konieczność ciągłego utrwalania i podnoszenia swoich kwalifikacji, a długie loty zawierają w sobie - co tu owijać w bawełnę - elementy... nudy, co w połączeniu z ludzką tendencją do rutyny może stanowić element zagrożenia. Na szczęście latanie ze "studentami" jest raczej tej rutyny pozbawione, bo trudno o dwóch takich samych delikwentów ;) Można nawet zaryzykować, że często są ciekawsze od normalnych lotów, bo siedząc w kokpicie we trójkę (podczas lotów tzw. ZFT, z TRI/TRE oraz wraz z tzw. pilotem bezpieczeństwa, safety pilotem) często dochodzi do ciekawych rozmów i dyskusji choć - bardzo specyficznych, specjalistycznych. Inny przykład - loty do Bangkoku, które robię ostatnio dość regularnie. Firma dołożyła kolejny, czwarty (!) lot dziennie, a samoloty dalej pełne! Ze względu na czas lotu oraz strefy czasowe każdy lot wiąże sie z pobytem. Niestety - zwiększenie ilości lotów spowodowało, że nie jest to jak dotąd pobyt ok. 24h a kilkunastogodzinny, rzędu 16h czyli po uwzglednieniu dojazdów mamy jakieś 12-14h w hotelu czyli raptem nieco ponad tzw. minimum rest. Nie jest łatwo, bo wiele z tych lotów to loty nocne, co najmniej w jedną stronę! Żegnajcie zwiedzania i zakupy, bo wypocząć trzeba. A jak człowiek zmęczony to i trudniej jakąś ciekowostkę dla Czytelników wyłowić...
sobota, 09 marca 2013
Kryzys...
... twórczy dopadł mnie - co widać, słychać i czuć :( Czy jeszcze jest coś w tej pracy, co zainteresuje kogokolwiek? Slysząc i czytając reakcje - jest, tylko co by tutaj... W założeniu kiedy powstawał ten blog miał być ogólnie o naszym życiu, o miejscach które przy okazji pracy w Qatar Airways zwiedziłem, a wyszło że niektórzy zaczeli traktować go jak wyrocznię w sprawach Firmy i lotnictwa w ogólności. Łał! Nie spodziewałem się szczerze mówiąc... Dzieją się róźne rzeczy - jak np. jakiś czas temu kochana żona wraz z koleżankami spędziła weekend na kortach podziwiając najlepsze damskie rakiety Świata w akcji. Ponoć było fajnie, bo za śmieszne pieniądze wszystkie gwiazdy były na wyciągnięcie ręki. Jakiś czas temu wspominałem chyba, jak duży jest ostatnio przerób w firmie w związku z rozwojem firmy i naborami nowych pilotów - w efekcie zasadniczo wszystkie moje loty są lotami szkolnymi i jak jeden (!) lot miesiecznie mam dla siebie to jest dobrze no i niestety rzadziej mam ulubione destynacje... Każdy pilot wchodząc na linie pierwsze cztery starty i lądowania musi zrobić z instruktorem TRI/TRE, ale ponieważ lotów (i destynacji!) mało to z konieczności zamiast krótkich lotów robią to w lotach np. do Bangkoku czy Londynu, a to powoduje dodatkowo, że cała praktyka na liniii trwa dłużej. Uziemienie 787 takze i naszej firmie dało się we znaki - 4 stoją bezczynnie w Docha, jeden w Londynie, a kolejne egzemplarze (5 czy 6?) stoją w Seattle... Ma to też wpływ na rotację samolotów do naszych destynacji, bo widząc świetne bookingi do/z Warszawy podejrzewam, że latało by tam coś większego, ale jak to w starej anegdocie - po pierwsze, brak armat ;) Duży napływ ludzi powoduje, że szkolenie podstawowe na typ robione jest w ośrodkach poza Katarem, bo brakuje nam mocy przerobowych naszego symulatora! Spowodowało to także, że jeśli rok-dwa lata temu przyjmowano praktycznie każdego kto zaliczył interview tak teraz kryteria naboru są dość wyśrubowane, a ostatnio jakby sobie o mnie koledzy przypomnieli i pytają o możliwości pracy... Spokojnie, ponoć w okolicy połowy roku ma się trochę uspokoić i może wtedy coś ruszy!
19:34, piotr.smietana , Dzień po dniu
Link Komentarze (7) »
Budująca moc prawdy

W zalewie półprawd i totalnych bzdur, obelg i wyzwisk mocnym głosem, solidnie i bez przeinaczeń z nawiedzonymi "Prawdami Objawionymi" czyli tzw. Smoleńskimi konsekwentnie rozprawia się Przegląd Lotniczy. Nie ukrywam, że koszula bliska ciału, bo miałem swój mały wkład w początkowym okresie rozwoju tego pisma. Tym bardziej cieszy mnie, że od samego początku fachowo, spokojnie i - bezstronnie, biorąc pod uwagę ogólnokrajowe emocje, fachowcy zgromadzeni wokół tego magazynu komentowali każdy krok śledztwa tej jednej z najpoważniejszych katastrof lotniczych w historii z udziałem polskiego samolotu. Szczególnie ważny jest artykuł w ostatnim numerze "Anatomia kłamstwa". W nim punkt po punkcie obalane są tezy tzw. "ekspertów" związanych z Jedynie Słusznym i Polskim Obozem a rozpowszechnionych podczas tzw. "Debaty smoleńskiej" na Uniwersytecie Kard. S. Wyszyńskiego. Artykuł ważny i potrzebny, bo istotne jest to, aby w końcu do głosu dopuszczono FACHOWCÓW i aby wreszcie wysłuchano ICH głosu zamiast WRZASKU nawiedzonych krzykaczy i oszołomów. Dlaczego ciągle jeszcze o tym wspominam? Pomimo, że jestem poza krajem, widzę do jakiego stopnia atmosfera wokół katastrofy zamiast poprawiać się, zamiast powszechniejącego zrozumienia dla FAKTÓW rozpowszechniane są bzdury i zwyczajne kłamstwa. Dlatego uważam, że mówiący jednym głosem fachowcy i lotnicy są dla sprawy tak istotni. 

P.S. Bardzo dobre podsumowanie napisane przez byłego LOTowskiego Kapitana Tu-154. Chyba nic więcej dodawać nie trzeba!

11:40, piotr.smietana
Link Komentarze (5) »
środa, 02 stycznia 2013
Odświętnie i Noworocznie

Witam wszystkich czytelników w Nowym Roku i życzę wszystkiego najlepszego!!

Święta spędziliśmy tym razem w Doha, a dzięki wizycie rodziny było prawie jak w kraju! Prawie, bo jednak nie wszystko uda się tak samo, w tym roku 25 grudnia było +28 i nawet basen można było zaliczyć ;) Ubiegły rok skończyłem nieomal tak samo jak zacząłem - w pracy niestety! Ubiegłorocznego Sylwestra spędzilem w Singapurze, ale - w symulatorze niestety... W tym roku było lepiej, bo sesję skończyliśmy o 22-giej więc był czas aby dojechać do hotelu i pójść do pubu, bo szkolenie tym razem w Londynie, na Heathrow, w cetrum szkolenia BA. Notabene - chyba będzie to mój jeden z najmniej ulubionych ośrodków - stary symulator i stara, nie ta wersja samolotu, całe szczęście że wszystko w cywilizowanym kraju to i można jakoś fajnie spędzić czas wolny.

Ubiegły rok skończył się też inny miłym dla nas, katarskich Polaków akcentem, a mianowicie otwaciem długo oczekiwanego połączenia Doha - Warszawa, o czym już wspominałem, a co także miałem też okazje wypróbować osobiście w charakterze pasażera. Początek roku przyniósł kolejną dobrą wiadomośc, a mianowicie zwiększenie częstotliwości lotów z 4 do 7 tygodniowo już od 3 lutego - będzie więcej okazji do krótkich, szybkich wypadów :))) Rok 2012 to w/g specjalistycznych portali - rok nowego, świetnego aparatu Olympus OM-D EM-5 którego stałem się szczęśliwym posiadaczem - lekki, dający świetnej jakości zdjęcia, idealny do podróży i torby pilota! Jest już parę fajnych fotek w kolejce do małej obróbki i prezentacji :))) Nowy rok, a w pracy nowe wyzwania, nowe obowiązki, o czym napiszę wkrótce, kedy sprawy się sfinalizują - pewnie w okolicach lutego - będziemy w kontakcie!

Raz jeszcze dziękuję wszystkim za życzenia, słowa wsparcia i otuchy!

10:02, piotr.smietana , Dzień po dniu
Link Komentarze (6) »
poniedziałek, 10 grudnia 2012
QR980/981
Czyli DOH-WAW-DOH No i stało się - trasa Doha-Warszawa-Doha przetestowana! W końcu z Kataru do Polski można dostać się "suchą stopą", bez konieczności przesiadki. Samolot był całkiem nieźle wypełniony - na obu odcinkach ponad stu pasażerów czyli około 70-80% co dobrze wróży na przyszłość i wygląda na to, że częstotliwość się zwiększy, a może i będą latały większe samoloty! Może nie od razu B777, ale pomarzyć można... Eeeech! P.S. Trasę obsługują samoloty A320 więc tylko jako pasażer...
15:23, piotr.smietana , Dzień po dniu
Link Komentarze (10) »
wtorek, 20 listopada 2012
Parę przemyśleń...
Mieszkając poza krajem jesteśmy na bieżąco ze wszystkim co się w nim dzieje, a w dzisiejszych czasach internetu i telewizji satelitarnej nie ma z tym problemu. Spotykając się w kraju z rodziną i przyjaciółmi często wspominamy, że wiele rzeczy wygląda inaczej, a często i lepiej z dalszej perspektywy. Oczywiście widzimy i te niedobre rzeczy, tym niemniej są sprawy, które budzą w nas niepokój, ba - przerażają wręcz! Czytując wiadomości na różnych polskich stronach i portalach internetowych często rzucamy okiem na komentarze pod artykułami i wiadomościami. Jest to baaardzo smutna i wstrząsająca lektura!! Od pewnego czasu dominuje jeden ton - nieograniczonej agresjii, rynsztokowych wyzwisk . Nie daj Boże, żeby ktoś próbował napisać coś pozytywnego - natychmiast jest niszczony i wdeptywany w ziemię z niebywałą zajadłością i wściekłością! Skojarzenie nasuwa się jedno - kibolstwo (choć bardziej pasuje bandytyzm po prostu!) - można to nazwać "kibolstwem internetowym" W taki sposób odzywają się do siebie ludzie w kraju, gdzie ponad 90% ludzi ma się za wierzących Katolików?? Kto nie jest z nami ten jest nasz wróg najgorszy?? No i ta wiara, że jeśli znajdziesz "wroga" i go zniszczysz, to wszystkie problemy się skończą! Bo to przecież nigdy, przenigdy to nie my jesteśmy winni tylko "Oni"!!! I żeby było zabawniej (choć nie ma w tym nic zabawnego) - nie ma znaczenia na jaki temat była dyskusja - polityka czy chodzi o część ciała przysłowiowej Maryni - winni są "Oni - ........." - tu Prawdziwy Polak wstawia nazwę swojego Wroga Jedynego - lista moźe być długa... I ten ciągły antysemityzm - smutne to... I na koniec cytat: "w internecie, gdzie łatwo o anonimowość i zmianę tożsamości, zastanawiające jest to, jak wiele osób wybiera bycie idiotą..."
13:39, piotr.smietana , Dzień po dniu
Link Komentarze (23) »
czwartek, 15 listopada 2012
Co by było gdyby...

W swoich dywagacjach na temat latania poruszałem nie raz chyba problem typu - "co zrobic, jeśli". Współczesne latanie samolotami pasażerskimi to praca zespołowa - team to 2 pilotów kokpicie PLUS odpowiednie procedury, a odpowiednie przeprowadzenie procedur to godziny szkoleń i doświadczeń  oraz tzw. checklisty. Truizmem jest stwierdzenie, że checklisty są pomocne na wszystko - bo są! Szczególnie w takiej formie ja zaimplementowano je w 777/787 - elektroniczne, z samoodznaczającymi się wykonanymi już elementami, ale - nie jest to panaceum na wszystko! Zawsze decydujący głos czy osąd należy do pilota. Tak też jest w przypadku zderzenia z ptakami. Generalnie - lecimy dalej bo samolot to nie samochód, na poboczu nie zatrzymasz... KAŻDA normalna i nienormalna procedura zaczyna się od "fly & navigate"! Ileż to już pozornie błachych usterek spowodowało wypadek bo piloci zajęli się np. wymianą żarówki a nie zwracali uwagi jak i dokąd leci samolot! Tak więc po wzmiankowanym zderzeniu - po pierwsze - lecimy! Jako minimalną wysokość do rozpoczęcia procedur awaryjnych przyjeto w lotnictwie wysokość 400 stóp (ok. 120m) - tak też skonstruowano odpowiednie strefy wokół lotniska. Jeżeli pojawiaja się problemy z silnikiem (co wcale nie jest takie oczywiste bo ptaki mogły uderzyć np. w kadłub - huku dużo a skutki dla samolotu stosunkowo niewielkie) nalezy najpierw zabezpieczyć silnik - wyłączyć, ew. ugasić. I dalej - wznosimy się do wysokości rozpędzania na jednym silniku - zwykle jest to 1000 - 1500 stóp (zależe od samolotu, linii lotniczej) - na tej wysokości chowamy klapy, kończymy niezbędną checklistę i wznosimy sie minimalnie do wysokości co najmniej MSA (minimum sector altitude - minimalna wysokość zabezpieczjąca przed terenem i przeszkodami). Wtedy należy zdecydować co dalej - kontynuujemy lot czy wracamy. Według tego schematu działamy we wszystkich sytuacjach nietypowych, awaryjnych - modyfikacje (niewielkie!) mogą nastąpić, ale - NIE może być to kosztem bezpieczeństwa lotu. Reasumując - nie każde zderzenie z ptakami to natychmiastowy problem i konieczność powrotu - przeważnie to ptaki mają większy z tym problem ;)

piątek, 09 listopada 2012
Spotkania....
Ostatnie dwa dni spędziłem bardzo miło ze starymi kolegami ze starej firmy czyli - LOTu w... Crawley koło Gatwick. Powód jak zawsze - praca, a konkretnie symulatory w ośrodku Boeinga w Crawley. Obecnie ze względu na ilość szkolonych pilotów i obłożenie symulatora w Doha większość nowo zatrudnionych szkolimy w ośrodkach zewnętrznych. Najczęściej wygląda to tak - część teoretyczna czyli CBT (Computer Based Training) oraz symulator tzw. Fix-base robią studenci w Doha natomiast reszta szkolenia na symulator full flight odbywa się w ośrodkach zagranicznych Boeinga jak Singapur czy Crawley z instruktorami najczęściej miejscowymi. Nasi instruktorzy przylatują tylko na kilka symulatorów tzw. operacyjnych - AWOPS, RNAV i Unstable Approach/JFK no i robią końcowy egzamin. I właśnie na takie trzy symulatory przyleciałem do Anglii. W ośrodku w Crawley przebywa także obecnie duża grupa pilotów LOTu - część na szkoleniu podstawowym a część wznawia się po szkoleniu z początków roku, bo wprost z Anglii lecą odebrać wyczekiwanego Dreamlinera. W grupie jest śmietanka (nome-omen;)) instruktorów, m.in. nasi wielokrotni mistrzowie Jurek, Marian, koledzy Jarek, Kazik, Roman i inspektor ULCu Piotrek - zresztą lista jest dłuższa. Był obiad, Polaków i lotników rozmowy :))) Miło spotkać kolegów po latach!!!
14:48, piotr.smietana
Link Komentarze (5) »
piątek, 19 października 2012
Szkoła

Na naszym blogu wspominaliśmy już o szkole dzieci, pisał też o tym nasz najstarszy syn Rafał, który właśnie wyfrunął z gniazda i w zeszłym miesiącu rozpoczął studia na University of Manchester.

Ale ja nie o tym. Kubuś przyniósł nam zaproszenie na assembly jego klasy w czwartek. Takie assembly to dość ciekawe dla nas zjawisko - jest to coś w rodzaju apelu i dzieci mają je tak raz w tygodniu. Dodatkowo co najmniej raz na semestr dochodzi do tego krótkie przedstawienie na zadany temat - np. mogą to być świąteczno-noworoczne jasełka albo jakiś temat ostatnio przerabiany na lekcjach i zapraszani są rodzice. Tym razem tematem były "Magnets & Springs". Ciekawe, jak w krótkiej zabawowej formie piosenek i rymowanek można zawrzeć mnóstwo pożytecznych informacji z tym związanych bo całość trwa ok. pół godziny! Na widowni oprócz rzecz jasna rodziców i kilku nauczycieli były także dzieci z kilku innych klas - tym razem 4-5 (Kubuś jest już w 3 - czas leci...) bo po przedstawieniu na forum międzyklasowym Dyrektor szkoły Primary czyli podstawowej wymienił ostatnie osiągnięcia uczniów - sportowe jak i w nauce zarówno indywidualne jak i grupowe w ramach tzw. domów czyli Houses (miłośnicy np. Harrego Pottera wiedzą o czym mówię!) a także solenizantów z tego tygodnia. Dyrektor jest dość wesołym człowiekiem, jak i cała reszta nauczycieli jest bardzo zaangażowany w sprawy szkoły i uczniów, zna wszystkich z imienia! A podczas assembly udziela się wraz z uczniami - często śpiewa razem z nimi, a jak trzeba to i przebiera w odpowiedni kostium!

Ale najciekawsze na takich assembly jest co innego - dyscyplina wśród dzieci!! Być może forma egzekwowania dyscypliny jest nieco żartobliwa aczkowiek stanowcza bo fakt jest niezaprzeczalny - jedno krótkie zdanie Dyrektora i rozbrykana dzieciania przestała gadać i usiadła po turecku obserwując to co się działo na scenie! Niebywałe tym bardziej, jeśli weźmiemy pod uwagę ile różnych narodowości jest wśród uczniów...

20:23, piotr.smietana , Dzień po dniu
Link Komentarze (7) »
wtorek, 25 września 2012
Przygody z fachowcami
Te kilka lat życia na obczyźnie to także zderzenia z rzeczywistością, mniej lub bardziej bolesne, ale na szczęście prawie zawsze zabawne. Tym razem chciałbym się podzielić kilkoma przygodami z szeroko pojętymi fachowcami - chodzi mi o tzw. maitennance staff czyli obsługą techniczną naszego osiedla. Jedną z zalet mieszkania na osiedlu jest oprócz dużych i wygodnych facilities - siłowni z zapleczem, basenów, knajpek itd jest rzeczony serwis. W razie jakiejkolwiek awarii - hydraulicznej, elektrycznej czy np. niedomykające się szafki kuchenne - telefon i przychodzi ubrany w firmową koszulę gostek, a raczej przyjeżdża na trójkołowym rowerku z koszem - standardowym środku transportowym techników osiedlowych. Zabiera się do naprawy?? Nieeee, nic bardziej mylnego - najpierw ze trzy razy sprawdzi czy aby na pewno problem występuje - tak jakbym nie by w stanie określić np. skąd cieknie woda! Potem mówi sorry - idę po narzędzia! Prawie zawsze akurat tych potrzebnych w skrzynce na rowerku nie ma więc mija kolejne kilkanaście minut dopóki ich nie przywiezie i w końcu zabiera się do pracy - mniej lub bardziej skutecznie, a na koniec trzeba podpisać papier bo to tutaj rzecz święta! Ostatnio postanowiliśmy wyposażyć kuchnię w zmywarkę na własną rękę, bo akurat właścieciel osiedla uznał, że ponieważ domy mają pomieszczenia dla pomocy domowych (zwanych tutaj mejdami) to zmywarki nie są potrzebne. Cóż... Koncepcja instalacji jest to chcieliśmy, aby gość z obsługi pomógł w instalacji sprzętu. Kiedy się pojawił pierwsze co stwiedził, że nasza koncepcja małej przeróbki kuchni jest "not allowed" czyli lokalny standard. Mówię mu, żeby jednak pomógł sugerując mu dodatkowy przychod bo i tak to zrobimy. Oczywiście pomimo tego, że cała koncepcja byla gotowa zaczął mierzyć po swojemu - jak? Ano przykładając... długopis - trzymając go przed sobą w wyciągniętej ręce zaczął wędrowac od szafki do zmywarki!!! Nie masz gościu miarki?? Ręce mi opadły... Pogonłiem "fachowca", sprzęt zamontowaliśmy i działa.
14:22, piotr.smietana
Link Komentarze (7) »
środa, 05 września 2012
Bombardiery
Nie - nie chodzi mi o sprzęt wojenny tylko o samoloty ;) Owszem, mamy kilka sztuk, w różnych wersjach, choć w zasadzie to nie my, bo samoloty należą do firmy-córki - Qatar Executive. Nie znam szczegółów ale jak sama nazwa wskazuje jest to firma oferująca loty dyspozycyjne dla klientów z "nieco" grubszym portfelem. W związku z tym samoloty te moźna spotkać zasadniczo wszędzie - nie znam co prawda dokładnej specyfikacji, ale przynajmniej niektóre z nich są w stanie polecieć i za Wielką Wodę. Częstą klientelę oprócz Kataryjczyków stanowią nasi wschodni sąsiedzi - praktycznie cały czas co najmniej jeden samolot jest gdzieś w Rosji, a najrzadziej chyba - w Doha ;) Są i polskie akcenty w Qatar Executive czyli polskie stewardesy a od niedawna także i polski pilot. Jakiś czas temu pojawiła się plotka, chyba nawet list intencyjny w sprawie zakupu nowych Bombardierów CS series, ale chyba tych samolotów w firmie matce nie zobaczymy. Są prowadzone pewne przymiarki do stworzenia coś w rodzaju low-costa, ale chyba nie będzie to firma stricte katarska, bo mówi się coś o sąisedniej Arabii - ale to wszystko póki co spekulacje. Jak mówili starożytni - pażywiom, uwidim ;)
Łelkam tu Katar!!!
Z dniem 4 września zniesiono obowiązek wizowy (tzw. sponsorowany) w Katarze. Obywtele Polski mogą uzyskać wizę turystyczną bezpośrednio na lotnisku w Doha na identycznych zasadach jak 35 wyróżnionych dotąd krajów! Kosztuje to 100 rijali (ok. 90 złotych). Przylatujcie i zwiedzajcie!!
22:34, piotr.smietana , Dzień po dniu
Link Komentarze (4) »
czwartek, 30 sierpnia 2012
Instruktorka
Chyba już kiedyś pisałem na ten temat, ale może nie byłem dość konkretny. Instruktor musi umieć latać z obu foteli, oczywiście nie jednocześnie ;) Tak więc gdzie ma siedzieć instruktor szkolący kapitana? Ano - na prawym fotelu! Stąd zdjęcia z prawej strony! Coś mam ostatnio szczęście do latnia z kapitanami, świeżym "narybkiem" w fimie ;) Uprzedzę pytania - owszem, początkowo dziwnie się czułem siadając na prawej stronie po kilkunastu (kurcze - aż?) latach latania z lewego fotela, ale okazało się to mniejszym problemem niż przypuszczałem i w sumie nie ma problemu, że raz z lewej, a raz z prawej... P. S. Żeby była jasna sytuacja - w przypadkach szkolenia nowego kapitana - czy to "z zewnątrz" czy to awansowania podczas takiego lotu pomimo, że z prawej strony to właśnie instruktor jest dowódcą załogi. Pełni wtedy DWIE funkcje - rzeczonego dowódcy i F/O i nie ma w tym nic dziwnego, tak to się po prostu robi wszędzie. Oczywiście główne zadanie to wyszkolenie nowego kapitana i pilot szkolony ma dużo swobody, ale ostateczna odpowiedzialność spoczywa - jak zawsze - na dowódcy załogi czyli - instruktorze, nieważne po której stronie siedzi.
niedziela, 26 sierpnia 2012
Nocny lot

Nie będzie wiele pisania, za to będzie parę zdjęć z nieco innej perspektywy. Na początek - tak oto wygląda otwarty trap ewakuacyjny na żywym samolocie:

Po jednym z lotów inżynierowie sprawdzali funkcjonowanie trapu przed jego wymianą.

I jeszcze widok kokpitu z innej perspektywy - gdzieś nad Indiami nocą...

Prawie to samo w wersji old timerowej ;)

14:06, piotr.smietana
Link Komentarze (6) »
środa, 15 sierpnia 2012
Qatar Airways w Warszawie!!

NARESZCIE!!

Po kilkuletnich (!) plotkach w końcu stało się - moja firma zawita nad Wisłę!! Od 5 grudnia, początkowo 4 razy w tygodniu, na samolocie A320. Na pewno koleżanki stewardesy no i koledzy latający na tym samolocie się ucieszą :)) Niewątpliwie tą decyzję przyspieszyła decyzja Emirates o otwarciu połączenie Dubaj - Warszawa. Od razu też pojawiły się głosy pewnego powiedziałbym - niezadowolenia. Że mały samolot (mniejszy od Emirates), że nie codziennie. Nie przekreślałbym tak od razu naszej firmy i nie stawiałbym od razu na straconej pozycji. Po pierwsze - my mamy małe samoloty, Emirates nie! Czy maja z tym problem? Szczerze mówiąc - nie wiem! Wiem tylko, że latają (dość często) dużymi samolotami z niewielkimi bookingami, bo kilkudziesieciu pasażerów w samolocie klasy A330 czy B777 - jak im się to opłaca...  Polityka mojej firmy jest taka - połączenie okrzepnie, znajdą się chętni i jak trzeba będzie to przylecą większe samoloty - tak jest prawie z każdym nowym połączeniem do Europy od kilku lat. Częstotliwość zapewna zwiększy się kiedy odbierzemy następne samoloty i doszkolimy kolejnych pilotów, bo teraz jest kolejka do szkolenia na... kilka miesięcy do przodu!!! I na koniec - nie bez znaczenia jest zacząć te parę miesięcy wcześniej od konkurencji - jest szansa, że pasażerowie się przyzwyczają i będą wybierać nas częściej - czyli zwiększy się szansa na większy samolot...

Pożyjemy, zobaczymy!

A na Świeta i karpika w końcu polecimy bezpośrednio!!

Napisz do Nas!


Liczba wizyt



Zobacz Księgę Gości

Odwiedziłeś Nas? Masz Uwagi? Będzie Nam miło jeśli dopiszesz się do Księgi Gości


Locations of visitors to this page
Pisz swój dziennik w Internecie
Blog należy do Syndykatu Blox.pl