Życie i praca polskiego pilota Qatar Airways
czwartek, 02 sierpnia 2018
Idaho

Opuszczaliśmy Yellowstone z uczuciem niedosytu i gorącym pragnieniem powrotu, ale tym razem na dłużej.

 P7070989 P7081033

Wieczorem na postoju była burza i nie byłoby nic w tym specjalnego, gdyby nie okazało się, że po drodze odpadła gdzieś pokrywa lufciku na suficie w sypialni. Zamiast noclegu musieliśmy nieźle kombinować żeby nie spać w zalanym deszczem lóżku! Rano ruszyliśmy dalej na zachód, przez stan Idaho autostradą wzdłuź rzeki Snake. Bardziej już rolniczy stan, taka amerykańska „pyrlandia”, bo sam tylko stan Idaho produkuje ponad 1/3 amerykańskich ziemiaków. Ale nie tylko to, bo w Idaho jest też duży rezerwat Indian Shoshone Bannock. Było niewielkie centrum-muzeum Indian ulokowane tuż obok dużego... kasyna. Okazuje się, że rezerwaty Indian dostają koncesje na przybytki hazardu nawet w stanach gdzie kasyn nie można otwierać. Ponieważ mieliśmy już parę mil za sobą w niedalekim RV parku w Burley stanęliśmy na noc, ale wcześniej naprawiłem pokrywę lufcika bo chmury straszyły nas przez pół drogi.  Niedaleko rezerwatu znajduje się niepozorne miasteczko Minidoka, gdzie w czasie IIWŚ znajdował się obóz internowania dla Amerykanów Japońskiego pochodzenia - Minidoka Relocation camp. Z samego obozu zostalo niewiele, chociaż w czasie wojny mieszkało tam ok. 10tys ludzi.

P7101047

Po chwili zadumy ruszyliśmy do niedalekiego Twin Falls City, gdzie na uprzednio wspomnianej Snake River w wąwozie znajdują się interesujące wodospady. Największy z nich to Shoshone Falls - wyższy i o większym przepływie wody niż słynna Niagara!

P7101068

 Zapraszam do galerii zdjęć z: Yellowstone, Minidoka i Shoshony falls

 

 

 

 

14:26, piotr.smietana
Link Komentarze (2) »
czwartek, 26 lipca 2018
Yellowstone

W końcu dotarliśmy do naszego głównego celu podróży - Yellowstone.

Ten największy park w USA, bez Alaski, był w naszych planach od pierwszej wyprawy, ale zawsze był, jak ten most co to za daleko... Tym razem się udało! Ten dość wysoko, bo na ponad 2000m n.p.m i malowniczo położony płaskowyż otaczają z 3 stron dość trudno dostępne góry. Dzięki temu  został poznany przez białego człowieka dość późno, bo pierwsze opisy są z początków XIXw, ale na pierwsze poważniejsze opisy przyszło poczekać kilkadziesiąt lat więcej. Jednakże niezwykłość miejsca i tego, co tam zastano, spowodowało że Yellowstone zostało mianowane już w 1872r pierwszym na Świecie parkiem narodowym. O historii miejsca nie będę się rozpisywał, bo to można łatwo znaleźć, wspomnę może parę ciekawostek. Niesamowita jest tutaj ilość typów i aktywności geotermalnych, bo m.in w Yellowstone znajduje się... połowa gejzerów z... całego Świata! Ponieważ wjechaliśmy od południa, na początek poszły tarasy z gejzerami, gdzie znajduje się m.in. gejzer Old Faithfull.

Yellowstone, Wyoming

Dlaczego taka nazwa? A bo ze wszystkich w całym parku jest najbardziej przewidywalny, jego erupcje są regularne co 70 minut, +/-10 min, dlatego ściągają mnóstwo widzów. Poczekaliśmy więc i my i nie zawiedliśmy się. A dalej było więcej wszystkiego - gejzerów, gorących źródeł, kolorowych oczek wodnych, źródeł błotnych i tak dalej z typowym dla miejsca - zapaszkiem starych jaj..

Yellowstone, pt.2

Yellowstone, pt.2

Untitled

Po pierwszym dniu wiedzieliśmy jedno - stanowczo zbyt mało czasu przeznaczyliśmy na eksploracje tego parku! Jest ogromny, jest też niesamowita ilość miejsc do zobaczenia. Te 3 dni spędzone wystarczyły nam zaledwie na... objazd parku wokół dwóch pętli... A tam trzeba wejść, połazić - 1000 mil szlaków czeka!

Oczywiście - Yellowstone to także zwierzęta, których nie brakowało! Spotykaliśmy ich całkiem sporo, zarówno małych jak wiewiórki, pieski preriowe, kojoty, jak i tych dużych - bizony, jelenie, jelenie kanadyjskie (elki), no i - niedźwiedzie - czarne i grizzly.

Więcej zdjęć znajdziecie tradycyjnie w albumie

 

 

18:23, piotr.smietana
Link Dodaj komentarz »
piątek, 13 lipca 2018
Grand Teton

Nocleg w Alpine był preludium do eksploracji dwóch parków narodowych - Grand Teton i Yellowstone. I choć oba te parki stanowią tzw. Grand Yellowstone Ecosystem, są pomimo podobnej fauny jednak inne. Oś połnoc-południe parku stanowi pasmo gór Teton, z największym szczytem Grand Teton osiągającym ponad 4000m n.p.m. Wzdłuż gór biegnie rzeka Snake, z dużym jeziorem Jackson, wszystko ulokowane w malowniczej dolinie Jackson Hole czyli... dziura! Dolina leży na 2100 m n.p.m. Wjechać można od południa od miasta Jackson, lub lokalną drogą od wschodu. Drugi wjazd lub wyjazd to droga północna, gdzie park ten łączy się z parkiem Yellowstone. Krystaliczna woda, cudowne widoki wysokich gór, biegająca na wolności zwierzyna - wszystko to stanowi o niesamowitości miejsca. Ciekawą historią jest to, że część doliny pomiędzy obu parkami była w rękach prywatnych do lat 30-tych ub. wieku, kiedy to John D. Rockefeller Jr skupił ziemię od właścicieli i przekazał dla parku narodowego, choć sama procedura trwała.. kilkanaście lat! Dolina jest miejscem migracji elków czyli jeleni kanadyjskich, które przybywaja tutaj zimą z północy. O ile latem mozna zobaczyc pojedyncze zwierzeta, o tyle zimą jest tam ich tysiące! Na terenie Parku jest też lotnisko lokalne, jedyne takie ulokowane w parkach narodowych w stanach kontynentalnych USA. Oczywiscie oprócz dróg, przy których co chwila są zrobione postoje dla podziwiania widoków, są także ścieżki rowerowe, są wytyczone szlaki do pieszych wędrówek, a nad jeziorem są przystanie w których można wypożyczyć sprzęt pływajacy albo - zakotwiczyc własną łódkę. Wakacje to oczywiscie sezon, na dodatek 4 lipca więc - nie mamy miejsca na postój, a w parku narodowym nie wolno biwakować poza wyznaczonymi miejscami! Koniec końców, za radą miejscowych zatrzymujemy się na noc na jednym z postojów przy lokalnej drodze już poza parkiem, gdzie było już kilka takich sierotek jak my. Oczywiście współtowarzysze niedoli od razu sie nami zainteresowali i udzielili wskazówek jak ustawić camper. Za to poranny widok wynagrodził wszystko...

Galerię znajdziecie tutaj

20:40, piotr.smietana
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 12 lipca 2018
W drodze na północ

Stan Utah znany jest przede wszystkim dzięki Mormonom. W naszym kraju pokutuje mniemanie o wielożeństwie, które mimo, że jest zakazane i potępione wśród Mormonów już od połowy... XIX wieku ciągle jest przytaczane jako cech podstawowa! Cechą zasadniczą Mormonów jest praca i - to widać! Fakt, nie byliśmy wszędzie i wszystkiego nie widzielśmy, ale niawet w najbiedniejszych miejscach było widać porządek, zadbane domy i obejścia. Perełką jest Salt Lake City, ze ślicznym centrum wokół stanowego Kapitolu i - oczywiście - Wielkiej Świątyni Mormonów. Naprawdę duży kontrast do brudnego downtown w Los Angeles czy zasikanego w San Francisco, a i bezdomnych też nie było widać. Wprawdzie główna świątynia otwierana jest tylko na specjalne okazje, ale nie było problemu w zwiedzaniu umieszczonego obok Tabernakulum i Centrum Informacyjnego.

Untitled

Co ciekawe, merem miasta jest demokratka polskiego pochodzenia Jackie Biskupski, a żeby było ciekawiej - LGBT. Jak widać konserwatywnym raczej mieszkancom Utah to nie przeszkadza! W dalszej podróży na północ zatrzymaliśmy się jeszcze dwukrotnie, gdzie za drugim razem czekał na moją Żonę całkiem fajny pokaz fajerwerków, tuż przy naszym campingu. Ale w końcu to było 4 Lipca czyli Święto Niepodległości USA, kiedy to Amerykanie dostają fioła na punkcie sztucznych ogni i dzięki temu załapali się na pokaz! :) W końcu zahaczyliśmy już o kolejny stan - Wyoming, a to znak, że zbliżamy się do głownego celu podrózy - Yellowstone!

P.S. Zapraszam do galerii

18:53, piotr.smietana , Dzień po dniu
Link Dodaj komentarz »
środa, 11 lipca 2018
Kaniony, kaniony...

Po cudownej nocy na łonie natury pora na podróż w najciekawsze miejsca stanu Utah. Ponieważ w zeszłym był Zion w tym roku na pocztek Bryce Canyon. I już widzimy, że zrobiliśmy duży błąd nie przeznaczając na jego eksplorację zamiast kilku godzin - kilku dni! To, co widać z tarasów widokowych powala - pięknem, ogromem, wyjątkowością. Ale tam trzeba zejść w dół, eksplorować kanion na piechotę. Wniosek? Musimy wrócić na dłużej! Z Bryce planowaliśmy przez Escalante ruszyś w kierunku Moab i Salt Lake City i zanocować przed trasą na północ. Escalante to mała mieścina, zwana też „hole-in-the-rock” położone w... a jakże, kolejnym kanionie czy rozpadlinie w ziemi. Aby tam dojechać trasa jest bardzo kręta ale i malownicza. Była też bardzo męcząca, z wieloma serpentynami. Być może zwykłym samochodem dałbym radę „machnąć” kolejne 120mil do nowego postoju, ale nie naszym „autobusem”... Jak zobaczyłem znak do RV parku, stwiedziłem, że wystarczy na dziś! W ten sposób trafiliśmy na kolejny cudownie położony kamping, a w nim m.in. był sklepik z indiańskimi pamiątkami. Zachwycała panorama gór o zachodzie, a nocą - gwiazdy. Następne miało być Moab, ale podobnie jak i w zeszłym roku - znów nie dotarliśmy... Ale żal niewielki, bo jak już pisałem - wiemy, że Utah będzie miejscem, do którego będziemy wracali!

A na razie troche zdjec znajdziecie w galerii

19:12, piotr.smietana
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 09 lipca 2018
W drodze do Królestwa kanionów

Najpierw chciałbym poprosić Czytelników o cierpliwość - zdjęcia są! I będzie ich dużo! Problemem jest słaby internet na RV parkach - wystarcza na tekst, ale ładowanie zdjęć jest do bani... To, co nas nieustannie zachwyca w naszych eskapadach po USA to jak stosunkowo szybko można zmienić otoczenie. Z centrum miasta do głuszy lub na poznawanie cudów natury wcale nie trzeba tak daleko jechać, oczywiście biorąc pod uwagę wielkość kraju. Niespełna 2h jazdy od Las Vegas a już jedziemy przez dzikie góry. Gramolimy się naszym camperem przez Dixie Forest, przez przełęcz na ok. 9700 stóp czyli 2900m.n.p.m. W końcu noc się zbliża, pora więc na postój, który znajdujemy jak zawsze z pomocą apki w telefonie. Aby tam dotrzeć musimy zjechać na drogę szutrową, a kiedy w końcu docieramy RV park wygląda może jak gospodarstwo agroturystyczne... RV rozstawione, pranie sie robi, bo prawie na każdym parku są automaty pralnicze i suszarki działające na tradycyjne „quarters” czyli monety cwierć dolarowe. Relaksujemy się, a tu pomiędzy camperami pasą się... młode jelonki! Okazało się, że spimy na ich szlaku, co poniektóre są na tyle smiałe, że jedzą dosłownie z ręki. 
3B2819846F2F44E883DC39A457BDB0C9A noc - cudo! Po zapylonym Katarze ilość gwiazd zapiera dech w piersiach! Tu jeszcze pomaga wysokość, bo w końcu śpimy na wysokości ok. 2500m czyli tak jakby na Rysach...

FD5071FF7CF044E4A5FCC9059900C1EB

20:09, piotr.smietana , Dzień po dniu
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 05 lipca 2018
W drodze do Las Vegas

Następny dzień możnaby pominąć, gdyby nie to, że był to dzień z najdłuższą trasą w tym roku, bo dojechaliśmy do Las Vegas spod San Diego. We wstępnych planach są miejsca dalej w Arizonie, które opuściliśmy kilka lat temu, więc do Yumy wrócimy, niekoniecznie o 15:10 ;)

Na trasie było parę ciekawych miejsc, jak miasteczko El Centro, które jak i cały wybitnie rolniczy region położone jest poniżej poziomu morza (-13m) podobnie jak i malownicze jezioro wśród pól - Salton Sea, które leży jeszcze niżej bo 72m poniżej poziomu morza. Po drodze do Las jest sporo ciekawych miejsc jak Palm Springs, Joshua Tree czy Mojave National Preservation, ale że odwiedziliśmy to wszystko w zeszłym roku postanowiliśmy zajechać od razu do Vegas. Po drodze odwiedziliśmy jedno z bardziej znanych w Kaliforni „ghost towns” czyli wymarłych miast. To Eagle Mountain, założone w 1948r przez znanego przemysłowca Henry Keisera przy kopalni rudy żelaza. Kopalnię zamknieto w 1981r po czym miasto zaczęło stopniowo zamierać, a za koniec miasta uznaje sie zamknięcie kodu pocztowego - ZIP code, który obecnie ma sąsiednie miasteczko. Miasto ma swoje miejsce w popkulturze, bowiem filmowcy wybrali je na plan filmowy m.in. Terminator2:3D, Constantine, The Island, Battle of Los Angeles, było nawet w amerykańskiej serii Top Gear. W końcu do Las Vegas dotarliśmy już w nocy. Fajnie, jak już z daleka widać łunę nad miastem zza pasma gór, dobre kilkadziesiąt mil wcześniej!. Zatrzymalismy sie ponownie w naszym ulubionym parku Oasis i następne dwa dni spędziliśmy na odwiedzeniu starych i poznaniu nowych miejsc Stolicy Kiczu. Nie zabrakło kolejnego spektaklu - tym razem padło na „O”. Ciekawa jest starsza części Vegas, ze słynnymi kapliczkami udzielajacymi ślubów, jedne lepsze, inne gorsze. No i oczywiście znany z reality show na Discovery Channel - najsłynniejszy na Świecie lombard. Przed opuszczeniem Vegas nie mogło zabraknąć wizyty w znajomym polskim sklepie bo pierogi i prawdziwa polska kielbasa na wyjeździe smakują podwójnie!

18:05, piotr.smietana
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 02 lipca 2018
W drogę!

No dobrze - LA „odhaczone” po raz kolejny, pora więc w trasę.

Tym razem ruszamy w kierunku San Diego, którego w zeszłym roku zabrakło. Odbieramy RV z małym poślizgiem, zakupy na wyposażenie campera i już tylko dajemy radę na camping. Pięknie położony na Silver Strand Beach, przy samej plaży. My jednak zamiast relaksu mamy emergency - leje się woda! I to z kibla! Co jest?? Okazało się, że podłączając po ciemku wodę zamiast do instalacji wodnej podłączyłem wąż do... instalacji płuczącej zbiornik ścieków! Zamiast odpoczynku mamy nocne sprzątanie RV...

Po porannym spacerze po plaży jedziemy w miasto przez Coronado, most Coronado nad zatoką San Diego na nabrzeże, gdzie stoi zakotwiczony USS Midway. Długo był najwiekszym okrętem Świata, pływał dla US Navy przez 47 lat. Na pokładach - ciekawa kolekcja samolotów, chociaż nie tak bogata jak na USS Interpid w Nowym Jorku. Zapraszam do galerii tutaj!

USS Midway

Bardzo ciekawe też było zwiedzanie pomieszczeń załogi pod pokładem - można było zobaczyć jak funkcjonowało 4500 załogi na tak ograniczonej przestrzeni. Oczywiście - nie zabrakło wizyty w restauracji z owocami morza... Wieczorem szukamy miejsca na postój i w końcu znajdujemy jeden. Jak to z nami bywa - biuro zamknięte, ale jest lista kilku miejsc gdzie możemy stanąć na noc. Camping ładnie utrzymany, w ustronnym miejscu więc „dokujemy” i - na basen, bo należy się chwila relaksu.  Rano chwila rozmowy z przesympatycznymi właścicielami, śniadanie i - w drogę. A do San Diego wrócimy, bo bardzo nam się podobało! Zdecydowanie najładniejsze z (dużych) miast Kaliforni.

 

 

07:50, piotr.smietana , Dzień po dniu
Link Dodaj komentarz »
piątek, 29 czerwca 2018
Lecimy na wakacje

Ha! Ostatni zapis też był z wakacji, tyle że zeszłorocznych... Zastanawiając się nad planami wakacyjnym w tym roku braliśmy pod uwagę parę opcji. Zwycięzyła jednak Kalifornia, bo w zeszłym roku zbyt wiele rzeczy i zwiedzania zostało „na zaś”. Bo miłym, niemal 16h locie wylądowaliśmy w LA. Wsiadamy w samochód, bo wiadomo - w Stanach z ich odległościami inaczej się nie da, a Los Angeles (i okolice) jest pod tym względem wyjątkowe. Niemal 2 godzinna jazda do Anaheim (korki!) i jesteśmy w hotelu. Jeśli Anaheim to na drugi dzień opcja dla dzieci była tylko jedna - Disneyland, po raz kolejny! Skąd one mają tyle siły? Nie wiem, czy jakiś Disneyland im został... Odpuściły nam tym razem, więc my na delikatny szoping, ale najpierw - spotkanie z dawno nie widzianym kolegą z LOTu. Dobrze, że załogi mają hotel niedaleko, bo w Polsce coś nie comożemy spotkać się od paru lat... Niestety krótkie to było spotkanie, bo i pobyt maja załogi krótki. Oczywiście dalej w planach jest podróż camperem, ale to za parę dni. Przyczyn jest kilka - pojechać jeszcze w miejsca gdzie dotąd nie byliśmy, a nie wszędzie można RV czyli „autobusem” zaparkować, a poza tym dobrze jest po locie odpocząć i trochę się zaaklimatyzować. Dlatego nastepnego dnia - zwiedzamy dalej m.in. Hollywood, Beverly Hills i Santa Monica z obowiązkowym molo.

6AD3AF67AA9240F0A757EECFF5C0CE90832D5E7E6E174B3F872C3FBE6837FAE2

Bardzo ciekawe były odwiedziny na Hollywood Forever czyli na... cmentarzu w niemalże samym centrum Hollywood, raptem kilka przecznic od Chinese Theater.

490A1506A5224DE9B5CBFD71269B255FC866CA5AFD4D44F6A6050D657950B367328205A81CBC4D59A8D0E1AA6CA7EE5555A947A99A4C4113B5975363AD29F9899C08986599244696BA3055E12BCBE511

Ostatni dzień przed odbiorem RV to wyprawa do Universal Studios. Fajnie, że inne od tego z Florydy i Singapuru, bo dzięki temu wybawiliśmy się setnie, ale też i dowiedzieliśmy się paru ciekawostek.

Z planu filmu „Grinch”Z planu „Wojna światów”

 

20:09, piotr.smietana
Link Dodaj komentarz »
sobota, 19 sierpnia 2017
Oshkosh 2017 - supermarket lotniczy

Relację zacząłem historią, czas na teraźniejszość. Oshkosh to także impreza można powiedzieć targowo-handlowa, gdzie liczący się na rynku amerykańskim producenci sprzętu latającego general aviation pokazują swoje najnowsze wyroby czyli samoloty, silniki i osprzęt, zarówno certyfikowane jak i w klasie Experimental ale pozwólcie, że nie będę wymieniać wszystkich producentów czy wystawionych typów, bo lista byłaby długa.

Nowy Kitfox STiNowy Kitfox STiNowy Stratos 714Nowy Stratos 714Vans RV-10Vans RV-10Kitfox S-7Kitfox S-7Flying Legends Tucano i Tucano LSA
Flying Legends TucanoMożna dotknąć, usiąść do upatrzonej maszyny, a w przypadku kitów czy samolotów amatorskich można też porozmawiać z ich twórcami, zasięgnąć porad u źródła. Dla ludzi budujących samoloty czy myślących o tym zorganizowane są warsztaty, gdzie każdy może spróbować swoich sił i zmierzyć się z nitowaniem, spawaniem, opłótnianiem, klejeniem drewna czy kompozytów. Można było popracować w warsztacie elektrycznym, przy awionice, zaś Lycoming zorganizował warsztaty rozkładania no i składania silnika. Wystawcy osprzętu oferowali swoje najnowsze produkty, jak nowe urządzenia typu glass kokpit wyzierające z każdego niemal zakątka, można było kupić gotowe, okablowane tablice przyrządów do budowanego przez siebie samolotu. 
blog__1_of_371_520blog__1_of_371_641

Tradycyjnie na Oshkosh są spotkania pilotów i właścicieli róznych typów, bardziej oficjalne jak Cirrus czy Bonanza - wspierane przez producentów czy amatorów konkretnego typu certyfikowanego czy eksperymentalnego. Można spotkać starych przyjaciół, wymienić się doświadczeniami czy po prostu spędzić miło czas.
Patrząc na sprzęty rozstawione wokoło w oczy rzuca się, że jednak lotnictwo lekkie po obu stronach Atlantyku jest jednak nieco inne. W porównaniu do Europy to był tam prawie wyłącznie "ciężki kaliber". Ultralajty były, i owszem, ale te są tu traktowane - i budowane jednak inaczej. Wynika to po części z przepisów - ULM w Europie ważą 450(475)kg, podczas gdy w USA klasa LSA to 600 kg (1320 funtów), tu i tu mają ograniczenia w maksymalnej prędkości przeciągnięcia, w Stanach jest także ograniczenie prędkości maksymalnej. Większa masa to większa swoboda w projektowaniu no i przede wszystkim - użytkowaniu takiego samolotu, bo w Stanach np. można we dwójkę latać z pełnymi zbiornikami bez obaw. Można było zobaczyć zamerykanizowane czeskie, słowackie i słoweńskie samoloty, wycenione konkurencyjnie, ale polskich niestety nie było.

 Stoisko Pipistrela było zaraz przy głównym wejściublog__1_of_371_467Samoloty od południowych sąsiadówblog__1_of_371_543blog__1_of_371_706blog__1_of_371_615Zalety takiego lekkiego samolotu do dziennej turystyki są niezaprzeczalne - niskie spalanie, świetna widoczność, krótki start i lądowanie. A jednak wydaje mi się że klasa LSA, którą pomyślano dla obniżenie kosztów latania i jego szersze udostępnienia - nie rozwija się aż tak dynamicznie zaś Cessna nawet "przemieliła" gotowe 162-ki! Dlaczego? Przyczyn jest kilka - ogromny rynek tanich samolotów używanych, bogaty rynek producentów samolotów w zestawach i - oczywiście koszty. Jeśli do tego doliczymy przepisy bo LSA mogą latać tylko w dzień, zaś samolot typu Experimental można wyposażyć do każdej operacji z IFR-em włącznie. Jest jeszcze jeden aspekt - ludzki. Otóż po długotrwałych debatach uchwalono w końcu w USA zasady tzw. BasicMed dla pilotów. O co chodzi? W skrócie - jeśli miałeś w ciągu ostatnich 10 lat badania lotnicze, nawet klasy 3 i jeśli możesz prowadzić samochód to robisz badania, ale już nie u lekarza lotniczego i - można dalej latać. Ograniczenia są następujące - samolot do MTOW 6000 funtów, Vmax 250kts i pułap max 18000 stóp, VFR/IFR, dzień/noc. Dla nas z Europy to istny szok... Reasumując - po co nowy samolot, badania, w zasadzie identyczne jak na LSA, skoro stary samolot jest pilotowi dobrze znany i można na nim pozwolić sobie na więcej?

A paliwo? I tu dochodzimy do sedna - kosztów. Okazuje się, że Amerykanie też to policzyli. Na stoisku znanych też w Polsce Zodiaców zapytałem jednego z synów Chrisa Heintza, Mathieu m.in. o nowe samoloty i nowe silniki w nich, m.in. UL Power, diesle. Jego odpowiedź dała mi wiele do myślenia. Otóż powiedział on, że celem ich firmy jest produkcja tanich, łatwych w montażu i pilotażu dostępnych dla każdego samolotów. Na stoisku były CH-750 Cruiser i nowy SD, zapytałem też o 4 miejscówki, szczególnie, że naprzeciwko stały piękne Slingi 2 i 4. Powiedział mi też, że “zbudować drogi samolot, to nie problem! Nasza firma oferuje jako alternatywę silniki Rotaxa, UL Power a mimo to ponad połowa klientów wybiera używane Lycomingi! Dlaczego? Bo są dostępne za 1/3-1/4 ceny nowego Rotaxa serii 9! Policz sobie, jakie dodatkowe wyposażenie możesz sobie kupić lub - ile będziesz miał za to paliwa!” Wtedy zrozumiałem tak naprawdę ideę taniego powszechnego latania w wydaniu Amerykańskim, zamiłowanie do antyków, które tak naprawdę antykami… nie są bo nadal spełniają podstawową funkcję - latają dla przyjemności ich właścicieli.

Zenith CH-750 CruzerZenith CH-750 CruzerZenith CH-750 SDZenith CH-750 SDSling-4Sling-4Sling-2blog__1_of_371_630Zenith CH-650Zenith CH-650

 

08:37, piotr.smietana
Link Komentarze (11) »
niedziela, 13 sierpnia 2017
Oshkosh 2017 historycznie

Po kilkunastu dniach w Doha wyruszyliśmy ponownie do Oshkosh. Jak w poprzednim roku - przez Chicago, gdzie było kilka dni na zwiedzanie centrum, które jest zdecydowanie jednym z ciekawszych architektonicznie centrów miast w Stanach. No ale camping i RV opłacone to jedziemy, tym razem niedaleko, bo mniej niż 200 mil.
IMG_6554

Czym jest zlot w Oshkosh? Jeżeli chodzi o tegoroczny zlot to może kilka liczb na początek:OSH2017finalinfographicTegoroczne AirVenture w Oshkosh, zwane też World's Greatest Aviation Celebration czyli największe lotnicze święto Świata było już 65 imprezą zorganizowaną przez EAA . Tak jak i poprzednie była pomostem pomiędzy historią, teraźniejszością i przyszłością. Historia widoczna była na każdym kroku, chociażby pod postacią wspaniale odrestaurowanych i utrzymanych samolotów, ale także dzięki motywom przewodnim tegorocznej imprezy. Główną była 75 rocznica rajdu nad Tokio pod dowództwem płk. Doolittle'a, a kulminacją był niemal jednoczesny start kilkunastu B-25 - tego dźwięku kilkudziesięciu Wrightów Twin Cyclone się nie zapomina...

blog__1_of_371_516blog__1_of_371_723blog__1_of_371_685blog__1_of_371_404 Było też spotkanie z ostatnim żyjącym uczestnikiem rajdu, 101-letnim D. Cole, który był wtedy drugim pilotem w załodze Doolittle'a. Innym akcentem historycznym było uczczenie 50 rocznicy programu Apollo i spotkanie z astronautami. Mocnym historyczno-współczesnym akcentem była parada bombowców, gdzie do Mitchelli B-25 dołączyły dwie latające Superfortece B-29, B-17 oraz współczesne - B-52, B-1B i B-2, a wszystkie oprócz ostatniego można było oglądać na wystawie statycznej

W tym roku przypada też 90 rocznica lotu Charlesa Lindberga nad Atlantykiem, na pokazach latała więc replika jego samolotu. Oshkosh to spotkanie pilotów i ich maszyn, z których wiele miało swoje rocznice, jak np. 80 lat Pipera J-3 Cub, 70 lat Cessny 190/195, 40 lat Christen Eagle II czy 50 lat firmy Rotorway Helicopter, pioniera w produkcji zestawów śmigłowców do samodzielnego montażu.

80 lat Piper J-3 Cub40 lat Christen Eagle

Jak komuś mało, to oczywiście można było pospacerować wzdłuż szeregów warbirdów z II WŚ, Korei czy Wietnamu. Sporą część lotniska zajmowały zaparkowane samoloty Vintage czyli sprzed 1970r, te z kolei dzielą się na: Antique - do 1945r, Classic - 1945-55 i Contemporary - 1955-70. Oczywiście samoloty te były w pełni sprawne, na zlot przyleciały o własnych siłach, a niektóre wyglądały jakby dopiero co opuściły fabrykę.jednym słowem - było co oglądać! Historia była także na pokazach, na których codziennie latał USAF Heritage Flight czyli 4 samolotowy klucz złożony za każdym razem inaczej, ale zawsze był P-51 Mustang, czasem 2, a ponadto latały w nim na zmianę A-10, F-16, F-22 i F-35. 

blog__1_of_371_625

 

15:01, piotr.smietana
Link Komentarze (8) »
piątek, 04 sierpnia 2017
Powrót do LA

W drogę powrotną do LA wyruszyliśmy drogą nr. 1, wzdłuż starego hiszpańskiego szlaku El Camino Real z XVIIw. Droga ta wiedzie wzdłuż wybrzeża Pacyfiku wzdłuż malowniczych klifów, plaż i niewielkich rezerwatów przyrody.
IMG_6165P7051138

Niestety remont "jedynki" zmusił nas do jej porzucenia za Monterey i dalej jechaliśmy stanową autostradą 101 w przepięknej dolinie, w której znajduję się mnóstwo farm owocowych i winnic. Wśród winnic znajdowały się bardzo ładne RV parki, chyba najlepsze z dotąd napotkanych podczas naszych podróy RV.

IMG_6235

W Paso Robles, uroczym miasteczku w którego okolicach jest ponad 300 winnic, na małym lotnisku przypadkiem natknęliśmy się na małe Estrella Warbirds Museum. Oprócz niewielkiej kolekcji samolotów była też kolekcja samochodów cywilnych i pojazdów wojskowych. Zdjęcia znajdziecie tutaj.
Przed nami ostatni już etap naszej podróż RV, 101-ką poprzez Santa Barbara do Los Angeles. W sumie dzień jak codzień, z paroma godzinami jazdy i wspaniałymi widokami gdyby nie to, że nie mogliśmy ruszyć z RV parku! Powodem okazały się łapy hydraulicznego stabilizatora. Ponieważ nasz camper miał 35 stóp długości i wysuwane po bokach slide-outs, powiększające na postoju powierzchnię użytkową RV, wyposażony jest w hydraulicznie sterowane podnośniki. Ustawia się je każdorazowo na postoju - stabilizują podłogę w poziomie, dzięki nim kiedy chodzi się wewnątrz, RV się nie kołysze, a dodatkowo odciąża amortyzatory i opony. Ładnie brzmi prawda? Ale jak działa, a nam rano nie chciały się złożyć! W końcu zauważyłem, że jedna z łap jest jakby bardziej mokra niż inne, rzut oka na zbiornik a tu brak cieczy hydraulicznej! Skąd pomoc? Właściciel daleko, bo ponad 100 mil przed LA, więc optymistycznie na dojazd do nas potrzebowałby pewnie ze 3h. W parku powiedzieli mi, że mogą ściągnąć mechanika, ale może to potrwać. W końcu przez telefon dowiedziałem się, jaki to płyn, więc uzupełniłem go. Ale dalej system nie działa. Znowu za telefon i mam instrukcję zresetowania systemu! Resetuję raz - po chwili ten sam błąd, drugi - to samo... W końcu za 3 czy 4 razem działa i łapy się chowają!!! Ufff! Jedziemy w końcu z kilkugodzinnym oóźnieniem oddać RV, co w popołudniowych korkach zamiast 2,5-3h zajęło nam prawie 5...
Ostatnie kilka dni spędziliśmy w LA i okolicach, z obowiązkową wizytą na kultowej Venice Beach - choć może nie najczyściej, tłoczno i gwarno to jednak ma to miejsce swój cyganerski urok.

P7090812fullsizeoutput_713aP7090791

Wieczorem szukając miejsca z jedzeniem trafiliśmy na jedną z najstarszych w LA restauracji serwującej hamburgery. Działająca non stop od 1947 Apple Pan serwuje je w niezmienionej recepturze, dodatkowo na deser oferują fantastyczne ciasta z truskawkami, jabłkami i orzechami peacan. Restauracja to może za dużo powiedziane - ot, jadłodajnia samoobsługowa z ladą w kształcie litery u z krzesłami dookoła, wewnątrz robione jest jedzenie, na rogach lady są dwie przedpotopowe prawie, mechaniczne kasy. I wszystkie miejsca zajęte! Trzeba czekać w środku łapiąc okazję aż się jakieś zwolni, niemalże stojąc za plecami jedzących - taki urok miejsca. Okazuje się, że jest to jedno z ulubionych przez gwiazdy miejsc, lista stałych, znanych klientów jest długa i chociaż nikogo nie spotkaliśmy to przynajmniej opuszczaliśmy miejsce najedzeni dobrym jedzeniem.
fullsizeoutput_7119

Wylatywaliśmy z Los Angeles z pragnieniem powrotu, bo choć wprawdzie centrum miasta nas rozczarowało, to w dzielnicach podmiejskich i miastach wokół jest sporo miejsc, do których chętnie wrócimy, podobnie jak i do wspaniałej natury Kaliforni czy Nevady. A powrót już standardowy - lekko ponad 16h lotu i w domu w Doha...

12:10, piotr.smietana
Link Komentarze (4) »
niedziela, 23 lipca 2017
Przez góry do San Francisco

Po nocnym postoju na campingu z wyjatkowo niesympatyczną obsługą, jak zwyczaje panujace w tego typu miejscach, jedziemy dalej drogą wokół jednej z najwiekszych baz USAF - Nellis AFB, gdzie od wielu lat testowane są najnowsze nabytki amerykańskich sił powietrznych. Chyba bardziej to miejsce znane jest miłośnikom różnorakich teorii spiskowych jako odwiedzana przez Obcych Area 51 której oczywiście oficjalnie... nie ma, ale ponoć gdzieś tam jest. Nie sprawdzaliśmy jak jest naprawdę, za dużo ostrzegawczych tablic! Za to są inne miejsca - część drogi to Extraterrestrial Highway, a przedsiębiorczy Amerykamie sprzedają suweniry i gadżety turystom zwiazane z kosmitami.

IMG_6067IMG_6061IMG_6073Dzień kończymy na sympatycznym dla odmiany RV parku w niewielkim miasteczku Beatty u wrót Death Valley.
Lokalną drogą 374 wjeżdżamy na teren Death Valley National Park - najwiekszego parku narodowego w kontynentalnych Stanach. Wjeżdżamy przez przełęcz Daylight Pass na wysokości 4316 stóp (1316m) npm, gdzie w odróżnieniu od innych parków bilet kupuje się w automacie - sorry, card only! Za to mamy fantastyczny widok na niemalże całą dolinę. Po kilkunastu kilometrach zjeżdżamy na dno najbardziej suchego miejsca na Świecie, a GPS pokazuje -110 stóp czyli 33m poniżej poziomu morza a termometr 125st F czyli jak na Dolinę Śmierci latem całkiem znośnie. Dno doliny wygląda na bardzo jałowe, a zjeżdżając i wyjeżdżając z niej jakoś nie było widać ptaków... MImo to, praktycznie na dnie jest mała miejscowość Stovepipe Wells, gdzie jest stacja parkowych Rangersów czyli strazników (hehe - nie Texasu), sklep, stacja benzynowa, można nawet znaleźć nocleg, jest nawet małe lotnisko i camping. Tyle, że jakiś pustawy... O ile wjazd był dość prosty, o tyle wyjazd drogą 190 jest już bardziej kręty, z jednej strony nad drogą co i rusz wiszą skały, a z drugiej strony przepaśći jakby bardziej strome i znów wspinamy się przez przełęcz Towne Pass na 4956 stóp (1511m) by zjechać do Owens Valley położonej na wysokości ok. 3500 stóp (1100m).
IMG_6082P7020699P7020698P7020701P7020702P7020704W dalszych planach wyprawy było San Francisco, więc rzut oka na mapę i widać że musimy przeprawić się przez góry Sierra Nevada, a najkrótsza droga wiedzie przez Yosemite National Park. Najbliższa trasa drogą 120 przez przełęcz Tioga odpada od razu - jest bardzo kręta, wspina się na 9943 stóp (3031m!), często zamknieta dla ruchu drogowego na długie miesiące. Wybór pada na drugą przez przełęcz Sonora, bo Park Yosemite kusi... Ta przełęcz ma "tylko" 9624stóp (2933m) i droga jest mniej kręta, przynajmniej teoretycznie. Jest położona na północ, więc jedziemy doliną, autostradą stanową 395 do miasta Bishop gdzie planujemy zanocować i podziwiamy fantastyczne, ośnieżone szczyty Sierra Nevada. Jest tylko problem - nasze telefony nie mają zasięgu, więc nie mamy jak zadzwonić i sprawdzić dostępności miejsc na campingach, a nie mam zamiaru się pchać po nocy przez góry. Jedziemy dalej i od razu na pierwszym campingu jest problem - brak miejsc, drugi - to samo, dojeżdżamy do trzeciego i po chwili rozmowy już wszystko jasne - w Stanach też mają długi weekend! Wprawdzie jest niedziela 2go lipca, ale 4 to święto Niepodległości i niemal tradycyjnie kto żyw wyrusza za miasto na kilka dni na wszelkie możliwe formy campingu! Sympatyczna pani próbuje bezskutecznie obdzwonić znane jej miejsca i dalej nic... Daje nam namiary na parę możliwych w okolicy Bridgeport miejsc i jedziemy. Wjeżdżamy pomiędzy góry nad jeziora Twin Lakes gdzie i owszem, jest kilka RV parków i są stanowe, tanie campingi. Wszystko cudownie położone, powietrze fantastyczne, cisza, biegające wkoło sarny jednym słowem idylla. I tylko wszędzie ten sam problem - brak miejsc! Małe miasteczko, wieś właściwie i pomimo, że jest niewielkie lotnisko to Walmarta nie ma. Na szczęście okazało się, że jest parking przy starym supermarkecie i stacji benzynowej gdzie widać kilkanaście zaparkowanych RV i trucków. Cóż robić - noc nastała, zostajemy znów na noc "na sucho" w naszym domu na kółkach. Dzięki górskiemu powietrzu śpimy wyśmienicie, za to rano okazuje się, że na polach dosłownie obok parkingu jest najprawdziwsze stanowe rodeo! Była prezentacja koni, byli prawdziwi kowboje z lassem, łapanie młodych byczków, a nawet "iiii-haaa"!

IMG_6102

Podziwiamy chwilę, ale że chcemy na noc dojechać do San Francisco wkrótce ruszamy w drogę. Po skręcie w drogę 108, na przełęcz Sonora po kilkuset metrach mijamy kierowcę lokalnej ciężarówki który z daleka macha do nas dając na migi znaki, żeby zawrócić. Pomimo wcześniejszej jazdy po serpentynach decydujemy się jednak nie kusić losu naszym 35 stopowym kamperem, a zresztą zaraz obok jest tablica z ostrzeżniem, żeby tak długie pojazdy raczej nie wjeżdżały tą drogą. Zaufaliśmy miejscowym i postanowilsmy nie ryzykować, więc z 395-tki zjeżdżamy na drogę 89 i 88, gdzie przełęcz Carson Pass wznosi się na tylko 8574 stóp (2613 m).
IMG_6112

Ostatecznie kilka mil na południe od jeziora Tahoe wjeżdżamy na stanową 50-tkę, dalej przez Sacramento i międzystanową 80-tką dojeżdżamy wieczorem do San Francisco. Rzut oka na termometr: 58st F czyli tylko +14st C, a nad miastem rozciągają się chmury tak niskie, że wierzchołki mostów - Golden Gate i Bay są zakryte! Parkujemy w RV parku - tym razem są miejsca, bo zadzwoniłem z drogi. Jak to w dużych miastach w US - bardzo drogi park, a okolica taka sobie. Na drugi dzień - święto 4 lipca, jedziemy do downtown, bo 4 lipca to obowiązkowe w USA fajerwerki. San Francisco - opiewane w literaturze i w filmach, zostawiło po sobie mieszane uczucia - z jednej strony malowniczo położone z wieloma stromymi uliczkami i wieloma ciekawymi miejscami. Z drugiej - te same miejsca nie grzeszą czystością, sporo bezdomnych, a nad większością ulic unosił się specyficzny zapaszek, delikatnie mówiąc... Stosunkowo najfajniej było na wybrzeżu, szczególnie w okolicach Pier 39, gdzie się działo, bo m.in. ze względu na święto postawiono scenę z muzyką na żywo. W sklepach obok tłumy ludzi, a na stolik w restauracjach trzeba było poczekać kilkadziesiąt minut. Ceny oczywiście "turystyczne"... Niestety, nie zaliczyliśmy Alcatraz, bo wycieczkę na słynną Rock trzeba zamawiać na parę tygodni wcześniej. Nie dość, żę zmarzliśmy to jeszcze nici były z pokazu sztucznych ogni. Niewiele było widać, choć miejscówkę mieliśmy dobrą, to niskie chmury na wysokości około 100 metrów skutecznie popsuły pokaz.

11:01, piotr.smietana
Link Komentarze (4) »
niedziela, 16 lipca 2017
Pustynia, góry i woda

Na wschód od Las Vegas jest pasmo Spring Mountains a za nim kanion rzeki Kolorado, wijący się malowniczo przez kilka stanów. Na tej rzece, rozgraniczającej stany Nevada i Arizona w latach 30-tych ubiegłego wieku wybudowano tamę Boulder Dam. Zwana też zaporą Hoovera, dla uczczenia 31. prezydenta tworzy największe sztuczne jezioro w USA - Mead. Pomimo tylu lat od powstania sama tama, ale także i w krajobrazy wzdłuż drogi prowadzącej do niej robią wrażenie.

IMG_5974P6290531P62905481
Te krajobrazy, taka swoista "uczta dla oczu" towarzyszyły nam zresztą podczas całej tegorocznej trasy. Następnie zatrzymaliśmy się w RV parku w uroczym Mesquite na pograniczu Nevady i Arizony z widokiem na Mt. Bangs, skąd wyruszyliśmy do Zion National Park w Utah. Nazwany został tak od kanionu o tej samej nazwie, który z kolei został tak nazwany przez Mormońskich pielgrzymów. Prowadzi przez niego niesamowicie widowiskowa trasa pełna serpentyn i tuneli.

 P6291102P6290605P6290611P6290552

Sam park jest tak popularny wśród turystów, że o miejscu dla RV można było niestety tylko pomarzyć - rezerwacja w sezonie jest wysoce wskazana. Według mapy i aplikacji, z której korzystamy w podróżach RV jest w okolicy sporo campingów, my jednak chcielibyśmy zanocować w okolicach miasteczka Page lub nad położonym opodal jeziorem Powell.

IMG_5995fullsizeoutput_67fc

Tak jak dotychczas jedziemy do RV parku (czyli campingu), ale okazuje się, że niestety brak miejsc! Jest jedno, ale tzw. suche czyli bez przyłączeń wody a co gorsza prądu, zaś własny generator trzeba wyłączać po 22:00. Po co prąd? Ano - jeśli w dzień jest ponad +40, a w nocy nadal +30 bez klimy nie dalibyśmy rady odpocząć, a przed nami jeszcze ciągle długa droga! Co robić? Jest coraz później, my zmęczeni i w końcu jest miejsce, ale oddalone o ponad półtorej godziny jazdy... Wtedy przypominam sobie, że są w Stanach miejsca, gdzie można zostać na noc kompletnie za darmo! Jednym z nich są... parkingi przy m.in. Walmartach, których założyciel sam jest fanem carawaningu i podróży RV, a ochrona sklepów nawet dyskretnie nadzoruje bezpieczeństwo parkująch. Akurat w okolicy jest jeden, podjeżdżamy i - faktycznie na obrzeżach parkingu stoi zaparkawanych około 10 RV - slajdy rozłożone, generatory pracują, światło się świeci, znaczy zostali na noc, obok jest też kilka trucków czyli wielkich, amerykańskich ciężarówek. Zostajemy więc i my, bo po calym dniu za kółkiem po kretych drogach nie uśmiecha mi się perspektywa nocnej jazdy tym bardziej, że w końcu to RV czyli dom na kółkach. Ostatnie zakupy, kolacja i spać. Typowe dla użytkowania campera opróżnienie zbiorników zrobiłem rano też za darmo na położonej obok myjni, gdzie mieli taką stację. Oprócz użytkowników RV korzystatają z niej także właściciele łodzi holowanych nad i z jeziora Powell.

W okolicy położone jest bardzo malownicze zakole na rzece Kolorado - Horseshoe Bend. Widok rzeki wijącej się na dnie kilkuset metrowego wąwozu robi niesamowite wrażenie, ale jako że brak jakichkolwiek zabezpieczeń trzeba uważać podchodząc do brzegu wąwozu.

 fullsizeoutput_67fd1P6300626

Jednakże największą atrakcją okolic miasteczka Page jest Kanion Antylopy, a w zasadzie dwa - Upper i Lower. Są położone na terenie indian Navajo, podobnie zresztą jak i samo miasto, w którym indianie stanowią zdecydowaną wiekszość. Kaniony czy wąwozy te uformowane erozją wody przez tysiące lat w czerwonawym piaskowcu są cudem natury przez duże "C" - nie ma co pisać, to trzeba zobaczyć! Dzień w Page zakończyliśmy kolacją w restauracji serwującej lokalne specjały, inspirowane kuchnią pionierów Zachodu i indiańską, były też występy folklorystyczne.

fullsizeoutput_6800fullsizeoutput_6806fullsizeoutput_6808P7010694P7010634
 

17:35, piotr.smietana
Link Komentarze (1) »
środa, 12 lipca 2017
Las Vegas

Las Vegas olśniewa! Może to truizm, ale tak jest. Miejsce z najbardziej znanymi hotelami, kasynami i atrakcjami, co w Vegas oznacza dokładnie jedne i te same miejsca olśniewa kolorami reklam wszystkiego. Przez to miejsce znane jako Las Vegas Strip przewalają się tłumy turystów nie baczących na morderczą ponoć w tym roku temperaturę sięgającą 125 st F czyli +51st C! Pomimo to jest dość czysto, tak też wyglądają południowe przedmieścia Vegas. Tym razem nasz RV park w którym się zatrzymaliśmy był położony dość blisko the Strip, ale mimo to na spacer w tych temperaturaturach było trochę za daleko. Aby się tam dostać zamawialiśmy taksówkę lub ubera. Jednym z kierowców był dość elegancki starszy pan Herbert, mieszkający w Las Vegas od ponad 55 lat a pochodzący z Niemiec. Barwnie opowiadał o Las Vegas z lat 60-tych ubiegłego wieku, o historii kasyn, hoteli i ludzi z nimi związanych, udzielał rad gdzie co zobaczyć i dobrze zjeść, a na koniec podwiózł nas też pod stary terminal lotniska, gdzie obecnie jest wejście dla pasażerów prywatnych odrzutowców.

 

P6260519

Kasyna sobie odpuściliśmy, choć kuszą na każdym kroku, woleliśmy obejrzeć m.in. występy dwóch przedstawień Cirque de Soleil. Zdajemy sobie sprawę, że miasto ma zapewne i inne oblicze, jednak to co widzieliśmy spodobało nam się i pewnie wrócimy tutaj kiedyś tym bardziej, że dużo się tu dzieje, oj dzieje! A może się to okazać dość łatwe tym bardziej, że Qatar Airways otwiera bezpośrednie połączenie do Las Vegas w przyszłym roku!

 To wszystko są oryginały oczywiście ;)

 

22:42, piotr.smietana
Link Komentarze (1) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 22
Napisz do Nas!


Liczba wizyt



Zobacz Księgę Gości

Odwiedziłeś Nas? Masz Uwagi? Będzie Nam miło jeśli dopiszesz się do Księgi Gości


Locations of visitors to this page
Pisz swój dziennik w Internecie
Blog należy do Syndykatu Blox.pl