Życie i praca polskiego pilota Qatar Airways
środa, 11 czerwca 2014
NDIA

...czyli New Doha International Airport, a od kilku tygodni oficjalnie - Hammad International Airport. Nowe lotnisko w Doha, hub naszej linii, kod ICAO: OTHH, kod IATA został zamieniony ze starym lotniskiem o 9:00 27 maja i jest dalej DOH.

Od razu, od pierwszych chwil widać jak bardzo było potrzebne! Chociaż terminal nie ma jeszcze gotowych wszystkich gate'ów to, wszystkich sklepów czy restauracji, a nasze centrum operacyjne musimy jeszcze poczekać parę tygodni to i tak widać, że warto! Warto było poczekać, ale i przenieść się tam już teraz!

Wejscie z Immigration do głównej hali terminala, skąd pasażerowie rozchodzą się do poszczególnych części partu, ze znanym już miśkiem:

CDE - to oznaczenia kolejnych części (pirsów) terminalu, z których tylko C jest całkowicie gotowe, ok. 1/3 cz. D i E jest zbudowana i w fazie końcowego w trakcie wykańczania, a płyta lotniska jest przygotowana na ich przedłużenie. Większość stoisk ma rękawy, choć są i takie do których pasażerów dowożą autobusy - szczególnie w szczycie i to przeważnie do małych samolotów.

Widoczek z płyty na główny budynek:

P.S. No właśnie, też pytałem żony, dlaczego się nie udziela? Obiecuje poprawę!

środa, 15 sierpnia 2012
Qatar Airways w Warszawie!!

NARESZCIE!!

Po kilkuletnich (!) plotkach w końcu stało się - moja firma zawita nad Wisłę!! Od 5 grudnia, początkowo 4 razy w tygodniu, na samolocie A320. Na pewno koleżanki stewardesy no i koledzy latający na tym samolocie się ucieszą :)) Niewątpliwie tą decyzję przyspieszyła decyzja Emirates o otwarciu połączenie Dubaj - Warszawa. Od razu też pojawiły się głosy pewnego powiedziałbym - niezadowolenia. Że mały samolot (mniejszy od Emirates), że nie codziennie. Nie przekreślałbym tak od razu naszej firmy i nie stawiałbym od razu na straconej pozycji. Po pierwsze - my mamy małe samoloty, Emirates nie! Czy maja z tym problem? Szczerze mówiąc - nie wiem! Wiem tylko, że latają (dość często) dużymi samolotami z niewielkimi bookingami, bo kilkudziesieciu pasażerów w samolocie klasy A330 czy B777 - jak im się to opłaca...  Polityka mojej firmy jest taka - połączenie okrzepnie, znajdą się chętni i jak trzeba będzie to przylecą większe samoloty - tak jest prawie z każdym nowym połączeniem do Europy od kilku lat. Częstotliwość zapewna zwiększy się kiedy odbierzemy następne samoloty i doszkolimy kolejnych pilotów, bo teraz jest kolejka do szkolenia na... kilka miesięcy do przodu!!! I na koniec - nie bez znaczenia jest zacząć te parę miesięcy wcześniej od konkurencji - jest szansa, że pasażerowie się przyzwyczają i będą wybierać nas częściej - czyli zwiększy się szansa na większy samolot...

Pożyjemy, zobaczymy!

A na Świeta i karpika w końcu polecimy bezpośrednio!!

poniedziałek, 08 marca 2010
Jet ski time!!

Powoli kończy się chłodny sezon w Doha, chociaż jeszcze w zeszłym tygodniu nad Dohą była potężna burza, niebo było zachmurzone, a temperatura nocą spadła do +13 stopni!! Ale to już takie ostatnie chwile, bo i klimę w domu częściej odpalać trzeba, że o samochodzie nie wspomnę...

O zamiłowaniu Kataryjczyków i w ogóle ludzi znad Zatoki do sportów motorowych i motorowodnych pisałem nie raz, ale czegoś takiego nie widzieliście chyba jeszcze:

To się nazywa umiłowanie tradycji - nieprawdaż???

czwartek, 20 sierpnia 2009
Pogoda dla drugich pilotów!

Dlaczego? Ano okazuje się, że moja firma potrzebuje obecnie o wiele bardziej F/O niż kapitanów - do końca roku planowane są wyłącznie interview na takie stanowisko, kapitanowie muszą poczekać prawdopodobnie do początków przyszłego roku. Może ktoś mnie oskarżyć o kryptoreklamę, ale co mi tam! Krótko - jeśli spełniasz takie wymagania i interesuje Cię praca w interesującym środowisku, latanie w ciekawe rejony, na nowoczesnym sprzęcie - pisz, może Ci się uda! Zgoda, na specjalnie szybki upgrade kapitański nie ma co liczyć (min. 3 lata) ale z drugiej strony - gdzie dzisiaj jest łatwo? Krótki wypad na Bliski Wschód na interview jest na koszt linii, tak więc bez ryzyka, ale jak już dadzą Ci ofertę, to już będzie Twój ból głowy...

 

wtorek, 26 lutego 2008
Relaksowy weekend

Ostatni weekend minął nam pod znakiem relaksu i sportu.

Kolejny raz wybraliśmy się do Zikreet czyli na oglądanie fajnych skałek, wzgórz, strusi i flamingów. Przy okazji znaleźli się jeszcze tacy spośród znajomych, którzy tam nie byli to wycieczka nie była nudna. Tym razem byli to Budziki, Mazusy. Pomimo wiejącego od kilku dni silnego wiatru wycieczka była udana (pomimo braku flamingów), a zdjęcia  z tego wypadu są tutaj. 

W ostatni weekend w Doha miało miejsce znaczące wydarzenie sportowe z udziałem naszych reprezentantów czyli Qatar Open - damski turniej tenisa, w którym do półfinału awansowała nasza reprezentantka Agnieszka Radwańska. Katar jest specyficznym miejscem, bo na tego typu imprezy bilety są... całkowicie darmowe, trzeba tylko parę godzin wcześniej pofatygować się do kas (?? przecież darmo?) i odebrać je osobiście. Dawali po jednym, ale Polak potrafi i Madzia wzięła komplet 9 szt dla wszystkich :) oprócz nas był obecny kwiat Polonii. Niestety - ponieważ bilety były rozdawane a miejsca nienumerowane nie udało się zorganizować wspólnego dopingu. Pomimo obecności nawet takiego kibica:

O meczu nie będę się rozwodził, zainteresowani wiedzą co i jak się skończyło a tutaj jest kilka zdjęć.

 

niedziela, 29 kwietnia 2007
Orzeł NIE wylądował...

A raczej Kaczor...

Ale - po kolei - po wielomiesięcznych przygotowaniach, kilkakrotnym przekładaniu miał zawitac m.in. do Kataru miłościwie nam panujący Premier Jarosław aby oprócz standardowych rozmów dyplomatyczno-biznesowych - otworzyć w końcu naszą ambasadę. Niestety - obudzilismy się rano z ciągle powtarzaną wiadomością w TVN24 (super wyglada rzecznik prasowy składający oświadczenie przed kamerami żujący gumę!!) że niestety - brak zgód, samolot zawrócony, długie oczekiwanie słowem - nici z wizyty. A tu - Polonia już powiadomiona, impreza w ambasadzie przygotowana... Na szczęście dopisali chyba wszyscy tak, że można było spotkac się ze starymi znajomymi i umówić sie na kolejne spotkania :)

I dalej nie wiemy, czy nasza Ambasada działa już oficjalnie czy jeszcze nie... 

A miało byc tak pięknie...

poniedziałek, 02 kwietnia 2007
Wydarzenia marcowe

Oj sie działo ostatnio, oj działo! Ale - po kolei. Marzec był dla naszej gromadki szalonym miesiącem - miałem sporo pracy a na dodatek byli u nas goście, tak wiec zapieprz był taki, że nie było kiedy przysłowiowych taczek... O części z nich wspomnieliśmy już poprzednio, opowiem zatem co działo sie później.

W niedziele 25-go na zaproszenie naszej Ambasady bylismy na garden party w Sheratonie z okazji 50-cio lecia Unii Europejskiej.

Spotkanie zorganizowane przez ambasadę Niemiec (które mają obecnie przeydenturę - chyba tak to sie nazywa) we współpracy z ambasadami krajów unijnych. Honorowa rola przypadła naszej córci Julii - była chorążynią (chyba tak - facet to chorąży, no to kobitka jak?)

czyli trzymała polską flagę przy wejściu przy witajacych gości Ambasadorach, a następnie wraz z nimi przeszła pod podium:

Po wysłuchaniu przemówień ambasadora Niemiec i Kanclerz Merkel (z taśmy) - krótkich na szczęście, odegrano Odę do Młodości (w za bardzo spokojnym tempie jak na mój gust) zaczęła sie część nieoficjalna czyli - bankiet. Jak zawsze w Sheratonie - super jedzenie, a do tego wino i piwo. Mieliśmy okazję spotkać starych znajomych i poznać nowo przybyłych Polaków. Atmosfera pikniku udzielała się wszystkim i już około północy poszliśmy do domu ;).

Szkoda, że to tak tylko co 50 lat!!

Następnego dnia poszliśmy wraz ze znajomymi na "Mamma mia" czyli musical do muzyki Abby - ale o tym to już "konkurencja" pisała (i nie tylko ;) - Sylwia - całuski!). Naprawdę super przedstawienie, z którego publiczność wychodziła roztańczonym krokiem.

A może tylko my tacy spragnieni dobrej rozrywki?

sobota, 17 marca 2007
Burzy piaskowej ciąg dalszy...

Doprawdy - pogoda płata nam ciągle figle! Niedawno ludzie w Katarze byli zszokowani ciągłymi (jak na ten region!) opadami deszczu a tutaj od kilku dni trwa burza piaskowa czy pyłowa - z mniejszą czy większą intensywnością. Przed wczoraj od rana miałem watpoliwości czy z moimi oczami wszystko w porządku, ale kiedy w samo południe świat dookoła wygląda jak przez filtr pomaranczowy i to na dodatek ciemny:

to można zwątpić! Wczoraj było ciekawie - miałem lecieć o 14:30, o 11:30 dzwonią z pracy, że względu na pogodę (piach!) loty są poopóźniane i żebym się nie spieszył, bo zadzwonią. Pół godziny później dzwonią znowu, że jednak wszystko bedzie o czasie. To OK - jadę. dojeżdżając do lotniska widzę, że nie jest różowo - widoczność ok. 500m i nieźle wieje z Pd-zach. Okazuje się, że w Doha nie wylądowało 12 samolotów i są na okolicznych lotniskach zapasowych, bo przy tym wietrze lądować w Doha można tylko na pasie 16 na którym nie ma ILSa, a tylko podejście VOR-DME czyli - minimalna wymagana widzialność to 1200m. No to czekamy. A tutaj - w ciągu godziny wiatr zmienił się na północno zachodni (zmiana kierunku niemalże o 180 stopni!). Dzięki temu można było zacząć lądować na pasie 34 w ILSie. Na dodatek temperatura spadła o prawie 10 stopni z +34 na +25. W końcu przyleciały samoloty opóźnione po 2-4 godziny i mozemy lecieć i my. Podczas obowiązkowego walkaround (czyli przeglądu samolotu przed odlotem) piach dawał po oczach tak, że już rozumiem po co żołnierzom w Iraku gogle, bo też by mi się przydały ;)

A w domu wszysto pokryte szarym nalotem...

środa, 14 marca 2007
Wichura

W ostatnią niedzielę nad Dohą przewaliła się całkiem niezła wichura. Dosłownie z minuty na minutę wiatr wzmógł się tak, że dawało piachem po oczach (ackolwiek nie była to burza piaskowa bo widoczność była bardzo dobra!), różnego rodzaju słupy kołysały sie niebezpiecznie a przy wysiadaniu z samochodu trzeba było uważać bo wyrywało drzwi z ręki. Pojechaliśmy załatwić coś do miasta, zaparkowaliśmy, a tam na parkingu przed Al Fardan Centre stoi samochód. I nie byłby w tym nic dziwnego, gdyby nie... maszt flagi leżący na masce!!

Coś mnie tknęło i stwierdziłem, że chyba lepiej bedzie jak zaparkuję jednak z metr dalej - ruszyłem samochód i dosłownie w tej samej chwili tuż przed maskę samochodu upadł taki sam maszt!!

Nawet nie chcę myśleć, jak wyglądałby nasz samochodzik...

A dzisiaj po paru dniach przerwy wiało znowu tak, że nieźle nas wymiąchało przy lądowaniu w Doha. Na wysokości 600 stóp było poniżej 20 węzłów, a na 400 - 43 i trzymało prawie do ziemi - była niezła jazda :)

sobota, 10 marca 2007
Dunestock

Tak tak, to nie pomyłka - mamy i taką imprezę w Katarze! Ale po kolei.

W ostatni piątek 9 marca byliśmy na super imprezie - na pustyni, na Singing Dunes gdzieś pomiędzy Messaid a Salwa Road odbył się po raz trzeci Dunestock 2007.

dunestock

Była to całodzienna impreza - nie tylko koncert rockowy, ale przede wszystkim piknik,na który pojawiły się całe rodziny, chyba wszystkie rodziny ekspatów z Kataru :) W zakolu piaszczystych wydm umieszczona była centralnie scena, obok której umieszczono stoiska z pamiątkami, jedzeniem, toalety. Jako że impreza była rodzinna były też i atrakcje dla dzieci - dmuchana zjeżdżalnia i hopsalnia, jak to moje dzieci mówią.

Dunestock1

Cały teren był ogrodzony i pilnowany.

Można było spotkać dawno niewidzianych znajomych, pogadać, a przy okazji przekąsić coś czy napić się - bynajmniej niebezalkoholowo ;) jako że każdy targał ze sobą całkiem pokaźnego coolboxa. Oprócz tego wiele osób miało różnego rodzaju sprzęt campingowy bo impreza miała trwać do późna, tak więc wkrótce wyrosło spore miasteczko namiotowe

dunestock2

 

Wystąpiło kilkanaście amatorskich w wiekszości kapel rockowych grających różne rodzaje muzyki, tak że każdy mógł znaleźć coś dla siebie - grał też nasz przyjaciej Timmy:

d3

Tłum ludzi gęstniał z minuty na minutę, tak że sporo ludzi gromadziło sie także na szczycie wydmy, a dzieciaki miały dodatkową frajdę w schodzeniu, turlaniu się z wydm czy nawet snowbordowaniu na piasku:

A obok życie toczy się normalnie:

Jak fajna impreza, to niestety nie dla mnie - musiałem się zmywać bo o 19:30 musiałem być w pracy :( a impreza przeciągnęła się do póóóźna

Żeby balować ktoś musi pracować...

poniedziałek, 05 marca 2007
Burza piaskowa

A miało być już tak dobrze!

Coś mi sie zdaje, że moją poprzednią notką zapeszyłem, ale po kolei.

W ostatni piątek wyruszyłem wściekle rano (to znaczy - przed 12-tą ;-) ) do pracy. Jadę i patrzę a tutaj pogoda coś taka sobie - chłodno, mglisto i jakoś tak.. Dopiero po chwili dotarło do mnie, że to pył piaskowy wisi w powietrzu, co było o tyle dziwne, że wiatr wcale nie był taki silny. Po zajeciu miejsc w samolocie zrobiło się jeszcze gorzej:

piasek1

I już wiadomo - burza piaskowa, a raczej pyłowa - pierwsza w mojej karierze bliskowschodniego pilota (nie licząc lądowania w TLV, jeszcze w LOcie. ale to było już parę lat temu). Na lotnisku ogłoszono Low Visibility procedure - skutek jest taki, że wszyscy wolniej kołują, wieża daje większe separacje pomiędzy wszystkimi - samolotami kołującymi, startującymi, lądującymi. Dodrze, że rano ruch raczej mały, to obyło sie bez większych obsuwek. Nadzieję na poprawę dawało przebłyskujące co i rusz słońce:

piach

Płonne niestety:

Ale cóż robić - latać trzeba. Z racji przebłyskującego słoneczka myślałem, że parę setek stóp i w górze bedzie już czysto. Wznosimy się, ale tysiąc - nic, dwa - pięć - dziesięć i nic - dalej pył! Dopiero na 20 tysiącach wyszliśmy z tego syfu! Na ziemi było jeszcze gorzej - widoczność spadła później do 200m a pył był wszędzie - szarobure auta, domy, ludzie, piach w oczach i ciemno jak chwilę po zmierzchu.

Trwało to cały dzień i obyło się na szczęcie bez większych szkód - nie licząc totalnie zapylowego, świeżego prania :-)

poniedziałek, 15 stycznia 2007
Dzień jak codzień...

Oj oj - się porobiło! Ale jak piszecie - praca i rodzinka na karku sprawia, że czasem chciałoby sie coś skrobnąć, ale się oczka kleją, oj kleją, a rano mus wstać i rozparcelować młódź do szkół. A wstać trzeba wcześnie, bo szkoła zaczyna się wcześniej niż w Polsce - o 7:30, kończą o 13, primary - podstawówka lub o 14-tej, secondary czyli gimnazjum. Ale jeśli myślicie że o 20 jest już błoga cisza to jesteście w błędzie. Trzeba się nieźle nakombinować i postraszyć albo i zachęcić aby o 21-była dzieciarnia w łóżkach. Wszystko to nie dotyczy Juniora, który potrafi ganiać do północy świerzutki jak skowroneczek! A tu jeszcze ciekaw człek tego co w kraju i na świecie i schodzi do późna...

W ostatni weekend jako że pogoda była całkiem całkiem, szczególnie po ostatnich "mrozach" wybraliśmy się do miejscowego ZOO. Nie będę tutaj zanudzał szczegółami, ale na jedną rzecz po raz kolejny zwróciła uwagę moja kochana małżonka - chodzi o stosunek Arabów do dzieci i kobiet. Obraz jaki jest u nas powszechny to latający z kałachem brodacz i obwieszona dzieciarnią kobieta. Może w kiedyś, gdzieś, ale nie tutaj - rzuca się w oczy troska, z jaką OPIEKUJĄ się dziećmi tatusiowie arabscy - na placu zabaw pan biegał za dziećmi, asystował przy zabawach, a pani siedziała sobie dostojnie na ławce. I to jest norma, a nie wyjątek! W sklepach jpodobnie - przy zakupach pan asystuje pani, pcha wózek, a potem do samochodu i pan ładuje zakupy - czasem bierze sobie gościa do pomocy, którzy są przy co drugiej kasie - ale to już inna para kaloszy...

niedziela, 31 grudnia 2006
Samochody
Samochody w Katarze to ciekawy temat. Generalnie są tanie a w stosunku do cen polskich nawet bardzo. W połączeniu z tanią benzyną (97 oktanów po 80 dirhamów - 0.80QR/litr czyli 65 groszy - tańsza od wody) skutkuje to tym, że najpopularniejszymi samochodami w Katarze są Toyota Landcruiser i Nissan Patrol z benzynowymi silnikami 4.8 i 4.5 litra bo zużyciem nikt się nie przejmuje (nawet nie ma tego w instrukcji!) Miejscowi generalnie nie narzekają na brak kasy tak więc często są drugie samochody w rodzinie, bo oprócz powyższych na ulicach pełno jest najnowszych Mercedesów, BMW, Hummerów, Cadillaców i innych w/g zasady - im drożej tym lepiej :-) Samochody amerykańskie są niewiele droższe niż w Stanach, europejskie są tutaj tańsze o 30-40% zaś japońskie czy koreańskiej nawet o 50%. Jedną z form rozrywki są wycieczki na pustynię, dlatego popularne są wszelkich rozmiarów terenowce, również wśród ekspatów - od małych Daihatsu czy Suzuki po wielkie samochody amerykańskie. Oddzielną kwestią jest styl jazdy miejscowych kierowców który można określić jednym słowem - tragedia! Lusterka wsteczne są dla ozdoby, podobnie jak kierunkowskazy - nigdy nie wiadomo czy samochód przed Tobą nagle nie skręci Ci przed maskę. Wymuszanie pierwszeństwa szczególnie wyjeżdżających z bocznych ulic lub włączjących się do ruchu to normalka podobnie jak ścinanie zakrętów lub pasów ruchu na rondach. Stąd stłuczki są bardzo częste podobnie jak korki nimi wywołane, ponieważ aby odzyskać wypłatę ubezpieczenia nie wolno ruszyć samochodu i trzeba zadzwonić po policję. Dlatego też jeżeli jeździsz pomiędy niemałymi w końcu samochodami zdecydowanie bezpieczniej czujesz się będąc równorzędnym partnerem i właśnie dlatego oceniniliśmy, że najodpowiedniejszym dla nas będzie Dodge Durango widoczny na fotkach, sympatyczne 7-os rodzinne autko z niezłym silniczkiem - jedyne 5.7 litra i 335 KM ;-) a zużycie to tylko 25l/100km - bo ostatnio jest chłodno i nie używamy klimy...
piątek, 29 grudnia 2006
Katarska "Monument Valey" ;-)

Kolejny dzień ferii w szkole bo to dzisiaj tutejsza niedziela, zaczynają się Idy więc pytanie: co zrobić z tak pięknie rozpoczętym dniem? Po chwili zastanowienia i małej konsultacji jest decyzja - jedziemy pozwiedzać dziewiczy dla nas region zachodniego Kataru. Po ok. 45 min drogi skręcamy z głównej drogi tuż przed Dukhan na północ i kierujemy się na małą wioskę Zekreet. Po chwili naszym oczom ukazała się po lewej mała zatoczka a nad nią zaparkowanych kilka samochodów. Podjeżdżamy bliżej i widzimy śmigających na deskach 3 kitesurfingowców. Wiało ładnie, tak ze 20 węzłów a że płytko i fala mała to i zabawę mieli niezłą:

kite

Po małym postoju docieramy do wioski, a raczej kilku zabudowań na krzyż:

domek

gdzie kończy się asfalt i zaczyna ubity dukt. Po chwili mamy już przedsmak tego co nas czeka za kilka kilometrów -pełne fantastycznych kształtów wzniesienia typu gór stołowych:

widok1

jeszcze kilka kilometrów i osiągamy pierwszy cel naszej wyprawy - dolinkę Abu Reesh wręcz usianą swego rodzaju "grzybami" tak, że kojarzyć się może z amerykańską Monument Valey w miniaturze:

1

2

3

Na końcu doliny na grzybkach znajduje się kilka kamiennych wież:

4

z czego jeden jest szczególnie urokliwy:

5

Piknik niestety nie udał się, bo wiatr był jednak dość silny i - jak na Katar zimny, tak więc mimo bluz po chwili wszyscy stracili ochotę na spacery i zostaliśmy w samochodzie.

W pobliżu jest jeszcze jedna atrakcja - mała wioska arabska z oazą. Jej historia jest ciekawa, gdyż pomimo starego wyglądu ma raptem... 10 lat! Została zbudowana do flimu i niejako przy okazji stała się miejscową atrakcją turystyczną:

6

w oazie obok (oaza to może za dużo - ot kępa kilku drzew) jest strusia farma, a raczej tylko ich wodopój, gdyż jej mieszkańcy biegają sobie na wolności w okolicy:

7

Po wiosce oprowadził nas jej mieszkaniec

911

1012

po czym ruszyliśmy dalej na północ. Wkrótce natknęliśmy się na wcinające się w ląd płytkie i wąskie dwie zatoczki przedzielone niewielkimi groblami. I być może nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego, gdyby nie stadko flamingów dostojnie brodzących sobie w wodzie w poszukiwaniu pożywienia.

Niestety - zmierzch zbliżał się i w obawie przed powrotem nieznaną drogą po ciemku zawróciliśmy w kierunku domu z mocnym postanowieniem powrotu wkrótce tym bardziej, że zostały nam do zaliczenia żyjące na wolności w tej okolicy oryxy.

niedziela, 17 grudnia 2006
Koniec igrzysk
Piotr polecial do Polski a ja bralam udzial w gigantycznej zabawie na ulicy po ceremonii zakonczenia Asian Games. To co sie dzialo jest niewyobrazalne to trzeba bylo zobaczyc na wlasne oczy jak Arabowie potrafia sie bawic. Na ulicy powstal gigantyczny korek, ludzie siedzieli z flagami na dachach samochodow, spiewali, zaczepiali wszystkich dookola a atmosfera udzielala sie wszystkim rowniez i mnie. Jechalam akurat z kolezanka i w pewnym momencie rowniez utknelysmy w korku. Obok nas w samochodzie siedzialy dwie sympatyczne Arabki oczywiscie z twarzami zaslonietymi i z wywieszonymi flagami Kataru na calym samochodzie. Usmiechnelysmy sie do nich i tak zaczela sie nasza krotka ale przemila znajomosc:) Arabki odslonily twarze zebysmy mogly je poznac, podarowaly nam flage a pozniej krzyczaly ze kochaja Polske:))) Jezdzilysmy z ta flaga po miescie bawilysmy sie razem z cala ulica i oczywiscie rowniez mialysmy nastawiona muzyke na full sluchalysmy cudownego przeboju IGRZYSK. Arabowie w Katarze to wyjatkowo przyjaznie nastawieni ludzie, ja uwielbiam tutaj byc i mam nadzieje ze jeszcze troszke pobedziemy:))) Sorry ale ja jestem bardzo leniwa i nie pisze z Polskimi literami, wybaczcie:))) Ciekawe jaka pogoda w kraju bo tutaj leje i leje cala pustynia zalana, bloto na ulicach i gigantyczne kaluze!!!!! Czekamy na kielbache i szyneczke:)
 
1 , 2
Napisz do Nas!


Liczba wizyt



Zobacz Księgę Gości

Odwiedziłeś Nas? Masz Uwagi? Będzie Nam miło jeśli dopiszesz się do Księgi Gości


Locations of visitors to this page
Pisz swój dziennik w Internecie
Blog należy do Syndykatu Blox.pl